W roku 2022 artyści Kirił Sawczenkow i Aleksandra Sucharewa oraz kurator Raimundas Malašauskas wycofali się z udziału w Biennale Sztuki w Wenecji. „Nie ma miejsca na sztukę, gdy cywile giną pod ostrzałem pocisków, gdy obywatele Ukrainy ukrywają się w schronach” – napisał Sawczenkow w oświadczeniu zamieszczonym wtedy na Instagramie.
Rosyjski pawilon na tej prestiżowej imprezie, cieszącej się ogromnym zainteresowaniem publiczności (ostatnią jego edycję obejrzało ponad 700 tys. osób), pozostał zamknięty. Rosja została też wykluczona z większości ważnych wydarzeń kulturalnych, z festiwalami w Cannes i Wenecji na czele. Współpracę zerwały najważniejsze europejskie oraz amerykańskie teatry, muzea i galerie.
Jednak ostatnio na łamach moskiewskiej „Prawdy” mogliśmy przeczytać, że w tym roku w rosyjskim pawilonie coś się będzie działo. „Rosja nigdy nie opuściła Biennale” – przekonywał Michaił Szwydkoj, były minister kultury, a obecnie delegat ds. międzynarodowej wymiany kulturalnej, zapytany przez magazyn „Artnews” o powrót do Wenecji.
Na początku maja ma się odbyć we Włoszech spektakl muzyczny „Drzewo zakorzenione w niebie” z udziałem około 50 Rosjan. W trakcie samej wystawy w pawilonie będzie zaś prezentowany zapis tego wydarzenia. To dowód, podkreśla Szwydkoj, że „kultura rosyjska nie jest odizolowana i że próby jej wykreślenia, podejmowane przez zachodnie elity polityczne w ciągu ostatnich czterech lat, zakończyły się niepowodzeniem”.
Obecność w Wenecji to kolejna próba przełamania bojkotu Rosji. Wybór miejsca i daty spektaklu nie jest przypadkowy. Dokładnie w tych dniach odbywają się oficjalne otwarcia pawilonów narodowych, najczęściej z przedstawicielami rządów państw obecnych na Biennale. Zwiedzają je przedstawiciele najważniejszych instytucji artystycznych, artyści i artystki oraz media (w 2024 r. było to ponad 27 tys. osób). To szansa na dotarcie do wpływowej, opiniotwórczej publiczności.
Co więcej, „Drzewo zakorzenione w niebie” ma być wydarzeniem, które „pokaże wielojęzyczną polifonię kultur – kultur, które nie postrzegają siebie jako peryferyjne dla Zachodu”. Trudno nie dostrzec w tym pomyśle podobieństw do sprawdzonego, uprawianego przez dekady przez ZSRR mechanizmu tworzenia alternatywnych dla zachodniego świata platform oraz porozumień kultury i nauki.
Jednocześnie Rosja sięga po argumentację, którą wykorzystują przeciwnicy bojkotu podkreślający, że kultura powinna łączyć, a nie dzielić. Moskwa ma świadomość znaczenia soft power, pozwalającej zdobywać wpływy dzięki atrakcyjności własnej kultury. I długo, a do tego bardzo sprawnie ten potencjał wykorzystywała.
Nie jest to jedyna w ostatnim czasie próba przełamania izolacji Rosji. Sporym echem odbiła się decyzja o udziale rosyjskich sportowców pod własnym sztandarem w tegorocznych Zimowych Igrzyskach Paraolimpijskich. Jednak przypadek Biennale w Wenecji jest szczególny, ponieważ organizowane tam rosyjskie wydarzenia są bezpośrednio powiązane z obecnymi władzami Rosji.
Pawilonem zarządza agencja Smart Art założona przez Anastazję Karniejewą, córkę Nikołaja Wołobujewa, wiceprezesa korporacji państwowej Rostec i emerytowanego oficera FSB, oraz Jekaterinę Winokurową, córkę ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa.
Przede wszystkim Biennale Sztuki jest bezpośrednio związane z włoskim rządem. Chociaż jest zarządzane przez specjalnie powołaną fundację, to jej przewodniczącego mianuje minister kultury. Jest nim obecnie prawicowy dziennikarz Pietrangelo Buttafuoco, powołany na to stanowisko przez rząd Giorgii Meloni. Nadaje to weneckiej imprezie szczególny charakter. Dlatego też włoskie władze zażądały od organizatorów wyjaśnień.
Także 22 europejskich ministrów kultury wezwało do ponownego rozważenia udziału Rosji, a przedstawiciele Komisji Europejskiej ostrzegli, że Biennale może stracić 2 miliony euro unijnego finansowania. Protestują też ludzie sektora kultury. Petycja internetowa „Stop normalizacji zbrodni wojennych poprzez sztukę” w krótkim czasie zebrała ponad 8 tys. podpisów.
Władze weneckiego wydarzenia mimo wszystko bronią swej decyzji. Podkreślają, że odrzucają „jakąkolwiek formę wykluczenia lub cenzury kultury i sztuki”. Biennale ma być ich zdaniem „miejscem dialogu, otwartości i wolności artystycznej, sprzyjającym więziom między narodami i kulturami, z nieustającą nadzieją na zakończenie konfliktów i cierpienia”. Co znaczące, wsparł je wicepremier Matteo Salvini, od lat popierający Putina.
Jak na razie apele i protesty nie odniosły skutku. Pawilon Rosji nadal figuruje w oficjalnym programie imprezy. Tymczasem stawka jest wysoka: nie tylko wiarygodność Biennale, ale przede wszystkim Unii Europejskiej. Nie jest to zresztą jedyna kontrowersja wokół weneckiej imprezy.
Przed kilkoma dniami opublikowano list otwarty podpisany przez blisko 200 artystów, kuratorów i pracowników sztuki, którzy sprzeciwiają się w niej udziałowi Izraela. Wizja sztuki jako neutralnej przestrzeni dialogu nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















