Trzy dni po wyborze papieża watykańska Sala Stampa przerzedziła się na tyle, że można już znaleźć miejsce przy stole. Na konklawe przyjechało 5 tysięcy dziennikarzy, którzy w czwartek okupowali nawet widownię wielkiej sali konferencyjnej, podłogę wzdłuż ścian i schody wychodzące na ulicę. Sieci komórkowe nie dawały rady (zwłaszcza że nieco dalej, za murami, pracowały zagłuszacze sygnału), padało wi-fi.
W sobotę i niedzielę przyszło uspokojenie – można było porozmawiać, wymienić się kolejnymi informacjami o sympatycznym kardynale, na którego nikt chyba nie stawiał. Kto nie musiał pisać, wypoczywał w słońcu na Via della Conciliazione, obserwując nadciągające pielgrzymki i słuchając śpiewu litanii.
Pojawiły się pierwsze żarty, ale nie złośliwe, bo nowy papież szybko zdobył serca. Nawiązujące do jego pochodzenia („Bob z Chicago”), nowego imienia („Król Lew”), nowoorleańskich dziadków czy rodzeństwa (przez analogię do innych, słynnych chicagowskich braci, którzy też mieli misję od Boga).
Ale był też czas na rozmowy o pontyfikacie pierwszego papieża z Wietrznego Miasta (jak Chicago nazywają Amerykanie).
Pierwsze wystąpienie Leona XIV było inne niż Franciszka. Co to oznacza?
Jaki będzie? W odpowiedziach więcej jest naszych wyobrażeń, oczekiwań i tęsknot niż faktów. Zwłaszcza, że wciąż ich mało: kilka przemówień, kilka pierwszych, symbolicznych wizyt.
Owszem, kilka znaczących różnic – w odniesieniu do poprzednika – widać było już w pierwszych chwilach po wyborze. Koronkowa komża, czerwony mucet, złoty krzyż z relikwiami świętych zakonu augustiańskiego i wyszywana złotymi nićmi stuła z wizerunkami Apostołów Piotra i Pawła – to elementy papieskiego stroju, które Franciszek odrzucił. Pierwsze, krótkie przemówienie przeczytane z kartki: można się spodziewać, że spontanicznych wypowiedzi, z których słynął poprzednik, będzie dużo mniej. Oraz że papież znów zamieszka w Pałacu Apostolskim (na razie Leon XIV wrócił do swego kardynalskiego mieszkania w Palazzo del Sant’Uffizio).
Czy to oznacza zerwanie z Franciszkową wizją papiestwa?
– Na pewno nie będzie powtarzał czy naśladował jego gestów – mówi „Tygodnikowi” prof. Massimo Faggioli z Uniwersytetu Villanova w Pensylwanii, tego samego, na którym młody Robert Prevost kończył licencjat z matematyki, zanim wstąpił, w 1977 r., do augustianów. – Ale myślę, że wybór, jakiego dokonali kardynałowie, oznacza jednak kontynuację – dodaje.
Dlaczego nowy papież wybrał imię Leon XIV
Zapowiedź kontynuacji znalazła się już w słowach wygłoszonych z Loży Błogosławieństw po wyborze. Nowy papież mówił o Kościele synodalnym, otwartym na wszystkich, budującym mosty. Dwa dni później, na spotkaniu z kardynałami, przywołał też pierwszą adhortację swego poprzednika, „Evangelii gaudium” z 2013 r., która określała pryncypia Franciszkowego pontyfikatu: „prymat Chrystusa w działalności ewangelizacyjnej, misyjne nawrócenie Kościoła, kolegialność i synodalność, sensus fidei (widoczny zwłaszcza w pobożności ludowej), troska o biednych i odrzuconych, odważny i ufny dialog ze współczesnym światem”. Ale też podkreślił, że to nauka Soboru Watykańskiego II i obok Franciszka wymienił innych papieży, których dziedzictwo chciałby kontynuować: Benedykta XVI, Pawła VI, a przede wszystkim – Leona XIII (Jana Pawła II wspomniał po południu, odwiedzając prowadzone przez augustianów sanktuarium maryjne w Genazzano pod Rzymem).
W przemówieniu do kardynałów wyjaśnił też, że „były różne powody”, dla których przyjął imię Leon. Najważniejszy z nich to oczywiście encyklika „Rerum novarum”, „poruszająca kwestię społeczną w kontekście wielkiej rewolucji przemysłowej”. Ważna i dziś, gdy szukamy odpowiedzi „na kolejną rewolucję przemysłową i rozwój sztucznej inteligencji, które stawiają nowe wyzwania w zakresie obrony godności ludzkiej, sprawiedliwości i pracy”.
Leon XIII potępiał herezję „amerykanizmu”. Do czego nawiązuje Leon XIV?
Jakie mogły być inne z „różnych powodów” przyczyny powrotu do imienia sprzed wieku? Leon XIII, znany z nauczania społecznego i troski o klasę robotniczą, jaką w tamtym czasie wykazywali głównie socjaliści, napisał też dwie encykliki „amerykańskie”.
W „Longinqua oceani” (Bezkresna dal oceanu, 1895 r.), adresowanej do biskupów USA, wyrażał uznanie dla dynamiki Kościoła w tym kraju, a nawet dla wolności religijnej w pluralistycznym społeczeństwie (choć przestrzegał przed przyjętym tam modelem rozdziału Kościoła od państwa). To w tej encyklice padły znamienne słowa, że „każde nauczanie staje się niedoskonałe, jeśli nie uwzględni wiedzy o najnowszych odkryciach”.
Ale już cztery lata później, w encyklice „Testem benevolentiae nostrae” (Świadek naszej życzliwości) Leon XIII potępił herezję „amerykanizmu” – nadmierny indywidualizm i relatywizm moralny. Bo choć uchodził za papieża „liberalnego” (przynajmniej w porównaniu do swego poprzednika, Piusa IX, autora słynnego „Syllabusa”, potępiającego m.in. wolność sumienia, socjalizm, racjonalizm, modernizm i ekumenizm), to przecież pozostawał dzieckiem swoich czasów.
Analogii do poglądów nowego papieża nie ma co w tym szukać – to była inna Ameryka i inny Kościół. Ale trudno uwierzyć, że papież z USA, wybierając imię, nie wiedział o problemach tamtejszego Kościoła, które 125 lat temu musiał rozwiązać jego poprzednik: np. o podzielonym episkopacie, miotanym przez dwa skrajne nurty – ultrakonserwatyzmu i liberalizmu.
Wybór amerykańskiego papieża może pomóc... finansom Watykanu
– Wybór kard. Prevosta jest uznaniem dla amerykańskiego katolicyzmu, który stoi na rozdrożu, bo z jednej strony grozi mu sekularyzacja, z drugiej fundamentalizm – mówi Faggioli. – Ale jest też odpowiedzią na trumpizm i katolicyzm antyfranciszkowy. Oraz sporym kłopotem dla amerykańskich integrystów, którzy nie będą już mogli mówić, że papież „nie rozumie Ameryki” i „jej nie kocha” [O katolikach w USA piszemy szerzej w dziale Świat – red.].
Teolog zauważa, że kard. Prevost jest twarzą tej części amerykańskiego Kościoła, która rzadko interesowała media – organizującego kuchnie dla biednych, troszczącego się o imigrantów, zbierającego pieniądze dla Kościołów w krajach misyjnych.
Faggioli dodaje też, że do wyboru amerykańskiego papieża mogło dojść także dzięki głosom kardynałów z rzymskiej kurii – zaniepokojonych stanem finansów Watykanu (Franciszek wprowadził ostre cięcia, a fundusz emerytalny stał się niemal całkiem niewydolny). Za poprzedniego pontyfikatu wiele amerykańskich funduszy wstrzymało lub mocno ograniczyło wpłaty do kasy Watykanu. Swojemu papieżowi na pewno nie odmówią.
Czy Leon XIV jest pierwszym papieżem z Ameryki?
Jednak wbrew temu, co się mówi od ubiegłego czwartku, Leon XIV nie jest pierwszym papieżem z Ameryki. Zbyt łatwo pozwoliliśmy mieszkańcom USA na przywłaszczenie sobie tej nazwy. Franciszek też pochodził z Ameryki.
O. Robert Prevost spędził 21 lat w Peru i nigdy duszpastersko poza tym krajem nie pracował. Do wyjazdu na misje zgłosił się już trzy lata po święceniach. Przez rok był parafialnym wikariuszem, a potem – przez 11 lat – proboszczem, pełniącym też funkcje rektora seminarium, wykładowcy (prawa, patrologii i teologii moralnej) i sędziego sądu biskupiego. Wyjechał z Peru, gdy wybrano go przełożonym prowincjalnym chicagowskiej prowincji augustianów (1999-2001), a potem generałem w Rzymie (2001-2013). Wrócił w 2014 r., gdy Franciszek mianował go biskupem diecezji Chiclayo (wtedy też przyjął peruwiańskie obywatelstwo).
Postawienie kwestii społecznych w centrum pontyfikatu Leona XIV jest niewątpliwie efektem jego peruwiańskich doświadczeń.
Biskup Prevost, by pomóc ludziom, wkładał ponczo i gumowe buty, i szedł w błoto
Inés San Martín z amerykańskiego serwisu OSV News podzieliła się z „Tygodnikiem” wrażeniami z pobytu w Chiclayo tuż po wyborze kard. Prevosta na papieża.
„Nigdy nie był biskupem zza biurka – wspominali peruwiańscy wierni. – By pomóc ludziom, wkładał ponczo i gumowe buty, i szedł w błoto. Ale kiedy przychodził czas na mszę, stawiał się w kościele nienagannie ubrany”.
Docierał do najdalszych regionów, doświadczonych skrajną biedą, analfabetyzmem i wysoką śmiertelnością dzieci z braku opieki zdrowotnej. W takich miejscach katolicka nauka społeczna nabiera innego znaczenia niż w Europie. Ponad 70 proc. społeczeństwa Peru pracuje na czarno (niektórzy wręcz niewolniczo), strajki są brutalnie tłumione, dyskryminowane są mniejszości etniczne, kobiety i pracownicy młodociani. Prawo pracy istnieje tylko na papierze.
Biskupowi Prevostowi przyszło kierować diecezją w szczególnie trudnych czasach. W katastrofalnych powodziach z 2017 i 2023 r. poszkodowanych zostało ponad 1,5 mln osób, setki tysięcy domów uległo zniszczeniu. Bp Prevost organizował pomoc materialną, koordynował pracę wolontariuszy i lokalnych firm, by dotrzeć z nią do zalanych terenów.
W czasie pandemii życie straciło ponad 30 tys. Peruwiańczyków, pozbawionych opieki medycznej. Prevost stanął na czele jednej z największych kampanii charytatywnych „Tlen nadziei”, która zapewniała bezpłatną tlenoterapię setkom rodzin w Chiclayo.
Ale też szedł z monstrancją przez opustoszałe ulice miasta w marcu 2020 r., pokazując, gdzie są korzenie chrześcijańskiej aktywności.
Nowy papież był zręcznym dyplomatą, godzącym zwolenników teologii wyzwolenia i Opus Dei
„Nie jest osobą, która lubi krzykliwe gesty czy publiczne starcia – mówił dziennikarce OSV prof. Aldo Llanos, filozof i antropolog z Uniwersytetu w Piura, a poza tym członek Opus Dei. – Jeśli chciał kogoś upomnieć, albo miał mu do przekazania trudną prawdę, robił to dyskretnie”. Llanos wie o co najmniej kilku ostrych listach, jakie bp Prevost wysłał do miejscowych notabli, zamieszanych w korupcję czy przestępczość zorganizowaną.
Ale nowy papież był też dobrym dyplomatą, zręcznie godzącym biskupów będących zwolennikami teologii wyzwolenia i Opus Dei. Pewnie dlatego wybrano go wiceprzewodniczącym Konferencji Episkopatu Peru.
„W Chiclayo prowadziliśmy jako Opus Dei programy formacyjne dla rodzin i młodzieży – wspominał Llanos. – Gdy bp Prevost odchodził, powiedział nam, że nigdy nie spotkał ludzi, którzy by tak ciężko pracowali i byli tak posłuszni swojemu biskupowi”.
Kto próbował zdyskredytować kard. Prevosta przed konklawe
Nie zawsze go tak chwalili. Kard. Prevost jako prefekt dykasterii ds. biskupów – powołany na to stanowisko przez Franciszka w 2023 r. – doprowadził do ukarania kard. Juana Ciprianiego z Limy (członka Opus Dei) i odwołania dwóch biskupów diecezjalnych, którzy wspierali ultrakonserwatywne, niezwykle zamożne i wpływowe stowarzyszenie Sodalicio de Vida Cristiana. Jego założyciel, Luis Figari, porównywany jest do Marciala Maciela Degollady i Fernanda Karadimy, największych seksualnych drapieżników w Kościele. Świadectwa ofiar, które Prevost przedstawił w grudniu papieżowi, wraz z wynikami watykańskiego śledztwa, doprowadziły do rozwiązania ruchu przez Franciszka w kwietniu 2025 r. (na tydzień przed śmiercią papieża). Powodem były zarówno przestępstwa seksualne, jak i nadużycia władzy i przekupywanie episkopatu.
Peruwiański dziennikarz Pedro Salinas, autor książki „La verdad nos hizo libres” (Prawda nas wyzwoli), opisującej historię przestępstw w Sodalicio de Vida Cristiana, napisał po wyborze kard. Prevosta, że za próbami zdyskredytowania go przed konklawe stali członkowie rozwiązanego stowarzyszenia, wciąż wpływowi i powiązani z amerykańską altprawicą.
Rzeczywiście, na półtora miesiąca przed konklawe stowarzyszenie ofiar księży pedofilów SNAP (Survivors Network of the Abused by Priests) złożyło w watykańskim Sekretariacie Stanu zawiadomienie, że sześciu ważnych kardynałów zaniedbywało swe obowiązki dotyczące wyjaśniania przestępstw księży i zapobieganiu im. Był wśród nich obecny papież.
Czego dotyczyły zarzuty wobec obecnego papieża?
SNAP – organizacja niezwiązana z Sodalicio, ale szybko i radykalnie reagująca na każde sygnały o zaniedbaniach biskupów – twierdzi, że o. Prevost, jako prowincjał w Chicago, przyjął do klasztoru (na prośbę lokalnego biskupa) księdza oskarżonego o wykorzystywanie seksualne dzieci, nie powiadamiając o tym dyrekcji sąsiedniej szkoły podstawowej. Zarzuca mu też, że jako biskup Chiclayo nie podjął właściwych działań w sprawie trzech kobiet, które zawiadomiły kurię o doznanych w przeszłości krzywdach.
Diecezja tłumaczy dziś, że bp Prevost spotkał się z poszkodowanymi, zawiesił jednego kapłana w obowiązkach (drugi już ich nie pełnił ze względu na wiek i stan zdrowia), oraz przekazał dokumenty do Watykanu, gdzie sprawa została zamknięta, po tym jak sąd państwowy oddalił powództwo z powodu przedawnienia. Ofiary utrzymują jednak, że nikt ze strony Kościoła z nimi nie rozmawiał i że kuria nie poinformowała organów ścigania. Obecny biskup Chiclayo ponownie otworzył sprawę w grudniu 2023 r., gdy kard. Prevost był już prefektem dykasterii. Co stanie się z dochodzeniem po wybraniu go na papieża – nie wiadomo.
Na konklawe kard. Prevost uzyskał ponad sto głosów
Szybki wybór kard. Prevosta – w czwartym głosowaniu, drugiego dnia konklawe – zaskoczył wszystkich. Wcześniej augustianin nie pojawiał się w rankingach papabilów: przypuszczano, że kolegium nie zaryzykuje wyboru hierarchy, za którym ciągnąć się będą podobne zarzuty.
Zapewne kardynałowie uznali zarzuty za bbezpodstawne. Wiedzą, że tego typu oskarżenia można sformułować przeciwko niemal każdemu, kto sprawował odpowiedzialne stanowisko w Kościele w czasach, gdy nie było ani odpowiednich przepisów, ani procedur. A gdy przeszkoda zniknęła, Prevost okazał się kandydatem idealnym.
Kreśląc przed tygodniem profil przyszłego papieża, pisałem o kardynale będącym około siedemdziesiątki, mającym umiarkowane poglądy, doświadczenie duszpasterskie, a nie kurialne (a najlepiej jedno i drugie), anglojęzycznym (przy dobrej znajomości włoskiego), znającym zarówno problemy globalnej Północy, jak i globalnego Południa. Założyłem, że nie będzie hierarchą z Ameryki Łacińskiej, co sprawdziło się połowicznie, ale przede wszystkim, że będzie znany – niekoniecznie opinii publicznej, ale członkom Kolegium.
Kard. Prevosta, jako szefa dykasterii ds. biskupów (którą porównać można do działu HR w globalnej korporacji, jeśli za taką uznamy Kościół), znają dobrze wszyscy kardynałowie, bez względu na kraj, z którego pochodzili. Składali u niego „zapotrzebowanie” na nowych biskupów. Był przez nich ceniony za umiejętność uważnego słuchania i wyważone, trafne decyzje. Jak wynika z konklawowych niedyskrecji, podczas ostatniego głosowania uzyskał ponad 100 głosów: jego wybór zadowolił prawie wszystkich.
Wybór rodaka jest dla Amerykanów spełnieniem mitów o wyjątkowości USA
Pierwsze decyzje Leona XIV zdradzą jego stosunek do niektórych rewolucyjnych pomysłów poprzednika (dotyczący zwłaszcza personaliów – np. utrzymania na najwyższych stanowiskach w kurii kobiet czy pozostawienia kard. Victora Fernándeza na czele Dykasterii Nauki Wiary). Zanim je jednak poznamy, musimy przeżyć medialne szaleństwo pierwszych tygodni „mody na Leona”. Które zresztą może się jeszcze pogłębiać, zwłaszcza w USA, gdzie wybór rodaka jest spełnieniem mitów o wyjątkowości Ameryki i jej specjalnej misji wobec świata. Oraz okazją do szybkiego zmonetyzowania wizerunku nowego papieża.
On sobie pewnie z tym da radę. Jak pisał na naszych łamach Paweł Bravo, „kto sobie poradził w Illinois i nie dał się tam zadźgać, ten musi być kuty na cztery nogi i skórę mieć grubą. To jest Chicago”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















