Chrześcijaństwo jest jedną z najgłębszych (może najgłębszą) odpowiedzi na tragizm, jakie kiedykolwiek w historii sformułowano. W dzisiejszym świecie, przenikniętym specyficzną odmianą fatalizmu, jego przesłanie pozostaje wyjątkowo aktualne.
Mamy też współcześnie do czynienia ze swoistym powrotem do chrześcijaństwa. Rozczarowanie rozmaitymi nowymi-starymi duchowościami staje się coraz wyraźniejsze, a ludzie zaczynają znów zwracać się tam, gdzie istnieją sprawdzone i skuteczne metody przechodzenia przez sytuacje graniczne: śmierć, narodziny, miłość, przemijanie, cierpienie.
Tego rodzaju teza (rozwijałem ją w wydanym jesienią 2024 r. „Powrocie fatum”, ale od tamtej pory ukazało się wiele publikacji na ten temat) stoi w sprzeczności z – nazwijmy to – liberalno-lewicowym konsensusem, który w chrześcijaństwie, czy też religii w ogóle, nakazuje widzieć co najwyżej echo przeszłości. Powidok przedoświeceniowych mroków spowijających ludzkość aż do nastania ery rozumu, względnie – instrument opresji dokonywanej przez włodarzy religijnych instytucji na pogrążonej w opiumicznym letargu ludzkości.
Stoi w sprzeczności nie tylko dlatego, że nie wieszczy końca religii, lecz także dlatego, że dostrzega w niej jakość, której tamto ujęcie jej odmawia. A mianowicie zdolność do całościowego, symboliczno-rytualnego ujmowania, a zarazem „regulowania” zarówno tego, co w człowieku i życiu społecznym racjonalne, jak i tego, co nieuchwytne z pomocą mikroskopu i kalkulatora.
Odrodzenie chrześcijaństwa: na czym polega to zjawisko
Jeśli ktoś chciałby się o tym dowiedzieć czegoś więcej, niech wpisze w przeglądarkę hasło „christian revival” („odrodzenie chrześcijaństwa”). Z pewnością natrafi na teksty publikowane m.in. w „The New York Times” czy na portalu Unherd; na raport „The Quiet Revival”, który rejestruje wzrost nawróceń na katolicyzm i anglikanizm zwłaszcza wśród młodych pokoleń Brytyjczyków; informacje o sporej liczbie dorosłych chrzczonych we francuskich kościołach w okresie Wielkanocy (nawiasem mówiąc, w tym roku znowu padł rekord); albo też na doniesienia o deklarujących powrót do chrześcijaństwa intelektualistach i artystach, wśród których są m.in. Tom Holland, Nick Cave czy Paul Kingsnorth.
Oczywiście, zjawisko nie jest masowe i – jak słusznie zwracają uwagę krytycy odmawiający mu ciężaru gatunkowego – obejmuje, przynajmniej na razie, relatywnie niewielką grupę osób. Faktem jest jednak, że jeszcze dekadę czy dwie temu jakiekolwiek dywagacje o odrodzeniu chrześcijaństwa wydawały się bezzasadne, a francuskie czy brytyjskie kościoły systematycznie się wyludniały.
Podobnie zresztą i w Polsce, gdzie dziś – choć to nie statystyka, lecz zwykła obserwacja – na mszach w dużych miastach zbierają się tłumy młodych ludzi, którzy, podobnie jak ich francuscy czy brytyjscy rówieśnicy, poszukują tego, czego im w świecie brakuje. Sensu, wspólnoty i powagi. Namacalnej, bo ujętej w symbol, mit i rytuał rzeczywistości, do której dostęp mamy współcześnie utrudniony. Rzeczywistości... jak ją nazwać? Transcendencją? Troską ostateczną? Fundamentalnym sensem? Czymś, co przekracza doraźność i doczesność – i dotyka tajemnicy? A jednocześnie wiąże się z miłością i śmiercią? Nazywa je, nadaje im formę, pozwala pomyślnie zmierzyć się z ich przekraczającą wszelkie miary potęgą. A, co najważniejsze, czyni to w sposób wolny od wszechobecnej logiki rynku.
„Dlaczego potrzebujemy religii?”: badacz mózgu o chrześcijaństwie
Tak właśnie stawia sprawę Iain McGilchrist, jeden z najgłośniejszych i – by tak rzec – najbardziej „modnych” neuronaukowców, a przy tym filozof i myśliciel, który empiryczne badania potrafi arcyciekawie wpisać w kulturowy kontekst (rozmowa z nim ukazuje się w tym numerze, w dziale Nauka).
Mówił o tym w wystąpieniu „Why we need religion?” („Dlaczego potrzebujemy religii?”), wygłoszonym w marcu w Pusey House w Oksfordzie podczas konferencji zatytułowanej „Christian Revival: Our post-liberal hope?” („Odrodzenie chrześcijaństwa: nasza postliberalna nadzieja?”). Tekst tego wystąpienia – podobnie jak pozostałych – udostępniono w całości w internecie i zdecydowanie warto doń zajrzeć, jest to bowiem rzadki przykład połączenia twardej nauki i filozoficznej głębi.
W duchu Junga i Kołakowskiego – choć opierając się na badaniach mózgu, nie zaś na analizach wytworów psyche czy zachodniej tradycji filozoficznej – McGilchrist demonstruje, jak chrześcijańska opowieść harmonijnie splata myślenie skupione na szczególe z perspektywą integrującą, obejmującą całość. Przy czym we współczesnej zachodniej kulturze dostrzega zachwianie tych proporcji. Punktuje rosnącą przewagę technokracji nad mądrością, biurokracji i algorytmu nad zróżnicowanym ludzkim oglądem wspartym na wartościach i sumieniu, bezsensu nad sensem, kalkulacji nad troską.
Nie jest przy tym ani specjalnym pesymistą, ani optymistą. Nie twierdzi, że z całą pewnością zawrócimy z tej drogi, lecz tylko że nie opłaca się dalej nią iść, a zwrot w stronę chrześcijańskiej tradycji – wraz z jej upostaciowieniem w filozofii, micie, muzyce, architekturze, sztuce i symbolu – mógłby przynieść korzystne skutki.
Myślę, że warto tę propozycję przynajmniej solidnie przemyśleć. I wziąć w duży nawias rozmaite uprzedzenia i przesądy, od których postoświeceniowy umysł, wbrew temu, co sobie wyobraża, nie jest bynajmniej wolny. I na których – skądinąd – korzystają dziś najbardziej wielkie korporacje i cynicznie usposobieni politycy.
Spotkaj się ze mną podczas ZLOTU POWSZECHNEGO: już 29 maja w Krakowie!
Zlot Powszechny to ogólnopolski zjazd sympatyków Tygodnika Powszechnego, którego centralnym punktem będą rozmowy z udziałem redaktorów, dziennikarzy i współpracowników.
Chcemy, aby Zlot Powszechny był miejscem pogłębionej debaty na najważniejsze dziś tematy społeczne. Miejscem nawiązywania kontaktów, twórczej energii i prawdziwej dyskusji. Bez pośpiechu. Bez uproszczeń. Z uważnością. Wydarzenie odbędzie się w piątek 29 maja w Krakowie w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Uświetni je koncert Grzegorza Turnaua.
Bilety na ZLOT POWSZECHNY są dostępne w serwisie Evenea >>>

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















