Wojna o wszystko. Jakie są dalsze scenariusze konfliktu między Izraelem a Iranem?

Irański program atomowy to oficjalna przyczyna izraelskiego ataku, ale nie jedyna. Izrael liczy, że skutkiem starcia z Iranem będzie upadek reżimu ajatollahów. Jeśli nawet to nastąpi, wcześniej świat może czekać nowy głęboki kryzys, który dotknie także Europę i Polskę.
Czyta się kilka minut
Ewakuacja ludności cywilnej po uderzeniu irańskiej rakiety w izraelskie miasto Petah Tikva, na wschód od Tel Awiwu, 16 czerwca 2025 r. // Ft. Jack Guez / AFP / East News
Ewakuacja ludności cywilnej po uderzeniu irańskiej rakiety w izraelskie miasto Petah Tikva, na wschód od Tel Awiwu, 16 czerwca 2025 r. // Ft. Jack Guez / AFP / East News

Trudno wspierać kraj, którego parlamentarzyści od lat skandują hasło „Śmierć Izraelowi”, i który jako pierwszy podał rękę Putinowi w Ukrainie, śląc mu na pomoc tysiące dronów. Ale nie jest też łatwo stać murem za państwem, które w odwecie za przerażający atak Hamasu z 7 października 2023 r. postanowiło zamienić całą Strefę Gazy w martwą zonę. Patrzymy dziś na jeden z najbardziej skomplikowanych konfliktów współczesnego świata.

Dwie największe potęgi Bliskiego Wschodu zwarły się bezpośrednio

Oba narody przyjaźniły się jeszcze w czasach antycznych, gdy król perski Cyrus zakończył niewolę babilońską i pozwolił Żydom na powrót do ojczyzny i odbudowę Świątyni Jerozolimskiej. Były nimi też w latach 70. XX w., gdy Mohammad Reza Pahlawi po cichu wspierał Izrael przeciw Arabom. Wszystko to legło w gruzach w 1979 r., gdy obalono ostatniego szacha, unowocześniającego Iran dyktatorskimi metodami, a z rewolucyjnego chaosu wyłonił się reżim Chomeiniego. Zdławił on świecką opozycję, a potem wcielił się w rolę obrońcy Palestyńczyków i Libańczyków w ich walce z Żydami, finansując Hezbollah, a potem też Hamas. Jednak, mimo to, pozostawiając w Iranie otwarte synagogi, co jest niemożliwe choćby w Arabii Saudyjskiej.

Obecne starcie jest jednak czymś wyjątkowym. Dwie największe potęgi Bliskiego Wschodu zwarły się bezpośrednio, choć na dystans samolotów i rakiet, a przebieg konfliktu pokazuje wielką przewagę technologiczną i wywiadowczą Izraela. Udało mu się zniszczyć lub uszkodzić wiele irańskich wyrzutni pocisków balistycznych, systemy obrony przeciwlotniczej, zakłady zbrojeniowe, a przede wszystkim – uśmiercić dużą część dowództwa Korpusu Strażników Rewolucji, armii i wywiadu, a także co najmniej kilku znaczących naukowców związanych z programem atomowym. To zaskakująca klęska Teheranu.

Co zrobi reżim ajatollahów, gdy będzie musiał walczyć o życie?

Iran nie umie na razie skutecznie odpowiedzieć na te ataki. Jego rakiety w większości są przechwytywane przez Żelazną Kopułę i inne izraelskie systemy; jego sojusznicy z Hamasu zostali niemal unicestwieni, a ci z Hezbollahu mają wybite zęby. Także ostrzeżenia z państw islamskich, choćby z nuklearnego Pakistanu („staniemy po stronie Iranu w każdy możliwy sposób (…) Irańczycy są naszymi braćmi”), nie wyjdą raczej poza słowa. Zapewne Tel Awiw nie mógłby czuć się aż tak pewnie, gdyby nie obecność Trumpa w Białym Domu, który jeśli nawet niechętnie, to pozwoli Izraelowi na więcej niż każdy inny prezydent USA.

Krytyczne osłabienie Iranu może prowadzić do jakiejś formy kapitulacji Teheranu i zgody na anihilację jego programu atomowego. Może też jednak sprawić, że walczący o życie sojusz ajatollahów i armii, wciąż mający duże poparcie poza wielkimi miastami, posunie się do czynów desperackich. Przez cieśninę Ormuz u wybrzeży Iranu płynie 20 proc. całego światowego eksportu ropy, którego nie da się przekierować na inne trasy.

Pierwszy zatopiony tam tankowiec oznaczałby katastrofę ekologiczną w regionie i czasowy koniec morskiej przeprawy. Nikt rozsądny nie popłynąłby tamtędy, nawet jeśli USA z sojusznikami starałyby się zapewnić tam porządek. Nie wiemy, jak skutecznie Iran jest przygotowany na długotrwały konflikt, w tym na działania asymetryczne. W tym czasie świat może stanąć na krawędzi głębokiego kryzysu ekonomicznego.

Irański program atomowy to oficjalna przyczyna ataku. Ale nie jedyna

Oficjalną przyczyną nalotów dywanowych Izraela na obiekty wojskowe, ministerstwa i ośrodki nuklearne Iranu jest głoszony przez premiera Beniamina Netanjahu pogląd, wedle którego Teheran może już niedługo wyprodukować dziewięć bomb atomowych. Warto jednak pamiętać, że izraelskie alarmy o nuklearnym przełomie Teheranu są mało wiarygodne – słychać je cyklicznie od ponad 20 lat. Fakt, inspektorzy Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej ostrzegli ostatnio, że irańskie zapasy wzbogaconego do 60 proc. uranu nigdy nie były tak wielkie. Ale jeśli Teheran podjąłby polityczną decyzję o dalszym użyciu wirówek i budowie bomby jądrowej, to i tak zdaniem wielu ekspertów na efekt tych działań trzeba czekać jeszcze długo.

Co by się stało potem? Raczej nie doszłoby do ataku atomowego Iranu na Izrael. Przywódcy Iranu są w części fanatykami, ale nie są idiotami ani samobójcami. Prowadzą od lat cyniczną politykę, w której osiągali dotąd spodziewane efekty rzadziej przy użyciu terroru niż przy pomocy gróźb pozostających tylko deklaracjami. I jeśli nawet zdecydowaliby się na konstrukcję bomby atomowej, to raczej jako gwarancję własnego bezpieczeństwa niż środek do ataku. Wątpliwości budzi też zresztą sam Izrael, który zbudował własne bomby atomowe wbrew sojusznikowi z USA oraz układowi o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.

Czy w Iranie może dojść do obalenia islamskiego reżimu?

Netanjahu liczy, że skuteczne ataki na infrastrukturę energetyczną, dowództwo armii i centra polityczne oraz religijne (zamachu na samego najwyższego przywódcę Alego Chameneiego zakazali mu ponoć Amerykanie) stworzą masę krytyczną w Iranie. Kraju, w którym żyją miliony wykształconych mężczyzn i kobiet (to ewenement w regionie), a który co kilka lat buntuje się przeciw islamskiej teokracji. Jednak premier Izraela wzywający Irańczyków do powstania nie jest osobą wiarygodną na ulicach Teheranu, Szirazu i Tebrizu, a zwłaszcza konserwatywnego Maszhadu czy Kom.

Dla irańskich aktywistów, tych marzących o świeckim Iranie, których poznałem podczas Zielonej Rewolucji w 2009 r. oraz w latach późniejszych, a którzy codziennie ryzykują wtrącenie do mrocznego więzienia Evin, premier Netanjahu to kolejny przykład uwikłanego w przestępstwa korupcyjne prawicowego fanatyka z wrogiego kraju, którego rząd trzyma się na sojuszu z żydowskimi religijnymi radykałami, otwarcie gardzącymi „gojami”. To nie jest dla nich wzór, zwłaszcza gdy widzą skutki bombardowań w Teheranie, także w dzielnicach mieszkalnych. Inna sprawa, że jeśli Irańczycy zorientują się, iż władze islamskiej republiki nie panują nad sytuacją, istotnie może dojść do gwałtownej wojny domowej. Może zresztą również o to chodzi Izraelowi.

Rosja liczy, że Trump będzie musiał zaangażować się mocno na Bliskim Wschodzie 

Na razie jednak to tylko teoria, dużo szybsze korzyści polityczne z gwałtownej eskalacji między Izraelem i Iranem może osiągnąć Rosja, licząca na dalszy wzrost cen ropy. Oraz na to, że coraz mocniej zaangażowany na Bliskim Wschodzie Trump wycofa się ostatecznie z pomocy Ukrainie

Taki zaś scenariusz oznaczałby kolejne kłopoty dla Europy i Polski.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Wojna o wszystko