Nawet najmniej spektakularny tytuł braci Dardenne może okazać się filmem potrzebnym. Belgijski duet wyspecjalizował się w bardzo „małych” historiach, które w najlepszych wydaniach niosły potężny, oczyszczający ładunek. Zawsze szczególną uwagę kierowały ku osobom młodym i z najbardziej marginalizowanych środowisk – ku imigrantom, dzieciom ulicy czy osobom w jakikolwiek sposób zaniedbanym i niewidocznym.
To w ich kruchości, w podatności na wszelką krzywdę, w bezbronności wobec deprawacji, dostrzegali twórcy ślepe plamki społecznych systemów i trudno usuwalne pęknięcia ludzkiej natury. Oraz próby ich przezwyciężania, na przekór okolicznościom.
Fabuła jak dokument
Oczywiście, ich najnowsze dzieło nie ma w sobie takiego potencjału, jak „Rosetta” czy „Syn”, ani tak skondensowanej polityczności, jak „Młody Ahmed”. Już sam tytuł, „Młode matki”, znowu bardzo prosty i zdawkowy, brzmi niczym kolejne hasło w katalogu problemów społecznych. I filmowcy z Liège nigdy nie ukrywali, że w takich właśnie, ściśle zdefiniowanych kontekstach umieszczają swoich bohaterów.
Nie po to jednak, aby ilustrować tezę, iż „byt określa świadomość”, ale żeby pokazać, że ów byt może mieć czasem determinujące znaczenie dla czyjegoś losu. Jakkolwiek człowiek nigdy nie był dla nich prostą wiązką problemów socjalnych, a ich kino nie było od tego, żeby je odhaczać. Kluczem jest jego wiarygodność – oglądając nowy film Dardenne’ów już od pierwszej sceny, gdy kamera obserwuje na przystanku dziewczynkę z wielkim brzuchem, łatwo zapomnieć, że to przecież zagrana i zainscenizowana fabuła.
Gdy tyle się wokół grzmi o niskiej dzietności, twórcy „Dziecka” wskazują na jej patologiczny aspekt – bo historie, w których dzieci rodzą dzieci, mają w sobie często fatalistyczną logikę. Tak jest w belgijskim filmie, gdzie podopieczne schroniska dla nieletnich mam powielają życiorysy własnych matek albo lękają się powtórzenia w przyszłości znajomego wzorca. Istnieje wszak spore ryzyko, że również ich córki wpadną kiedyś w podobne koleiny.
Wszystkie dziewczyny, zagrane głównie przez aktorki nieprofesjonalne, łączy nie tylko fakt, iż niechciana ciąża pozbawiła je szans na normalne dzieciństwo i edukację, a tym samym wyrwanie się z zaklętego kręgu ubóstwa i przemocy. Wspólne jest także to, że na różnych etapach życia pozostawiono je samym sobie. „Wpadka” i jej następstwa są wypadkową rozmaitych braków – miłości, bezpieczeństwa, konkretnej życiowej porady, edukacji seksualnej...
Poza tym każda z tych historii jest inna w swoim nieszczęściu. Bracia Dardenne tworzą przegląd rozmaitych losów, który nie zmierza do prostych uogólnień, lecz chce uchwycić szersze zjawisko w pojedynczych, intymnych odsłonach.
O czym opowiada film „Młode matki”
Oto ciężarna Jessica (Babette Verbeek) próbuje się spotkać ze swoją matką, by zadać jedno pytanie: dlaczego kiedyś, zaraz po urodzeniu, kobieta ją porzuciła. Od tego zależy, czy jej córka odda teraz swoje dziecko do adopcji. Ciemnoskóra Perla (Lucie Laruelle) uzależnia swoje dalsze decyzje od tego, czy zostanie przy niej chłopak, z którym zaszła w ciążę. Pomna własnych koszmarnych doświadczeń z dzieciństwa, nie chce być samotną mamą.
Z kolei Ariane (Janaïna Halloy-Fokan) wie na pewno, że lepiej znaleźć rodzinę adopcyjną, niż powierzyć dziecko dysfunkcyjnej babci. A Julie (Elsa Houben, jedyna w tym gronie doświadczona aktorka) miałaby duże szanse na tak zwany normalny dom, gdyby udało jej się zerwać z uzależnieniem.
Co istotne, ekran nie epatuje patologiami. Pokazuje raczej zwyczajną codzienność w ośrodku pomocowym, bowiem bracia Dardenne szczerze wierzą w system, który może jeszcze uratować te dziewczyny i ich dzieciaki.
„Młode matki” nakręcono tak autentycznie i świeżo, że nie czuje się w nich typowego „pochylania się nad losem”. Ani bezpośrednich oskarżeń wymierzonych w kogokolwiek, bo przecież dorośli krzywdziciele i krzywdzicielki też kiedyś byli krzywdzonymi dziećmi. To akurat pozostawia nam film w domyśle, a kiedy w jednym z wątków doprowadza do dramaturgicznej kulminacji, stara się dawkować oszczędnie jej dramatyzm.
Owa powściągliwość rozciągnięta na cały film sprawia, że łatwo go zignorować. Uhonorowany w Cannes nagrodą Jury Ekumenicznego i za scenariusz, typowany przez Belgów do tegorocznych Oscarów, nie wyróżnia się niczym specjalnym, także na tle twórczości Jean-Pierre’a i Luca Dardenne’ów.
Gdyby powstał w Polsce, na pewno wpisałby się w ideologiczne spory, tymczasem tu o aborcji (w Belgii ogólnodostępnej i refundowanej) mówi się jakby mimochodem, raczej w kategoriach rozważanej wcześniej możliwości. Ważne, by każda z dziewczyn wyszła na prostą, a ich dzieci znalazły kochający dom.
Bracia Dardenne wierzą w instytucje. I w człowieka
Ktoś zapyta, co dwóch uprzywilejowanych siedemdziesięcioparolatków, nawet jeśli całe ich prywatne i filmowe życie związane było z robotniczym środowiskiem, może wiedzieć o współczesnych nastolatkach w ciąży. Ale to samo pytanie można postawić każdemu z ich filmów, zgodnie z dzisiejszą hiperpoprawnością, że „o czarnych tylko czarni”.
Trudno powiedzieć, na ile „Młode matki” oddają wewnętrzny stan młodocianych bohaterek, lecz jedno jest pewne: raz jeszcze uważność na życiowy szczegół i czysta empatia okazały się optymalnym sposobem, by dotknąć wrażliwego tematu.
Ponieważ zaś prawie wszystko rozgrywa się tutaj w kręgu kobiet i wielkimi nieobecnymi są mężczyźni (partnerzy i ojcowie bohaterek), a za każdą z dziewczyn ciągnie się jakiś rodzaj domowych nadużyć, cała nadzieja – zdają się mówić filmowcy – w rodzinach umownie rozumianych. Również instytucjonalnych czy tych z wyboru.
Wiara w człowieka, jego zdolność do przemiany, a także w międzyludzką solidarność i efektywną opiekę społeczną upodabnia kino belgijskich braci do Kena Loacha z czasów, kiedy narracyjna prostota w jego filmach była wolna od uproszczeń.
Przedwczesne i często niechciane macierzyństwo funkcjonuje u Dardenne’ów bez sentymentalnej otuliny – w ujęciu wyraźnie klasowym i w surowej, paradokumentalnej optyce. Jak uniknąć pomnażania nieszczęść tego świata i jak zachować godność w sytuacji bez (idealnego) rozwiązania? Mimo iż Belgowie pytają o to głosem bardziej stonowanym niż zwykle, to ów język troski, w sensie werbalnym i wizualnym, pozostaje całkowicie wolny od fałszywych tonów.
MŁODE MATKI („Jeunes mères”) – reż. Jean-Pierre i Luc Dardenne. Prod. Belgia/Francja 2025. Dystryb. Aurora Films. W kinach.
Jean-Pierre i Luc Dardenne zaczynali od dokumentów, a filmy fabularne tworzą razem 40 lat. Są ulubieńcami festiwalu w Cannes. „Rosetta” (1999) i „Dziecko” (2005) przyniosły im Złotą Palmę, „Chłopiec na rowerze” (2011) Grand Prix, „Młody Ahmed” (2019) nagrodę za reżyserię, a „Milczenie Lorny” (2008) za scenariusz. Produkowali filmy Cristiana Mungiu czy „Emilię Pérez”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















