Bp Artur Ważny o swojej diecezji, skrzywdzonych i raporcie komisji: „Pokuta to konkret”

Trzeba przestać chronić system, a zacząć chronić człowieka. Moją pokutą jest budowanie takich struktur, które są przejrzyste i stawiają człowieka w centrum - mówi ordynariusz diecezji sosnowieckiej.
Czyta się kilka minut
Bp Artur Ważny, Sosnowiec, 1 października 2025 r. // Fot. Agnieszka Sidełko / Diecezja Sosnowiecka
Bp Artur Ważny, Sosnowiec, 1 października 2025 r. // Fot. Agnieszka Sidełko / Diecezja Sosnowiecka

Artur Sporniak: Dlaczego mimo spadku frekwencji na niedzielnych mszach w Środę Popielcową kościoły w Polsce są pełne?

Bp Artur Ważny: Jeszcze pełne. Ludzie lubią znaki, które…

Niewiele kosztują?

To prawda. Jednak znak posypania głów popiołem jest też publicznym wyznaniem wiary. Popiół przypomina, że nie powinniśmy budować na własnych siłach. Dla wielu ten gest jest ważny, bo symbolicznie (choć niesakramentalnie) ma pomóc w zmianie życia. Liczymy na to, że w Wielkim Poście coś może się przesunąć: trudne sprawy zostaną uporządkowane, a dobre decyzje wprowadzone w życie.

I paradoksalnie, ponieważ obecność na mszy w Środę Popielcową nie jest obowiązkowa, wielu ludzi wtedy przychodzi. To dla nas – duszpasterzy – sygnał, że trzeba w Kościele zaproponować ludziom większą wolność.

Pokuta jest nam niezbędna?

Dyscyplinuje nas i zaprasza do powrotu do tożsamości. Codzienność sprawia, że nasze życie rozlewa się bez kierunku. A gdy chcemy przywrócić temu rozlewisku granice brzegów, powstaje rzeka, która ma swoją nazwę, swoją tożsamość. Pokuta jest zaproszeniem do odnalezienia siebie w relacji do Pana Boga. Kim jestem? Kim dla mnie jest Bóg? To nie jest szukanie dodatkowych cierpień, wręcz odwrotnie – jest to odnajdywanie takich miejsc, zjawisk, sytuacji w moim życiu, które są obciążeniem, które mnie ranią, i pozwolenie, żeby Pan Bóg w nich zaczął działać.

Dla mnie pokuta, asceza, dyscyplina jest formą karmienia nadziei. Dzisiaj wielu żyje bez nadziei, bo traci cel zasadniczy, jakim jest Bóg. Każdy z nas realizuje różne cele – i dobrze. Ale jeśli nie są ustawione wobec tego najważniejszego, prędzej czy później przychodzi rozczarowanie. Można wiele zdobyć, a jednocześnie stracić siebie. Kiedy mamy w życiu za dużo wszystkiego, zaczynamy się wewnętrznie rozpraszać.

Post, asceza, pokuta pomagają wrócić do środka. Pokuta to też odwyk od bożków, które mnie wysysają i mną rządzą.

Na przykład?

Że muszę mieć zawsze rację, muszę się zawsze dobrze zaprezentować itd.

A Ksiądz Biskup pości?

Obecnie raczej z konieczności, z powodów zdrowotnych. Gdy prowadziłem duszpasterstwo studentów, spróbowaliśmy połączyć post, modlitwę i jałmużnę: mniej jem, mam więcej czasu na modlitwę, a zaoszczędzone pieniądze przekazuję potrzebującym.

Mówiliśmy też, że post karmi nadzieję, modlitwa wiarę, a jałmużna miłość. A te trzy cnoty duchowe łączą nas z Panem Bogiem. Młodzi to chętnie podejmowali, bo to było konkretne zadanie, a my lubimy konkret. Popiół sypany w Środę Popielcową też jest konkretem.

Bp. Artur Ważny. Sosnowiec, 1 października 2025 r. // Fot. Agnieszka Sidełko / Diecezja Sosnowiecka

Czy Kościół jako instytucja potrzebuje publicznej pokuty?

Patrzę z mojej perspektywy. Nie jestem prezesem korporacji. Czuję się ojcem, który bierze na siebie dług synów czy braci. Ale też na tym polega pokuta, że chcę się solidaryzować z tymi, którzy albo jej nie rozumieją, albo nie potrafią pokutować. Instytucjonalna pokuta ma polegać na tym, żeby przestać chronić system, a zacząć chronić człowieka.

W kontekście mojej diecezji myślę, że chodzi o to, żeby nie odwracać uwagi od kłamstwa, od cierpienia, od ran. Moją pokutą jest budowanie takich struktur, które będą przejrzyste, stawiające człowieka w centrum. Jeżeli jest grzech strukturalny, potrzebna jest pokuta instytucjonalna, a ten który przewodzi, powinien być w tym pierwszy.

Są trzy elementy pokuty: wyznanie grzechów, szczery żal i zadośćuczynienie. Jak to się przekłada na pokutę instytucjonalną?

Nie ma prawdziwej pokuty bez czynów. Nawrócenie dzieje się w relacji do tego, który jest skrzywdzony i potrzebuje pomocy. Ta relacja zaczyna się od słuchania – nawet w poczuciu dyskomfortu, że usłyszę coś, co jest bardzo trudne. To jest jakby liturgia poza kościołem. Gdzieś na peryferiach życia tej osoby chcę ją spotkać i zobaczyć, że Jezus chce w tym miejscu tę liturgię spotkania celebrować. Ważne, że prawdziwa pokuta i nawrócenie mają zawsze adresata. I numer konta.

Żeby zadośćuczynienie też stało się konkretem. Czy jest na to jakiś specjalny fundusz w diecezji sosnowieckiej?

Episkopat przez Fundację św. Józefa uruchomił fundusz ogólnopolski, na który składają się księża. Wciąż duża część nie rozumie, dlaczego mają na ten fundusz łożyć. Bardziej rozumieją to świeccy, że solidarność w Kościele to punkt ciężkości i że jest ona związana z pokutą i zadośćuczynieniem.

Kiedy zorganizowałem rekolekcje dla księży i zaprosiłem osobę skrzywdzoną, po jej świadectwie przyszło do mnie kilku kapłanów i powiedziało: „Od dziś płacimy na Fundację św. Józefa”. Trzeba poruszenia serca, żeby zmieniło się myślenie i pociągnęło za sobą czyny.

W diecezji nie uruchomiłem jeszcze takiego funduszu, bo mam świadomość, że mogłoby to nie spotkać się ze zrozumieniem. Mam świadomość, że muszę najpierw przygotować księży, dlatego dwie godziny przed spotkaniem z mediami to właśnie oni poznali raport niezależnej komisji. 

Jak go przyjęli?

Wciąż dla niektórych takie działania kojarzą się z atakiem na Kościół i wiarę. Dla mnie komisja i jej raport są obroną wiary i godności człowieka. Wierzę, że powstanie fundusz diecezjalny. Osobom, które się zgłosiły i których krzywda została potwierdzona, staramy się pomagać już teraz.

W kilku sprawach doszliśmy do porozumienia zawierając ugody. Nie chcemy się sądzić i w większości sami skrzywdzeni także nie chcą drogi sądowej. Najważniejsze jest dla nich wsparcie w postaci terapii, realna pomoc w powrocie do równowagi i poczucia bezpieczeństwa. Chcemy, by mieli nie tylko pomoc psychologiczną, ale i poczucie sprawiedliwości, konkretne wsparcie, które pozwoli im zacząć żyć bez ciężaru samotności i bezradności.

Ile jest takich osób?

Na razie kilka. Jeśli jednak chodzi o ostateczny wynik pracy komisji, to osób skrzywdzonych prawdopodobnie będzie kilkadziesiąt. Dostałem adresy części z nich. Biuro delegata już nawiązywało z nimi kontakt. Chcę się spotkać z wszystkimi – jeśli będą na to gotowi. Z niektórymi już rozmawiałem.

Są też osoby, które dziś nie są gotowe wracać do bolesnej historii. Odkładają rozmowę, potrzebują czasu, wciąż się wahają. Krzywda ma swoją pamięć i tempo, którego nie można naruszać. Chcę, by mieli pewność, że czekam. Te wstępne wyniki pracy komisji traktujemy jako „raport otwarcia”. On niczego nie zamyka, bo wiem, że wiele osób boi się kontaktu, nie ufa nam. Nie dziwię się temu.

Było też zgłoszenie, które po szczegółowym zbadaniu nie potwierdziło się. W tym przypadku ustalenia były jednoznaczne – nie doszło do skrzywdzenia. To pokazuje, że cały proces opiera się na faktach, nie na domysłach. Każdą informację traktujemy poważnie i poddajemy analizie.

Bp. Artur Ważny, Diecezjalny Dzień Ubogich. Katedra w Sosnowcu, 16 listopada 2026 r. // Fot. Agnieszka Sidełko / Diecezja Sosnowiecka

Ksiądz Biskup po nominacji na ordynariusza sosnowieckiego w kwietniu 2024 r. mówił na tych łamach: „Raczej nie będę tchórzem. Jeśli będzie trzeba podejmować trudne decyzje, będę to robił”. Jaka była dotychczas najtrudniejsza decyzja?

Patrząc z perspektywy czasu, chyba powołanie komisji. Powołując ją, nie miałem świadomości, że to będzie takie trudne.

Na czym polegała ta trudność?

Na niezrozumieniu, że powołanie komisji jest konieczne. W samej diecezji coraz częściej widzę to zrozumienie. Krytykom mówię: wskażcie lepsze rozwiązanie.

Krytykują koledzy z episkopatu?

Księżom biskupom od dawna mówię, że nie ma lepszej drogi niż komisja. Ale krytykują mnie także świeckie środowiska, zwłaszcza tradycyjne. Znają Kościół, który był monolitem i autorytetem, i nie dowierzają pewnym zjawiskom. Jedyną drogą jednak jest pokazywanie, że tylko prawda daje wolność, a kochać możemy tylko w wolności.

Pytam takie osoby: a gdyby skrzywdzona została twoja córka, twój syn? Jednym z najtrudniejszych momentów było dla mnie pojechać do trzech parafii, w których posługiwał ten sam ksiądz, i stanąć przed wiernymi bez żadnych osłon. Nazwać winę. Okazać skruchę. Zawierzyć Bogu Skrzywdzonych. W tych wspólnotach przez lata unosiło się napięcie, niedopowiedzenia.

Kiedy później rozmawiałem z proboszczami, mówili, jak bardzo to było potrzebne. Nie dlatego, że ból zniknął. Ale dlatego, że milczenie przestało być jedyną odpowiedzią. 

Podczas ingresu Ksiądz Biskup poprosił uczestników, by zwrócili się do osób stojących obok słowami: „Witaj, ekscelencjo!”. Po co?

Chciałem zwrócić uwagę na pewne elementy klerykalizmu, które mają związek z językiem. To było w momencie, gdy zapraszałem na posiłek – wszyscy byli zaproszeni. Nawiązałem do czasów, gdy chodziłem z młodzieżą na pielgrzymki. Często proboszczowie mówili po mszach: „Księży i siostry zapraszam na plebanię na obiad, a pielgrzymom szczęść Boże!”. To powiedzenie stało się wśród nas popularne. Byli wychowankowie pytali przed ingresem, czy tym razem też będzie „szczęść Boże”. Nie. Dla wszystkich były przygotowane stoły wokół katedry.

I żeby ludzie czuli się wspólnotą, powiedziałem, że wszyscy ze względu na chrzest jesteśmy ważni jak ekscelencje. Potem zastępca komendanta straży miejskiej śmiał się, że mógł usłyszeć od szefa: „Witaj, ekscelencjo!”.

Czy dla biskupa nie ma pokusy chowania się za urzędem?

Jest.

A Księdza co uchroniło – kontakt z młodzieżą?

Rzeczywiście, młodzi ściągają na ziemię. Ostatnio pewna grupa młodych zaczepiła mnie na Instagramie, zaczęliśmy rozmawiać. Potem byłem na wizytacji w ich parafii i wręczyli mi koszulkę z napisem „Nasz dziadek”. Nie powinniśmy budować murów, także językowych – one przeszkadzają w spotkaniu.

Papież Franciszek pokazał, że w Kościele nie chodzi o urząd. A o co?

Głównie o relacje. Staram się nie stwarzać dystansu, np. podczas wizytacji. Wiadomo, nie zawsze się udaje. Gdy człowiek jest zmęczony czy poirytowany, to wtedy jest większa pokusa, by schować się za urzędem. Niemniej, jeśli się dba o relacje, autorytet buduje się sam. Ktoś mi powiedział, że autorytet jest jak mydło – im częściej go używasz, tym mniej go masz.

Widzę i poznaję dziś księży, którzy w pewnym momencie znaleźli się na marginesie diecezji. Nie mówię o sprawach krzywdy czy odpowiedzialności karnej. Tu nie ma miejsca na półcienie. Mówię o tych, którzy z różnych powodów wycofali się, zniechęcili. Dla wielu z nich najważniejsze było to, że ktoś po prostu zapytał: „Co się z tobą dzieje?”.

Czasem wystarczy rozmowa, by człowiek odzyskał poczucie, że nadal jest częścią wspólnoty. Dla mnie to także osobiste zobowiązanie na Wielki Post – czy potrafię być pasterzem nie tylko w wymaganiach, ale i w towarzyszeniu. 

Dowiedziałem się, że w Księdza Biskupa powołaniu kapłańskim ważną rolę odegrał prorok Ozeasz. Brzmi ciekawie.

To dla mnie przedziwna historia. Był rok 1978 i wybór Karola Wojtyły na papieża. W PRL-owskiej telewizji w programie „Tele-Echo” Irena Dziedzic zapytała ks. Janusza Pasierba, dlaczego Bóg Starego Testamentu jest taki straszny. On odpowiedział, że to nieprawda: „Proszę sięgnąć do 11. rozdziału Księgi Ozeasza”. Bóg tam jest pokazany jako kochający, czuły rodzic, który opiekuje się Izraelem jak małym dzieckiem.

Wtedy – jako 12-latek – uświadomiłem sobie, że z Bogiem można mieć bliską relację. Potem było wiele innych ważnych momentów – ale to „objawienie” w komunistycznej telewizji zapamiętałem jako pierwsze.

A potem ważny okazał się ks. Popiełuszko...

To była maturalna klasa, czyli czas zastanawiania się nad przyszłością. Była też dziewczyna. Pamiętam, prasowałem koszulę, gdy usłyszałem przez radio, że zamordowano księdza Jerzego. To był dla mnie szok, bo takich rzeczy nie mówiło się wtedy w radiu. Wtedy pomyślałem: chcę zająć jego miejsce. Pierwsza myśl o powołaniu. Bardzo zarozumiała.

Jaki wpływ na Księdza religijność mieli rodzice?

Tata ma 89 lat, mama 82. Teraz jest wieczór. Gdyby było lato, mógłbym się założyć, że przyjechawszy o tej porze, zobaczyłbym tatę siedzącego przed domem i odmawiającego różaniec. A teraz pewno siedzi w swoim pokoju i modli się. Mama w swoim też się modli. 

Nie modlą się razem?

Odmawiają razem koronkę. Codziennie też jeżdżą na mszę. Zawstydzają mnie swoją pobożnością. Był taki czas, że modliliśmy się wspólnie. Pamiętam też, że na pewnym etapie – jak miałem 14 lat – pozwolili mi odejść od tej wspólnej modlitwy, bo część wstawiennicza, gdzie prosiliśmy o różne rzeczy, zaczęła mnie zawstydzać.

Gdy miałem moment kryzysowy i przestałem chodzić na msze, mój ojciec powiedział mi: „Nie chcę się wtrącać w twoje życie z Panem Bogiem, ale jeśli twoja dusza nie chce się modlić, to niech przynajmniej modlą się twoje nogi”.

Wiele więc zawdzięczam pobożności rodziców i ich głębokiej wierze. Także mojemu dziadkowi ze strony ojca...

… który uratował rodzinę przed pacyfikacją ich wsi – Rutki – przez oddział UPA. Proszę opowiedzieć, jak to było.

Moi dziadkowie spodziewali się pacyfikacji. Wykopali w piwnicy specjalne pomieszczenie, które pozwoliło im schronić się przed ogniem i granatami. Tamtego ranka babcia karmiła najmłodsze z rodzeństwa taty i zobaczyła banderowców zbliżających się od lasu. Poleciła mojemu siedmioletniemu wówczas ojcu pobiec do dziadka do stodoły, a ten kazał mu rozgonić ze stajni zwierzęta.

Dzięki temu, mimo doszczętnego spalenia wsi, która nie została już odbudowana, uratował się koń i dwie krowy. W pierwszą noc po pacyfikacji schronienia udzielił im greckokatolicki ksiądz ukraiński. Ani dziadek, ani ojciec nigdy nie mówili o Ukraińcach z nienawiścią. W Rutce byli też Ukraińcy, z którymi żyli w wielkiej symbiozie. To wojna i polityka podsycała wzajemną nienawiść.

Ksiądz ma rodzeństwo?

Jestem najstarszy. Mam półtora roku młodszą siostrę, która mieszka w Wielkopolsce. A potem jest drugi rzut: brat jest 11 lat młodszy, a druga siostra – 14 lat.

Czy rodzeństwo krytykuje Księdza Biskupa za niektóre decyzje?

Tak. Ale bardziej mnie wspierają niż krytykują, bo mamy podobną wizję Kościoła. Ostatnio zrobili mi niespodziankę, bo przyjechali razem z rodzicami i przygotowali w domu biskupim Wigilię.

W jednej z rozmów Ksiądz Biskup powiedział o dziadku: „On tłumaczył mi trochę Pana Boga”. Na czym to polegało?

Dziadek opowiadał mi proste chłopskie historie i mądrości, które sam gdzieś usłyszał. Na przykład: cokolwiek robisz, patrz na koniec. Od niego dowiedziałem się o napaści Związku Radzieckiego na Polskę 17 września 1939 r., bo tego w szkole nie uczono. Zabierał mnie do gospodarstwa. Kiedyś powiedział: „Chodź, zobaczysz, jak kiełbasa smakuje”. I zaprowadził do miejsca, gdzie był parnik, w którym przygotowywało się ziemniaki dla świń. Dał mi tłuczek i kazał tłuc te ziemniaki, mówiąc: „Od tego zaczyna się jedzenie kiełbasy”.

Mówił Ksiądz także o zmaganiu się dziadka z wiarą. W jakim sensie?

Zginął brat mojej babci wraz z żoną. Została czwórka dzieci. Nie mieli warunków do życia, więc dziadek ich przyjął – w sumie wychowywało się razem z moim ojcem ośmioro dzieci. Dziadek zastanawiał się, dlaczego giną rodzice i dzieci cierpią. Taka teodycea – dlaczego Bóg pozwala na zło? To nie były pytania stawiane Bogu, bo oni byli nauczeni, że Bogu nie zadaje się pytań.

A Ksiądz Biskup stawia Bogu pytania?

Stawiam. To są pytania dotyczące także zła, ale coraz częściej też dobra. Mam świadomość, że zło zostało wzięte przez Jezusa na krzyż i zwyciężone Jego zmartwychwstaniem. I dlatego w Nim odnajdujemy moc do przezwyciężania zła. Natomiast dzisiaj jako trudne jawi się rozeznawanie dobra. To, do czego zaprosił nas papież Franciszek – do towarzyszenia i rozeznawania. Mamy zbyt dużo dobra do wyboru. Trudno dziś wybrać „co jest dobre, Bogu przyjemne i co doskonałe”, jak mówi św. Paweł w Liście do Rzymian.

Na przykład?

Jak i w jakim wymiarze dawać skrzywdzonym odszkodowania.

Ksiądz Biskup, pytany o homoseksualistów w Kościele, dość twardo odpowiedział, że nie mogą angażować swojej seksualności w miłość. Jednak coraz więcej wiemy o skomplikowaniu ludzkiej seksualności – ta wiedza się rozwija. Czy Ksiądz jako biskup bierze pod uwagę, że nauczanie w tej kwestii może się kiedyś zmienić?

Rozumienie zjawisk może się pogłębiać, a Ewangelia pozostaje zawsze ta sama. Powinniśmy dialogować, słuchać, przyglądać się rozwojowi wiedzy i proponować Ewangelię, która nie zawsze będzie łatwa. Jako biskup chcę trwać przy wszystkich. Franciszka zawołaniem ze Światowych Dni Młodzieży w Lizbonie: „Todos, todos, todos!” („Wszyscy, wszyscy, wszyscy!”).


Bp ARTUR WAŻNY (ur. 1966 r.) – ordynariusz diecezji sosnowieckiej (od 2024 r.), wcześniej biskup pomocniczy tarnowski, doktor teologii pastoralnej, duszpasterz akademicki, przewodniczący Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji KEP. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 08/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Pokuta to konkret