Była „najważniejszym bogiem”, napisał w 1956 r. Jerzy Bereś, świeżo upieczony absolwent rzeźby na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, z czasem – jeden z kluczowych artystów II połowy XX w. Maria Jarema od kilku lat nie pokazywała już wtedy swych prac publicznie – po wprowadzeniu socrealizmu wycofała się z życia artystycznego. Była nieobecna, ale pozostawała autorytetem.
Ponownie zaczęła wystawiać w czasach postalinowskiej odwilży. W 1956 r. z Tadeuszem Kantorem i Kazimierzem Mikulskim założyła teatr Cricot 2. W kolejnym roku znalazła się wśród osób tworzących Grupę Krakowską. W 1958 r. wzięła udział w Biennale Sztuki w Wenecji.
„Prace jej spokojnie przeciwstawiały swą obecność tysiącom rzeźb i obrazów, setkom nazwisk, reprezentujących sztukę współczesną całego świata” – notował bliski artystce historyki i krytyk sztuki Mieczysław Porębski. Została doceniona, ale nie zdążyła nacieszyć się uznaniem. Zmarła na białaczkę w wieku 50 lat.
Maria Jarema – Zachód dopiero ją odkrywa
Jej dzieła szybko zostały wpisane do kanonu polskiej sztuki. Jako jedna z nielicznych Jarema znalazła się też w gronie tych, których – mimo dominacji męskiej perspektywy w patrzeniu na sztukę – nie można było pominąć. Była obecna w każdym opracowaniu i podsumowaniu, a jej prace znalazły się w stałych ekspozycjach muzealnych.
A jednak przez długie lata, mimo wszystko, zdawała się nie wzbudzać większego zainteresowania i emocji – jakby uznano, że jest to ważna, ale historyczna twórczość. Ostatnią wystawę monograficzną Jaremy oglądaliśmy pod koniec lat 90. w warszawskiej Zachęcie.
A potem, całkiem niedawno, coś się zmieniło. W 2019 r. ukazała się biografia Jaremy autorstwa Agnieszki Daukszy. Następnie wydano zbiór tekstów artystki, dzięki któremu mogliśmy się przekonać, że była niezwykle uważną i ciekawą komentatorką sztuki. Wreszcie, po ponad ćwierćwieczu, zorganizowano kolejną wystawę jej twórczości.

Jest jeszcze jeden paradoks związany z recepcją tej twórczości. „Jarema była takim twórcą samoistnym, jednym z kilku zaledwie, którzy mogli się mierzyć swoimi osiągnięciami z nowoczesną myślą plastyczną na świecie” – wspominał artystkę Julian Przyboś na łamach „Przeglądu Kulturalnego”. Wielokrotnie próbowano rozpropagować za granicą jej twórczość – jednak poza Polską pozostała właściwie nieznana.
Obecna wystawa, przygotowana przez francuskiego historyka sztuki i kuratora Érica de Chassey oraz Natalię Sielewicz, ma szansę to zmienić. Tym bardziej że jesienią zostanie zaprezentowana w monachijskim Lenbachhaus, jednym z najważniejszych miejsc w Europie zajmujących się sztuką minionego stulecia.
Pomiędzy lewicowym aktywizmem a realiami komunizmu
Twórcy wystawy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej zaproponowali nowe spojrzenie na twórczość Jaremy. Kluczem do opowieści o artystce stało się przywołane w tytule wystawy pęknięcie. Przede wszystkim chodzi tu o napięcia i wewnętrzne sprzeczności – jak pisze Éric de Chassey – „między modernistycznym pragnieniem, by tworzyć dzieła autonomiczne, a wiernością rzeczywistej sytuacji”. Ale były też inne pęknięcia w jej twórczości i biografii, m.in. między lewicowym zaangażowaniem a realiami komunistycznego ustroju w powojennej Polsce.
Jarema nie odwracała się od rzeczywistości, z którą nieraz musiała brutalnie się konfrontować. Jeszcze jako studentka współtworzyła Grupę Krakowską skupiającą młodych artystów, których połączył bunt wobec systemu nauczania w krakowskiej ASP. Jednak nie mniej istotny był dla nich sprzeciw wobec sytuacji społecznej i politycznej w Polsce lat 30.
Potem przyszły okrucieństwa niemieckiej okupacji. Jarema traci w tym czasie bliskie sobie osoby, w tym członków Grupy. Stanisław Osostowicz ginie podczas oblężenia Warszawy we wrześniu 1939 r. Mojżesz Schwanenfeld zostaje prawdopodobnie zamordowany w getcie lwowskim w 1942 r. Jonasz Stern, też tam osadzony, przeżyje rozstrzelanie i wydostanie się spod sterty ciał. Henryk Wiciński umiera na gruźlicę w 1943 r.
16 kwietnia 1942 r. Niemcy dokonują aresztowań w Kawiarni Plastyków przy ulicy Łobzowskiej w Krakowie, gdzie artystka pracuje jako kelnerka i szatniarka. Blisko 200 osób zostaje wysłanych do Auschwitz – tylko nieliczni przeżyją. Rozstrzelany zostaje Ignacy Fik, poeta i krytyk, założyciel podziemnej komunistycznej grupy „R” (Rewolucja), z którą Jarema współpracowała. Jej partner życiowy, pisarz Kornel Filipowicz, trafia do obozu koncentracyjnego. Ona sama jest świadkinią akcji pacyfikacyjnych w dniu 28 lipca 1943 r. na Woli Justowskiej.
Po wojnie zaś, mimo lewicowych przekonań, wstępuje do PPR, a następnie do PZPR, choć pozostaje krytyczna wobec działań rządzących. W 1949 r. zamiast dostosować się do oczekiwań tworzenia realizmu socjalistycznego, wybiera artystyczne milczenie.
Poszukiwania własnej drogi
Jednocześnie cały czas poszukuje własnego języka artystycznego – niezależnego, autonomicznego. Kończy rzeźbę w pracowni Xawerego Dunikowskiego. Poświęca się jej w latach 30., przekształcając zaczerpnięte z rzeczywistości formy, przede wszystkim ludzkiego ciała, w niemalże abstrakcję, z rytmicznym spiętrzeniem kształtów, grając obłymi płaszczyznami i ostrymi ich załamaniami. Nieliczne, do dziś zachowane, należą do najciekawszych przykładów rzeźby w Polsce w dwudziestoleciu międzywojennym.
Cały czas konfrontuje się też z aktualnymi zjawiskami w sztuce. W 1937 r. udaje się jej wyjechać na stypendium do Paryża, gdzie ogląda Międzynarodową Wystawę Surrealistów. Wyciąga z niej własną lekcję, łącząc ją z doświadczeniami zaczerpniętymi ze sztuki abstrakcyjnej.
Wybuch wojny nie tylko niweczy kolejny wyjazd za granicę, ale w ogóle ogranicza możliwości tworzenia. Jarema porzuca rzeźbę i zajmuje się malarstwem oraz rysunkiem, które wcześniej były marginesem jej twórczości. Przy nich już pozostanie, chociaż w 1949 r. projektuje pomnik-fontannę Fryderyka Chopina na krakowskich Plantach, któremu nadaje abstrakcyjny kształt oparty na motywie fortepianu. Niezwykły – na realizację będzie musiał poczekać ponad pół wieku.

Do Paryża wyjeżdża dopiero w 1947 r. Wreszcie, w czasach odwilży, spędza tam kilka miesięcy na przełomie 1956 i 1957 r. Każdy z tych pobytów jest okazją do konfrontowania się z tym, co aktualnie dzieje się w sztuce. Jarema wyciąga wnioski z informelu i abstrakcji kinetycznej, które poznaje podczas ostatniego pobytu. Znajduje w nich echo własnych poszukiwań tego, w jaki sposób oddać na płaszczyźnie obrazu ruch i przestrzeń.
U Jaremy „obraz gra, pulsuje, oddycha, plany zbliżają się, oddalają i przenikają” – pisał o powstałych w tym czasie pracach Zbigniew Herbert na łamach „Tygodnika Powszechnego”.
Jarema nie bała się poznawania twórczości innych. Przeciwnie. W 1937 r. pisała: „Sztuka, jak wszelka wiedza, jest międzynarodowa. Opierając się na zdobyczach ogólnoświatowych, szuka dalszych problemów i rozwiązań, które w swoim sensie intelektualnym nie mają nic wspólnego z narodowością albo rasą”. Albo: „Przenikanie obcych wpływów i szeroko pojęte współzawodnictwo międzynarodowe odświeża, kształci i wzbogaca kulturę każdego narodu”.
Przez całe życie udowadniała, że potrafi krytycznie analizować twórczość innych, nie tracąc przy tym własnego głosu.
Dialog z dziełami klasyków
Siłą ekspozycji w Muzeum Sztuki Nowoczesnej jest właśnie pokazanie rozmów Jaremy z innymi artystami. Zestawiono na niej prace artystki z dziełami klasyków awangardy Pabla Picassa i Henri Matisse’a, jej rówieśników Jeana-Michela Atlana, Maurice’a Estève’a i Hansa Hartunga, ale też reprezentującego kolejne pokolenie Jeana Tinguely. Wreszcie, skonfrontowano jej dzieła z dziełami innych polskich artystek i artystów.
Zaaranżowano w ten sposób dialogi, czasami zaskakujące, jak w „Akcie” z 1946 r., w którym Jarema wykorzystała paletę kolorystyczną bliską dziełom Matisse’a, którego zresztą podziwiała. Pozwalają one jeszcze wyraźniej dostrzec oryginalność artystki, jej wyjątkowość i odrębność, a jednocześnie umieścić jej dorobek w międzynarodowym kontekście.
Wystawa sprawia, że ta twórczość staje się aktualna, podobnie jak jej postawa, przekonanie o konieczności bycia niezależnym i krytycznym. „Myślę, że najtrudniej jest być człowiekiem wolnym. Być wolnym od wszystkich przesądów i konwenansów i tego wszystkiego, co pozwala człowiekowi żyć w jakimś bezpiecznym formacie, bez wielkich wysiłków. Ale być wolnym – to równocześnie być odpowiedzialnym!” – pisała w roku, w którym narzucono doktrynę socrealizmu.
Abstrakcja, która opowiada o współczesności
Bardzo współczesne wydają się też jej próby godzenia sprzeczności. Szukania sposobu na to, by mówić językiem sztuki, bronić jej autonomii, ale jednocześnie nie uciekać od rzeczywistości. Jarema nieustannie eksperymentowała, tworząc dzieła podporządkowane sprawom formalnym, z czasem niemalże abstrakcyjne.
A jednocześnie zaprojektowała pomnik na Cmentarzu Rakowickim upamiętniający robotników zabitych przez policję podczas strajku w Krakowie w marcu 1936 r. To jeden z najciekawszych przykładów, dziś trochę zapomnianych, rzeźby sepulkralnej w naszym kraju.

Mierzyła się wreszcie z wojenną traumą, jak w obecnej na wystawie „Plaży (Wojna II)” z 1942 r. „Patos wielkiego dramatu historycznego, czy nawet dramatu osobistego, życiowego, stał się nie do zniesienia w malarstwie realistycznym. Czy można to jakoś wyrazić? Trzeba próbować” – pisała w 1947 r. Dziś, w czasach kolejnych konfliktów, jej pytanie o stosunek artystów i artystek do takich wydarzeń, o to, w jaki sposób przekonująco mówić o nich w sztuce, stało się bardziej niż potrzebne.
Wystawa stawia wreszcie pytanie o polityczny potencjał abstrakcji. O to, czy za jej pomocą można opowiadać o aktualnych sprawach. Dobrym kontrapunktem do twórczości Jaremy są prace Julie Mehretu pokazane na wystawie równolegle odbywającej się w Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
Urodzona w 1970 r. w Addis Abebie amerykańska artystka o polsko-żydowskich korzeniach mówi – również za pomocą abstrakcji – o wojnie domowej w Syrii, pandemii, napaści Rosji na Ukrainę czy protestach spod znaku Black Lives Matter. Jej prace są, podobnie jak twórczość Jaremy, zapisem obecności w świecie.
MARIA JAREMA. PĘKNIĘTY MODERNIZM, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, wystawa czynna do 28 czerwca br.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















