Ojcowskie widma. Dojrzały polski film o męskiej depresji i córce szukającej odpowiedzi

„Dlaczego to zrobił?” – pyta bohaterka „Innego końca nie będzie”, debiutu Moniki Majorek o milczeniu, które trwa latami. Ten dopracowany w szczegółach film, mimo ciężaru tematu, tchnie świeżością.
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
„Innego końca nie będzie", reż. Monika Majorek // materiały prasowe
„Innego końca nie będzie", reż. Monika Majorek // materiały prasowe

Nie znając do końca swojego końca, jednego możemy być pewni: zostaną po nas gigabajty filmików i zdjęć. Nieobecny bohater tego filmu zgromadził je co prawda w wersji analogowej, na VHS-ach i klasycznie wywołanych odbitkach, ale w hurtowych zaiste ilościach. Nic dziwnego, był z zawodu fotografem, lecz także mężem i ojcem trójki dzieci, których wspólne szczęśliwe chwile z zapamiętaniem utrwalał. Sam również pojawia się w tych nagraniach, czasem komentując czy błaznując. Kiedy rodzeństwo przegląda je po latach, zadaje sobie spóźnione pytanie: dlaczego nie widzieliśmy, że jest smutny? 

  • INNEGO KOŃCA NIE BĘDZIE – reż. Monika Majorek. Prod. Polska 2024. Nowe Horyzonty VoD, e-Kino Pod Baranami, Moje eKino, Rakuten TV, Megogo, Premiery CANAL+, Player, polsat box go, TVP VoD. 

Debiutantka Monika Majorek nakręciła dojrzały film o tym, co poszło nie tak z tym mężczyzną. Choć przecież dużo bardziej o tych, którzy dzisiaj muszą sobie radzić z podjętą przez niego krytyczną decyzją. Główna bohaterka, trzydziestoparoletnia Ola z Warszawy, odwiedza rodzinne strony trzy lata po tragedii. Tymczasem na starych śmieciach trwa wielka inwentaryzacja – za chwilę rodzinny dom ma być sprzedany. Matka (Agata Kulesza) znalazła już nowego partnera, a dużo młodsze rodzeństwo (Sebastian Dela, Klementyna Karnkowska) próbuje, każde na swój sposób, odnaleźć się w nowej sytuacji.

Maja Pankiewicz w roli zasługującej na nagrodę

Jednakże Ola nie może łatwo pogodzić się z przeprowadzką i zamknięciem pewnego rozdziału. Nawiedzana przez ojcowskie widma, nie tylko te z domowych wideo, ściąga ze złomowiska auto zmarłego, tropi jego przeszłość, poszukuje winnych, odtwarza przed obiektywem minione sytuacje. Wierzy, że w dawnych zapisach kryje się odpowiedź na pytanie, jakie tak często zadają sobie ci, których nieżyjący pozostawił: dlaczego (nam) to zrobił? Lecz choć dałoby się wynaleźć rozmaite powody, dowody czy poszlaki, musi ono, przynajmniej częściowo, pozostać w zawieszeniu.

„Innego końca nie będzie” to kino skromne i ściszone, które ledwie przemknęło przez polskie ekrany, a na ubiegłorocznym festiwalu w Gdyni nie zakwalifikowało się do konkursu głównego, co dla wielu, włącznie z wyżej podpisaną, było decyzją niezrozumiałą. Maja Pankiewicz w roli córki uginającej się pod „inwazją wspomnień” z pewnością zasłużyła na nagrodę. Podobnie i sam film, tchnący – pomimo ciężaru tematu – jakąś świeżością, naturalnie zagrany, dopracowany w szczegółach, organicznie wrośnięty w pejzaż i domowe trzewia. Wiele w nim kotłuje się pod powierzchnią codziennych zdarzeń, a także między słowami, bo to w dużej mierze opowieść o zatartej przez lata komunikacji. Okazuje się, że czasami dużo łatwiej powiedzieć coś istotnego do kamerki niż przed najbliższą osobą. Wygląda, jakby i ten film był takim właśnie wideolistem, pisanym do kogoś, kogo już nie ma, i z kim nie zdążyło się naprawdę porozmawiać.

Bez telewizyjnych uproszczeń, może z wyjątkiem zbyt literalnie oczyszczającego finału, opowiada młoda reżyserka o radzeniu sobie ze stratą. Oraz o czyimś życiu zapisanym w różnej maści artefaktach: w zwykłych przedmiotach, banalnych rejestracjach typu spersonalizowane powitanie w poczcie głosowej, w rozmaitych śladach dawnej obecności.

Ale to też film trochę przeciwko ślepemu przywiązaniu do tego wszystkiego. Dający każdej z postaci indywidualny rytm żegnania się ze zmarłym i szukania dla siebie nowego otwarcia, co główna bohaterka chciałaby z początku ustawiać na własnych zasadach, zgodnie ze swoim bólem.

„Innego końca nie będzie” jest wreszcie filmem o męskiej depresji – wstydliwej, latami ukrywanej w przydomowej szopie i przez to niedostrzeganej. Dobrze, że coraz więcej tytułów (patrz: „Manchester by the Sea”, „Aftersun”, „Prawdziwy ból”) przełamuje to tabu i znajduje dla niego nową, coraz subtelniejszą ekspresję.   

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”