Dominika, lat 17, pasjonatka śpiewu i fotografii, miewa takie momenty. Ma gorszy dzień, siada przy biurku. Wyciąga z szuflady książeczkę w kształcie studenckiego indeksu. Czyta.
Np. zdanie z początku roku szkolnego 2021-22, kiedy zaczęła klasę szóstą: „Byłaś świetną partnerką do gry w Mapę Przyszłości i wykazałaś się dużą otwartością”. Albo z grudnia tego samego roku: „Odważyłaś się zaśpiewać”. I z samego środka klasy siódmej: „Otwarcie powiedziałaś, że dzisiaj się gorzej czujesz. To bardzo ważne”.
Książeczek ma w szufladzie trzy. A wpisów w środku jest niemal setka. Setka dobrych zdań.
Dominika: – Siedzę, czytam i robi mi się lepiej.
Wspomnienie ze szkoły: żarty i wyśmiewanie
Na pierwszym spotkaniu pytam o jej początki w Akademii Przyszłości. I o jej pierwszy kontakt z wolontariuszką. Za oknami mokry i bury listopad, siedzimy na wygodnych kanapach w przepastnych, dobrze oświetlonych i kolorowo urządzonych wnętrzach znanego głównie z organizacji Szlachetnej Paczki Stowarzyszenia WIOSNA, blisko centrum Krakowa.
Dominika, która nie skończyła jeszcze 18 lat, na prośbę mamy rozmawia ze mną w towarzystwie pracownicy WIOSNY – Marty Szkudlarek. Marta czasami ośmieli Dominikę, innym razem spróbuje ją rozweselić: dziewczyna mówi cicho, jest jeszcze spięta (na drugim spotkaniu wyzna, że z tego pierwszego nie była zadowolona).
– To był rok 2021, wspólne wyjście na rolki na krakowskie Błonia – Dominika wspomina pierwsze spotkanie face to face z wolontariuszką Kają. – Trochę rozmawiałyśmy o szkole, trochę o mojej sytuacji życiowej, która była wtedy trudna, ale nie chcę już dzisiaj wchodzić w szczegóły. Zapamiętałam głównie to, że pani Kaja była skupiona na tym, co mówię. I że nie powtarzała tego, co często w takich sytuacjach mówią dorośli: „Nie martw się”, „wszystko będzie dobrze”. Od razu jej zaufałam i się polubiłyśmy.
– Byłam mocno nieśmiała, nawet w dziedzinie, którą już wtedy kochałam, czyli śpiewaniu – kontynuuje Dominika. – Nie wzięłam np. udziału w konkursie piosenki europejskiej, bo się wstydziłam. Byłam pewna, że sobie nie poradzę. Dzisiaj też się mocno stresuję, np. rozmową z panem, ale już mnie ta trema nie paraliżuje.
Pytam Dominikę o jej szkolne wspomnienia z 2021 roku. – Nie miałam problemów z nauką – odpowiada. – Wspominam ją też nieźle, choć najbardziej podobał mi się... końcowy dzwonek. Byłam wycofana, zawsze gdzieś w kącie. Największy stres miałam wtedy, gdy trzeba było na forum klasy coś odpowiedzieć, wyrecytować itd. Zwłaszcza że moja klasa była specyficzna. Byli tam głównie chłopcy, którzy często z kogoś żartowali albo wyśmiewali.
O co chodzi w Akademii Przyszłości?
Akademia Przyszłości, nieco mniej znana niż Szlachetna Paczka (główna kampania Stowarzyszenia WIOSNA), to odpowiedź na plagę niepewności siebie wśród młodzieży. Słowo „plaga” nie jest chyba przesadą, skoro kilka lat temu współpracująca z WHO międzynarodowa sieć badawcza HBSC podała, że polskie nastolatki mają – w porównaniu z ponad czterdziestoma innymi krajami Europy i Ameryki Północnej – bardzo niską samoocenę i najbardziej negatywne postrzeganie własnego ciała.
Akademia Przyszłości działa od 2003 roku, a w ostatnich latach wspiera niemal 2 tys. dzieci z podstawówek. W pomoc każdemu z nich zaangażowane są co najmniej dwie osoby – jedna to darczyńca, druga to wolontariusz widujący się z dzieckiem przez rok, co najmniej godzinę raz w tygodniu.
W początkach Akademii WIOSNA kładła większy akcent na problemy w szkole – wolontariusze zwani byli tutorami, częściej niż dziś odrabiali z dziećmi lekcje. Dziś też się to zdarza, ale od lat główne hasło to budowanie w dzieciach i nastolatkach pewności siebie. Podopiecznych do każdej edycji Akademii wybierają współpracujący z nią szkolni nauczyciele: wyławiają uczniów nieśmiałych, stojących z boku, osamotnionych.
– Córka ma 11 lat, chodzenie do Akademii zaczęła od klasy trzeciej – opowiada mi w siedzibie WIOSNY pani Anna, mama Anastazji.
– Nauczycielka zauważyła, że córka jest nieśmiała, zawsze trochę z tyłu. Uznała, że przez tę nieśmiałość Anastazja nie wykorzystuje w stu procentach swoich możliwości. Podam przykład. Był konkurs z arytmetyki dla chętnych, ale nie zgłosiła się, bo w siebie nie wierzyła. A potem pani zmieniła zdanie, do konkursu zgłosiła wszystkich z klasy, no i Anastazja... wygrała. Jej nieśmiałość objawia się też w kontaktach z dziećmi. Innych jest pełno, podchodzą do każdego, bawią się z każdym, Anastazja jest wycofana.
Kim są dzieci wybierane przez AP? Jak się na co dzień czują? Wedle statystyk WIOSNY 57 proc. nie ma wiary we własne możliwości oraz doświadcza trudności z koncentracją na lekcjach, a mniej więcej co trzecia osoba jest nieśmiała i ma problemy w relacjach. Jedynie 8 proc. rodziców dzieci z Akademii ocenia swoje dziecko jako „bardzo pewne siebie”.
W raporcie, który niedawno ogłosiła WIOSNA, m.in. dzieci wypowiadają się o sobie samych. „Brzydka, gruba, nielubiana” – tak określiła się 13-letnia Gosia.
– Jeden z chłopców, który zaczynał przygodę z Akademią, napisał o sobie: „Jestem inteligentny, ale jednak trochę głupi” – opowiada Marta Szkudlarek z WIOSNY. – To bardzo mocny cytat, zwłaszcza druga jego część świadczy o tym, że dorosłym udało się go już przekonać do tego, że coś z nim jest nie tak.
Złe słowa ranią na dekady. Pamiętamy je nawet po pół wieku
Poprosiłem dorosłych bohaterów tego tekstu, by przysłali mi dwa zdania: złe i dobre. Takie, które podcięło albo wręcz obcięło im skrzydła. I takie, po którym chcieli latać. O to samo poprosiłem kilkoro znanych nauczycieli, ekspertów edukacyjnych i działaczy na rzecz praw dziecka. Odpowiadający mają dziś od trzydziestu kilku do sześćdziesięciu kilku lat – to, co zapamiętali, musiało więc mocno wryć im się w umysł.
Anna, mama Anastazji, zapamiętała taką sceną: – Nie było mnie w szkole, opowiedziały mi to później koleżanki. Pani sprawdza obecność, a gdy wyczytuje moje nazwisko i nie słyszy reakcji, szuka mnie pod ławką. Ten „niby żart” był nawiązaniem do mojego niskiego wzrostu.
Działaczka na rzecz praw dzieci i dziennikarka (nie chce podawać nazwiska) przysłała same złe słowa. Trzy: usłyszane w wieku dziesięciu, piętnastu i dwudziestu lat. To pierwsze – że jest „tumanem” – usłyszała od ojca. Drugie – że jest „kurwą” – od matki. Trzecie to zdanie zasłyszane od byłego partnera, ojca swojego dziecka: „Nie umiesz pisać. Piszesz, jakbyś nadal była w podstawówce”.
Od ekspertki edukacyjnej Zofii Grudzińskiej dostałem m.in. taką szkolną scenę:
– Czwarta klasa liceum, w kwietniu zgłaszamy wybór kierunku i uczelni. Wstaję, mówię „Akademia Muzyczna w Warszawie, reżyseria dźwięku”.
Wychowawczyni przestaje notować, podnosi głowę, spogląda na mnie „wnikliwie”: „Ty, na wyższą uczelnię? Coś podobnego!”. Ton głosu bynajmniej nie był pozytywnie zdumiony, raczej szyderczy. Nie załamałam się tylko dlatego, że naprawdę znałam swoje możliwości. Ale mogłam się załamać, bo przechodziłam okres ostrych rozchwiań emocjonalnych. Być może ona nie wiedziała o natężeniu mojego kryzysu, ale na pewno wiedziała, że chce mnie zranić.
Anna Krawczak, badaczka dzieciństwa i działaczka Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, przysłała zdanie wypowiedziane przez jej wychowawczynię kolonijną: „Ania, ty jesteś taka nierozgarnięta”. Z komentarzem, że siła tej sentencji wynikała z faktu, iż nikt do niej tak nigdy nie mówił.

A Paweł Lęcki, znany polonista, zapamiętał kilka sentencji, wśród złych komunikatów umieszczając też milczenie matki. Inne to: „No, zobaczymy, jak to się skończy” (od matki), „Przecież on sobie nie poradzi, tyle choruje” (szkoła), „Taki zdolny, a taki kiepski wynik, z lenistwa na pewno” (szkoła), „Skoro inni potrafią, ty na pewno też” (matka/szkoła).
Czym jest Indeks Sukcesów Akademii Przyszłości?
Po dwóch tygodniach od pierwszego spotkania widzimy się z Dominiką po raz drugi – ma przynieść do siedziby WIOSNY swoje Indeksy Sukcesów.
Indeks to najważniejszy przedmiot Akademii Przyszłości. Wolontariusz po każdym spotkaniu zostawia w nim ślad: pozytywny wpis będący relacją z tego, co w danym dniu albo tygodniu poszło dziecku dobrze. Filozofia Indeksu to trochę antyteza systemowej szkoły, a na pewno tego, jak jest postrzegana – jako skupiona na deficytach, błędach, niedomaganiach.
„Świetnie sobie poradziłaś ze śpiewackimi ćwiczeniami” – to jedna z pierwszych sentencji z roku szkolnego 2020-21. – Pamiętam jak dziś – opowiada dziewczyna. – To było ćwiczenie na rozśpiewanie, które robiłyśmy z panią Kają.
Z kolejnych wpisów wybieramy głównie te dotyczące śpiewu – jednej z kilku pasji Dominiki. „Wykazałaś się dużą wiedzą na temat emocji. Napisałaś świetne teksty piosenek”. „Gratuluję Ci udziału w konkursie piosenki, jestem z ciebie dumna”. „Dominiko, ostatnio jesteś bardzo odważna, śpiewasz dla klasy, babci i mnie”.
– Kiedy śpiewasz, jesteś innym człowiekiem? – pyta Dominikę Marta z WIOSNY.
– Chyba tak, jestem pewniejsza siebie – odpowiada dziewczyna. – Zresztą mogę zaśpiewać „Last Christmas”, jeśli chcesz.
– Bardzo!
– Teraz? Tutaj?
– A czemu nie?
Dominika bierze głęboki oddech, śpiewa. Donośnym, równym głosem, ale też ze świetną angielską wymową. – Wiele razy ćwiczyłyśmy pewność siebie z panią Kają – mówi Dominika chwilę później. – Ona słuchała, ja śpiewałam. Jak było za cicho, zachęcała: „głośniej”. A potem powolutku się ode mnie oddalała, żebym była coraz głośniejsza. Robiła jeden, drugi, trzeci krok do tyłu, a ja śpiewałam coraz donośniej. W końcu musiałam zaśpiewać tak, żeby ona z końca sali mogła coś usłyszeć.
Tak zmieniają się podopieczni Akademii Przyszłości
Kolejne historie mają w pamięci pracownicy i wolontariusze WIOSNY, a także rodzice podopiecznych. – Anastazja idzie jutro z panią wolontariuszką do Kociej Kawiarni, spędzić czas i pogadać – opowiada pani Anna. – Córka jest fanką kotów, stąd pomysł. Spotkanie niby trwa godzinę, ale zwykle jest przedłużane. I widzę, jak pomaga. Np. Anastazja idzie na kółko filmowe z seansem i dyskusją, a potem słyszę od koordynatorki, że właśnie jej, nieśmiałej i wycofanej, buzia się od gadania o tych filmach nie zamykała.
– Mogę opowiedzieć o Piotrusiu, tak go nazwijmy – mówi mi w siedzibie WIOSNY Bogusia, która przeszła długoletnią drogę od darczyńcy Akademii, przez wolontariat, aż po bycie jego koordynatorką.
– Trochę miałam tremę, bo to był mój pierwszy podopieczny, nie bardzo wiedziałam, czy wszystko wyjdzie jak należy. Okazało się, że to lubiany i inteligentny chłopiec, którego problemem jest jednak rozbita rodzina i utrudniony kontakt z jednym z rodziców. Rozmawialiśmy o tym, gdy on czuł taką potrzebę; myślę, że wcześniejsze lata w Akademii pomogły mu przetrwać ciężkie chwile. Wytyczyliśmy sobie cel, znalezienie dla Piotrka pasji. Robiliśmy listę zainteresowań, ich wady i zalety, potem dzwoniliśmy do różnych organizacji, pytaliśmy o wszystkie możliwe informacje. Piotrek wybrał wędkarstwo i siatkówkę, a my złapaliśmy świetny kontakt.
– Mam jeszcze dwie historie, od innych wolontariuszy – kontynuuje Bogusia.
– Pierwsza: chłopiec bez kontaktu z ojcem, z problemami w relacjach z rówieśnikami. Potrzebował wolontariusza mężczyzny, i takiego znalazł. To była wspaniała relacja: chłopiec był w niego wpatrzony i zainspirowany, pięknie się rozwijał.
Druga: chłopiec bardzo zaabsorbowany grami komputerowymi, też z problemami w kontaktach z rówieśnikami. On wprowadził wolontariuszkę w świat gier, ona pokazała mu inne możliwości spędzania czasu. Zrobił wielki społeczny postęp, raz nawet wystąpił przed klasą.
Dobre słowa z dzieciństwa: tak je pamiętamy
„Kiedy usiłowałam coś dla Pana wydobyć z pamięci, miałam przed oczami twarze: rodziców, ciotki, dziadka, nauczycielki języka polskiego z podstawówki, i wiedziałam na pewno, że od tych osób takie słowa słyszałam, jednak nie pamiętam ich treści” – napisała mi w odpowiedzi na prośbę o dobre słowa i zdania Anna Krawczak.
– „Później pomyślałam, że mojego dzieciństwa nie oświetlały pojedyncze wzmacniające zdania, tylko stan permanentnego poczucia akceptacji. Jako dziecko nie miałam myśli, że sobie nie poradzę, nie umiem, jestem na coś za głupia, bo oczywiste było, że sobie poradzę (albo ktoś mi pomoże), umiem i jestem mądra. Po prostu jakoś wyprzedziłam biograficznie kampanię »Dobre dzieciństwo daje dziecku moc«, bo ja tę moc czułam i traktowałam jako stan oczywisty”.
Dobre słowa i budujące zdania od innych? Agnieszka Foryś, była już licealna polonistka, nie przysłała mi niczego, co sama usłyszała. Dostałem od niej zdania, które napisała publicznie do swoich uczniów. Po tym, jak w 2019 roku ówczesny minister kultury Piotr Gliński obciął dotacje dla ukochanego przez nią i jej uczniów Festiwalu Conrada, ci pod nazwiskami napisali list do ministerstwa. „Jesteście piękni rozważną odwagą człowieka zbuntowanego – tego, o którym pisał Albert Camus w swoim eseju – dziękowała młodym Foryś w publicznym poście. – Bunt nie jest gestem egoisty. Służy budowaniu solidarności”.
Od Zofii Grudzińskiej dostałem kolejną scenę z dzieciństwa: – Mam 14 lat, zaczynam liceum muzyczne i rodzice omawiają z profesorem fortepianu moją wadę, jaką jest lenistwo. Profesor mówi: „Ale to dobrze, że Zosia jest leniwa! Największe wynalazki zrodziły się z ludzkiego lenistwa”. Pamiętam swoją reakcję: ulga, zdjęcie odium winy.
A od Pawła Lęckiego otrzymałem trzy krótkie zdania: „Warto spróbować”; „Nie liczy się wynik”; „To bardzo ciekawe, co mówisz, choć nie ze wszystkim się zgadzam”.
Pewność siebie – czy można jej się nauczyć?
– Bardzo bym chciała nadal śpiewać. Ale też spróbować aktorstwa. I rozwijać się jako fotograf – mówi Dominika, gdy pytam o przyszłość.
– Od dziewczyny, która bała się podejść do tablicy, do marzeń o aktorstwie. Niezły przeskok, co? – mówi na koniec spotkania Marta Szkudlarek z WIOSNY.
86 proc. pytanych przez WIOSNĘ rodziców uważa, że pewność siebie to nie cecha wrodzona. I że można ją rozwijać przez dobre wsparcie dorosłych.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















