Gdyby nie te dwa dokumenty, o polskiej biedzie mogłoby być cicho jak makiem zasiał – niemal jak w PRL-u, gdy zjawiska tego rodzaju po prostu „nie występowały”. W okolicach jesieni i początku zimy dostajemy dwa głośne raporty rysujące polską mapę ubóstwa: ten ogłaszany niedługo przed Świętami przez Szlachetną Paczkę, a także nieco wcześniejszy „Poverty Watch” – powstający w ramach działań Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu.
Drugi z dokumentów właśnie przypomniał nam (za danymi GUS), że co dwudziesty Polak tkwi w biedzie skrajnej – która na dłuższą metę może nawet zagrażać zdrowiu i życiu.
Z jednej strony mamy tegoroczny „Poverty Watch”, poprzednie edycje raportów Szlachetnej Paczki, oraz inne dane i badania. A z drugiej, historie ludzi z krwi i kości. Wreszcie z trzeciej: medialno-polityczne wyobrażenia na temat tego zjawiska, czyli lepiej lub gorzej przemyślane refleksje polityków i celebrytów w temacie wykluczenia. Wszystko to składa się nie tylko na obraz polskiej biedy, ale także na zestaw mitów i stereotypów dotyczących polskiego ubóstwa.
Mit pierwszy: biedy nie ma, bo jesteśmy 20. gospodarką świata
Scena z życia Joanny Sadzik, prezeski Stowarzyszenia Wiosna, organizującego między innymi akcję Szlachetna Paczka. – Duża biznesowa konferencja, ludzie na wysokich stanowiskach mówią o Polsce jako „20. gospodarce świata”. A później, w zakulisowych rozmowach, słyszę: „Daj spokój z tą biedą, ja jej nie widzę” – opowiada Sadzik. – To dlatego w raporcie, który opublikujemy za niecały miesiąc, we wstępie wyeksponuję właśnie ten wątek. Fakt, że jesteśmy szybko rozwijającą się gospodarką, nie chroni nas przed biedą. Tak, odnieśliśmy sukces, nie wyobrażam sobie Polski bez Unii Europejskiej, ale nie wolno nam przez to tracić z oczu drugiej strony, czyli np. 2,5-milionowego Biedańska [nazwa fikcyjnego miasta stworzonego przez autorów raportu „SP”, by zobrazować skalę ubóstwa – red.].
Dane z tegorocznego „Poverty Watch” dają się (po zaokrągleniu) ułożyć w piramidę wielkich liczb: miliona, dwóch, pięciu i siedemnastu milionów Polaków. U góry skala biedy ustawowej, czyli nasi rodacy łapiący się na wsparcie pomocy społecznej (ponad 900 tys.). Nieco niżej (1,9 mln) wspomniani wcześniej skrajnie ubodzy, owi mieszkańcy Biedańska, których spora grupa pozostaje poza radarami ośrodków pomocy społecznej. Jeszcze niżej (5 mln) jest obszar biedy relatywnej: to Polacy, których wydatki są mniejsze niż 50 proc. przeciętnych. Wreszcie wartość ostatnia (stanowiąca niemal połowę społeczeństwa!) odnosi się do grup ubóstwem zagrożonych.
Czy przed wielkością tej piramidy chroni nas wzrost gospodarczy? Nijak – jeśli istnieje tu zależność, to działa ona w drugą stronę. Jak dowodzą w wydanej w zeszłym roku książce „Nierówności po polsku” Michał Brzeziński, Paweł Bukowski i Jakub Sawulski, nierówności to nie – jak sądzono jeszcze kilka dekad temu – nieodłączny element gospodarczego rozwoju, lecz jego hamulcowy. Jeśli nawet rozwarstwienie przyczynia się do wzrostu PKB, to dzieje się tak na początkowych etapach rozwoju gospodarki, które Polska już dawno przeszła.
W tym kontekście niemal dwa miliony Polaków tkwiących w ubóstwie skrajnym powinny zapalać systemowe czerwone lampki także tym, którzy skupieni są wyłącznie na PKB. Ale rzecz jasna nie tylko im: owe dwa miliony to ludzie doświadczający każdego w zasadzie rodzaju ubóstwa i każdego związanego z tym kryzysu. Niedojadający. Niedogrzewający swoich mieszkań. Wykluczeni transportowo. Bezdomni. Emeryci i renciści, ludzie w średnim wieku, dzieci.
Mit drugi: program 500 plus zlikwidował ubóstwo
Scena druga, kilka lat temu. Joanna Sadzik wchodzi do radiowego studia, gdzie ma być gościnią tuż po wystąpieniu prominentnej polityczki rządzącego wówczas PiS. – Prowadzący jeszcze poza anteną pyta: „Słyszałaś, co właśnie powiedziała? Że biedy w Polsce już nie ma, bo PiS ją zlikwidował programem 500 plus”. A ja muszę chwilę ochłonąć – opowiada Sadzik.
Jaka jest prawda o wpływie flagowego polskiego świadczenia rodzinnego na wskaźniki skrajnego ubóstwa? Mimo wszystko budująca. Jeszcze w 2015 r., a więc na rok przed jego wprowadzeniem, wskaźnik ten wynosił w Polsce 6,5 proc. – w roku 2017, a więc pierwszym pełnym roku obowiązywania 500 plus, obniżył się o mniej więcej jedną trzecią, do 4,3 proc. Później przez lata oscylował wokół 4-5 procent, by w 2023 r. poszybować znowu do 6,6.
Dane za rok 2024, tzn. obniżenie z powrotem do 5,2 proc., pokazują po raz kolejny wagę świadczenia rodzinnego dla budżetów domowych najuboższych Polaków – przynajmniej tych z dziećmi. Zmniejszenie liczby osób tkwiących w nędzy z 2,5 mln do 1,9 mln, a skali skrajnie biednych dzieci z 521 do 364 tysięcy – to w dużej mierze efekt zamiany 500 plus na 800 plus od 1 stycznia ub. roku. Owszem, rolę odgrywały też inne czynniki – jak spowolnienie inflacji i podniesienie pensji minimalnej – ale rola podwyżki 500 plus była tu kluczowa.
– Jednak pamiętajmy, że 800 plus nie zlikwiduje biedy – zaznacza Joanna Sadzik. – Bawią mnie i irytują równocześnie wyliczenia, że jak ktoś ma piątkę dzieci, to dostaje cztery tysiące złotych „socjalu”, więc nie powinien narzekać. Przecież te dzieci wymagają wielokrotnie większych nakładów!
Mit trzeci: w XXI wieku nikt nie głoduje
Bieda może i istnieje, ale współcześnie ma inny niż kiedyś wymiar – bez głodu. Ten kolejny z mitów upowszechniają również politycy, np. prezes PiS Jarosław Kaczyński, który w czasie spotkania w Uniejowie w 2023 r. mówił m.in.: „W Polsce nie ma już głodnych dzieci, niskich płac i nędzy”.
– Opowiem o pani Helenie, która zemdlała z niedożywienia w środku Warszawy – mówi Joanna Sadzik. – Zmarł jej mąż, ma najniższą emeryturę, więc po opłaceniu rachunków zostawało na życie niewiele. Jadła to, co wygrzebała ze śmietników, tłumacząc równocześnie naszym wolontariuszom, że sobie świetnie radzi. Dopiero po którejś wizycie przyznała, że chleb wyciągnięty ze śmietnika podgrzewa na patelni i to jej jedyny ciepły posiłek.
Takich historii jest trochę. Niektórzy nie wiedzą, że mogą poprosić o darmowy posiłek w MOPS. Że są banki żywności, organizacje wydające posiłki, Caritas. Głód w Polsce istnieje.
Raport „Poverty Watch” analizuje zjawisko ubóstwa żywnościowego, w którym może tkwić nawet 88 proc. osób uznanych za skrajnie biedne (przekładałoby się to na ok. 1,5 mln niedojadających Polaków). Jak pisze autor raportu, badacz zjawiska biedy prof. Ryszard Szarfenberg, zjawisko dotyka głównie grupy najbardziej wrażliwe: „Wśród małżeństw posiadających co najmniej 3 dzieci wskaźnik skrajnego ubóstwa żywnościowego sięga niemal 70 proc., a w gospodarstwach domowych utrzymujących się ze świadczeń społecznych zbliża się do 60 proc.”.
Mit czwarty: „Biednym opłaca się żyć z zasiłków”
Na szczęście mamy – to kolejny stereotyp – „rozbuchany socjal”, z którego opłaca się żyć. Depozytariuszem tego z kolei mitu jesteśmy po trosze wszyscy – to nasz vox populi, mądrość przystanków autobusowych, a może prędzej korytarzy korporacji pełnych przedstawicieli klasy średniej. Więcej niż co trzeci Polak pytany o wyobrażenia na temat biedy na potrzeby raportu „Szlachetnej Paczki” stwierdzał w 2022 r., iż „na zasiłku żyje się wygodniej”.
Mit, który apogeum swojej żywotności miał w latach 90. i początkowych dwutysięcznych, później w nowej odsłonie odżył po wprowadzeniu świadczenia 500 plus, a ostatnio w odniesieniu do Ukraińców, mających rzekomo „żyć wygodnie z socjalu, kosztem polskiej gospodarki”. Z prawdą ma wspólnego niewiele: ok. 80 proc. uchodźców zza wschodniej granicy pracuje, przyczyniając się do wzrostu naszego PKB, a pula wypłacanych ukraińskim rodzinom świadczeń 800 plus to – jak wyliczył ekspert Instytutu Sobieskiego i były wiceminister rodziny w rządzie PiS Bartosz Marczuk – jedna trzydziesta kwoty przeznaczanej na ten program (ok. 2 z 60 miliardów).
Tyle samo prawdy ma w sobie stereotyp powszechnego korzystania przez ludzi biednych z zasiłków. Gdyby z nowej edycji „Poverty Watch” wybrać statystykę najbardziej dla naszego państwa wstydliwą, a równocześnie z największym hukiem obalającą powyższy mit – ranking wygrałaby niechybnie liczba 945 tysięcy. To mniej więcej połowa z grupy Polaków znajdujących się w skrajnym ubóstwie – połowa, która jest równocześnie „zbyt zamożna”, by dostać zasiłek.
– Po tym raporcie niech zostanie z nami przynajmniej ta jedna myśl – radzi Joanna Sadzik. – Że są ludzie, którzy mają dochód na poziomie 900 złotych na głowę w rodzinie, albo 1100 mieszkając samemu. I że dla „dwudziestej gospodarki globu” to zbyt dużo, by otrzymali od niej wsparcie.
Dramatyczne progi dochodowe napędzają biedę
Jak to możliwe? Progi dochodowe regulujące zasady przyznawania zasiłków z pomocy społecznej waloryzowane są co trzy lata i dramatycznie nie nadążają za ekonomiczną rzeczywistością – choćby za inflacją czy wzrostem płacy minimalnej (obecnie progi te opiewają na 823 złote na osobę w rodzinie i 1010 złotych dla gospodarującego samotnie). Organizacje pomocowe od lat postulują, by wprowadzić ustawowy wymóg waloryzacji corocznej. Na razie bez efektu.
„W projekcie budżetu na 2026 r. przewidziano spadki wydatków na świadczenia z pomocy społecznej – czytamy w „Poverty Watch”. – Oznacza to, że w 2026 r. nadal będzie obowiązywała stara trzyletnia weryfikacja i znowu duża część skrajnie ubogich osób będzie wykluczana z systemu pomocy”.
Czy z kolei ci, którzy na zasiłki się łapią, są w stanie z nich wyżyć i – zgodnie ze stereotypem – opłaca im się nie pracować? Maksymalna kwota zasiłku stałego to ponad 1200 zł, czyli ok. jedna trzecia pensji minimalnej. A zasiłki rodzinne – niewaloryzowane od 2016 r. – to kwoty ok. 100 zł na dziecko. – Możemy uznać, że tych zasiłków po prostu nie ma – kwituje Joanna Sadzik.
Mitowi „wygodnego życia z socjalu” towarzyszy zresztą inny – dotyczący rzekomo dużych wydatków państwa na tę sferę. Owszem, Polska wydaje sporo na 800 plus, ale to świadczenie nie należy do narzędzi pomocy społecznej – przysługuje bez względu na dochody i obejmuje tylko rodziny z dziećmi. Wydatki polskiego państwa na zasiłki z pomocy społecznej i te rodzinne to kwoty rzędu ledwie kilku miliardów rocznie – kilka procent kosztów, jakie ponosimy z tytułu wypłat 800 plus.
Mit piąty: bieda jest w umyśle, wystarczy więc go zmienić, by się wzbogacić
Na koniec oddajmy głos gwiazdom, na czele z Kubą Wojewódzkim. Tak, właśnie jemu, a nie młodej aktorce Julii Wieniawie, której przypisano niedawno pochodzące z programu Wojewódzkiego stwierdzenie, iż „bieda to stan umysłu”. Nie do końca słusznie. Aktorka najpierw podpisała się pod wygłoszonym przez dziennikarza mottem: „Sukces to decyzja”. A gdy Wojewódzki ni to zapytał, ni stwierdził: „A jak sobie 26-latka z pokolenia Zet poradzi z takim motto, (…) bo wiem, że to jest prawda, że bieda to jest stan umysłu?” – Wieniawa odparła: „Niestety, ja też się z tym zgadzam”.
– Sama przez lata uczyłam się, jak nie reagować pochopnie na pytania dziennikarzy, więc tak po ludzku rozumiem, skąd biorą się podobne niezręczności – mówi Joanna Sadzik. – W tym przypadku nie do końca wiemy, „co poeta miał na myśli”, ale w wersji, w jakiej to zdanie było odczytywane medialnie, stało się komunikatem krzywdzącym dla osób ubogich.
Bo stanowi kolejną wersję osławionego: „Każdy jest kowalem własnego losu”. W tym ujęciu ubóstwo jest funkcją umysłowej stagnacji i lenistwa – z czym zdaje się zresztą zgadzać wielu Polaków. 15 proc. z nas jeszcze w 2022 r. uważało, że życie w biedzie to wybór, a 31 proc. twierdziło, iż wystarczy wziąć się do roboty, by z tego stanu wyjść (raport „SP” sprzed trzech lat).
Jak się mają do tego realia?
Raport „Poverty Watch” sporo miejsca poświęca lekceważonemu – także przez lokalne i krajowe służby socjalne – problemowi „biednych pracujących”. – Owszem, płaca minimalna jest już dość solidna, ale wiele osób w Polsce pracuje na czarno, na śmieciówkach albo na pół etatu, by płacę minimalną ominąć – zauważa Joanna Sadzik. – Możesz zarabiać na pełen etat trzy i pół tysiąca, mieszkać z dużą rodziną w dużym mieście, i równocześnie nie mieć po opłaceniu rachunków pieniędzy na podstawowe potrzeby. Pamiętam np. młodą nauczycielkę, o której pisaliśmy w raporcie. Uczyła w klasach 1-3, więc ciężko jej było dorobić np. korepetycjami, mąż wypisał się z rodziny, koszty utrzymania były ogromne. Przyznała wolontariuszom, że czasami zupę na obiad zjadało tylko jej dziecko.
Nie każdy może być kowalem swego losu
Co jeszcze pomijają mądrości o „stanie umysłu” oraz „kowalach losu”? Np. to, czy mieszkasz w dużej miejscowości (dane mówią o znacznie niższych statystycznie osiągnięciach nastolatków z prowincji na egzaminie ósmoklasisty, co później przekłada się na karierę akademicką i zawodową); czy twoi rodzice chcą inwestować w edukację (autorzy „Nierówności po polsku” wskazują, iż ledwie trzy zmienne – wykształcenie rodziców, ich zawód i pochodzenie – odpowiadają za jedną trzecią polskich nierówności dochodowych).
– Czy urodziłeś się w rodzinie inteligenckiej, czy postpegeerowskiej – kontynuuje wyliczanie Joanna Sadzik. – Czy autobus dojeżdża do twojej wsi, czy ją omija. Czy w twojej rodzinie wszyscy są zdrowi, czy są w niej osoby z niepełnosprawnościami, bo i to stanowi czynnik ryzyka ubóstwa. Czy ktokolwiek, np. nauczyciel, pokazał ci możliwości i perspektywy, czy może przekonał cię, że „jesteś nikim”. Czy mogłeś iść na studia w dużym mieście, bo miałeś odziedziczone mieszkanie po babci. Czy nie zachorowałeś na depresję albo czy nie szedłeś po pasach akurat w momencie, gdy pijany kierowca nie zauważył czerwonego światła, bo i takie historie znamy w „SP”.
To wszystko, jak zauważa prezeska Wiosny, czynniki decydujące o naszym życiu, ale też o stanie konta. A także o tym, czy uda nam się z trudnego położenia wyjść, czy będziemy w nim tkwili. – Na gali ogłoszenia raportu „Poverty Watch” wystąpiła pani, która opowiedziała historię swojego życia – wspomina Joanna Sadzik. – Dowiodła, że bieda to wypadkowa wielu czynników: kryzys psychiczny może doprowadzić do utraty pracy, jej brak pośrednio do odebrania dzieci, to z kolei może spowodować trafienie na ulicę, popadnięcie w nałóg i w konsekwencji jeszcze większe ubóstwo. Można z tego wszystkiego wyjść, ale do tego są potrzebni inni ludzie. A to zaprzeczenie motta, że „jesteśmy kowalami własnego losu”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















