Finowie gotują się do wojny. W planie obrony totalnej swoje miejsce ma każdy żołnierz i cywil

W razie rosyjskiego ataku Finlandia może zmobilizować milion żołnierzy – przeszkolenie wojskowe ma co szósty jej obywatel. Na sondażowe pytanie, czy jeśli kraj zostałby zaatakowany, byłbyś gotowy uczestniczyć w jego obronie zgodnie ze swoimi możliwościami, „tak” odpowiedziało niedawno 80 procent ankietowanych.
Czyta się kilka minut
Fińska żołnierka, szeregowa Mette Majava, nad jeziorem Heinujarvi w środkowej Finlandii. Finowie szkolili tam żołnierzy z innych krajów NATO w logistyce w warunkach arktycznych. Listopad 2024 r. // Fot. Leon Neal / Getty Images
Fińska żołnierka, szeregowa Mette Majava, nad jeziorem Heinujarvi w środkowej Finlandii. Finowie szkolili tam żołnierzy z innych krajów NATO w logistyce w warunkach arktycznych. Listopad 2024 r. // Fot. Leon Neal / Getty Images

Uchodzą za naród zawsze dobrze przygotowany. Jeśli spojrzeć na mapę, widać, że może Finowie nie mają wyjścia: od wschodu ponad 1300 km granicy z Rosją, na północy zaś Arktyka, która nabiera dziś znaczenia geopolitycznego i militarnego. I jeszcze Bałtyk: od czasu, gdy Szwecja i Finlandia wstąpiły do NATO, określany żartobliwie jako „natowskie jezioro”, ale i on jest miejscem wielu bardziej lub mniej jawnych działań, jak uszkodzenia podmorskich kabli – w tym między Finlandią a Estonią w grudniu 2024 r.

Uruchamianie odtwarzacza...

Fiński system obrony oparty jest na sprawnej armii, licznych rezerwistach, przeszkolonych cywilach – oraz ich wzajemnym zaufaniu i współpracy. Ostatnie lata wymuszają rewizję wielu strategii, ale fiński model wydaje się nadal aktualny.

Fiński model: mała armia zawodowa i liczna rezerwa

Finlandia, mająca obszar trochę większy od Polski, a tylko 5,5 mln ludności, nigdy nie zrezygnowała z poboru do wojska (w Polsce nie ma go od 2010 r.). Powszechna zasadnicza obowiązkowa służba wojskowa obejmuje mężczyzn, a kobiety mogą zgłosić się na ochotnika; stawiane im są wtedy takie same wymagania jak mężczyznom.

Model ten cieszy się niezmiennie wysokim poparciem społecznym. – W Finlandii nie ma takiej alienacji, do jakiej dochodzi czasem w krajach, które wprowadziły armie zawodowe i gdzie wielu obywateli uważa obronę kraju za usługę opłacaną z ich podatków – mówi Piotr Szymański, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich.

W czasie pokoju fińska armia nie jest liczna: ma niespełna 31 tys. żołnierzy, większość to poborowi, a tylko 8,5 tys. – zawodowi. Natomiast na czas wojny może zmobilizować 280 tys. żołnierzy, cała zaś jej rezerwa (tj. przeszkoleni rezerwiści) to prawie 900 tys. osób – co szósty obywatel lub obywatelka.

A może ich być więcej. Rząd rozważa podwyższenie granicy wieku rezerwistów do 65. roku życia (obecnie to 50 lat dla szeregowych i 60 dla podoficerów i oficerów). Jeśli zmiana wejdzie w życie, przybędzie 125 tys. rezerwistów i tym samym cała rezerwa sięgnie miliona ludzi. „Nie wystarczy inwestować w sprzęt, potrzebujemy też udziału naszych obywateli” – tak minister obrony Antti Häkkänen uzasadniał projekt podniesienia wieku rezerwistów.

Co do inwestycji: najważniejsza to ponad 60 myśliwców F-35, które Finowie zamówili w 2022 r. za ponad 8 mld euro. Obecnie kraj wydaje na obronność 2,4 proc. PKB.

Na czym polega fiński system bezpieczeństwa całościowego?

„Jeśli Finlandia zostałaby zaatakowana, czy byłbyś gotowy uczestniczyć w różnych zadaniach narodowej obrony, zgodnie ze swoimi możliwościami i umiejętnościami?” – tak brzmiało pytanie w sondażu, którego wyniki w grudniu 2024 r. opublikowało fińskie MON. Twierdząco odpowiedziało 80 proc. ankietowanych.

Kolejne pytanie brzmiało: „Czy wobec ataku Finowie powinni chwycić za broń w każdej sytuacji, nawet gdy rezultat byłby niepewny?”. Twierdząco odpowiedziało 78 proc. (w 2022 r. było to więcej: 83 proc.).

– Zawsze jest wysoki wynik – ocenia w rozmowie z „Tygodnikiem” prof. Kari Alenius z uniwersytetu w Oulu. Alenius bada historię regionu bałtyckiego. Wyjaśnia: – Nie we wszystkim się zgadzamy, są podziały polityczne. Ale gdy przychodzi do poważnych kwestii, to chyba każdy Fin ma świadomość, że musimy być zjednoczeni.

Alenius wskazuje tu na głęboko zakorzenione w Finach przekonanie, że muszą sobie ufać i współpracować, jeśli chcą przetrwać: – W Finlandii każdy jest potrzebny.

Zaufanie i współpraca to nie abstrakcja, lecz traktowane poważnie elementy fińskiego tzw. systemu bezpieczeństwa całościowego. Alenius wyjaśnia, że o ile koncept obrony totalnej, o którym często mówi się w kontekście Finlandii, dotyczy zagrożeń militarnych, o tyle tzw. bezpieczeństwo całościowe to pojęcie szersze. Obejmuje problemy w każdym obszarze i poziomie społeczeństwa. Może dotyczyć np. awarii wodociągów czy banków.

W planie obrony Finlandii jest miejsce także dla cywilów

Choć w koncepcji obrony totalnej to armia odgrywa główną rolę, organizacje cywilne ją wspierają. Także w „bezpieczeństwie całościowym” cywile są ważni.

Szkolenia dla cywilów to nie tylko ćwiczenia wojskowe, ale też kursy uczące przetrwania w trudnych warunkach. Nie są obowiązkowe – nie ma takiej potrzeby, bo cieszą się dużą popularnością. W ostatnich latach bierze w nich udział ok. 20 tys. osób rocznie.

– Ćwiczeń na każdym poziomie społeczeństwa organizowanych jest teraz więcej. Choć także przed inwazją Rosji na Ukrainę w 2022 r. współpraca sektora cywilnego z wojskiem była rzeczą normalną – mówi prof. Alenius. – Podczas każdego szkolenia wojskowego są zaangażowani cywile. Ćwiczymy, jak współpracować z policją, z Czerwonym Krzyżem, z samorządami. Siły zbrojne potrzebują także infrastruktury cywilnej i dobrze jest to przećwiczyć. Szkolimy się, nie czekając na jakąś wyjątkową sytuację.

Także ta współpraca wojskowo-cywilna jest częścią systemu bezpieczeństwa całościowego. Alenius tłumaczy, że w razie wojny dotknięte byłoby nią całe społeczeństwo, nawet jeśli w zbrojny opór zaangażowane byłoby nie więcej niż 10 proc. populacji.

– Reszta musi wtedy zająć się takimi rzeczami jak zadbanie o dostępność wody, o sieć energetyczną. Dla nas to oczywiste.

Większość Finów uważa, że ich kraj jest dobrze przygotowany

W tym modelu całościowym ważną rolę odgrywają też organizacje proobronne: mają wspierać armię, państwo i obszary kluczowe dla funkcjonowania społeczeństwa. – Wiele z nich wywodzi się jeszcze z czasu II wojny światowej – mówi Szymański.

Ekspert OSW wskazuje też na współpracę z sektorem prywatnym oraz kontrolowanymi przez Skarb Państwa firmami naftowymi czy telekomunikacyjnymi: – One też są włączane w organizowane regularnie ćwiczenia. Robi się rzeczy, które nam trudno sobie wyobrazić, np. aby sprawdzić możliwości dostarczania energii w warunkach kryzysu, wyłączono prąd w całym mieście. Chciano sprawdzić, czy i jak szybko uda się doprowadzić energię ze źródeł zapasowych, np. elektrowni wodnych.

Takie ćwiczenia wzmacniają zaufanie do państwa i budują pewność siebie. W efekcie zdecydowana większość Finów uważa, że ich kraj jest dobrze przygotowany i na atak zbrojny, i na inne katastrofy (sądzi tak odpowiednio 83 proc. i 74 proc.).

„Preperskość” to cecha wielu Finów

Koordynowane przez armię ćwiczenia, dobra organizacja, kursy dla cywilów – to wszystko buduje fiński model bezpieczeństwa. Jednak gotowość na przeciwności jest, jak się zdaje, w przypadku Finów zakodowana także gdzieś głębiej.

– W Finach jest pewna „preperskość” [od słowa „preppers” – red.], wywodząca się z tego, że lubią być na zewnątrz, lubią las, jeziora, przyrodę. Na tych wszystkich szkoleniach uczą się też, jak przetrwać w lesie, zdobyć pożywienie, rozpalić ogień. Te dwie rzeczywistości ze sobą współgrają: spędzanie czasu w terenie i bycie przygotowanym na wyzwania – opowiada Szymański.

– Finowie kochają swoje domki wypoczynkowe, które czasem są na wyspach czy w głuszy. Muszą mieć tam przygotowane zapasy. To taka codzienna zaradność – dodaje.

Tego, że trzeba się przygotować, a także jak to zrobić, Finowie uczą się zresztą już w szkole. Wiedzą, że należy mieć w domu baterie, wodę i żywność na trzy dni, a także możliwość ugotowania czegoś w przypadku braku prądu czy gazu.

– To normalna część naszego codziennego życia – uważa Kari Alenius. – Myślę, że większość Finów jest przygotowana, przynajmniej częściowo. Tak jak nam mówiono przez pokolenia, jak nam pokazała nasza historia.

Finowie tracą zaufanie do Trumpa jako sojusznika

Niedawno do fińskiego modelu doszedł nowy element: członkostwo w Sojuszu Północnoatlantyckim. To skutek inwazji na Ukrainę, bo wcześniej Finowie nie byli do tego przekonani: już w kwietniu 2023 r. kraj znalazł się w NATO.

Jednak w międzyczasie nastąpiła kolejna zmiana: po powrocie Trumpa do Białego Domu pojawiły się wątpliwości co do skuteczności wsparcia NATO. Np. fiński politolog prof. Tuomas Forsberg uważa, że Trump osłabił zdolności odstraszające Sojuszu i należy wziąć pod uwagę taką opcję, iż Finlandia niekoniecznie może liczyć na pomoc USA i NATO.

Część polityków podziela te obawy. Premier Petteri Orpo uważa, że należy zachować zimną krew. Społeczeństwo traci jednak zaufanie do USA jako sojusznika. W kwietniu tylko 16 proc. Finów wierzyło, iż USA pomogą militarnie Europie (w 2024 r. było to 30 proc.). Natomiast nadal mocno wierzą w NATO: pogląd, że inne kraje członkowskie pomogą Finlandii, deklaruje w różnych sondażach 74-80 proc. społeczeństwa. Sami Finowie byliby w większości gotowi bronić innych krajów – tak mówi 61-64 proc. z nich.

Sondaże prowadzone w ostatnim czasie pokazują niewielki spadek poparcia dla członkostwa w Sojuszu: z 81 proc. w 2024 r. do 76 proc. teraz (projekt badawczy NATOpoll). To jednak za mało, by mówić o trendzie.

– Myślę, że Finowie widzą NATO jako kolejny element, który potencjalnie wzmacnia ich bezpieczeństwo – uważa Piotr Szymański. – Oni stoją mocno na dwóch nogach. Już raz przetrwali najgorsze i wierzą, że w przyszłości też sobie poradzą.

Przestroga marszałka Mannerheima

Opublikowany w grudniu 2024 r. przez rząd „Raport obronny” uznaje Rosję za „najpoważniejsze i najbardziej bezpośrednie zagrożenie dla wszystkich krajów sojuszniczych oraz dla pokoju i stabilności w obszarze euroatlantyckim”. Podobne są odczucia społeczne: rozwój sytuacji w Rosji oraz jej wojna przeciw Ukrainie są pierwsze na liście obaw: we wspomnianym na początku sondażu pogląd taki podziela 86 proc. oraz 83 proc. pytanych.

– Nie żyjemy już w czasach pokoju – uważa prof. Alenius. – Choć w kraju dyskutuje się, czy jesteśmy już w stanie wojny. To kwestia definicji. Dzieje się wiele rzeczy, np. uszkadzane są podmorskie kable. Niektórzy nazwą to wojną, inni konfliktem hybrydowym. Istotniejsze jest jednak, byśmy byli świadomi, co się dzieje, i stawili temu czoło. Może my, Finowie, jesteśmy zbyt pesymistyczni. Zwykle myślimy, co może pójść źle. Dlatego wolimy być przygotowani.

Gdy w listopadzie 1939 r. Związek Sowiecki zaatakował Finlandię, nikt jej nie pomógł. Finowie walczyli sami. To doświadczenie – oporu i przetrwania wbrew przeciwnościom – zapisało się w pamięci i nadal rezonuje.

– To część naszej narodowej tożsamości – mówi prof. Alenius.

Wybitny fiński dowódca czasu tamtej „wojny zimowej”, marszałek Mannerheim, mawiał, że „forty, armaty i pomoc zagraniczna nie pomogą, jeśli każdy człowiek nie wie, że jest strażnikiem swojego kraju”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Fiński model