Życie i śmierć Noelii Castillo Ramos: jakie zobowiązania wobec cierpiących ma wspólnota

Czy dziewczyna, która przez całe życie nie dostała znikąd pomocy, powinna była dostać ją w końcu w postaci eutanazji, na swój własny sądowy wniosek?
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek

Śmierć Noelii Castillo Ramos, 25-letniej Hiszpanki, która została na własne życzenie poddana eutanazji, jest wydarzeniem bezbrzeżnie smutnym i ciemnym. Jest tragicznym zwieńczeniem tragicznego losu.

Noelia urodziła się w dysfunkcjonalnej rodzinie, od trzynastego roku życia aż do uzyskania pełnoletniości przebywała w ośrodku opieki. Jak mówiła w wywiadach, trzykrotnie padła ofiarą gwałtu, w tym dwa razy zbiorowego, nigdy jednak nie zgłosiła tego policji. 

Próba samobójcza i brak zainteresowania społecznego

W 2022 roku podjęła próbę samobójczą skacząc z budynku, w wyniku czego złamała kręgosłup i została sparaliżowana od pasa w dół. Odtąd cierpiała na silne neuropatyczne bóle, nie była w stanie samodzielnie załatwiać potrzeb fizjologicznych, a jej stan psychiczny – wcześniej zdiagnozowano u niej zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne i osobowość borderline – systematycznie się pogarszał. 

Dwa lata po nieudanej próbie samobójczej wystąpiła do hiszpańskiego sądu o eutanazję. Zaraz potem sprzeciw zgłosił ojciec dziewczyny, który skądinąd wcześniej w ogóle się nią nie interesował. Po jego stronie w sprawę zaangażowało się m.in. stowarzyszenie chrześcijańskich prawników oraz przedstawiciele Kościoła katolickiego.

Ostatecznie jednak najpierw sąd w Hiszpanii, a później, finalnie, Europejski Trybunał Praw Człowieka odrzuciły ich wnioski – i 26 marca 2026 roku Noelii Castillo Ramos podano śmiercionośny zastrzyk.

Śmierć Noelii i światopoglądowa wojna

Jej historia stała się natychmiast – podobnie jak historia Zorai ter Beek, o której pisałem w 2024 roku – przedmiotem zagorzałych dyskusji w mediach społecznościowych, a także osią politycznej i światopoglądowej wojny. 

Na rzecz każdego możliwego stanowiska, jakie tylko da się zająć w tej sprawie, wytoczono, podobnie jak w analogicznych przypadkach, wszelkie dostępne argumenty. Znam je dobrze, zarówno za, jak i przeciw, nie raz je tutaj rekapitulowałem, nie raz się do nich krytycznie albo aprobatywnie odnosiłem, nie raz je również sam zajmowałem. 

Abstrahując jednak od tego, jak to lub tamto stanowisko można wyłożyć i obronić, abstrahując od tego, czy da się je umieścić, czy nie na jakimś sztandarze – czytając o życiu i śmierci Noelii Castillo nie sposób oprzeć się pewnemu wrażeniu. 

Wspólnota i obowiązki wobec cierpiących

Jak je adekwatnie wyrazić? Trzeba to robić ostrożnie. Poruszamy się tu bowiem po terenach granicznych. Tam, gdzie ważą się i rozstrzygają nie tylko nasze rozumienie życia i śmierci, lecz także, a może przede wszystkim, nasze przekonania co do tego, czym jest wspólnota i czym jest cierpienie oraz jakie wspólnota ma zobowiązania względem cierpiących.

Wbrew zapalczywo-beztroskiej (co tylko z pozoru zdaje się paradoksalnym połączeniem) postawie, którą przyjmują najbardziej zradykalizowani bojownicy różnych barykad, nie idzie tutaj o wygraną w jakiejś bitwie, lecz właśnie o głębinową redefinicję powyższych pojęć i wyobrażeń. Czyli o życie, cierpienie i śmierć nas wszystkich, bez wyjątku i bez względu na poglądy, wierzenia czy systemy wartości. W ferworze polaryzacji, pod permanentnym ostrzałem praktycznie uniemożliwiającym dziś prowadzenie dyskusji na najistotniejsze tematy, takie rzeczy znikają nam z pola widzenia. 

Podobnie jest tutaj. Niezależnie od moich poglądów na kwestię legalności eutanazji, kiedy czytam o bezbrzeżnie smutnej, tragicznej historii Noelii Castillo Ramos, nasuwa mi się od razu kilka pytań. 

Czego nie zrobiono w sprawie Noelii Castillo Ramos

Czy wspólnota – społeczeństwo i państwo, krąg bliższych i dalszych znajomych – w której żyła ta dziewczyna, nie miała jej wcześniej do zaoferowania niczego innego? Czy to jest odpowiedź, którą – jako wspólnota, jako społeczeństwo i państwo – mamy dawać tym z nas, którzy nie są śmiertelnie chorzy, ale dotknięci innym strasznym cierpieniem? 

Cierpieniem, któremu na różnych etapach można było zapobiec albo złagodzić jego skutki, gdyby tylko wykazano się większą troską i uważnością? Czy nie stać nas na nic więcej? Czy Noelia Castillo Ramos, która przez całe życie nie dostała znikąd pomocy, powinna była dostać ją w końcu w takiej postaci, na swój własny sądowy wniosek, potwierdzony formalnie przez Międzynarodowy Trybunał Praw Człowieka? 

Czy ów Trybunał, czy owe sądy, czy wspólnota, społeczeństwo i państwo, których te instytucje są emanacją, nie mogły wcześniej zrobić dla niej czegoś, co uczyniłoby jej życie lżejszym i znośniejszym? Co sprawiłoby, że jej życie stałoby się dla niej samej warte podtrzymania, nie zaś zasługujące już tylko na unicestwienie?

I jeszcze – w jaki sposób prowadzić sensowną politykę prewencji samobójstw, a zarazem sankcjonować i afirmować samobójstwa dokonywane przez ludzi pogrążonych w rozpaczy, cierpiących, niedostrzegających dla siebie żadnej nadziei? 

Przy okazji sprawy Zorai ter Beek na niektóre aporie tego rodzaju zwrócili uwagę czterej profesorowie psychiatrii, Julian C. Hughes, Jonathan Cavanagh, Allan House i Alan Thomas podpisani pod listem otwartym opublikowanym wówczas na łamach „The Guardian”. Ale podobnych aporii jest znacznie więcej. 

Wydaje mi się, że trzeba się z nimi uczciwie zmierzyć, zamiast rytualnie rzucać się sobie do gardeł. Gdzie bowiem umieszcza się czyjąś bezbrzeżnie smutną, tragiczną historię na sztandarze, a następnie tym sztandarem zapalczywie powiewa, tam podmiot tej historii prędzej czy później znika.

Dokładnie tak, jak zniknęła Noelia Castillo Ramos, której przez całe życie nikt nie potrafił pomóc. Za to kiedy zażądała śmierci – pomoc znalazła się niemal od razu.


Spotkaj się ze mną podczas ZLOTU POWSZECHNEGO: już 29 maja w Krakowie!

Zlot Powszechny to ogólnopolski zjazd sympatyków Tygodnika Powszechnego, którego centralnym punktem będą rozmowy z udziałem redaktorów, dziennikarzy i współpracowników.

Chcemy, aby Zlot Powszechny był miejscem pogłębionej debaty na najważniejsze dziś tematy społeczne. Miejscem nawiązywania kontaktów, twórczej energii i prawdziwej dyskusji. Bez pośpiechu. Bez uproszczeń. Z uważnością. Wydarzenie odbędzie się w piątek 29 maja w Krakowie w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Uświetni je koncert Grzegorza Turnaua.

Bilety na ZLOT POWSZECHNY są dostępne w serwisie Evenea >>>


Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 15/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Wspólnota i śmierć