Myśl René Girarda w świecie J.D. Vance'a i Petera Thiela. Co tu się nie zgadza?

Sprawił, że wiceprezydent USA nawrócił się na katolicyzm, dotarł do źródeł religii i kultury. René Girard, duchowy przewodnik amerykańskiej altprawicy
Czyta się kilka minut
René Girard, 2003 r. // Fot. Jean-Marc Lubrano / Gamma-Rapho / Getty Images
René Girard, 2003 r. // Fot. Jean-Marc Lubrano / Gamma-Rapho / Getty Images

Początek lat 2000. Nieodżałowanej pamięci prof. Krzysztof Okopień prowadzi w Instytucie Filozofii UW zajęcia z filozofii kultury. Jako jedyny omawia ze studentami poglądy francuskiego antropologa René Girarda. Z charakterystyczną, niepowtarzalną manierą powiada o nim: „ostatni, który jeszcze robi coś sensownego”. Wtedy po raz pierwszy słyszę to nazwisko.

Czytane na zajęciach fragmenty „Kozła ofiarnego” momentalnie przyciągają moją uwagę. Bez trudu znajduję w antykwariacie egzemplarz, a w uniwersyteckiej księgarni Liber wydaną właśnie przez KR „Prawdę powieściową i kłamstwo romantyczne”. Z nieco większym trudem docieram do „Dawnej drogi, którą kroczyli ludzie niegodziwi”, dwutomowej edycji „Sacrum i przemoc” oraz nr. 12 (149)/1983 „Literatury na świecie” z obszernymi fragmentami „Rzeczy zakrytych od założenia świata”. 

Nic więcej wtedy po polsku nie ma. Tekstów o koncepcji Girarda brak, prawie nikt się nią u nas nie zajmuje. Mnie jednak wciąga tak bardzo, że postanawiam poświęcić jej pracę magisterską. Nie przypuszczam ani przez moment, że ćwierć wieku później przyjdzie mi pisać o tym autorze w zupełnie nowym kontekście.

Girard prorokiem amerykańskiej altprawicy

W ogromnej paryskiej księgarni Gibert Joseph stoją specjalne stoły, na których wyłożone są książki Girarda. Obok pyszni się jego monumentalna biografia pióra wieloletniego znajomego i interlokutora Benoît Chantre’a. Paryskim stołom towarzyszą nagłówki w amerykańskich i europejskich mediach. 

„Financial Times”: „Jak mało znany francuski krytyk literacki stał się przewodnikiem amerykańskiej prawicy”. „Air Mail”: „Wyrocznia Doliny Krzemowej”. „Harper”: „Wszechobecne i zbiorowe morderstwo. Wielkie, straszne teorie René Girarda”. „Unherd”: „Apokalipsa René Girarda wydarza się teraz”. I tak dalej.

W autobiograficznym, programowym eseju „How I Joined the Resistance” („Jak przyłączyłem się do ruchu oporu”) wiceprezydent Stanów Zjednoczonych J.D. Vance oznajmia, że lektura Girarda – do której zachęcił go Peter Thiel, intelektualny i biznesowy guru amerykańskiej altprawicy – miała zasadniczy wpływ na jego obraz świata oraz nawrócenie na katolicyzm.

A redakcja „Tygodnika Powszechnego” zwraca się do mnie z prośbą o tekst, w którym mam rzucić trochę światła na fenomen francuskiego filozofa i odpowiedzieć na pytanie, czy przywoływanie go w jednoznacznym, politycznym kontekście jest aby na pewno adekwatne.

No właśnie – czy jest?

Mimetyzm i rywalizacja w teorii Girarda

Osobliwie, we wspomnianym eseju J.D. Vance powołuje się niemal wyłącznie na mimetyzm – fundamentalny, acz niewyłączny wątek teorii Girarda. W swojej pierwszej książce pod efektownym tytułem „Prawda powieściowa i kłamstwo romantyczne” (1966), opublikowanej niedługo po 43. urodzinach i niespełna 20 lat po wyprowadzce do USA, Girard postawił prostą, ale brzemienną w skutki tezę. 

Wywiódł ją, co istotne, nie ze statystyk czy badań empirycznych, lecz wyłącznie z lektury wielkich dzieł zachodniej literatury, m.in. Dostojewskiego, Prousta, Cervantesa, Stendhala czy Flauberta. Teza ta brzmi: ludzkie pragnienia nie rodzą się samoistnie, lecz zawsze za pośrednictwem innego. Pragniemy wyłącznie tego, czego najpierw pragną bliźni. Od nich uczymy się naszych pragnień, za nimi w pragnieniach podążamy.

Prowadzi to, siłą rzeczy, do konfliktów i przemocy, które Girard postrzega jako zasadnicze siły sprawcze ludzkiego świata. Tam, gdzie wytwarza się struktura trójkątna – ja, obiekt mojego pragnienia oraz inny podmiot, od którego uczę się tego przedmiotu pragnąć – natychmiast rodzi się rywalizacja. Kiedy zaś rywalizacja rozprzestrzenia się na całą społeczność, sytuacja robi się nad wyraz niebezpieczna. 

W procesie wzajemnego naśladownictwa różnice pomiędzy zwaśnionymi jednostkami i stronami stopniowo się zacierają, aż do całkowitego zaniku. Prędzej czy później taka społeczność staje na skraju zagłady. Wojna wszystkich ze wszystkimi, nie wiadomo o co, nie wiadomo dlaczego, prowadzi nieuchronnie do kompletnej destrukcji i samozniszczenia.

Mechanizm kozła ofiarnego i powstanie kultury

Jedynym wyjściem z tej matni – postuluje Girard w późniejszej pracy pod tytułem „Sacrum i przemoc” (pierwsze wydanie 1972 r.) – okazuje się wytypowanie i zabicie kozła ofiarnego. Czyli kogoś – bo zawsze chodzi o jakiegoś człowieka lub ludzi – kogo obarcza się winą za sprowadzenie na społeczność śmiertelnego zagrożenia.

Morderstwo dokonane na niewinnej ofierze kieruje agresję poza wspólnotę i przynosi natychmiastowy skutek: zjednoczenie w akcie zbiorowego mordu. W efekcie konflikt wygasa, powraca pokój. Żeby jednak mógł on faktycznie i trwale powrócić, wszyscy muszą być absolutnie przekonani, że niewinna ofiara była winna. Skoro zaś była winna, skoro potrafiła wywołać tak gigantyczny kryzys, znaczyć to musi niechybnie, że dysponuje jakimiś nadnaturalnymi mocami. Dodatkowo jej śmierć w magiczny sposób przywraca pokój i dobrobyt.

Tak właśnie – mówi Girard – powstaje archaiczna religia, z jej ambiwalentnym, zarazem przerażającym i fascynującym, niszczącym i karmiącym wyobrażeniem bóstwa. I tak właśnie powstaje kultura jako system mitów i rytuałów – także zastępczych, w których zamiast ludzi zabija się zwierzęta lub dokonuje zabójstw symbolicznych – podtrzymujących wizerunek ofiary jako winnej (żeby scedować ze wspólnoty odpowiedzialność za morderstwo), a zarazem nadnaturalnie potężnej (żeby utrzymać skuteczność pierwotnego mechanizmu ofiarniczego).

Jest to – Girard podkreśla z całą mocą – a priori każdej kultury. Na każdej szerokości i długości geograficznej, w każdej zbiorowości, plemieniu, cywilizacji, u źródeł są ofiary zbiorowego morderstwa. Ukryte pod mniej lub bardziej grubymi warstwami mitów. Te ostatnie, zdaniem Girarda, niczego bowiem nie ujawniają, niczego nie odsłaniają. 

Nie kodują symbolicznie – to autora „Kozła ofiarnego” odróżnia np. od Mircei Eliadego czy Josepha Campbella – żadnej innej prawdy o człowieku, jak tylko prawdę o jego zbrodniczej naturze. Kamuflują ludzką skłonność do przemocy oraz ofiary zabite na ołtarzu zbiorowego pojednania. Są więc niczym więcej jak systemowym kłamstwem i oszustwem.

Dekonstrukcja mechanizmu ofiarniczego

A jednak mechanizm ten, choć uniwersalny, w dzisiejszym świecie nie działa już tak jak kiedyś. Dlaczego? W dodatku – skąd o nim wiemy, skoro mitologiczny kamuflaż jest totalny i skuteczny? Na te pytania odpowiedział Girard w trzech kolejnych książkach – „Rzeczy zakryte od założenia świata” (1978), „Kozioł ofiarny” (1982) oraz „Dawna droga, którą kroczyli ludzie niegodziwi” (1985) – które dopełniły i domknęły całość jego teorii. 

Późniejsze prace, jakkolwiek inspirujące i ważne – zwłaszcza brawurowy esej „Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica” (1999) – jedynie rozwijają i na nowo wykładają idee powstałe wcześniej. No, może poza ostatnią książką „Apokalipsa tu i teraz” (w oryginale „Achever Clausewitz”, czyli „Dokończyć Clausewitza”, pierwsze wydanie 2007), ale do niej jeszcze – jak przystało na ostatnią książkę – wrócimy na końcu.

Dlaczego więc przemoc nie pracuje już w ludzkich zbiorowościach tak, jak kiedyś? Dlatego, że pojawił się Chrystus. Oraz teksty Ewangelii, które przyniosły światu radykalną, głęboką, bezprecedensową rewolucję. Odsłoniły mianowicie – a tym samym zdekonstruowały – struktury ofiarnicze skrywane dotąd skrzętnie przez przedchrześcijańskie mity i religie. Chrystus, mówi Girard, jest pierwszą w dziejach ofiarą zbiorowego morderstwa, która nie tylko od początku wie, że jest niewinna, ale w sposób bezpośredni i jasny obwieszcza swoją niewinność. 

Demonstruje przy tym krok po kroku, na czym polegają systemy kolektywnej przemocy – odsłania je i wydobywa na światło dzienne. A poprzez krzyż, mękę oraz zmartwychwstanie wskazuje cel, do którego prowadzi wyrzeczenie się destrukcyjnego mimetyzmu. Odtąd jedynym wzorcem do naśladowania ma być Chrystus. W tym chrześcijańskim nakazie, żeby nie naśladować nikogo innego, Girard dostrzega najgłębszą i najprawdziwszą mądrość.

Świat po Chrystusie

Lecz przecież – nasuwa się kolejna wątpliwość – wraz z pojawieniem się chrześcijaństwa przemoc wcale nie zniknęła. Niewinne ofiary wciąż giną, także chrześcijanie w toku dziejów dokonują straszliwych, niesprawiedliwych zbrodni. Istotnie – mówi Girard, którego wcale nie zbija to z tropu. I wyjaśnia, że dzieje się tak dlatego, iż – po pierwsze – chrześcijańskie przesłanie, ze wszech miar radykalne, zostało w pełni przyjęte przez relatywnie niewielu. 

Po drugie zaś Chrystus, ujawniając kolektywne tajemnice, zapoczątkował proces nieodwracalnego demontażu struktur regulujących dotychczasowy obieg przemocy w ludzkich społecznościach. Alternatywa wygląda więc tak: albo podążanie za Chrystusem, całkowite wyrzeczenie się mimetyzmu i przemocy, albo dryfowanie po coraz bardziej rozregulowanym oceanie życia społecznego.

Rozregulowanym, bo dawne formy katalizowania zbiorowej i indywidualnej agresji, zażegnywania niebezpieczeństw związanych z kryzysem mimetycznym, już nie działają. Nowych natomiast, prawdziwie chrześcijańskich, nie potrafimy w całości przyjąć i wdrożyć. Oto właśnie krajobraz świata po Chrystusie. 

Świata, który wciąż jeszcze trwa dogasającą siłą polityki i sprzężonego z nią Kościoła, dwóch katechonów, czynników opóźniających apokalipsę. Ale który z jednej strony staje się, teoretycznie, coraz bardziej moralnie świadomy, z drugiej natomiast pogrąża się w postępującym, nieświadomym mimetyzmie.

Z jednej strony wie już i rozumie, że zabijanie niewinnych jest złe, z drugiej – nie potrafi wyrzec się przemocy, ulega bowiem oświeceniowej, racjonalistycznej iluzji, która odrzuca każdą formę religijności jako zabobon. Tymczasem tylko religia – przekonuje Girard – a w szczególności religia chrześcijańska zdolna jest ujrzeć człowieka w pełni jego irracjonalnych uwikłań w przemoc.

„Apokalipsa tu i teraz” Girarda

Czy to oznacza, że Chrystus poniósł porażkę? Że jego przesłanie wpadło w próżnię? Nieodwracalnie naruszyło stabilny, choć oparty na złu i morderstwie, gmach, w którym dotąd funkcjonowała ludzkość, ale nie dało wiele w zamian? Nawet jeśli – dowodzi Girard w swojej ostatniej książce (mówiłem, że do niej na koniec wrócimy), rozmowach, jakie przeprowadził z nim Benoit Chantre – to jest to porażka przewidywana od samego początku.

Zaświadcza o tym tekst „Apokalipsy według św. Jana”, kolejna rękojmia wyjątkowości chrześcijaństwa, jedynej religii, która otwarcie przepowiada własną klęskę. Apokaliptyczne wizje, obecne również w listach św. Pawła, zdaniem Girarda wskazują, że z chwilą nieprzyjęcia ujawnionej przez Chrystusa prawdy o źródłach kultury wkroczyliśmy na ścieżkę samozniszczenia. Cykle przemocy, w których nieświadomie uczestniczymy, nie spełniają już swojej dawnej roli, a mianowicie nie prowadzą do uspokojenia i ustania konfliktów. A jeśli jeszcze tu i ówdzie prowadzą, to na coraz krótszą metę.

Rywalizacje mimetyczne stają się coraz intensywniejsze, nasza świadomość uczestnictwa w nich jednak systematycznie spada. Oznacza to w praktyce ruch wyłącznie w jedną stronę – w stronę eskalacji. W tej chwili – a Girard wypowiadał te słowa w 2007 r. – wkroczyliśmy już na ścieżkę, z której nie ma odwrotu.

Jak jednak przystało na człowieka wierzącego – skądinąd, Girard podkreślał nie raz, że to własne rozważania doprowadziły go do nawrócenia (uznania, że skoro przekaz Chrystusa jest tak rewolucyjny, to jego źródła nie mogą być czysto ludzkie) – przekonanie o zbliżającym się końcu Zachodu i świata idzie u Girarda w parze z radykalną nadzieją na drugie przyjście Chrystusa. I ostateczne wyrwanie się spod władzy mimetycznej przemocy, którą – nietrudno zgadnąć – utożsamia z figurą szatana.

Selektywne wykorzystanie Girarda przez prawicowych polityków

Wróćmy zatem do wyjściowego pytania o fascynację, jaką teorie Girarda budzą wśród współczesnych przedstawicieli amerykańskiej altprawicy, w szczególności J.D. Vance’a i Petera Thiela.

Otóż rzuca się najpierw w oczy – na co zwrócił niedawno uwagę m.in. szkocki filozof Alexander Douglas, profesor Uniwersytetu St. Andrews – że zarówno Thiel, jak i Vance posługują się Girardem, mówiąc delikatnie, nader selektywnie. Przede wszystkim, jak już wspomniałem na początku, akcentują mimetyzm, podkreślając, że punktem zwrotnym w ich doświadczeniu było porzucenie naśladownictwa i szczere postanowienie, żeby wreszcie zrobić coś samodzielnego. 

W ten sposób czynią z girardiańskiej teorii jeszcze jedno poręczne narzędzie wspierające typowo neoliberalną, indywidualistyczną opowieść o heroicznej jednostce. Tymczasem Girard jest od niej jak najdalszy. Przeciwnie, za ojcami Kościoła i tekstami Ewangelii – a także za Janem Pawłem II – zwraca nieustannie uwagę na fundamentalne braterstwo i wspólnotę łączące wszystkich ludzi bez wyjątku.

Druga rzecz to wprzęgnięcie apokaliptycznej narracji autora „Kozła ofiarnego” – oraz w ogóle całej jego koncepcji – w opowieść o wielkim polityczno-cywilizacyjnym konflikcie i wojnie kulturowej. O ile Girard istotnie przestrzegał przed procesami nieuchronnie rozsadzającymi Zachód od środka i z ogromnym niepokojem przyglądał się choćby ekspansji radykalnego islamu, o tyle zasadniczym przesłaniem jego teorii było zawsze bezwarunkowe przyjęcie chrześcijańskiej nowiny. Całkowite odrzucenie przemocy, odejście od mimetyzmu – choć, jak podkreślał, wszystko, co mówimy i robimy, jest nim nieuchronnie skażone. 

W myśleniu Girarda wszyscy, bez wyjątku, jesteśmy potencjalnie narażeni na zakaźne działanie przemocy. Wszyscy także, siłą podobną sile grawitacji, podlegamy fundamentalnemu prawu, wedle którego zwaśnione strony każdego konfliktu nieuchronnie się do siebie upodabniają.

Jednym słowem, przekonanie o własnej bezwzględnej racji, logika banknotu i rewolweru, zasobów militarnych i finansowych, zademonstrowana Wołodymyrowi Zełenskiemu przez Donalda Trumpa i J.D. Vance’a podczas pamiętnej rozmowy w Gabinecie Owalnym – wyznawana przez Petera Thiela, głoszona przez Johna Mearsheimera, stosowana w praktyce m.in. także przez Władimira Putina – stoi na absolutnych antypodach wszystkiego, co postulował René Girard.

Ponadczasowe przesłanie Girarda

Ale ostatecznie – myślę – to jednak dobrze, że za sprawą Thiela czy Vance’a Girard zaczął nagle trafiać do szerokiej publiczności. Jego radykalne antyprzemocowe przesłanie – a nade wszystko przenikliwe analizy ludzkiej skłonności do przemocy, kłamstwa i cedowania winy na niewinnych – z całą pewnością okaże się silniejsze aniżeli wszelkie doraźne próby przykrojenia go do takiego czy innego politycznego interesu.

Podobnie jak silniejsze od takich prób okazały się – i okazują – teksty Ewangelii, których błyskotliwej, pełnej pasji analizie Girard poświęcił przecież całe swoje życie. 


René Girard „Prawda powieściowa i kłamstwo romantyczne”, „Sacrum i przemoc”, „Rzeczy ukryte od założenia świata”, René Girard „Apokalipsa tu i teraz” // materiały prasowe

PRAWDA POWIEŚCIOWA I KŁAMSTWO ROMANTYCZNE (1966)
W swej pierwszej książce Girard stawia prostą, ale brzemienną w skutki tezę: ludzkie pragnienia nie rodzą się samoistnie, lecz zawsze za pośrednictwem innego, co siłą rzeczy prowadzi do konfliktów i przemocy.

SACRUM I PRZEMOC (1972) 
Wytypowanie i zabicie „kozła ofiarnego”, którego obarcza się winą za sprowadzenie na społeczność śmiertelnego zagrożenia, kieruje agresję poza wspólnotę i przynosi zjednoczenie w akcie zbiorowego mordu. Konflikt wygasa, powraca pokój.

RZECZY UKRYTE OD ZAŁOŻENIA ŚWIATA (1978), KOZIOŁ OFIARNY (1982), DAWNA DROGA, KTÓRĄ KROCZYLI LUDZIE NIEGODZIWI (1985)
Trzy kolejne prace, w których Girard rozwija koncepcję przemocy kolektywnej jako mechanizmu kształtującego religie, kultury i cywilizacje, a także omawia przedstawienia kozła ofiarnego w mitach i tekstach biblijnych.

APOKALIPSA TU I TERAZ (2007)
O wyjątkowości chrześcijaństwa, jedynej religii, która otwarcie przepowiada własną klęskę: apokaliptyczne wizje realizują się dziś – nieprzyjęcie ujawnionej przez Chrystusa prawdy o źródłach kultury wprowadziło nas na ścieżkę samozniszczenia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Ewangelia według Girarda