Choć wielkie, cykliczne prezentacje sztuki organizowane są od ponad stu lat, to jednak tylko kilka z tych imprez osiągnęło znaczenie wykraczające poza własny kraj czy region. Najstarsze, do dziś największe i najbardziej prestiżowe jest Biennale Sztuki w Wenecji, które po raz pierwszy odbyło się w 1895 r.
Bywały też okresy, w których tego typu prezentacje stawały się szczególnie modne – ostatnio na przełomie XX i XXI w., kiedy to zaczęto organizować m.in. biennale w Stambule (1987), Lyonie (1991), Berlinie (1998) i Singapurze (2006), czy odbywające się za każdym razem w innej części Europy nomadyczne Manifesta (1996).
Niełatwo się wyróżnić spośród dziesiątków podobnych wydarzeń, a w dodatku tego typu międzynarodowe prezentacje stały się cokolwiek podejrzane za sprawą krytyki masowej turystyki, także artystycznej. Niemniej na Malcie postanowiono zorganizować nowe Biennale.
Pierwsze odbyło się w 2024 r. i zgromadziło ponad 100 artystów z 35 krajów. Teraz trwa druga edycja.
Malta Biennale: kiedy sztuka spotyka historyczne dziedzictwo
Twórcy Malta Biennale zaprosili do współpracy Rosę Martínez, cenioną hiszpańską kuratorkę i krytyczkę, która w 2005 r. była dyrektorką artystyczną Biennale w Wenecji. Specjalnym gościem został zaś Maurizio Cattelan, artysta o statusie medialnej gwiazdy.
Nie zawiódł zresztą: pokazał zaskakującą pracę. Efektowną, a jednocześnie prowokującą: pomniejszoną, ale starannie we wszystkich szczegółach odtworzoną wersję Kaplicy Sykstyńskiej. Wchodzący do niej czują, jakby znaleźli się w domku dla lalek. Cattelan gra z pojęciem oryginalności, ale też z modą na muzea immersyjne i z podobnymi ekspozycyjnymi sztuczkami, których autorzy przekonują widzów, że kontakt z cyfrowymi kopiami jest tym samym, co kontakt z arcydziełem, a nawet że dostarcza większych wrażeń.
Spośród tego rodzaju wydarzeń Maltę najbardziej wyróżnia ścisłe powiązanie sztuki współczesnej z własnym dziedzictwem. Poszczególne wystawy są organizowane w kluczowych miejscach na Malcie, m.in. w Pałacu Wielkiego Mistrza w Valletcie, Pałacu Wielkiego Inkwizytora w Birgu czy w neolitycznym kompleksie świątynnym Ġgantija na wyspie Gozo.
Oglądanie Biennale to jednocześnie podróż po tutejszej historii. Po obiektach, które współcześni Maltańczycy uznają za kluczowe dla swojej tożsamości: niezwykłych budowlach powstałych w neolicie, siedzibach Kawalerów Maltańskich, którzy nie tylko władali Maltą przez trzy stulecia, ale ukształtowali jej oblicze.
Wreszcie: po miejscach związanych z II wojną światową – bo obrona Malty przed niemiecką i włoską armią była szczególnym wydarzeniem w jej dziejach, do dziś upamiętnianym. W Narodowym Muzeum Wojny w Forcie St. Elmo w Valletcie w samo południe każdego dnia rozbrzmiewa sygnał alarmu przeciwlotniczego.
Jedną z najciekawszych części tegorocznego Biennale są interwencje artystów w te historyczne przestrzenie. Delikatne obiekty, których autorką jest włoska artystka Concetta Modica, odwołujące się do astrologii, zostały umieszczone m.in. w gablotach obok cennych muzealiów. Wielkoformatowe zdjęcie maltańskiej artystki Therese Debono, przedstawiające fragment współczesnej zabudowy, skontrastowano z ruinami Ġgantiji, których najstarsza część pochodzi z ok. 3600 r. p.n.e.
Zapis akcji Santiago Sierry, artysty znanego z ostrych, społecznie zaangażowanych prac przedstawiających rytuał poniżania, jest odtwarzany na ekranie w Sali Obrad Trybunału Pałacu Wielkiego Inkwizytora w Birgu: stara kobieta w czarnym kapturze z juty siedzi twarzą zwróconą do ściany, napiętnowana, osamotniona. Zaś krótki, przejmujący film palestyńskiej artystki Emily Jacir, pokazujący ratowanie psa przysypanego gruzami podczas jednego z izraelskich bombardowań, znalazł swoje miejsce w oficjalnych, bogato dekorowanych przestrzeniach Pałacu Wielkiego Mistrza.
Nie mniej ciekawym pomysłem było wybranie obiektów z muzealnych zbiorów i specjalne ich wyeksponowanie: datowanego na 3600-2500 p.n.e. neolitycznego modelu świątyni w Muzeum Archeologicznym w Valletcie czy XVIII-wiecznego sztyletu w Starej Zbrojowi Pałacu Wielkiego Mistrza.
Na tym ostatnim wygrawerowano tekst: „Połknij moje ostrze i zgiń, psie!” w języku maltańskim, co przypomina o wielowiekowej rywalizacji między lokalną kulturą a włoskimi, a potem angielskimi wpływami. Raptem historyczne dzieła, zazwyczaj pozostające w cieniu znanych obiektów, dzięki włączeniu w ekspozycję Biennale wreszcie mogą przykuć uwagę.
Co można zobaczyć na Malta Biennale
Biennale, tak mocno osadzone w lokalnym, historycznym kontekście, jednocześnie chce poruszać kwestie bardzo aktualne. Trudno o nich zresztą zapomnieć na Malcie, leżącej w samym centrum Morza Śródziemnego, na szlakach łączących Europę z Północną Afryką i Bliskim Wschodem. To szczególne, strategiczne położenie istotnie wpłynęło na jej dzieje i tożsamość.
Impreza – zorganizowana wszak pod hasłem „Clean. Clear. Cut” – stawia pytania o to, w jaki sposób sztuka współczesna może zwiększyć krytyczną świadomość naszej przeszłości i teraźniejszości. Pomóc w przemyśleniu dotychczasowego modelu konsumpcji, pogłębiających się nierówności, gwałtownego przepływu kapitału i technologii.
Organizatorzy namawiają do podjęcia trudu wyjaśniania, zrozumienia rzeczywistości, ale też postulują zmianę kierunku, w którym podążamy. Szukania nowych ścieżek rozwoju społecznego, ekonomicznego, ale także artystycznego. A jednocześnie stawiają pytanie – dziś rzadko podejmowane – w jaki sposób aktualna twórczość może sprzyjać doświadczaniu i czerpaniu przyjemności z piękna.
Jednak Biennale to nie tylko poszczególne obiekty wpisane w historyczne przestrzenie, ale szereg pawilonów: narodowych i tematycznych. Owa struktura powoduje, że powstało wydarzenie, na którym można usłyszeć bardzo różne głosy.
Louis-Paul Caron w Pawilonie Francuskim przygotował efektowne projekcje przedstawiające grono osób, które bez emocji obserwują wybuchające w oddali pożary. Dla nich to jedynie kolejny, spektakularny pokaz. Patrzą, ale nie widzą, że ich domy też za chwilę mogą zająć płomienie. To praca o kryzysie klimatycznym, ale także o AI (która została wykorzystania do jej stworzenia).
Z kolei ukraińska artystka Maria Kulykivska przypomina o wojnie, jakiej doświadcza jej kraj. Na podłodze ułożyła rzeźby przypominające ludzkie ciała. Okaleczone, bezradne. Jest też mnóstwo rozsypanych kul do karabinów. Artystka zapełniła je ziołami leczniczymi – jej babcia mieszkająca na Krymie nauczyła ją korzystania z nich – przekształcając broń w przyrząd służący do leczenia.

Wiele prac jest poświęconych problemom tożsamościowym, zderzeniu różnych kultur, tradycji. Praca Koreanki Jiwon Yu przypomina zlepione ze sobą resztki budynków. Zniszczonych i porzuconych domów, z których zlepiła nową siedzibę. Nadal można rozpoznać fragmenty dawnej zabudowy – charakterystyczne dla Malty drewniane, malowane na jaskrawe kolory balkony. Artystka ocala przeszłość, pamięć i historię miejsc, które zostały porzucone.
Polskie artystki na Malta Biennale
Tożsamości został także poświęcony pawilon „Redefining. Polish–Ghanaian Textile Narrative”, uznany za najlepszy na całym Biennale. Oglądających wita zawieszona nad wejściem wielka maska autorstwa Elizy Proszczuk. Nawiązuje ona do słowiańskich tradycji kolędniczych, ale też do maltańskiego karnawału. Jest wreszcie nawiązaniem do afrykańskich masek.

Z kolei Ernestina Mansa Doku stworzyła obiekt będący powiększeniem do ogromnych rozmiarów czegoś tak drobnego, jak szklany koralik, używany od wieków jako dekoracyjny element. Jego wnętrze stało się miejscem bezpiecznym, dającym schronie.
Są też w tym pawilonie tkaniny autorstwa Marty Nadolle, przedstawiające dwa miejsca: szkołę i dom rodzinny artystki. Zawieszone obok siebie stworzyły jedną przestrzeń, w której spotykają się odmienne światy. Jednym jest mieszkanie w Polsce, w którym właśnie odbywa się rodzinne spotkanie. Wszyscy siedzą przy stole, to święta Bożego Narodzenia. W kącie stoi przybrana ozdobami choinka.
Drugim miejscem jest szkoła w Ghanie. Jej uczniowie biorą właśnie udział w warsztatach artystycznych prowadzonych przez Nadolle. Oba światy okazują się sobie bliskie. Łączy je nie tylko osoba artystki, która w ubiegłym roku rzeczywiście prowadziła w tym kraju warsztaty z dziećmi. To przede wszystkim potrzeba wspólnoty, bezpieczeństwa, ochrony.
Wystawa w tym pawilonie opowiada o współpracy. O tym, że nie są nam potrzebne kulturowe podobieństwa, lecz otwartość na innych. Oparcie relacji na solidarności i wspólnotowości. „Jestem, bo jesteśmy” – to hasło, zaczerpnięte z subsaharyjskiego systemu wartości Ubuntu, przywołano w opisie wystawy.
Nie jest to jedyna polska obecność na Malta Biennale. W naszym pawilonie narodowym znalazła się dwukanałowa instalacja wideo Weroniki Zalewskiej pt. „Archiwum Wahań”. Na jednym z ekranów jest prezentowana praca stworzona z fragmentów zaczerpniętych z archiwum Studia Filmowego WFO: sceny z życia codziennego, pejzaże, ujęcia banalnych przedmiotów, pojedynczych, nic nieznaczących gestów.
To celebracja codziennego życia, z którą skontaktowany jest drugi film. Zapis teleturnieju „Wszystko jest jasne” poświęconego Polsce po transformacji. Sprawdza on stan wiedzy w społeczeństwie przechodzącym przyspieszoną polityczną i gospodarczą transformację. Jego uczestnicy – Ryszard z Sanoka, 47 lat, mechanik, Grażyna z podkrakowskiej wsi, lat 61, bibliotekarka, i Maciej, lat 32, przedsiębiorca – starają się możliwie szybko odpowiedzieć na pytania „Kim jesteśmy dzisiaj?” czy „Kto czuje się bezpiecznie w gospodarce wolnorynkowej?”.
„Archiwum Wahań” i polskie doświadczenie
Teleturniej jest prowadzony po angielsku. Nie zawsze uczestnicy dobrze sobie z nim radzą, chwilami przechodzą na polski. Zwłaszcza udzielając odpowiedzi, które nie zgadzają się z oczekiwaniami organizatorów teleturnieju. „Powiem Państwu, że gdyby moja mama żyła... do Iraku by nie dojechała, ale zaśpiewałaby przy tych barakach w Starych Kiejkutach pieśń żałobną” – mówi pani Grażyna, odpowiadając na pytanie: „Czy obecność polskich wojsk na Bliskim Wschodzie po 11 września jest uzasadniona?”.
Uczestnicy teleturnieju próbują wyłamać się z narzuconego im formatu, który nie tylko dotyczy języka rozmowy, ale przede wszystkim treści oczekiwanych przez organizatorów teleturnieju. Wymykają się wizji aspiracji i pragnień, przyspieszonej modernizacji i europeizacji, która zdominowała nurt myślenia wielu Polek i Polaków po 1989 r. Chwile napięcia, przełamywania narzuconych, narracyjnych ram są najciekawszymi fragmentami tego telewizyjnego spektaklu. Po czym wszystko wraca do „normy”, grające osoby korygują swoje opinie.
„Archiwum Wahań” Weroniki Zalewskiej opowiada o polskim doświadczeniu w konkretnym miejscu i czasie. O aspiracjach, marzeniach związanych z przemianami, jakie w latach 90. miały miejsce nie tylko w naszym kraju. O złudzeniach związanych z globalizacją i o cenie, jaką dziś przychodzi nam za nie płacić. A jednocześnie prezentowana na Malcie, w kraju także przechodzącym bardzo przyspieszoną modernizację, ta opowieść okazuje się bardzo uniwersalna.
Malta Biennale 2026 trwa do 29 maja.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















