Klamka zapadła: program Profilaktyka 40+, uruchomiony w 2021 r., zostanie niebawem zniknie z oferty NFZ. Wprawdzie ministra zdrowia Izabela Leszczyna, chcąc chyba uniknąć oskarżeń o oszczędzanie na zdrowiu milenialsów, zapowiedziała 5 grudnia przedłużenie go o kilka miesięcy – ale nie da się ukryć, że program nie zdał egzaminu. Nie tylko dlatego, że nie zadbano o jego promocję, która opierała się głównie na „szeptance” i plakatach rozwieszonych w przychodniach.
Lekarz czy wyszukiwarka
Z Profilaktyki 40+ skorzystały tylko 4 mln osób z uprawnionych 20 mln. Jakie były cele? Na stronach resortu zdrowia znajdziemy jedynie niewiele mówiące zdanie o „zwiększeniu liczby osób wykonujących badania, wczesnym wykrywaniu chorób i zaburzeń oraz zapobieganiu ich rozwojowi”. Trudno w tym dostrzec sprecyzowanie potrzeb i zarysowanie celów.
Czy dowiedzieliśmy się czegoś ważnego o zdrowiu Polaków? W wypowiedzi dla „Rynku Zdrowia” prof. Jakub Swadźba, prezes sieci laboratoriów „Diagnostyka”, w których przebadało się w ramach programu ponad 2 mln osób, powiedział, że 75 proc. mężczyzn i 70 proc. kobiet ma nadwagę, 61 proc. zbyt wysoki poziom cholesterolu, a 30 proc. podwyższony poziom glukozy.
Tylko że te dane to raczej oczywistości, nie diagnozy: nie mówimy o wykryciu u danego pacjenta choroby, tylko o statystykach wynikających z badań diagnostycznych. – Program Profilaktyka 40+ miał wszelkie cechy fasadowości – nie owija w bawełnę dr Rafał Halik, specjalista zdrowia publicznego i epidemiolog.
– Jakieś korzyści z niego na pewno są – uważa dr Marzena Kościelna, lekarka rodzinna z Krakowa. – Choćby takie, że część osób po czterdziestce pomyślała, że czas zadbać o zdrowie. Poznali swój poziom glukozy czy cholesterolu i dobrze, jeśli poszli z tym do lekarza. Ale brakuje mi informacji, jakie korzyści przyniósł program. Czy dzięki niemu poprawił się stan zdrowia populacji po 40. roku życia? Ile wykryto przypadków cukrzycy albo nadciśnienia, czy te osoby są leczone? Ilu pacjentom udało się rzucić palenie lub rozpocząć leczenie otyłości?
Wyniki badań i co dalej
Główny minus programu to fakt, że pacjent dostawał wyniki badań do ręki i nawet nie musiał informować o nich swojego lekarza rodzinnego. Dr Kościelna: – Wiele osób samodzielnie konsultowało wyniki z „doktorem Google”. A niektórzy nie robili nic. Znam pacjentów, którzy wykonywali te badania kilkakrotnie, ale nie wpływało to na ich zachowania zdrowotne.
Dr Halik wskazuje na inny problem. – Program zdrowotny ma sens wtedy, gdy istnieje infrastruktura dla szybkiej i wygodnej ścieżki terapeutycznej. A w Polsce w razie wykrycia jakichś nieprawidłowości pacjenci muszą na ogół sami się tym zająć. To budzi stres. Dodajmy, że uzasadniony, biorąc pod uwagę stan polskiej ochrony zdrowia.
– Część pacjentów – kontynuuje ekspert – nie podejmuje żadnych kroków ze względu na koszty, bo w dzisiejszych warunkach trudno się leczyć wyłącznie w systemie publicznym. Przede wszystkim więc z programu nie korzystały te grupy, które w pierwszym rzędzie powinny być objęte prewencją: osoby słabo wykształcone, o niskich kompetencjach. One często w mniejszym stopniu rozumieją konsekwencje problemów zdrowotnych, co przekłada się na lęk. I nie mogą liczyć na odpowiednie wsparcie społeczne podczas choroby.
Proszę mi zlecić wszystkie badania
Druga wada Diagnostyki 40+? Zestaw badań był bardzo szeroki i tylko pozornie dopasowany do pacjenta. – W rezultacie u większości osób część badań wykonywano niepotrzebnie – uważa dr Kościelna. – Skuteczna profilaktyka polega na personalizowaniu zakresu badań.
Lekarka tłumaczy, że wykonywanie badań ma sens jedynie w określonym kontekście i kiedy źle się je zaplanuje, może wręcz przynieść szkody: – W gabinecie często spotykam się z prośbą: „proszę mi zlecić wszystkie możliwe badania”.
W USA – wspomina dr Kościelna – środowiska medyczne prowadzą od 2012 r. kampanię Choosing Wisely, która pomaga lekarzom w wyborze tych procedur diagnostycznych, które są niezbędne, nieszkodliwe i nie powielają informacji uzyskanych z badań już wykonanych.
Na czym może polegać problem ze zbyt szerokim i niespersonalizowanym zakresem badań? Pacjent, studiując swoje wyniki, prawie na pewno znajdzie tam jakiś wskaźnik poniżej lub powyżej normy. Poczuje lęk i potrzebę, by „coś z tym zrobić”. A jeśli porusza się po systemie ochrony zdrowia bez wsparcia i kontroli swojego lekarza pierwszego kontaktu, może trafić w ślepy zaułek.
Przykład? – W ramach programu budżetu obywatelskiego niedawno jeden ze szpitali prowadził „badania przesiewowe”, oznaczając markery nowotworowe u zdrowych osób – opowiada dr Kościelna. – To wbrew wiedzy naukowej. Istnieje kilka dobrych badań przesiewowych w profilaktyce nowotworów, jak kolonoskopia, mammografia, cytologia czy badanie znamion. Jednak markery pomagają głównie w monitorowaniu rozpoznanej już choroby nowotworowej, a nie w jej wczesnym wykryciu; tego zdania jest Polskie Towarzystwo Onkologiczne. Istnieją bowiem markery, które występują również u osób zdrowych lub nie występują we wczesnych fazach nowotworu. Ich wykrycie nie musi więc świadczyć o nowotworze, ale wywoła u pacjenta lęk, a ich brak nie świadczy o zdrowiu.
Dr Kościelna zna przypadek pacjentki, u której wykryto podwyższony poziom jednego z markerów. – To była zdrowa osoba, nie mająca żadnych objawów, ale była przerażona i wszystko zakończyło się hospitalizacją i wykonaniem kilku zupełnie niepotrzebnych inwazyjnych badań. Idea Choosing Wisely ma zapobiegać właśnie takim sytuacjom. Nie mówiąc już o tym, że sprzyja rozsądnemu wykorzystywaniu zasobów finansowych.
Jak rozbroić lęki
W niemal wszystkich badaniach lęków społecznych na szczycie listy są te zdrowotne. W przeprowadzonym w 2024 r. badaniu „Protect & Project Oneself” (BNP Paribas Cardif i Ipsos) 70 proc. respondentów zgłosiło, że boi się poważnych problemów zdrowotnych – bardziej niż utraty dochodu (67 proc.) lub konsekwencji zmian klimatycznych (59 proc.). Z innych ankiet wynika, że najbardziej lękamy się, że zachoruje bliska nam osoba, a na drugim miejscu – że my sami. Ludzie młodzi boją się problemów ze zdrowiem psychicznym.
– Żeby państwo mogło zaplanować skuteczne programy zdrowotne, najpierw trzeba zidentyfikować najmocniejsze lęki i zrozumieć mechanizmy ich kształtowania – mówi dr Rafał Halik. – Potem należy przedsięwziąć akcję edukacyjną, by te lęki rozbrajać. Uważam, że dobrą rolę mieliby tu do odegrania popularni influencerzy, dysponujący narzędziami skutecznego promowania narracji. Ale to praca na lata. Na razie obserwujemy, jak polskie społeczeństwo podbiły ze swoim przekazem ruchy antynaukowe.
Nadzieja w nowym przedmiocie
Dr Halik uważa, że komunikacja na tematy zdrowotne w Polsce kuleje. – Obecnie rząd realizuje Narodowy Program Zdrowia na lata 2021-25. Po pierwsze jestem ciekaw, ilu Polaków w ogóle o nim słyszało. Po drugie, co by powiedzieli, gdyby mogli porównać jego budżet z kwotami wydawanymi przez koncerny spożywcze na promocję słodyczy?
Sprawdźmy. Roczny budżet NPZ to 140 mln zł. Tylko we wrześniu 2024 r. koncern Ferrero wydał 95,4 mln zł na reklamę telewizyjną. A w pierwszym kwartale 2023 r. wydatki branży spożywczej na reklamę słodyczy przekroczyły 214 mln zł.
– „Leżą” też inne programy, np. badania przesiewowe w kierunku raka piersi, szyjki macicy czy jelita grubego już od kilkunastu lat mają słabe zasięgi – podkreśla dr Halik. – Dziwię się, że to zjawisko nigdy nie wstrząsnęło decydentami i opinią publiczną, mimo powszechnej w mediach narracji o zagrożeniu nowotworami. Wytworzyło się błędne koło powszechnej kancerofobii połączonej z niskimi kompetencjami zdrowotnymi. Wiele się o raku mówi, ale mało robi. Tu jednak nie należy wymyślać punktowych akcji, tylko edukować i oddziaływać na całe pokolenia.
– Najskuteczniejszym narzędziem jest edukacja zdrowotna niemal od przedszkola – uważa ekspert. – To nauka, jak podtrzymywać zdrowie, jak radzić sobie ze stresem związanym z chorowaniem, jakich zachowań unikać, jak skutecznie korzystać z państwowego systemu ochrony zdrowia i współpracować z lekarzem. Dlatego z nadzieją patrzę na starania o wprowadzenie edukacji zdrowotnej do szkół.
Uniwersalna lista badań profilaktycznych
Czy istnieje jakiś zakres badań, który każdy Polak powinien sobie wykonać raz do roku? – pytam dr Marzenę Kościelną. – Nie. I nie istnieją jasne zalecenia naukowe na ten temat – odpowiada lekarka. – Wielu rodziców uważa, że raz w roku powinni zbadać krew i mocz u dzieci. Hematolodzy temu przyklasną i wskażą na pacjentów, u których rozpoznano dzięki temu na wczesnym etapie niebezpieczne choroby. Tylko że patrząc z punktu widzenia gabinetu POZ, opiekującego się dużą populacją, na ogół przez lata nic z takich badań nie wynika. Od czasu do czasu wyłapiemy np. anemię z niedoboru żelaza. Dlatego nie istnieją zalecenia corocznych badań dla populacji pediatrycznej, chyba że istnieje jakiś powód: specjalna dieta, dziecko ma chorobę przewlekłą, albo inne czynniki ryzyka.
Trochę więcej można już powiedzieć o opiece nad osobami dorosłymi. – Podczas każdej wizyty w gabinecie warto mierzyć ciśnienie, zważyć się i zmierzyć. Zalecam pacjentom chodzenie do dentysty, dbanie o zęby i higienę jamy ustnej. Pacjentów z czynnikami ryzyka lub powyżej 45. roku życia badam w kierunku cukrzycy. Osobom w odpowiednim wieku zalecam korzystanie z bezpłatnych programów badań przesiewowych w kierunku nowotworów, ale też po prostu mówię, aby zwracali uwagę na zmiany w swoim ciele.
A co, jeśli przyjdzie czterdziestolatek, sierota po programie Profilaktyka 40+, i poprosi o wykonanie badań? – Zbiorę wtedy wywiad lekarski, zapytam o objawy, o styl życia, obciążenia rodzinne, np. o choroby nowotworowe czy przewlekłe u rodziców. Może się okazać, że znajdziemy coś, czemu warto się przyjrzeć. Czterdziestolatek często ma nadwagę i już samo to jest wskazaniem do zbadania cholesterolu, glukozy i ciśnienia.
Pobiegać, zdrowo jeść, rzucić palenie
– Program 40+ odpowiadał na społeczne oczekiwanie, zgodnie z którym dbanie o zdrowie utożsamia się z „robieniem badań”. Mogę jeść niezdrowo, mało się ruszać, ale najważniejsze, że raz na rok mam morfologię i mocz – mówi dr Marzena Kościelna. – W programie nie wybrzmiewało najważniejsze: że dla zdrowia absolutnie kluczowy jest styl życia: zdrowe odżywianie, ruch, niepalenie tytoniu. Szkoda, że nie podpięto tu programu wsparcia dla osób, które chciałyby schudnąć albo rzucić palenie.
Lekarka uważa, że decydenci powinni planować działania bardziej strategicznie. – Skoro np. tak fatalnie jest dzisiaj ze zdrowiem psychicznym młodych ludzi, należałoby pomyśleć o dostępie do psychologa „pierwszego kontaktu” dla dorastającej młodzieży – wskazuje lekarka. – Wydanie pieniędzy na taki projekt lepiej by wpłynęło na zdrowie publiczne, niż nieprzemyślany program diagnostyczny. Badania owszem, są ważne, ale nie należy kłaść na nie aż takiego akcentu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















