Nie ignorujmy kina Smarzowskiego. „Dom dobry” wytrąca nas ze strefy komfortu

Smarzowski w „Domu dobrym” robi wiwisekcję rodziny, prezentując całą serię psychopatologicznych zjawisk, na czele z gaslightingiem, syndromem sztokholmskim i DDA.
Czyta się kilka minut
Film „Dom Dobry”, reż. Wojciech Smarzowski, dystr. Warner Bros. Entertainment Polska // Fot. Paweł Tybora / Lucky Bob & Warner Bros.
Film „Dom Dobry”, reż. Wojciech Smarzowski, dystr. Warner Bros. Entertainment Polska // Fot. Paweł Tybora / Lucky Bob & Warner Bros.

Kino Wojciecha Smarzowskiego to nie tylko pogrubiony charakter pisma czy najciemniejsza paleta arcypolskich tematów. To także specyficzny język, jakim się o tej twórczości mówi i pisze, z obowiązkową „siekierą” w roli głównej i nadużywaniem przedrostka „pato”. Czyli z podręcznym wykazem oskarżeń o „eksploatację” i „pornografizację przemocy”. 

Przy każdym filmie co wrażliwsi widzowie i krytycy czują się straumatyzowani, jakby zetknęli się z tym kinem po raz pierwszy. Albo, dla odmiany, wyrażają swoje znużenie powtarzalnością strategii szokowej czy terapii awersyjnej w wykonaniu sadystycznego „Smarzola”. Stąd prześlizgiwanie się z odrazą po jego filmach bądź po prostu ostentacyjne ich ignorowanie, jak w przypadku jurorów niedawnego festiwalu w Gdyni. Tymczasem to kino trudno zignorować. Twórca dwóch „Wesel” w swym własnym przerysowanym stylu próbuje „mącić narodową kadź”. A nawet jeśli te ruchy są przewidywalne i toporne, potrafią skutecznie wytrącić z poczucia komfortu. Lecz o jakim właściwie narodzie reżyser nam opowiada? 

„Dom dobry” Smarzowskiego: poszerzenie perspektywy czy zmiana scenografii?

Bo niektórzy twierdzą, że robi to z wyższościowej pozycji piętnującej tych mniej „fajnych” Polaków – słabiej wykształconych, mieszkających w małych miejscowościach, za mało europejskich. Pisał o tym młody krytyk filmowy Miłosz Spychalski w świetnym skądinąd tekście, nagrodzonym w tegorocznym konkursie im. Krzysztofa Mętraka. Dworował sobie, że bohater jego portretu, Wojciech Smarzowski, stał się „artystycznym demiurgiem klasy średniej”. Że jego historie w swej rzekomej krytyce polskości mówią bardziej o jakichś gorszych „onych” aniżeli o nas. Ciekawe, co autor powiedziałby na najnowszy film, w którym twórca „Domu złego” bierze się za polską rodzinę niczym z katalogu Ikei. Czy „Dom dobry” rzeczywiście poszerza perspektywę, czy tylko zmienia scenografię?

Nie można mieć wątpliwości, że znowu chodzi o Polskę – wystarczy spojrzeć na tytuł filmu pisany białymi i czerwonymi czcionkami. A główny bohater, domowy przemocowiec zagrany przez Tomasza Schuchardta, etatowego dziś odtwórcę czarnych charakterów, nosi nazwisko Nowak, najpopularniejsze w naszym kraju. Ktoś powie, że Smarzowski uruchamia zbyt wielkie kwantyfikatory, ale chodzi mu pewnie o statystyki. O skalę pokazywanego na ekranie zjawiska i skalę jego przemilczania oraz zasięg, bynajmniej nie ograniczający się do „domów złych”. Tym razem będzie też o społecznym awansie. 

Kiedy Gośka (świetna Agata Turkot) poznaje przez internet sporo starszego Grześka, nie przypadkiem zaczynają znajomość od gierek literackich, a rzut oka na biblioteczkę w jego mieszkaniu plus wysoka pozycja w miasteczku mówią o elitarnym statusie przyszłego męża. Dołóżmy do tego zagraniczne wojaże i romantyczne zaręczyny w Wenecji. Tyle wystarczy, ażeby stwierdzić, że oto dziewczyna po przejściach, wyrosła w „domu złym”, złapała Pana Boga za nogi. Ów wątek aspiracyjny – marzenia o bezpieczeństwie finansowym, udanej rodzinie i kobiecej samorealizacji – jest ważny dla całej historii, gdzie przemoc będzie miała niejedno imię.

Zarzuty wobec filmu Smarzowskiego

Smarzowski nakręca jej mechanizmy niepostrzeżenie. To znaczy, kamera Pawła Tybory niemal od początku wyłapuje rozmaite naruszenia, w przeciwieństwie do bohaterki, śniącej swój sen o instagramowym życiu przy piosenkach Grechuty. Będzie powracał w formie ironicznych migawek, kiedy Piękna zorientuje się, że poślubiła Bestię, przebraną dla niepoznaki za troskliwego opiekuna i zaopatrzeniowca. 

Tak właśnie Grzesiek funkcjonuje na zewnątrz, w oczach bliższych i dalszych znajomych, co pozwala mu zamknąć ciężarną „Myszę” w domu i wmówić jej, że to z nią coś jest nie tak. I bystrą dziewczynę przemienić w zahukaną ofiarę. Stanowi wszak „Dom dobry” istny katalog psychopatologicznych zjawisk, na czele z gaslightingiem, syndromem sztokholmskim czy DDA. Dostarcza modelowych wręcz wzorów przemocy, powielanych z pokolenia na pokolenie, w niekończącym się, zapętlonym cyklu projekcji, przeniesień, uzależnień i wyparć. Jednocześnie, i to jest wobec filmu najczęstszym zarzutem, przemoc czysto fizyczną ukazuje bardzo literalnie.

Stąd głosy, że w istocie to sam reżyser pastwi się nad swoją bohaterką – i przy okazji też nad nami. Wytyka mu się również, że zawłaszczył kobiecy temat, chociaż wiadomo, że poddany on został wcześniej solidnej kwerendzie. Dyskredytuje się nawet robotę filmową, widząc w niej estetyczny popis. Albowiem Smarzowski stosuje w swym filmie wewnętrzny filtr, który od pewnego momentu zaburza narrację i różnicuje oświetlenie scen, oddając stan umysłu zaszczutej bohaterki. 

Pokawałkowana historia, fantastycznie zmontowana przez Krzysztofa Komandera, staje się z jednej strony opowieścią o stopniowym gaśnięciu, psychofizycznej degradacji i zapadaniu się w klaustrofobiczną pułapkę, a z drugiej pozwala wyświetlić sobie zupełnie inne warianty losu Gośki. Stosując tryb „co by było gdyby”, poznajemy alternatywne wersje jej życia, w zależności od tego, czy kobieta uruchomi w sobie instynkt ucieczki i zacznie szukać pomocy na zewnątrz.  

Różne konteksty sytuacji przemocowej

Nie jest to oczywiście żaden instruktaż, jakkolwiek twórca „Domu dobrego” nie ukrywa, że jego film ma charakter interwencyjny. Gdyby poprzestał na surowych obrazach domowego bestialstwa („bo zupa była za słona”), najprawdopodobniej byłby w tej interwencji mało albo nawet przeciwskuteczny. Dlatego tworzy na ekranie bardzo ciekawą wizję sytuacji przemocowej, z różnymi jej kontekstami, również społecznym czy religijnym. 

Oczywiście reżyser nie może sobie odmówić swoich ulubionych motywów. Jesteśmy ponownie w smarzowskim uniwersum, gdzie księdzem jest Arkadiusz Jakubik, lokalny burmistrz tak się upija, że fajda sobie koszulę w toalecie, a przydomowe szambo wybija jak najbardziej dosłownie. Owa skłonność do autocytatów bywa zastanawiająca i chyba nie chodzi wyłącznie o mruganie do widza.

Nie odbierają one jednak siły temu filmowi. Rządzi w nim nie tyle naga przemoc (chociaż doprawdy trudno się z niej otrząsnąć po seansie), co bezustanna dezorientacja widza. To ona sprawia, że takie kobiety jak Gośka skutecznie przypudrowują swoje siniaki, a my (podobnie jak niewydolny system) łatwo je prześlepiamy. Nie pasują bowiem do schematu polskiej rodziny patologicznej. W tak sugestywnie i wrażliwie zainscenizowanym koszmarze trudno mi dopatrzeć się tonów wyższościowych czy umywania rąk, bo znowu „to nie o nas”.

DOM DOBRY – reż. Wojciech Smarzowski. Prod. Polska 2025. Dystryb. Kino Świat. W kinach od 7 listopada. 

Wojciech Smarzowski każdym swoim filmem wywołuje dyskusje. Dotychczas wadził się na ostro z obyczajowością polskiej prowincji („Wesele”, „Dom zły”), z demoralizacją w policji („Drogówka”), rodzimym alkoholizmem („Pod Mocnym Aniołem”), nadużyciami duchowieństwa („Kler”) i z polską historią („Róża”, „Wołyń”, drugie „Wesele”).

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2025

W druku ukazał się pod tytułem: To o nas