Maj, wcześnie rano. Wsiadam do auta, przekręcam kluczyk i na tablicy rozdzielczej pojawia się temperatura – 4 stopnie Celsjusza. Dobrze, że w ostatniej chwili wrzuciłam do plecaka polarowe rękawiczki. Muszę dojechać na zbiórkę w miejscu ćwiczeń na 7.30 – wiadomość z pinezką pokazującą lokalizację dostałam dwa dni wcześniej. Mam 53 lata, nadwagę i bardzo przeciętną kondycję fizyczną. Zapisałam się na szkolenie wojskowe.
„Trenuj z wojskiem” dla każdego
„Trenuj z wojskiem” – jednodniowe, ośmiogodzinne szkolenia dla cywili organizowane są od jesieni 2022 roku. Teraz odbywają się po raz szósty.
W poprzednich latach z zasad przetrwania w terenie, podstaw posługiwania się bronią oraz pierwszej pomocy w warunkach polowych przeszkolono 27 tysięcy osób. W tym roku zajęcia odbywają się w ponad 30 jednostkach w całej Polsce: m.in. w Warszawie, Ustce, Krakowie, Żaganiu czy Kielcach – tym samym liczba przeszkolonych cywili przekroczy zdecydowanie 30 tysięcy.
Sądziłam, że paskudna pogoda sprawi, iż będzie nas niewielka grupka. Było inaczej – gdy dojeżdżałam na miejsce, zobaczyłam jak z głównej drogi skręcały samochody jeden za drugim, szybko wypełniając prowizoryczny parking. Do namiotu rejestracji ciągnęła się kolejka osób w przeróżnym wieku, przygotowanych do zajęć lepiej lub gorzej. Byli starzy wyjadacze w porządnych butach i wojskowych pelerynach, ale też nastolatki w leginsach i trampkach. Stały całe rodziny (udział mogą brać osoby w wieku 15-65 lat; niepełnoletni za zgodą opiekunów), grupki roześmianych przyjaciółek, ludzie, którzy przyjechali sami, jak ja. Mimo deszczu wszyscy w dobrych humorach.
Na szkolenie zapisałam się zachęcona przez znajomego – czasy są niespokojne, więc uznałam, że dobrze jest wiedzieć, jak się zachować w sytuacjach kryzysowych. Nie pojechałam tam jako dziennikarka. Pomysł na podzielenie się moim doświadczeniem z czytelnikami pojawił się później – dlatego nie podaję ani miejsca szkolenia, ani żadnych szczegółów dotyczących prowadzących je żołnierzy oraz współuczestników, z którymi rozmawiałam.
Czego uczy szkolenie wojskowe
Po rejestracji i krótkim wprowadzeniu zostaliśmy podzieleni na kilkunastoosobowe grupy. Do każdej przydzielono instruktora lub instruktorkę – to z nimi będziemy przechodzić kolejne punkty szkolenia. W mojej grupie ćwiczy kilka kobiet – jestem wśród nich najstarsza. Potem dowiem się, że w innym zespole trenowała kobieta starsza ode mnie o kilka lat. Więcej było jednak młodzieży: na ćwiczenia przyjechali nawet 15-latkowie.
Pierwsze zadanie dla mojej grupy to orientacja w terenie. Sporo się uczę, żołnierze opowiadają dużo i ciekawie. Jedyny problem to wilgoć; po kilkukrotnym przejściu przez wysokie trawy na łące mam mokre buty i spodnie. Nie tylko zresztą ja, ale nikt nie narzeka, mimo że ciągle pada i jest naprawdę zimno.
W końcu z ulgą tłoczymy się wokół ogniska w lesie – tam zaplanowano kolejny etap szkolenia, tym razem z przetrwania w terenie. Dla mnie to najciekawsza część dnia – może dlatego, że to, czego się uczę, faktycznie może się przydać, i to niekoniecznie w najczarniejszym, wojennym scenariuszu. Uczę się o rozpalaniu ogniska, o jego rodzajach, w tym o ognisku Dakota – tworzy się je w dołku wykopanym w ziemi tak, że jest mało widoczne i mało dymi. Uczymy się, jak pozyskać wodę do picia i jak potem ją oczyścić.
Mamy jeszcze zajęcia z pierwszej pomocy (tu widać różnicę między ratownictwem cywilnym a tym na polu walki, gdzie decyzje bywają o wiele bardziej radykalne), a potem szkolenie typowo wojskowe. Strzelanie, rzut granatem, zachowanie w okopach.
Gdyby to działo się naprawdę, byłabym już martwa
Z granatem idzie mi bardzo źle, rzucam za blisko i jeszcze sama się przy tym przewracam. Czuję wstyd, ale szybko go przełamuję i kiedy wszyscy kończą, podchodzę do ćwiczenia jeszcze raz. Z nerwów trochę żartuję dla rozładowania napięcia, ale mój instruktor pozostaje śmiertelnie poważny. Jeszcze raz, krok po kroku, cierpliwie wszystko mi tłumaczy i potem każe dokładnie – bardzo dokładnie – powtórzyć.
– Ja nie uczę byle jak, proszę pani. To trzeba robić porządnie – mówi. Jego instrukcje przynoszą skutek. Tym razem rzucam już lepiej.
Podczas szkolenia odczuwam bardzo wyraźnie, jak wielka jest cierpliwość oraz zaangażowanie prowadzących, przy jednoczesnej życzliwości wobec nas, cywili. Widać, że to, co robimy, jest dla nich ważne, że traktują swą pracę jak misję. Dlatego nawet ja – choć potencjalnym nabytkiem dla wojska nie jestem i być nie mogę – spotykam się z ich pełną uwagą i wsparciem.
Przy ostatnim zadaniu – przejściu okopami z bronią, w kamizelce kuloodpornej i hełmie – żadne wsparcie mi już jednak nie pomoże. Braku kondycji nie mogę pokryć entuzjazmem, kamizelka wydaje się tak ciężka, że odbiera mi oddech. Pod koniec trasy przestaję już reagować na okrzyki żołnierzy: „Niżej, niżej proszę. Nogi ugiąć nisko!”.
– Nie dam rady! – odkrzykuję i staję wyprostowana. Gdyby to działo się naprawdę, byłabym już martwa. Wychodzę z okopu na drżących nogach. Z ulgą zdejmuję hełm i kamizelkę – w tym czasie jeden z prowadzących uświadamia nam, że żołnierz w czasie ćwiczeń, a tym bardziej podczas walki, ma na sobie jeszcze cięższy ekwipunek, w tym znacznie większy zapas amunicji.
Szkolenia wojskowe w Finlandii
W Finlandii, kraju, który uchodzi za najlepiej przygotowany do reakcji na niespodziewane zagrożenia, cywile są integralną częścią systemu bezpieczeństwa – w jego założeniach każdy obywatel ma do odegrania swoją rolę i nie musi to być wcale walka z bronią w ręku. Jak wskazują analitycy Piotr Szymański i Bartosz Chmielewski, autorzy filmu „Gotowi na wojnę” przygotowanego przez Ośrodek Studiów Wschodnich im. Marka Karpia w Warszawie, tylko w ubiegłym roku szkolenia organizowane przez same stowarzyszenia proobronne (ale koordynowane przez wojsko) ukończyło około 20 tysięcy Finów.
Są to nie tylko ćwiczenia wojskowe – inne np. pomagają przetrwać w trudnych warunkach. Uczestnictwo jest dobrowolne, ale kursy są bardzo popularne. Opowiadając o fińskim modelu bezpieczeństwa, autorzy filmu obok takich elementów jak system schronów i wojsko z poboru (w tym regularne ćwiczenia liczącej niemal 900 tys. rezerwy) wskazują też na inne, specyficzne dla Skandynawów elementy: współpracę i mentalność. Czy zatem fiński model można wdrożyć w innych państwach?
– Można zastanawiać się nad genem survivalu w narodach nordyckich, ich chęcią spędzania czasu na łonie przyrody, szkoleniach z przetrwania w terenie i odporności indywidualnej (fińskie sisu). Istotne są też takie czynniki, jak duże zaufanie do rządu i kapitał społeczny, ułatwiające ludziom współpracę. Przede wszystkim chodzi o to, żeby wojsko miało oparcie w społeczeństwie, a społeczeństwo w wojsku. I żeby w razie kryzysu te dwie rzeczywistości, cywilna i militarna, ze sobą współdziałały – mówi „Tygodnikowi” Piotr Szymański z OSW. – W Finlandii od dawna działa wiele organizacji wspierających siły zbrojne, więc są bardzo silne instytucjonalne podstawy zaangażowania obywatelskiego w obronę państwa.
Fiński system był kształtowany przez pokolenia, jego początki wiążą się z doświadczeniami wojny zimowej w latach 1939-1940 i ówczesną obroną kraju przed Związkiem Sowieckim – ma więc kilkadziesiąt lat tradycji. Ale nawet jeśli nie można go przenieść „jeden do jeden” gdzie indziej, to na pewno można wykorzystać pewne jego elementy. Na przykład szeroko organizowane dobrowolne szkolenia dla cywili.
„Trenuj z wojskiem” i „Wakacje z wojskiem”: programy szkoleniowe MON
„Trenuj z wojskiem” jest chyba najpopularniejszym z programów prowadzonych przez Ministerstwo Obrony Narodowej. W jego pierwszej edycji zajęcia odbywały się w 17 jednostkach – teraz już w 35. W niektórych miejscach tworzy się nawet listy rezerwowe, bo chętnych jest więcej niż miejsc. Trzeba też zapisywać się szybko – wśród osób, które poznałam na szkoleniu, były również takie, które bez powodzenia próbowały zapisać się na wcześniejsze edycje.
Programów organizowanych przez MON jest jednak więcej. Aktualnie po raz drugi rozpoczynają się letnie szkolenia z cyklu „Wakacje z wojskiem” – a to już poważniejsza sprawa, bo trwają aż 27 dni. Uczestniczą w nich ludzie młodzi, w wieku od 18 do 35 lat, ćwiczenie odbywa się w jednostkach wojskowych i kończy złożeniem przysięgi. W poprzedniej edycji wzięło udział ponad 11 tysięcy ochotników, którzy po ukończeniu kursu mogą, jeśli zechcą, związać się z wojskiem jako żołnierze aktywnej rezerwy lub wręcz żołnierze zawodowi.
Szkoleń ma być więcej, bo MON wspólnie ze Sztabem Generalnym Wojska Polskiego opracowuje program ochotniczego powszechnego szkolenia obronnego. Ma być ono dostosowane do potrzeb, ale i możliwości uczestników – tego, czy wolą oni szkolenie stacjonarne kilkutygodniowe, czy też prowadzone w weekendy. Możliwe ma być też przeszkolenie z zakresu obrony cywilnej.
Czy szkolenia wojskowe powinny być obowiązkowe?
Według raportu „Bezpieczeństwo 2023”, przygotowanego przez IBRiS i portal Defence24 – aż 80 proc. Polaków uważa, że szkolenie wojskowe powinien przejść każdy mężczyzna w wieku 18-60 lat. W badaniu z tego samego roku, zaprezentowanym przez Akademickie Centrum Komunikacji Strategicznej (ACKS) Akademii Sztuki Wojennej, wprowadzenie obowiązkowych ćwiczeń wojskowych dla mężczyzn w tym wieku poparło już mniej, bo 51 proc. ankietowanych, dla wszystkich zaś obywateli w wieku 18-60 lat – czyli i mężczyzn, i kobiet – 35 proc. Co istotne, to badanie prowadzono w grupie wiekowej 18-55 lat, a zatem wśród respondentów, których ta sprawa potencjalnie mogłaby dotyczyć.
Na pytanie o chęć osobistego udziału w ćwiczeniach pozytywnie odpowiedziało tylko 45 proc., a ponad połowa – 53 proc. – odniosła się do tego pomysłu niechętnie. Powodów jest wiele – w tym przekonanie, że zadanie obrony kraju należy do armii zawodowej. Inną przyczyną – bo chodzi o dłuższe szkolenia, nie jednodniowe – jest niechęć do rozłąki z rodziną, obawa o przerwę w pracy albo nauce. Gdyby wprowadzić elastyczne terminy lub szkolenia w weekendy, skłoniłoby to do zmiany zdania kolejne niemal 20 proc. badanych. W podjęciu pozytywnej decyzji pomogłoby też wynagrodzenie. Jednak aż 66 proc. osób niechętnych szkoleniom jest przekonanych, że nic nie skłoni ich do zmiany zdania.
Z kolei w najnowszym, bo opublikowanym w maju sondażu CBOS zainteresowanych jakąś formą przeszkolenia wojskowego było tylko 26 proc. ankietowanych, przy czym w grupach wiekowych 35-44 oraz 45-54 znalazło się ich więcej, odpowiednio 40 proc. oraz 34 proc. Bardziej zainteresowani są mężczyźni niż kobiety. Im wyższy poziom wykształcenia, tym większy jest również odsetek chętnych do udziału w ćwiczeniach.
Kilka tygodni temu międzynarodowy think tank GLOBSEC opublikował swój najnowszy raport badający nastroje i poglądy w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Polska w wielu kwestiach związanych z wojskowością znalazła się na pierwszym miejscu w regionie – w poparciu dla członkostwa w NATO (94 proc.), postrzeganiu Rosji jako zagrożenie (86 proc.), potrzebie zwiększania wydatków na obronność (92 proc.), poparciu dla rozbudowy ochotniczej służby wojskowej (89 proc.), zaufaniu do armii (85 proc.), a także przekonaniu, że trzeba bronić zaatakowanego innego państwa NATO (89 proc.).
W żadnym innym kraju tak wielu respondentów nie zadeklarowało też, że są gotowi walczyć w obronie zaatakowanej ojczyzny. W Polsce to aż 84 proc. ankietowanych, czyli nawet więcej niż w przypadku Finlandii (83 proc.). Trzeba jednak podkreślić, że w innych, przytoczonych wyżej sondażach Polacy wypadali mniej bojowo.
Np. we wspomnianym raporcie „Bezpieczeństwo 2023” w odpowiedzi na pytanie „jakie działania Pan/Pani podjęłaby w przypadku zaatakowania kraju przez obce państwo”, jedynie 23 proc. ankietowanych zapowiedziało, że sami zgłosiliby się do służby wojskowej, paramilitarnej lub sanitarnej (to i tak więcej niż 17 proc. Niemców), a 9 proc. czekałoby na powołanie. W raporcie ACKS gotowość do obrony ojczyzny zadeklarowało 57 proc. osób (w podziale na płci: 72 proc. mężczyzn i 42 proc. kobiet).
„Trenuj z wojskiem”: czy warto?
Na koniec szkolenia wychodzi słońce i robi się cieplej. Wszystkie drużyny schodzą się w punkcie zbiórki – czeka na nas ognisko i wojskowa grochówka. – Najpierw pamiątkowe zdjęcie! – zwołuje nas nasza instruktorka. Potem możemy usiąść, zjeść, odpocząć. Można też dowiedzieć się czegoś więcej o innych szkoleniach i dobrowolnej zasadniczej służbie wojskowej – przy punkcie informacyjnym szybko gromadzą się zainteresowani.
Rozmawiamy – wszyscy są zadowoleni, niektórzy planują zapisać się na kolejne szkolenia; jak się uda, to jeszcze w tym roku. Powtórka z ćwiczeń to dobry pomysł, bo nie wiemy, ile będziemy pamiętać za kilka miesięcy.
Mój znajomy, który brał udział w jednej z pierwszych edycji „Trenuj z wojskiem”, jeszcze w 2023 roku opowiadał mi, że zrobił to, by choć trochę przyczynić się do wzmocnienia obronności kraju („jakiekolwiek przeszkolenie jest lepsze niż żadne”). Teraz pytam o motywacje uczestników z mojej grupy szkoleniowej.
Jedni interesują się kwestiami bezpieczeństwa, chcą bronić ojczyzny, lubią się sprawdzić, ktoś chce wiedzieć, jak pomóc innym w razie potrzeby, jeszcze kogoś namówił kolega. Nie ma jasnej, jednej odpowiedzi, a może po prostu trudno o tym mówić – jednak wszyscy mamy świadomość, że czasy są niespokojne i że musimy być gotowi na wszystko.
Na koniec dostajemy certyfikaty ukończenia szkolenia. Żegnamy się i być może nigdy więcej już się nie spotkamy. Jesteśmy w różnym wieku, robimy różne rzeczy, mamy różne zawody, plany, poglądy. Wynosimy jednak z tego intensywnego dnia nie tylko wiedzę, jak z mchu i piasku zbudować filtr do wody lub jak i kiedy założyć stazę taktyczną (czyli opaskę uciskową) – ale też poczucie, że potrafimy i chcemy działać razem. Może właśnie w tym jest największa wartość tych szkoleń.
Dla mnie w każdym razie to nie koniec. Postanawiam kupić hantle i jednak popracować nad swoją kondycją.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















