Nagrany śpiew ptaków, klasyka literatury i kina, Chopin niczym z pociągu premium PKP – czy taki zestaw, aplikowany przymusowo i w końskich dawkach, może sprowadzić młodego degenerata na dobrą drogę? Dołóżmy mu jeszcze materiały edukacyjne o szkodliwości złego prowadzenia się i hardkorowe filmiki z jego nocnych eskapad. Skojarzą się natychmiast z terapią awersyjną serwowaną ongiś bohaterowi „Mechanicznej pomarańczy” Kubricka i raczej niegwarantującą reedukacyjnego sukcesu.
Bo Tommy (w tej roli Anson Boon) jest przetrzymywany w piwnicy starego domu na odludziu. Przykuty łańcuchem i dyscyplinowany paralizatorem przez gospodarza, spokojnego męża i ojca, ma stać się tytułowym „dobrym chłopcem”. W ramach jakiejś misji socjalizacyjnej? A może kary? Albo chorego eksperymentu? Film Jana Komasy jest dobry między innymi dlatego, że zwleka z powiedzeniem ostatniego słowa.
„Dobry chłopiec” zderza społeczną alegorię z absurdem
Znaczące, że perwersyjnego „edukatora” Chrisa gra tutaj Stephen Graham, czyli dysfunkcyjny, lecz kochający ojciec z głośnego miniserialu „Dojrzewanie”. Obie produkcje powstawały mniej więcej w tym samym czasie i ciekawie się dopełniają w temacie ojcostwa.
Bohatera Komasy poznajemy podczas rozmowy rekrutującej nową pomoc domową. Rina (Monika Frajczyk), nielegalna imigrantka z Macedonii, jeszcze nie wie, co ją czeka w wiktoriańskim domostwie, gdzie na wejściu trzeba poddać się wykrywaczowi metali i oddać swój telefon. A potem odnaleźć się w wyizolowanym świecie dziwacznej rodziny, obwarowanej wymyślnymi zakazami i pogrążonej w nigdy niedopowiedzianej traumie.
Tymczasem dla więzionego nastolatka, tresowanego metodą kija i marchewki, pojawienie się obcej kobiety oznacza szansę ucieczki. Nad wszystkim jednak czuwa troskliwy patriarcha.
Początek „Dobrego chłopca” zwiastuje coś zupełnie innego. Celowo udaje współczesne kino brytyjskie z nurtu ostrego realizmu społecznego, coś w rodzaju powstałego w tym samym roku filmu „Łobuz” Harrisa Dickinsona. Funta kłaków nie dalibyśmy za bohatera takiego jak Tommy – łajdaczy się do upadłego, w dodatku nagrywa to smartfonem i jeszcze zbiera lajki. A kiedy trafia pod żelazne skrzydła Chrisa, można się jedynie domyślać, ile jeszcze musiał nabroić.
Lecz scenariusz Bartka Bartosika i Naqqasha Khalida szybko opuszcza te znajome rejony. I zamyka nas w dusznym, wypreparowanym świecie, też znajomym, bo na wzór kina „dziwnych Greków” (Yórgosa Lánthimosa, Athiny Rachel Tsangari czy Christosa Nikou), gdzie społeczna alegoria spotykała się z czystym absurdem.
I niby to nic nowego: pokazać w mikroskali, jak działa system oprawczo-naprawczy, który chciałby po swojemu przeformatować jednostkę, podczas gdy ona z czasem zaczyna go osłabiać. Scenariusz jednak ciekawie tę historię rozwija i komplikuje w kierunku przypowieści zarówno psychologicznej, jak i politycznej, z głównym tematem wolności i przemocy. A ta ostatnia próbuje (i czasem doskonale potrafi) zagospodarować rozmaite deficyty.
„Dobry chłopiec” nie jest jeszcze jedną wariacją wokół ucieczki od wolności
W centrum tej historii znajduje się bowiem rodzina, którą można potraktować dosłownie bądź alegorycznie. Zobaczymy w filmie aż trzy jej odsłony: w wyraźnie patologicznym domu Chrisa oraz w dyskretnych sugestiach na temat rodzinnej sytuacji Tommy’ego czy Riny.
Filmowy ojciec za pomocą łańcuchów i innych narzędzi kontroli stara się zbudować familię idealną, w której każde z bohaterów ma się odnaleźć czy spełniać funkcję brakującego ogniwa. Nawet stopniowo poszerzając przestrzeń wolności Tommy’ego, nie przestaje pociągać za sznurki – zabawnie oddaje to scena rodzinnego pikniku „na łańcuchu”. Czy w taki sposób można budować normalność, czyjeś bezpieczeństwo i zaufanie? Odpowiedź będzie cokolwiek zaskakująca.
O tym, że „Dobry chłopiec” nie jest po prostu jeszcze jedną wariacją wokół hasła „ucieczka od wolności”, decyduje w znacznym stopniu obsada, Graham, z wstydliwym tupecikiem i szorstką, acz poczciwą twarzą, raz bywa wyrafinowanym oprawcą, to znów niewydolnym mężem lub zbolałym rodzicem. Andrea Riseborough, grająca żonę Chrisa i matkę małego Jonathana, też wychowywanego metodą szokową, przypomina upiorną zjawę, ale i matkę bolesną, złamaną przez dotkliwą stratę i zależną od toksycznego męża. Z kolei Boon w roli tytułowej dobrze oddaje wieloznaczność swej postaci – łobuza, ofiary, syna marnotrawnego, trickstera…
Można tylko żałować, że nie rozbudowano postaci granej przez Frajczyk – i nie dlatego, że jest z Polski, ale że od dawna zasłużyła na bardziej intensywny czas ekranowy. Mocniej by też wybrzmiały na ekranie problemy wolnościowe w kontekście imigranckim. Zresztą polski wkład jest w tym filmie bardzo znaczący, by wspomnieć tylko producencki duet Ewa Piaskowska i Jerzy Skolimowski, muzykę Abla Korzeniowskiego czy zdjęcia Michała Dymka. Ciekawe, jak by wyglądała ta zuniwersalizowana przypowieść o moralnych kagańcach w warunkach polskiej rodziny.
Finał „Dobrego chłopca” może powodować dezorientację
Film funkcjonuje także pod tytułem „Heel”, nawiązując do angielskiej komendy używanej podczas tresury psów. „Good Boy” też kojarzy się z treserskim słownikiem, jako pochwała dobrze wykonanego zadania, choć jednocześnie zaprzecza prostej mechanice „pana i jego psa”. Owa dialektyka nie jest być może zbyt oryginalna, ale z pewnością dobrze podana, również przez samych aktorów odnajdujących w swoich postaciach wiele niespodzianek. Albo po prostu miękkich, ludzkich rysów, co odróżnia dzieło Komasy od wspomnianego Lánthimosa i jemu podobnych.
Nie narzuca się też polski reżyser z wątkiem klasowym, choć z pewnością takowy tu podskórnie istnieje i naszkicowany został wbrew domyślnym ustawieniom. Dobrze też zrobiło filmowi całkowite odejście od dosłownej i doraźnej polityczności, która zdominowała inny anglojęzyczny film Komasy, czyli nakręconą za oceanem „Rocznicę”.
Paradoksalnie ten dwuznaczny film o kagańcu oświaty i meandrach wolności jest także o bliskości. Trzeba przyznać, iż poszukuje tego równie okrężnymi drogami, co w finale może powodować dezorientację. Komasa bez wątpienia prowokuje, podsuwając nam bohatera, który zrazu skrajnie odpycha, potem zaczyna wzbudzać litość, a w końcu zmusza do kibicowania mu czy wręcz empatii.
Po czym na ostatniej prostej wystawia tę empatię na ciężką próbę, kiedy okazuje się, że Tommy dokonuje własnych moralnych wyborów. Normy wtłaczane mu na siłę okazują się jedyną opcją ratunkową – i z tym chyba najtrudniej się pogodzić.
DOBRY CHŁOPIEC („Good Boy”) – reż. Jan Komasa. Prod. Polska/Wielka Brytania 2025. Dystryb. Kino Świat. W kinach od 6 marca.
Jan Komasa to dziś twórca z międzynarodową karierą. Przełomem było „Boże Ciało” (2019), nominowane do Oscara i Europejskich Nagród Filmowych. Po nakręceniu w Polsce filmu „Sala samobójców. Hejter” (2020), nagrodzonego na festiwalu Tribeca, zaczął pracować za granicą. W 2025 r. miały premierę dwa jego filmy, polsko-brytyjski „Dobry chłopiec” i nakręcona w USA „Rocznica”.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















