Zerwane kable na dnie Bałtyku. Czy to próba generalna Kremla przed działaniem na większą skalę?

Dwa internetowe kable łączące europejskie kraje zostały zerwane. Politycy mówią jasno: to sabotaż. Finlandia nie wyklucza, że taki akt mógłby się stać podstawą do aktywowania art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego.
Czyta się kilka minut
Infografika: Murat Usubali / Anadolu / EAST NEWS // Studio TP
Infografika: Murat Usubali / Anadolu / EAST NEWS // Studio TP

Z tego, że stało się coś niepokojącego, pierwsi zdali sobie sprawę Litwini. W niedzielę, ok. 6 rano czasu lokalnego, kabel internetowy, przesyłający dane między litewskim Sventoji a szwedzką Gotlandią, zamilkł. Samo w sobie nie musiałoby to być uznane za coś niepokojącego (na świecie dochodzi do około 100 awarii podmorskich kabli rocznie), gdyby nie to, że w kilkanaście godzin później do bliźniaczej usterki doszło zaledwie 60 mil morskich dalej. Padł liczący 1200 km światłowód C-Lion1, łączący Helsinki z niemieckim Rostockiem. W obu przypadkach operatorzy stwierdzili, że nie ma mowy o awarii sprzętu. Kable zostały fizycznie przerwane.

„Nikt nie wierzy, że kable zostały uszkodzone przypadkowo. Nie chcę też wierzyć, że kotwice statków spowodowały uszkodzenie przypadkowo” – powiedział we wtorek w Brukseli niemiecki minister obrony Boris Pistorius. „Musimy założyć, że mamy do czynienia z sabotażem”. Choć Pistorius nie wskazał wprost domniemanego sprawcy, nikt nie miał wątpliwości, kto miałby stać za takim aktem.

Nietypowe manewry chińskiego statku towarowego

Fiński dziennik „Iltalehti” twierdzi, że tuż przed awarią w pobliżu obu kabli znajdował się chiński statek towarowy Yi Peng 3, który miał wykonywać nietypowe manewry. Jednostkę, która kilka dni temu wyszła z rosyjskiego portu, eskortują obecnie duńskie fregaty. Gdy rok temu doszło do przerwania gazociągu i kabla łączącego Estonię z Finlandią, uszkodzenia miały być wywołane przez kotwicę innej chińskiej jednostki. Pekin zapewniał wówczas, że zdarzenie było wypadkiem przy pracy.

Elina Valtonen

Elina Valtonen, minister spraw zagranicznych Finlandii, i jej niemiecka odpowiedniczka Annalena Baerbock, wyraziły głębokie zaniepokojenie sytuacją: „Nasze europejskie bezpieczeństwo jest zagrożone nie tylko przez agresywną wojnę Rosji przeciwko Ukrainie, ale także przez wojnę hybrydową. Ochrona naszej wspólnej infrastruktury krytycznej ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa i odporności naszych społeczeństw”.

Minister Valtonen zasugerowała jednocześnie, że jeśli potwierdzą się spekulacje o celowym ataku na łącza, takie działanie uzasadniałoby uaktywnienie art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, mówiącego o kolektywnej obronie członków NATO. „To nie jest tak, że tylko atak militarny traktowany jest poważnie. (...) Jeśli kryje się za tym celowe działanie, zostanie to odebrane jako atak na wolne społeczeństwo demokratyczne” – powiedziała Valtonen, cytowana przez dziennik „Iltalehti”.

Jak zabezpieczony jest internet

Zerwanie jednego czy dwóch kabli nie wystarczy do sparaliżowania kraju, a większość użytkowników sieci nawet go nie zauważy. Zachodnia Europa ma dziś 152 podmorskie połączenia, a kolejnych 30 zostanie ukończonych przed rokiem 2027. Do tego wszystkie niewyspiarskie kraje Unii mają szereg połączeń lądowych z sąsiadami, nawet maleńka Malta posiada 6 podmorskich światłowodów łączących ją z Włochami, Hiszpanią i Afryką Północną.

W razie awarii, ruch internetowy jest po prostu przekierowywany inną trasą w sposób niedostrzegalny dla odbiorców. W wyjątkowych sytuacjach zerwanie kabli może stanowić jednak problem. Było tak choćby w marcu tego roku, kiedy zatopiony przez Hutich na Morzu Czerwonym statek handlowy zatonął w tak pechowym miejscu, że jednocześnie przerwał aż cztery połączenia, odpowiadające za 25 proc. danych przesyłanych między Europą a Azją. Nawet wtedy dane płynęły jednak dalej, choć użytkownicy w Indiach czy Afryce Wschodniej zauważyli wyraźne pogorszenie jakości połączeń.

Ruch internetowy w liczbach

Dobrze wycelowany i zsynchronizowany atak w morską infrastrukturę telekomunikacyjną mógłby jednak przynieść o wiele poważniejsze skutki. Podmorskie kable odpowiadają za 97 proc. globalnego ruchu internetowego. Każdego dnia za ich pomocą dokonywane są transakcje o łącznej wartości ponad 40 bilionów złotych. Jednocześnie same tylko europejskie połączenia mają łączną długość półtora miliona kilometrów – trudno stale monitorować tak ogromny obszar.

NATO na bezpieczeństwo morskiej infrastruktury – tak kabli, jak i gazociągów, morskich farm wiatrowych czy platform wydobywczych – stawia coraz większy nacisk. Sojusznicze dowództwo morskie Marcom ostrzegło na początku tego roku, że „Rosjanie rozwinęli wiele hybrydowych, podmorskich działań, aby zakłócić  europejską gospodarkę. Cała nasza infrastruktura podmorska jest zagrożona”.

„Coraz bardziej agresywna rosyjska działalność podmorska zwiększa ryzyko tego, że Moskwa spróbuje uszkodzić sieci podmorskich kabli w ramach eskalującego konfliktu” – przestrzegał z kolei raport Parlamentu Europejskiego z 2022 roku. „Takie działanie ma kilka możliwych celów. Między innymi blokowanie wojskowych lub rządowych kanałów łączności na wczesnych etapach konfliktu, odcięcie społeczności od dostępu do sieci, sabotaż gospodarczego rywala czy powodowanie globalnych zaburzeń dla celów strategicznych. Cele te mogą być realizowane z osobna, bądź jednocześnie”.

Co zbadała załoga rosyjskiego statku „Jantar” 

NATO zwiększa ilość patroli pilnujących infrastruktury. W październiku inicjatywę mającą zabezpieczyć kluczowe, podmorskie obiekty, ogłosiły wspólnie Niemcy i Norwegia. Ale Rosjanie też nie zasypują gruszek w popiele.

Na dwa dni przed zerwaniem litewskiego światłowodu, irlandzka marynarka przepędziła ze swojej wyłącznej strefy ekonomicznej rosyjski statek „Jantar”, który opuszczał trzy podmorskie bezzałogowe pojazdy w pobliżu kluczowego kabla łączącego Dublin z Londynem. Dzień wcześniej ten sam statek zatrzymał się w pobliżu innego światłowodu, biegnącego z Irlandii do Francji.

„Jantar” to formalnie oceanograficzny statek badawczy, jednak w ostatnich latach zachodni obserwatorzy odnotowali, że głównym obiektem jego „badań” wydają się być kable i rurociągi na dnie morza. W praktyce wszyscy wiedzą, że to jednostka szpiegowska, ale na razie nikt nie złapał jej jeszcze na gorącym uczynku. Wiadomo, że w drodze na irlandzkie wody statek był eskortowany przez fregatę Admirał Gołowko – obie jednostki były stale monitorowane przez brytyjskie i irlandzkie siły zbrojne.

„Ponownie obserwujemy, jak rosyjska marynarka wojenna testuje systemy obronne zachodniej Europy” – mówił dziennikowi „The Examiner” prof. Edward Burke, historyk wojskowości z University College Dublin.

Przed czym ostrzega nas Kreml

To testy, ale być może także rozpoznanie terenu i próba generalna przed działaniem na większą skalę. Rosjanie mają jeszcze dwa inne statki tej klasy, dysponują też innymi jednostkami, które mogą potencjalnie uszkadzać podwodną infrastrukturę. 

Doradca Władimira Putina, Nikolai Patruszew, stwierdził w zeszłym tygodniu, że USA i Wielka Brytania „planują wysadzenie w powietrze kabli i zniszczenie globalnego Internetu”. Katja Bego, analityczka z brytyjskiego think tanku Chatham House stwierdziła z kolei na portalu Bluesky, że „metody działań Kremla sugerują, że powinniśmy to interpretować jako ostrzeżenie, że jest to coś, co zamierza zrobić sama Rosja”.

Naprawa uszkodzonych w niedzielę i poniedziałek kabli może potrwać około 15 dni.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”