Skąd się wziął sukces „Dojrzewania”

Sceny, w których rodzice Jamiego zastanawiają się, co zrobili źle, i nie znajdują na to pytanie klarownej odpowiedzi, zdają mi się głębokim i uczciwym opisem tych aspektów ludzkiej natury, których nie sposób oswoić żadnym zero-jedynkowym kodem.
Czyta się kilka minut
Serial „Dojrzewanie” / Netflix
Na planie serialu „Dojrzewanie” // Materiały prasowe / Netflix

Stworzony przez Jacka Thorne’a i Stephena Grahama serial „Dojrzewanie” nie dostarcza wcale jasnej odpowiedzi na pytanie o źródła dziecięcej – i nie tylko dziecięcej – przemocy. Dzieje się to z niewątpliwą korzyścią zarówno dla jego artystycznej, jak i poznawczej wagi. 

Gdyby bowiem zastygł w teoretycznej konstelacji, w której za całe zło obwinia się, dajmy na to, „toksyczną męskość”, „patriarchat”, „internet”, „smartfony”, „kapitalizm”, „lewactwo” albo dowolny inny rekwizyt, pozostałby wyłącznie efektownym produktem rozpowszechnionego dziś ideologicznego stylu myślenia. Opartego na układzie dogmatycznych założeń, z których wyprowadza się obraz świata i narzuca go na realia społeczne, polityczne, psychologiczne czy biologiczne, nie bacząc wcale, czy pasuje. A potem gorączkowo tłumi wszelkie pojawiające się nieuchronnie oznaki niedopasowania.

Serial „Dojrzewanie”

Szczęśliwie, „Dojrzewanie” zręcznie omija tę pułapkę, czego z kolei nie można powiedzieć o wielu recenzjach pączkujących w sieci. Owszem, w tej brawurowo nakręconej opowieści w czterech odsłonach wyraźnie pojawia się ów najczęściej przywoływany kontekst. „Incele”, „manosfera”, słowem: wirtualny świat wykolejonych influencerów w stylu niejakiego Andrew Tate’a, wspominanego tam zresztą explicite

Czy jednak trzynastoletni Jamie zabija po prostu dlatego, że znalazł się pod ich wpływem? Czy też raczej jest to jeden z wielu elementów tej tragedii, składników środowiska, w którym przepaście pokoleniowe stają się nieprzekraczalne, kompletnemu rozkładowi ulegają wszelkie pozytywne wzorce i role, a na ich miejscu pojawiają się rozmaite antyideały?

Do tego jeszcze brak tu obiegowych „parametrów” zbrodni, jakich mnóstwo w podobnych produkcjach. Jamie nie pochodzi z patologicznej rodziny, jego ojciec nie jest przemocowy, przeciwnie: troskliwy i zaangażowany, z własną trudną przeszłością, zdeterminowany, żeby oszczędzić synowi tego, czego sam zaznał w dzieciństwie. Matka to z kolei osoba rozumiejąca i nad wyraz dojrzała – wydaje się momentami nawet, że aż za bardzo, jak na okoliczności, w których się znalazła. 

Córka, wychowywana w tym samym domu przez tych samych rodziców, w żadnym aspekcie nie przypomina swojego brata. Między innymi dlatego widzowie nie mogą powiedzieć sobie: „to nie my, to jacyś inni, oni”. Przeciwnie – podkreślają Thorne i Graham – to właśnie jesteśmy my, takie rzeczy zdarzają się w „normalnych domach”, nie ma na to algorytmu, nikt z nas nie jest bezpieczny.

Sceny, w których rodzice Jamiego zastanawiają się, co zrobili źle, i nie znajdują na to pytanie klarownej odpowiedzi, nie dlatego, że cokolwiek wypierają, lecz że jej naprawdę nie ma, zdają mi się głębokim i uczciwym opisem tych aspektów życia czy ludzkiej natury, których nie sposób oswoić żadnym zero-jedynkowym kodem (choć bardzo by się niekiedy chciało).

Serial „Dojrzewanie” Netflix

Ale „Dojrzewanie” to także akt oskarżenia wobec masywnych procesów kształtujących współczesną kulturę. Znowu jednak – nieosuwający się w utarte polityczne koleiny. „Toksyczna męskość” nie zostaje tu stuprocentowo utożsamiona z tradycyjnymi męskimi wartościami czy rolami. W co najmniej równym stopniu jest produktem rozpadu tych wartości i ról, przepuszczonym następnie przez młyny rozbuchanego narcyzmu, kultu siły, przemocy i bogactwa (nakręcanego dodatkowo przez media społecznościowe), ale też poppsychologiczno-tożsamościowych mitologii. 

Jak celnie zwróciła uwagę Mary Herrington (na łamach portalu Unherd), „toksyczna męskość”, wbrew niektórym definicjom, charakteryzuje się nie tyle „represją emocji”, ile raczej na odwrót – ich nieskrępowaną ekspresją. Kultura, która kształtuje w mężczyznach zdolność do samokontroli impulsów oraz emocji – czego bez wątpienia brakuje Jamiemu – a jednocześnie podsuwa im sensowne, konstruktywne wzorce wykorzystania siły i agresji w słusznej sprawie, może znacznie skuteczniej zapobiegać tego typu tragediom niż kultura, w której wyrażanie emocji zawsze jest dobre, ich tłumienie zawsze złe.

Podobnie rzecz się ma w „Dojrzewaniu” z internetem i „manosferą”. Owszem, Jamie bez wątpienia nasiąka propagowanymi tam miazmatami, ale to nie tłumaczy do końca jego czynu. W anarchicznym, nabuzowanym, skrajnie hermetycznym – także z powodu technologii i wytwarzanego przez nią kodu komunikacji niezrozumiałego dla starszych – środowisku szkolnym funkcjonuje mnóstwo innych młodych chłopców dorastających w analogicznych warunkach. 

Często – trudniejszych niż Jamie. Z realnie toksycznymi ojcami czy matkami, ze znacznie mniejszym kapitałem kulturowym i społecznym. Wystawionych na te same pokusy i wpływy. Ale to właśnie on staje się mordercą. Dlaczego? Podobnie jak dobra literatura, tak i „Dojrzewanie” odmalowuje mozaikę przyczyn, mozaikę zjawisk składających się na rzeczywistość, w której formują się jednostki takie jak Jamie.

Jeśli zatem ku czemuś zdecydowanie ten serial skłania, to w pierwszej kolejności ku całościowej, głębokiej, wolnej od ideologicznych tabu dyskusji na temat ról społecznych, męskości i kobiecości, internetu i mediów społecznościowych, funkcji i znaczenia wzorców, autorytetów, moralności, emocji, hierarchii opartej na kompetencji i przekazie pokoleniowym, a nie darwinowskiej dominacji. A także na temat dobra, odpowiedzialności, współczucia, honoru, odwagi czy bohaterstwa. To wszystko bowiem są jakości i wartości, które w wersji zdegenerowanej, karykaturalnej mogą prowadzić ku najciemniejszym otchłaniom zła, w wersji konstruktywnej mogą natomiast przed osunięciem się w te otchłanie skutecznie chronić. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 14/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Bez odpowiedzi