A wystarczyło zapytać kuriera na skuterze z logo sieciowej pizzerii. Jej nazwy tu nie wymienię. Nie, żebym się bał, iż słowa zostawiają w nas niezmywalny brud czy wierzył w ich światotwórczą moc. To już kiedyś było, wyszło tak, jak wyszło i więcej się ta sztuczka nie powtórzy. Przecież w imię dziennikarskiej dociekliwości nieraz musimy zapaskudzić nasz skromny, ale czysty kącik kuchenny wywołując z imienia globalne marki.
Ale tym razem to niekonieczne, żadna z sieci obecnych nawet w krajach nienależących do ONZ nie różni się szczególnie od innych, każda równie przewidywalna, a więc bezpieczna, co w niektórych miejscach na Ziemi ma swoje zalety. Tu nie będziemy dociekać smaku czy raczej jego wypaczenia. Ważna jest tylko prosta wartość odżywcza mdłego placka z dodatkiem białkowej masy pełniącej obowiązki sera. A także psychiczna stymulacja, jaką zapewniają różne aromaty, przede wszystkim zaś zawarty w sosie likopen.

Chociaż podejrzewam, że typowy sztabowiec Pentagonu, analityk CIA czy urzędnik struktur kryzysowych w Białym Domu to człowiek o receptorach tak bardzo otępionych przez nadmiar cukru, soli, tłuszczów oraz z ośrodkiem nagrody w mózgu zdemolowanym przez wzmacniacze, iż nie ma szans odczuć tej lekkiej rozkoszy, jaką potrafi wzbudzić termicznie obrobiony pomidor. To właśnie do nich wspomniany na początku kurier pędzi z cieplutkim zamówieniem.
Czy raczej liczni kurierzy, bo to nie o jeden lub dwa przypadki chodzi, tylko o nagłe, znacznie większe od przeciętnego zapotrzebowanie na pizzę, odnotowane wieczorem w paru knajpach położonych najbliżej urzędów i instytucji, które zapewniają imperium amerykańskiemu kontrolę nad światem (jak bardzo dziurawa ta kontrola, to może omówimy przy deserze).
Jeśli coś się szykuje, w powietrzu wisi wojna, inwazja, zamach w innej strefie czasowej, funkcjonariusze tych struktur muszą zostać po godzinach i czekać na rozwój wydarzeń, bo np. taki Izrael wcale nie zamierza wszczynać uderzenia na Iran w godzinach biurowych czasu wschodniego wybrzeża. Muszą więc zapewnić sobie coś na kolację i godziny nocnego czuwania przy monitorach.
Powiada się, że tę prawidłowość wychwyciły w czasach zimnej wojny ruskie szpiony, sławni od stuleci specjaliści od zbierania do kupy drobnych ułomków informacji. Uważne monitorowanie ruchu w pizzeriach pozwalało im ustalić moment, kiedy Ameryka szykowała się z inwazją Grenady, a potem Panamy. Istnieją rzetelne, dokumentalne ślady, że to zjawisko nie umknęło uwagi dziennikarzy w chwilach poprzedzających operację Pustynna Burza.
W końcu ten zabawny, ale potencjalnie groźny wyciek dotarł do świadomości osób na górze i zadbano o całodobowe kafeterie w paru budynkach. Ale bezwład rytuałów robi swoje. Walające się po biurkach przetłuszczone pudełka po pizzy, puste albo ze smętnymi resztkami to silnie obecny w kulturze masowej wizualny kod oznaczający ciężką noc w pracy. Poza tym to wzmacnia poczucie wyjątkowości chwili i wybicia z urzędniczej rutyny.
Dlatego pizzerie z hrabstwa Arlington wciąż w niektóre dni wieczorem mają ręce jeszcze pełniejsze roboty niż zwykle. To, co się zmieniło w stosunku do czasów, gdy kagiebista zaczajony w budce telefonicznej raportował na Łubiankę dwenadcat’ piepperoni, desat’ margierity, tri marinara, adin kalcone łiw dable cziize, to że ruch w każdej knajpie można sprawdzić w dowolnej chwili na żywo w Google – na tej samej zasadzie, co korki uliczne.
Nie trzeba do tego żadnych tajnych narzędzi i pegasusów, z danych geolokalizacyjnych telefonów układa się żywy obraz ludzkości przelewającej się naczyniami połączonymi z domu do pracy, z pracy do sklepu, ze sklepu do parku i z parku do klubu. Od dawna zatem działa na pewnej platformie społecznościowej (której nazwy też nie będę wymieniał ze wstrętu do jej właściciela) kanał Pentagon Pizza Index. Biały wywiad na grubym cieście danych.
Wszystko to tylko zabawa i niech nie przysłoni nam istotnych pożytków poznawczych z innych narzędzi, takich jak przede wszystkim sławny Big Mac Index, który mierzy siłę lub słabość danej waluty i adekwatność jej kursu. Bułka z podwójnym kotletem siekanym, serem i sałatą w polskich placówkach sieci jest tańsza niż w strefie euro czy w Stanach (co by oznaczało: zainwestuj w złotówki!). Ale „The Economist” to poważne źródło i jego redakcja do ważenia indeksu używa innych danych gospodarczych.
Po czym się okazuje – cóż za zaskoczenie! – że może i jest tu tanio, ale nadal jesteśmy biedniejsi, przynajmniej jeśli chodzi o to, ile Big Maków możemy kupić za przeciętną pensję. Życzę polskiej gospodarce, a zatem i nam wszystkim, żeby ten brak parytetu się ciągle wyrównywał. Może nie wydamy całej nadwyżki w fast foodzie i coś zostanie np. na truskawki. Niech ludzie zginający plecy przy ich zbiorach dostaną godziwszą stawkę.
Tymczasem pootwierałem sobie zakładki z knajpkami w okolicach siedziby polskiego rządu i MON-u (a przy okazji też ambasady rosyjskiej) o takim profilu, który mógłby pasować do głodnego urzędnika po godzinach. Będę cierpliwie patrzył na słupki, czekał, może dzięki temu wyczuję wcześniej, iż właśnie rusza mityczna rekonstrukcja. Jeden lokalik ma nazwę, która wyjątkowo pasuje mi do sytuacji: Być może.
Brokuł gałązkowy zapiekany
Zaczął się sezon na różne jadalne kwiaty – ale nie tylko te czysto ozdobne, jak nasturcje, tylko takie, które naprawdę coś są warte jako jedzenie. O kwiatach cukinii – najbardziej efektownych – jeszcze napiszemy, dziś odnotujmy z radością pojawienie się brokuła gałązkowego na wielu polskich straganach. Oby jak najwięcej.
400 g gałązek brokuła jak najmniejszych
250 g ricotty
5 łyżek parmezanu
Sól, pieprz, czosnek, oliwa
Oprócz sławnego sosu z tradycji apulijskiej cime di rapa taki brokuł może się przydać do przekąsek warzywnych o wysokim „indeksie malowniczości”. Odcinamy suche końcówki łodyżek, wrzucamy brokuła na osolony wrzątek na 2-3 minuty, odcedzamy, przekładamy na patelnię z oliwą i czosnkiem, podduszamy jeszcze kilka minut na średnim ogniu. Gdyby miał się przypalać, dolewamy odrobinę wody z blanszowania. Mieszamy ricottę z parmezanem, solimy, doprawiamy czymś ostrym, możemy też dodać wędzonej papryczki. Smarujemy porządnie oliwą 3 ramekiny o średnicy 10 cm lub nieco większe, wykładamy równą warstwę ricotty, wciskamy w nią po 2-3 gałązki brokuła (musi w trakcie blanszowania zmięknąć na tyle, żeby dać się wygiąć). Skrapiamy oliwą, zapiekamy w 160 stopniach około kwadransa, aż masa się usztywni.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















