Pierwsze wrażenie? Budzi sympatię, wygląda młodo i się nie spieszy. Ale uderzyła mnie informacja o jego wykształceniu. Matematyka i św. Augustyn. To jest niezwykłe. Matematycy-duchowni się zdarzają, ale są rzadkością i na ogół nie zostają nawet biskupami, nie mówiąc o papieżach (z tych przychodzi mi do głowy tylko Sylwester II, wybitny umysł sprzed ponad tysiąca lat). Papież Leon XIV jest teologiem, duszpasterzem, doświadczonym misjonarzem, zna kilka języków, ale jest też matematykiem. Dlaczego to mnie tak uderza? Bo, jak twierdzi ks. Michał Heller (a ja mu ufam), Bóg myśli matematycznie. A nawet jest matematyką.
Papież Leon XIV jest z pewnością odkryciem papieża Franciszka. Taki był Franciszek: wyszukiwał ludzi po całym świecie, o czym świadczy skład kolegium kardynalskiego, które uczestniczyło w tym konklawe. Wielu komentatorów się martwiło, że ci kardynałowie się nie znają, że mogą nieprędko dojść do porozumienia. Ale Leona wybrali szybko. Co więcej, nie tylko szybko, ale dobrze. W pierwszych dniach pontyfikatu twierdzić coś takiego to bezczelność? Więc bezczelnie tak twierdzę: to jest bardzo dobry wybór. Cała zresztą historia wyboru papieży za mojego życia, od Piusa XII począwszy, jest bardzo dobra, a kolejność wręcz genialna: jeden dzieło zaczynał, następca kończył.
Mnóstwa rzeczy oczywiście nie wiem. Nie wiem, czy będzie, jak Jan Paweł II, papieżem eskapad i pielgrzymek, czy będzie grał w tenisa, czy ogłosi wiele dokumentów doktrynalnych. Nie wiem nawet tego, czy zamieszka, jak poprzednik, w watykańskim hotelu, czy w papieskim pałacu. Ale czy to tak bardzo ważne?
Wiem natomiast, że papież Leon promieniuje spokojem. Wie, że los Kościoła nie zależy od niego. Zależy od Pana Jezusa. Nie wiem, czy wielu ludzi tak myśli, bo niektórzy zachowują się tak, jakby wszystko zależało od nich. Ale papież Leon o tym wie, świadczy o tym jego spokój. Mam przeczucie, że spokój będzie mu towarzyszył zawsze.
Papież Leon ma trudne zadanie. Wchodzimy w nową epokę – nawet jeśli tego nie czujemy, jest tak już od pewnego czasu. Wchodzimy, niosąc chrześcijaństwo, które przez stulecia obrosło w mnóstwo ludzkich przybudówek: całkiem ziemskich, wymyślonych przez ludzi praktyk i zwyczajów. Wiele tych produktów minionych epok uschło i odpadło, inne się trzymają. Trudno rozeznać, co jest święte i nieusuwalne, a co całkiem ziemskie, wymyślone dla wygody ludzi.
Funkcja papieża oczywiście mobilizuje, a obok tej mobilizacji jest jeszcze – jak wierzymy – specjalna łaska. Boję się, że informacje, które Leon XIV otrzyma czy już otrzymał po wstąpieniu na urząd, są niekoniecznie bardzo dobre. Trudno, taki los papieża. Jednak widząc jego spokój, i ja jestem spokojny.
W homilii podczas pierwszej mszy św. po wyborze, odprawianej w Kaplicy Sykstyńskiej z wszystkimi kardynałami, Leon XIV powiedział o sprawie obecnie najważniejszej: kim jest dla współczesnego świata Pan Jezus Chrystus – kim jest w oczach wielu ludzi i kim jest rzeczywiście. W prostych słowach papież opisał sytuację duchową Kościoła w świecie, który, odrzucając obecność Boga, przyjmuje obecność tajemniczej siły, która Bogiem nie jest.
Wybór tematu pierwszego kazania jest źródłem tego spokoju: dotyczy najważniejszego problemu, przed jakim stoi Kościół. Wszystkie inne są wtórne. Pierwszym tematem jest Chrystus, bez Niego wszystko jest próżnią. Dlatego właśnie tak się cieszę z tego papieża: pierwsze kazanie o najważniejszym. A na resztę przyjdzie czas, nie ma obawy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















