Jestem oskarżony za gorliwość” – mówił przed sądem bp Andrzej Jeż, któremu prokuratura zarzuca opieszałość w zgłoszeniu przestępstw seksualnego wykorzystania nieletnich.
Proces rozpoczął się po blisko dwóch latach od złożenia aktu oskarżenia (tarnowski sąd badał, czy może zajmować się sprawą miejscowego biskupa bez narażenia się na zarzut stronniczości). Jest wydarzeniem bez precedensu – nigdy dotąd w Polsce biskup nie zasiadł na ławie oskarżonych pod takim zarzutem, ale i w innych krajach zdarzało się to rzadko.
Za niezgłoszenie organom państwowym pedofilii przed sądem stanęło jak dotąd dwóch hierarchów francuskich (kard. Philippe Barbarin z Lyonu i bp Pierre Pican z diecezji Bayeux-Lisieux) oraz jeden w USA (bp Robert Finn z diecezji Kansas City-Saint Joseph). Inne tego typu sprawy kończyły się umorzeniem lub przedprocesową ugodą.
Czy bp Jeż złamał obowiązek zgłoszenia przestępstwa
Na mocy znowelizowanych w 2017 r. przepisów prawa karnego wykorzystanie seksualne nieletnich włączono do grupy przestępstw, o których należy poinformować organy ścigania „niezwłocznie” po uzyskaniu „wiarygodnej informacji” o ich popełnieniu.
Zdaniem prokuratury bp Jeż złamał ten obowiązek, donosząc o popełnieniu przestępstw przez dwóch księży po co najmniej siedmiu latach od otrzymania na nich skargi. Zdaniem oskarżenia uniemożliwiło to części ofiar (23 osobom) dochodzenie sprawiedliwości z powodu przedawnienia się zarzutów.
Obrona hierarchy tłumaczy natomiast, że organy ścigania otrzymały już wcześniej, z innych źródeł, informacje o przestępczych działaniach obu księży, co zwalniało biskupa z obowiązku złożenia powiadomienia. A także że biskup dopełnił prawnego obowiązku natychmiast po weryfikacji (trwającej ponad rok) zarzutów przez Watykan, do której zobowiązuje go prawo kościelne.
Czy kodeks karny ogranicza władzę biskupa
Bez względu na wyrok, jaki zapadnie, tarnowski proces pokazuje, że jedną z głównych przeszkód w walce z przestępstwami w Kościele jest mentalność biskupów.
Kodeks prawa kanonicznego nadaje ordynariuszowi pełną władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą na terenie jego diecezji. Stąd płynie przekonanie, że tylko on ma prawo wymierzać sprawiedliwość podległym mu księżom i do niego należy decyzja, co zrobić z zarzutami, jak je weryfikować i jaki bieg im nadać.
Najczęściej próbowano więc rozwiązywać problem metodami wewnątrzkościelnymi, traktując informowanie organów państwowych jako krok ostateczny, zwykle zresztą wymuszony przez media. Ewentualnie jako wyraz dobrej woli biskupa czy jego – cytując tarnowskiego ordynariusza – gorliwości.
Świadomość, że prawo państwowe obowiązuje także biskupów, przebija się powoli – oskarżony hierarcha zeznał, że do niego dotarło to dopiero dwa lata po nowelizacji kodeksu karnego, gdy Konferencja Episkopatu Polski wydała odpowiednie wytyczne.
Do dziś zresztą większość biskupów każdą zewnętrzną inicjatywę walki z pedofilią traktuje podejrzliwie. Czego dowodzi choćby zablokowanie ogólnopolskiej, niezależnej komisji do zbadania przestępstw seksualnych księży, ograniczającej – w pierwotnym zamiarze – prerogatywy ordynariuszy diecezji.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















