Rodzina jako poligon wojen kulturowych to ostatnio wdzięczny temat przy rozbrajaniu politycznych min. Dobrze sprawdza się w konwencji komediowej, czego dowodem popularność polskich „Teściów”. Jan Komasa w swoim amerykańskim filmie opowiada o tych domowych konfliktach językiem dystopii i zarazem psychologicznego thrillera – bo na tym poligonie miny czasem wybuchają wcale nie na żarty. Aczkolwiek wiele tutaj satyry i to wielosiecznej, która od żadnej ze stron nie bierze jeńców i pozostawia za sobą spaloną ziemię.
„Rocznica”: kłopoty znienawidzonych przez populistów elit
Kim właściwie jest Liz (Phoebe Dynevor), kiedy nieoczekiwanie zjawia się na imprezie swoich przyszłych teściów? Taylorowie, główni bohaterowie „Rocznicy”, uosabiają znienawidzone przez populistów elity. Paul (Kyle Chandler) jest restauratorem, u którego stołują się prominentni politycy, jego zaś żona Ellen (Diane Lane) wykłada na Georgetown i słynie z liberalnych poglądów. Ich trzy córki wyglądają na typowe „lewaczki”, na przykład jedna jest prawniczką zaangażowaną w ochronę środowiska, a inna polityczną stand-uperką i jawną lesbijką.
Nic dziwnego, że ich matka wpada w lekką panikę, kiedy w nowej dziewczynie syna, sztucznie ułożonej i fałszywie uśmiechniętej, rozpoznaje swą byłą studentkę – głoszącą ongiś skrajnie antydemokratyczne hasła. Ellen odrzuciła wtedy pracę dyplomową Liz; okazuje się jednak, że dziewczyna nie złożyła broni i pisze teraz książkę, która ma odmienić oblicze USA. Co gorsza, syn Taylorów (Dylan O’Brien), od lat niespełniony pisarz, zdaje się być pod jej dużym wpływem.
Czyżby więc Liz była niczym ów wąż, który wśliznął się na to rajskie garden party, by wziąć odwet? Zwłaszcza że sama nie miała tak szczęśliwej rodziny. Scenarzystka Lori Rosene-Gambino nie szykuje pod tym względem wielkich niespodzianek. Poprzez skoki czasowe przyspiesza zachodzące w kraju zmiany, których aktywną sprawczynią staje się właśnie Liz i jej antysystemowy ruch o nazwie… Zmiana (czyżby aluzje do naszej „dobrej zmiany”?). Korporacyjny autorytaryzm ingeruje w wiele dziedzin życia, a ofiarami są oczywiście Taylorowie i im podobny „gorszy sort”.
Niuanse i uproszczenia w filmie Jana Komasy
Podczas kolejnych rodzinnych uroczystości oglądamy kolejne etapy przykręcania śruby. Kraj coraz bardziej upodabnia się do państwa policyjnego, panoszą się w nim nowe elity i powiewa nad nim nowa flaga. Tymczasem Liz usiłuje zaistnieć w akademickim obiegu i wkręca się na dobre do rodziny. Próbuje też wkupić się w łaski niektórych jej członków, ani chybi realizując swój podstępny plan. Gdy nastroje w kraju radykalizują się jeszcze bardziej, znika nagle Anna (Madeline Brewer), jedna z córek Taylorów, ta od nieprawomyślnych stand-upów. Nad szczęśliwym domem zbiera się coraz więcej chmur – ale czy ta otwarta amerykańska rodzina była rzeczywiście okazem zdrowia?
Jednocześnie „Rocznica” należy do tych filmów, które próbują sprawiedliwie rozkładać racje czy dawać razy, lecz przez cały czas starannie zacierają konkrety. Efektem są daleko posunięte uogólnienia, które relatywizują polityczny przekaz. Czasem przynosi to ciekawe niuanse. Bo reakcja Ellen na pojawienie się w okolicy znaków nowego porządku była zdecydowanie zbyt gwałtowna i poniekąd zasłużyła na wiralowy filmik. I chociaż to Liz jest tutaj czarnym charakterem, także pani profesor potrafi być toksyczna, choćby w swojej miłości do syna, pomieszanej z literackimi ambicjami wobec niego.
Również ważkim pytaniom o fundamenty demokracji czy wolność akademii łatwo odwrócić wektor. Jednakże wszystkie te niejednoznaczne kwestie zostają podane na tyle dosłownie i zarazem tak generycznie, że osłabia to ich złożoność. Dlatego „Rocznica”, jakkolwiek dobrze opowiedziana i zagrana, grzeszy przede wszystkim nazbyt upraszczającym scenariuszem. Przypomina on z grubsza poprzedni film Komasy, „Salę samobójców. Hejtera”, czyli opowieść o tricksterze, który wnikając w dzisiejszą, zadowoloną z siebie „warszawkę”, rozwalał ją od środka, stając się narzędziem mrocznych sił politycznych.
Ogarnięty resentymentem młody człowiek bez właściwości zamieniał się w polskiego Jokera. W amerykańskim filmie nie widać, niestety, całego procesu, który sprawił, że Liz stała się mocno zideologizowaną studentką, a w końcu twarzą ekstremistycznej agendy i niszczycielką domowego miru. Również głoszona przez nią „zmiana” dokonuje się na ekranie z doskoku, bardziej „metodą salami” niż stopniowego i niedostrzegalnego „gotowania żaby”.
Brakuje scen podobnych do tej przy rodzinnym stole, kiedy to Josh, będący już mocno zindoktrynowany przez małżonkę, zaczyna prowokować, a w końcu „grillować” nastoletniego chłopaka swej najmłodszej siostry. W takich momentach, pośród drobnych nadużyć i mikroagresji, a nie w kolejnych aktach państwowej czy rebelianckiej przemocy, objawia się prawdziwie demon tej „zmiany”. Oto słaby Josh, korzystając z politycznej koniunktury, zaczyna występować z pozycji siły, także wobec własnego ojca.
Czy „Rocznicy” bliżej do „Civil War”, czy do „Black Mirror”?
Na szczęście „Rocznica” potrafi wypełnić te luki tragikomedią. Cudownie groteskowa jest Ellen, gdy z nożem w garści broni integralności swojej rodziny, ale robi się już mniej wesoło i bardziej topornie, kiedy miłość idzie na noże z ideologią (patrz: wątek aborcyjny).
Bo największą ironią tego filmu nie jest wcale snobistyczny mit założycielski z obrazem Magritte’a (pod nim poznali się kiedyś Taylorowie), lecz to, jak łatwo można rozwalić swoją rodzinę pod sztandarami prorodzinnych wartości. Stąd w „Rocznicy” nie może być zwycięzców – wszak Liz, wychodząc za Josha i rodząc małych Taylorów, stała się nierozerwalną częścią niszczonej przez siebie familii.
Pierwszy amerykański film Komasy nie odkrywa zatem Ameryki, celowo wręcz rozmywa jej polityczne kontury, pokazuje natomiast w domowej mikroskali różne oblicza radykalizacji i jej samonapędzający się mechanizm. Z powodu tego rozmycia porównuje się film do „Civil War” Aleksa Garlanda; ja widzę w nim raczej rozbudowany odcinek „Black Mirror”, w którym przyszłość to wojna domowa rozumiana jak najdosłowniej, w czterech ścianach. Szkoda jednak, że chwilami trochę nazbyt płasko i mechanicznie. Najwyższy czas, żeby pójść w tych jakże oczywistych diagnozach kulturowych gdzieś dalej. Dlatego ciesząc się z międzynarodowej i w pełni zasłużonej kariery Jana Komasy, życzmy mu po prostu lepszych, bardziej pogłębionych scenariuszy.
ROCZNICA („Anniversary”) – reż. Jan Komasa. Prod. USA 2025. Dystryb. Monolith Films. W kinach.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















