Pyskowice, województwo śląskie. Mały Nikodem przytula się do otrzymanej właśnie paczki płatków. Częstochowa: pani Elżbiecie, matce trójki nastoletnich dzieci, największą radość sprawia widok trzech nowych patelni – w miejsce jednej, na której już niczego nie dało się usmażyć. Ścinawa: paczkę odbiera pan z mieszkania socjalnego – przez lata bezdomny. „Kiedy wolontariusze zaczęli przynosić paczki (...), od razu się rozpłakał. Dostał m.in. lodówkę, pralkę, jedzenie, chemię, kołdrę” (opisy i cytaty za stroną Szlachetnej Paczki).
Trzy sceny z Weekendu Cudów, trzy z niemal 20 tysięcy historii. Apele Stowarzyszenia „Wiosna” z tygodnia poprzedzającego Weekend, że bez pomocy zostało kilkaset rodzin, mogły wskazywać na kryzys zaangażowania. Nic bardziej mylnego: do akcji zgłoszono po prostu o 3 tysiące więcej rodzin niż rok wcześniej, a i tak w końcu udało się znaleźć darczyńców dla wszystkich. Za chwilę podobne zrywy zobaczymy zapewne przy okazji finału drugiej z wielkich polskich akcji – Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Obie nie tylko kształtują zbiorową wyobraźnię Polaków w temacie pomagania. Są też jak skrojone pod nadwiślański profil wrażliwości. Ze wszystkimi tego zaletami i ograniczeniami.
Polacy są coraz hojniejsi
Aż 72 proc. Polaków przeznaczyło w 2024 r. pieniądze na cele dobroczynne, i jest to, jak podaje CBOS, wzrost o sześć punktów procentowych względem roku 2023. O wysokich wskaźnikach decyduje zapewne wygoda, którą zawdzięczamy technologii, ale nie tylko ona. – To ważne, że chorującej osobie, organizacji kulturalnej albo niezależnemu medium możemy pomóc, nie wstając z kanapy.
Dziś dystans między darczyńcą a tym, który o datek prosi, jest skrócony – mówi Róża Rzeplińska, ekspertka ds. trzeciego sektora, szefowa serwisu MamPrawoWiedziec.pl. – Nie bez znaczenia jest i to, że organizacje nauczyły się skuteczniej komunikować swoje potrzeby.
Widać to w badaniach samych organizacji III sektora, które co trzy lata ogłasza Stowarzyszenie Klon/Jawor. Edycja AD 2024 pokazała, że w budżetach polskich fundacji i stowarzyszeń darowizny od ludzi stanowią już 15 proc. całości, podczas gdy w poprzednich edycjach było to kilka procent.
Co nas porusza? Bieda i choroba, nie rusza równość i demokracja
Nie zmienia się jedno: nasze serca, co także tłumaczy niesłabnącą popularność WOŚP czy Paczki, najłatwiej zmiękczyć konkretnymi dramatami. Wedle raportu o dobroczynności Pomagam.pl, więcej niż co drugi pytany wspiera cele związane ze zdrowiem i niepełnosprawnością, a co trzeci pomaga zwierzętom i osobom ubogim. Z kolei tematy takie jak ochrona środowiska, prawa człowieka czy edukacja obywatelska zyskują jedynie kilkuprocentowy odsetek wskazań.
To paradoks: w rozpolitykowanej Polsce darczyńcy, i to bez względu na poglądy, odwracają się od organizacji kojarzonych z polityką.
– Potwierdzają to nasze badania mierzące postrzeganie organizacji – mówi Beata Charycka, ekspertka Klon/Jawor. – Najlepiej oceniamy te, które pomagają w chorobie, biedzie; znacznie trudniej uzyskać środki na demokrację czy równość. Także biznes stara się być jak najdalej od tych tematów. W Polsce nadal dominuje czysto charytatywny charakter filantropii.
Dlaczego tylko co dziesiąty Polak chce być wolontariuszem
– WOŚP czy Szlachetna Paczka wykonują dobrą robotę, bo promują dobroczynność, uświadamiają wagę gestów – dodaje Beata Charycka. – Z drugiej strony, z tego rodzaju formami pomocy jest zapewne tak, jak z odpisami 1,5 proc. podatku: niektórzy po dokonaniu tego aktu uznają, że dobroczynność mają „odhaczoną”.
Tylko co dziesiąty z nas angażuje się w wolontariat (badania CBOS-u). A jeśli już to robimy, raczej nieregularnie – z badań Klon/Jawor wynika, że na przestrzeni trzech lat, czyli od 2021 do 2024 roku wzrosła (z sześciu do ośmiu) liczba wolontariuszy, z których korzysta przeciętna polska organizacja, ale nie zwiększyła się (z poziomu 2) liczba wolontariuszy zaangażowanych regularnie. – Oznacza to – tłumaczy Beata Charycka – że nawet w wolontariat angażujemy się zwykle akcyjnie, jednorazowo i doraźnie.
Organizacje pozarządowe w kryzysie
Nie to jednak sprawia, że wiele organizacji mierzy się z wewnętrznymi problemami. Jednym z największych jest praca – świadczona zwykle albo za najniższą krajową, albo na umowie śmieciowej. – Jest tak, bo nie ma społecznego przyzwolenia na płacenie za tego rodzaju pracę – komentuje Beata Charycka. – Również ze strony grantodawców, którzy zaniżają pozycje budżetowe odnoszące się do koordynacji projektów.
– Pracownicy NGO zarabiają mało, do tego wielu czuje się niedocenianych – uważa Róża Rzeplińska. – Kilka dni temu byłam na „Zlocie obrończyń i obrońców praw człowieka” i nigdy wcześniej nie usłyszałam tylu głosów działaczy, którzy zapowiadają rezygnację. Być może wypala się jakieś pokolenie, które ma za sobą ciężki czas aktywizmu na ulicach, podczas pandemii, a później zrywu związanego z wojną za wschodnią granicą, ale też nagłego obcięcia środków finansowych dla organizacji przez USA.
Czują się niewidzialni, a równocześnie wiedzą, że przez ostatnie lata nieśli na sobie odpowiedzialność za ludzi. Tego ludzkiego wymiaru kryzysu nie widać w żadnych sondażowych badaniach.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















