Dekadę temu papież Franciszek wydał pierwszą w historii Kościoła encyklikę ekologiczną. To dokument, którego dobrze byłoby nie lekceważyć i nie zapominać. Co więcej, nie można się po prostu zatrzymać na tym, co napisał Franciszek. Myślenie – i nie tylko myślenie, lecz także duchowe, intuicyjne postrzeganie świata – którego zalążki znajdujemy na kartach „Laudato si’”, trzeba rozwijać.
O czym jest encyklika „Laudato si’”
Być może najważniejszym wątkiem encykliki jest zwrócenie uwagi na relacyjną jedność rzeczywistości. Jak czytamy w „Laudato si’”, „każde stworzenie nosi w sobie strukturę trynitarną” (p. 239). Sens tego zdania wyjaśnia się chwilę później, gdy papież odwołuje się do jednej z najważniejszych teologicznych prób ujęcia tajemnic Trójcy, sformułowanej przez Tomasza z Akwinu: „Osoby Boskie są relacjami samoistnymi”, i wyciąga konsekwencje w myśleniu o całej rzeczywistości: „a świat stworzony na wzór Boga jest siecią relacji” (p. 240).
Chrześcijanie od wieków stawali przed problemem: jak, uznając boskość i Ojca, i Syna, i Ducha, nie stać się politeistami. Próby poradzenia sobie z paradoksem Trójcy były różne. Tomasz z Akwinu uznał, że problem się pojawia, gdy przenosimy na Boga potoczne rozumienie bytów tego świata. Doświadczamy wtedy poszczególnych bytów jako autonomicznych całości, które posiadają określoną, trwałą tożsamość, niezależnie od tego, co wokół nich. Każdy byt – wydaje się nam – najpierw jest, czym jest, a dopiero następnie wchodzi (lub nie wchodzi) w relacje z innymi, podobnie autonomicznymi bytami.
Tomasz zauważył, że nie możemy tak myśleć o osobach Trójcy. Zakładalibyśmy wówczas w gruncie rzeczy, że istnieje trzech Bogów. Zasugerował więc, że lepiej przedstawić sobie Ojca, Syna i Ducha nie jako byty, które najpierw są, a potem wchodzą ze sobą w relacje, ale jako relacje same: Ojciec to raczej Ojcostwo, Syn to raczej Synostwo. W przypadku Ducha taka językowa zmiana musiałaby być bardziej skomplikowana.
Oczywiście, trynitarna wizja Akwinaty jest tylko nieadekwatnym obrazem Boskiej Tajemnicy, która wymyka się każdej ludzkiej wizji. Próba Tomasza, nie będąc „teorią Boga”, może jednak stanowić doskonałą inspirację do bardziej adekwatnego rozpoznania natury świata, który nas otacza, a który w potocznym doświadczeniu jawi się jako zbiór oddzielnych bytów: tu ja, tam ty, tu stół, tam róża, tu człowiek, tam krowa. Człowiek ma krowę, stół stoi w pokoju, róża rośnie w ogrodzie, kamień leży na ścieżce dzisiaj tak, jak leżał wczoraj, ja mam rację, a ty się mylisz.
Trynitarna wizja rzeczywistości to rezultat rozpoznania, że w gruncie rzeczy jest całkiem inaczej. Rzeczywistość – „na wzór Boga” – jest siecią relacji. Nic nie jest tym, czym jest, samo z siebie, każdy byt istnieje tylko jako miejsce w tym relacyjnym splocie i to właśnie miejsce tworzy jego tożsamość.
Złudzenia tożsamości: jesteśmy owocem relacji
Jeśli komuś ta wizja wydaje się abstrakcyjną spekulacją, może spróbować zastanowić się nad samą/samym sobą. Co pojawia się w twojej świadomości, gdy myślisz o sobie: kim jestem? Zapewne: imię (i nazwisko), historia życia, społeczne ważne życiowo role, cechy charakteru, upodobania, poglądy, wygląd ciała.
Zauważ, że niektóre z tych aspektów twojej tożsamości są jawnie relacyjne: żona/mąż X; matka/ojciec Y, Z; mieszkaniec tej a tej miejscowości, tego a tego kraju, pracownik tej, a nie innej instytucji. Czy są jednak jakieś aspekty inne, całkiem twoje, niezależnie od relacji, w których istniejesz?
Uważasz, że to indywidualna, niepowtarzalna historia życia? Opisz ją tak, by nie wspominała twoich związków z otoczeniem: domem rodzinnym, kumplami z podwórka, tą właśnie, nie inną podstawówką, by nie było w niej tej, a nie innej przyjaźni, konfliktu z kimś dla ciebie ważnym, pierwszej i ostatniej miłości...
Rozważmy zatem inny aspekt tożsamości: poglądy. Nawet jeśli jesteś osobą samodzielnie myślącą, to przecież myślisz w języku, którego cię nauczono, w kategoriach, które przejęłaś(-łeś) w procesie swojej edukacji, i zapewne, gdybyś miał(a) innych nauczycieli, nie myślał(a)byś tak samodzielnie...
Zatem weźmy ciało – może ono jest czymś własnym, co jest twoje niezależnie od wszystkiego innego. Wiemy dzisiaj, że to, jakie jest twoje ciało, jak reaguje, jakie ma zdolności i ograniczenia (dobrze pływam, słabo śpiewam), w ogromnej mierze zależy od genów. Te zaś odziedziczyłeś(-łaś) po rodzicach (a oni po swoich). Dzielisz genetyczny wzorzec z nimi, z rodzeństwem, z miliardami ludzi. Co więcej, wspólnota nie kończy się na ludzkości – nasz genom jest niemal identyczny jak genom szympansa, a w połowie – taki jak genom kapusty. A poza tym: to, jak wygląda twe ciało, zależy od tego co jadłaś(-łeś) przez ostatnie lata, ile słońca miałaś(-łeś) na skórze, jakie wdychałeś(-łaś) powietrze.
Weźmy więc podstawowe reakcje emocjonalne: twój strach podobny do strachu krowy; i nie przez przypadek, tylko dlatego, że oba są efektem milionletniego, splątanego łańcucha przyczyn. Cieszy cię, gdy jesz coś słodkiego, ogarnia cię niepokój na widok roju robaków, czujesz wstręt przed dotknięciem świeżych odchodów? Tak, to część ciebie jako osoby, a jednak podobne reakcje cechują nie tylko ludzi.
Jeśli zatem uważnie się będziesz przyglądać samej/samemu sobie, zobaczysz, że wszystko, czym jesteś, tworzy się nieustannie w odniesieniu do tego, co wokół ciebie. Myśl „tu ja, a tam świat” jest złudzeniem, wynikiem braku uwagi.
Skala współczucia w encyklice „Laudato si’”
I nie tylko ty tak masz. I nie tylko każda i każdy z nas, ludzi. Także sosna, którą mijasz codziennie, istnieje jako wymiana elementów gleby, na której rośnie, i powietrza, które szumi w jej gałęziach, a jej kształt zależy od kierunku wędrówki słońca i rozkładu cieni rzucanych przez domy i inne drzewa. Nawet góra, na którą wejście zajmuje godziny – tworzona przez nacisk płyt tektonicznych, wiatry i deszcze (a tych ostatnich nie byłoby, gdyby powietrze nie musiało wspinać się stromym zboczem).
Wiele zatem wskazuje, że potoczne doświadczenie świata jako zbioru oddzielnych bytów o autonomicznej, trwałej tożsamości jest złudzeniem. Bardziej przenikliwe rozpoznanie natury świata pokazuje nie tylko, że wszystko ze wszystkim jest połączone, ale więcej – że to właśnie te połączenia są pierwotne, bardziej fundamentalne, że one w gruncie rzeczy tworzą to, co, będąc nieuważni, postrzegamy jako rzeczy.
Przyjęcie takiej trynitarnej wizji świata niesie ze sobą praktyczne, życiowe konsekwencje. Inspiruje do zmiany sposobu, w jaki traktujemy świat (i siebie w nim). Być może chrześcijanie uczyć się tu mogą od innej duchowej tradycji – buddyzmu (a zwłaszcza jego nurtu zwanego mahajaną).
Inspiracja taka jest o tyle uzasadniona, że buddyjskie postrzeganie ostatecznej natury rzeczywistości jest bardzo podobne do chrześcijańskiej trynitarnej wizji stworzenia. W terminologii buddyjskiej używa się w tym kontekście pojęcia „sunjata”, najczęściej tłumaczonego jako pustka. Warto jednak pamiętać, że w powiedzeniu, iż ostatecznie wszystko jest pustką (albo lepiej: puste), chodzi właśnie o stwierdzenie, że nic, co nas otacza, nie ma trwałego istnienia niezależnego od całego splotu uwarunkowań (czyli relacji), którym każdy byt podlega.
Czego jednak konkretnie my, chrześcijanie, powinniśmy uczyć się od buddystów mahajany? W skrócie można powiedzieć: niezatrzymywania naszego współczucia na granicach gatunku Homo sapiens. Dobrze by było, gdybyśmy za swoje uznali pierwsze z czterech ślubowań powtarzanych codziennie w wielu szkołach buddyzmu mahajany: „Czujące istoty są niezliczone, ślubuję/ślubujemy je wszystkie wyzwolić”.
Rzeczywistość – trynitarna czy też „pusta” – jest bowiem pełna cierpienia. Jeśli zaś wszystko ze sobą jest połączone, to nasz sposób życia ma wpływ na to, czy cierpienia będzie więcej, czy mniej. Wpływ ten czasami może być trudny do rozpoznania, czasami jednak jest całkiem jawny: gdy na przykład przez swoje wybory kulinarne wspieramy przemysłową hodowlę i zabijanie zwierząt – istot czujących bardzo podobnie do nas.
Sieć wzajemnych zależności pomiędzy czującymi istotami jest bardzo skomplikowana. Nie chcę więc tu sprawiać wrażenia, że posiadam znajomość rozwiązania problemu cierpienia na świecie. Pewny jestem jednego: potrzebne jest współczucie, które obejmować będzie wszystkie czujące i cierpiące istoty. I jestem przekonany, że my, chrześcijanie, musimy się tego jeszcze intensywnie uczyć.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















