Ludzie z punktu widzenia drzewa. „Milcząca przyjaciółka” Ildikó Enyedi

„Milcząca przyjaciółka” przekracza granice powiastki o terapeutycznym przytulaniu się do drzew czy komunikacji międzygatunkowej.
Czyta się kilka minut
„MILCZĄCA PRZYJACIÓŁKA”, reż. Ildikó Enyedi. Dystryb. Gutek Film // materiały prasowe
„MILCZĄCA PRZYJACIÓŁKA”, reż. Ildikó Enyedi. Dystryb. Gutek Film // materiały prasowe

Macie czasami wrażenie, że nie tylko zwierzęta, lecz także rośliny nas obserwują? 

Dla niektórych takie pytanie trąci pewnie nadmierną antropomorfizacją czy poetycką manierą, ale kto widział wcześniejszy film Ildikó Enyedi, zatytułowany „Dusza i ciało”, nie zdziwi się, że w „Milczącej przyjaciółce” tytułową bohaterką jest… drzewo. A konkretnie potężny miłorząb, który przygląda się bohaterom na przestrzeni ostatnich stu lat. 

W poprzednim filmie losy dojrzałych kochanków, którym trudno było zbliżyć się do siebie w „realu”, spełniały się w ich snach, gdzie przybierali postacie dzikich zwierząt. I świetnie, że pochodząca z Węgier reżyserka powraca do tamtej poetyki, a nawet ją rozwija. Nie chodzi w niej wyłącznie o rozbudzoną świadomość ekologiczną, ale o śmiałe poszukiwania filmowe, które niejako poszerzają kąt widzenia kamery i przestają być na chwilę perspektywą czysto ludzką.

„Milcząca przyjaciółka”. O czym jest ten film

Historia opowiedziana przez Enyedi meandruje w czasie, a jej bohaterami są osoby ściśle związane z uprawianiem nauki. Tony Chiu-Wai Leung, znany między innymi ze „Spragnionych miłości” (2001) Wonga Kar-Waia, gra profesora, który bada w Hongkongu mózgi niemowląt, ale pandemiczny lockdown zatrzymuje go i zamyka na niemieckim kampusie. 

Wędrując samotnie po tamtejszym parku, Wong czuje na sobie czujne spojrzenie starego drzewa. Podobnie sto lat wcześniej znalazła pod nim schronienie młodziutka Grete (Luna Wedler), która wbrew panującym na uczelni seksistowskim obyczajom próbowała zostać studentką botaniki. W cieniu tego samego miłorzębu rozgrywa się również wątek z 1972 roku, kiedy to student germanistyki, zakochany w młodej badaczce roślin (gra go Enzo Brumm), zaczyna angażować się w zupełnie nową interakcję. 

Te trzy luźno powiązane historie z czasem tworzą coraz gęściej zaplecioną całość. A jest nią melancholijna opowieść o trojgu samotnych, którzy w kostiumach z różnych epok, używając właściwych swoim czasom narzędzi badawczych, zacieśniają swoje więzi z naturą.  Naukowa pasja, uzbrojona w coraz bardziej zaawansowane „szkiełko i oko”, zamienia się w organiczną wręcz bliskość. 

Dlatego „Milcząca przyjaciółka” przekracza granice powiastki o terapeutycznym przytulaniu się do drzew czy komunikacji międzygatunkowej. Jeśli jest filmową medytacją, to rozpisaną na sproblematyzowane portrety ludzkie osadzone w różnych „okolicznościach przyrody”. I w których za każdym razem, jakkolwiek górnolotnie to brzmi, chodzi o poszerzanie granic własnego poznania i bycia w świecie. 

Dlatego wybitny neurobiolog spróbuje połączyć swoje dotychczasowe badania z osiągnięciami botaników, aspirująca naukowczyni przekieruje swoją uwagę ku fotografowaniu roślin, a zaczytany w Rilkem nieśmiały młodzieniec, choć roślin dotąd nie lubił, spróbuje „zaprzyjaźnić się” z pelargonią.

Nad wszystkim zaś czuwa owa milcząca przyjaciółka, mówiąca samą swą obecnością: „gościu, siądź pod mym liściem…”. A filmowana jest niczym organizm bez mała zwierzęcy – niemal czujemy jej ciepły, chrapliwy oddech. W tym miejscu mógłby się komuś przypomnieć nakręcony przed czterema laty francuski dokument „Serce dębu” Laurenta Charbonniera i Michela Seydoux. 

Zresztą stryjeczna wnuczka tego drugiego, Léa Seydoux, pojawia się u Enyedi pośród międzynarodowej obsady jako współczesna badaczka „inteligencji roślin”. Węgierska reżyserka nie podąża jednak tamtym tropem, widząc w swoim drzewie coś więcej niż rozbuchany ekosystem. 

Czy rośliny bywają osamotnione?

Można mieć wrażenie, że obdarzona pamięcią wielu pokoleń przedstawicielka gatunku Ginkgo biloba nieustannie woła do Homo sapiens. Ten zaś nie zawsze to wołanie słyszy czy rozumie, choć w tle toczą się badania nad anatomią, aktywnością i odczuwaniem roślin. 

Lecz Enyedi idzie jeszcze dalej – może rośliny też bywają osamotnione na swój sposób? Nawet jeśli brzmi to mało naukowo, stanowi dobrą ilustrację dla przewijającej się w filmie myśli, że naszym światem rządzą zbyt sztywne klasyfikacje. To one kazały wyszydzać ambitną dziewczynę na egzaminie wstępnym w początkach XX wieku. To im musi się podporządkować poważny naukowiec przypisany do jednej specjalności. 

Wedle schematów działa także chłopak opiekujący się rośliną poddawaną naukowym doświadczeniom. Wszyscy jednak próbują te ramy rozszczelniać. Najlepiej tłumaczy to profesor Wong: umysł dorosłego działa niczym punktowy reflektor, utracił bowiem dziecięcą zdolność szerokiej percepcji, przypominającej latarnię morską.

Także Enyedi samą filmową formą poszukuje jak najszerszego spojrzenia na rozpięty w czasie ludzki los. Toteż „Milcząca przyjaciółka”, nagrodzona przez krytykę na festiwalu w Wenecji, w ciągu dwóch i pół godziny ogarnia bogate spektrum stylistyk i gatunków. Od czarno-białej opowieści emancypacyjnej, przez słoneczną pocztówkę z epoki hipisowskiej, po sterylną współczesność. 

Średniowieczny kampus uniwersytecki z imponującym ogrodem botanicznym raz jest męską twierdzą, która dopiero uchyla swe podwoje dla studiujących kobiet, sześćdziesiąt lat później będzie już siedliskiem wolnej miłości i lewicowej rewolty, a w obliczu covid-19 zamienia się w wyizolowany od reszty świata luksusowy schron. A trzy obyczajowe historie o różnie zagospodarowywanej samotności wizualnie przypominają czasem kino przyrodnicze albo wręcz naukowy zapis. Z roślinnym mikrokosmosem w roli głównej ukazanym w maksymalnym zbliżeniu.  

„Milcząca przyjaciółka” stawia pytania

Jest też „Milcząca przyjaciółka” opowieścią o poszukiwaniu wspólnego języka. Spotykają się więc tutaj naukowy eksperyment i fotografia artystyczna, a do tego lektura niemieckich romantyków, przełamywanie międzyludzkiej czy międzykulturowej obcości i walka z myślowym stereotypem. Dopiero gdzieś na przecięciu różnych języków możliwy jest pozytywny rozwój. 

Sama Enyedi też płynnie przemieszcza się między poszczególnymi planami czasowymi, estetykami i różnymi dyskursami. Tam, gdzie łatwo można było popaść w tak zwany ekologizm magiczny, równoważy go dyskretnym humorem, zmysłowym tonem, naukowym konkretem. Potrafi chwycić za serce bez uciekania się do ckliwych efektów, a poważne refleksje rozbudza jakby mimochodem. W przestrzeni nieco onirycznej znowu stawia pytania, od których już raczej nie uciekniemy. Bo są z tych najważniejszych i dotyczą naszego miejsca w świecie natury, wobec postępu czy innych ludzi.

MILCZĄCA PRZYJACIÓŁKA („Stille Freundin”) – reż. Ildikó Enyedi. Prod. Francja/Niemcy/Węgry 2025. Dystryb. Gutek Film. W kinach od 22 maja. 

Ildikó Enyedi to węgierska reżyserka, która za „Mój wiek XX” (1989) – z aż potrójną rolą Doroty Segdy – otrzymała w Cannes nagrodę dla najlepszego debiutu. Potem były filmy „Magiczne kule” (1994), „Szymon Mag” (1999) czy „Historia mojej żony” (2021). Ale największym jej osiągnięciem jest, jak dotąd, „Dusza i ciało” (2017), uhonorowana najważniejszymi nagrodami na Berlinale. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 21/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Z punktu widzenia drzewa