Łukaszenka zaorał Białoruś. Teraz robi spektakl zwany wyborami i każe śpiewać o sobie ballady

Dyktator z Mińska odrobił lekcję po sfałszowanych wyborach z 2020 roku. Oczyścił kraj z oponentów, zlikwidował sektor pozarządowy, zniszczył społeczną inicjatywę. Rozpisane na niedzielę 26 stycznia wybory prezydenckie to fikcja, w której obok Alaksandra Łukaszenki występuje kilku statystów, kandydatów „technicznych”.
Czyta się kilka minut
Alaksandr Łukaszenka przed posiedzeniem Najwyższej Rady Państwowej Związku Rosji i Białorusi. Pałac prezydencki w Mińsku, 6 grudnia 2024 r. // Fot. Grigory Sysoyev / POOL / AFP / East News
Alaksandr Łukaszenka przed posiedzeniem Najwyższej Rady Państwowej Związku Rosji i Białorusi. Pałac prezydencki w Mińsku, 6 grudnia 2024 r. // Fot. Grigory Sysoyev / POOL / AFP / East News

W niedzielę 16 sierpnia 2020 r. byłem w Mińsku. Na protest przeciw sfałszowanym tydzień wcześniej wyborom prezydenckim przyszło kilkaset tysięcy ludzi. Zdawało się, że rządy Alaksandra Łukaszenki się kończą. Reżim wydawał się zagubiony.

Białorusini coraz śmielej wychodzili na ulice. Wciąż jeszcze wierzyli, że jeśli będą protestować pokojowo, nie łamiąc prawa, to władze będą ich szanować. Widziałem, jak manifestanci omijali trawniki. Inni zdejmowali buty, zanim weszli na ławkę.

Łukaszenka szybko się otrząsnął. Sięgnął po sprawdzone metody: represje. Te zwykłe, jak pałowanie, nie przynosiły efektów. Trzeba więc było je podkręcić. Jeśli tortury, to wyjątkowo brutalne. Jeśli pałowanie, to nawet bezbronnych leżących. Jeśli represje, to nie tylko wobec oponentów reżimu, ale też wobec ich rodzin.

Białorusini boją się rozmawiać o polityce nawet ze znajomymi

Kilka miesięcy takich działań – i Białorusini zaczęli się naprawdę bać. Nie tylko przestali wychodzić na ulice – dziś, po prawie pięciu latach takich praktyk, nie chcą nawet rozmawiać o polityce. Nawet ze znajomymi.

Waler Karbalewicz, polityczny komentator Radia Swaboda (białoruskiej sekcji Radia Wolna Europa), podsumowuje: dziś reżim trzyma się na przemocy. – Trudno odpowiedzieć na pytanie, jaka część społeczeństwa popiera Łukaszenkę. Ale nie sądzę, żeby to była większość, nawet biorąc pod uwagę fakt, jak wielu oponentów reżimu wyemigrowało. Jego siła jest oparta na represjach, a nie na poparciu narodu – mówi Karbalewicz.

Politolog Arciom Szrajbman nie uważa jednak, że reżim jest silniejszy niż pięć lat temu. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że aparat państwa (urzędnicy, media, państwowe firmy) stał się w wyniku czystek, które prowadzono od 2020 r., ideologicznym monolitem.

– Na razie tak to wygląda, że reżim się wzmocnił. Ale nie możemy ignorować historii. Gdy takie reżimy tracą jeden z filarów, na przykład zewnętrzne finansowanie, dość szybko upadają. Wystarczy popatrzeć na Syrię – ma nadzieję Szrajbman.

Jednak w Syrii dyktatura nie upadła sama z siebie, była tam zbrojna opozycja. Tutaj nie ma już jakiejkolwiek zorganizowanej opozycji.

Niektórzy więźniowie są pozbawieni całkowicie kontaktów z rodziną

Są za to pełne więzienia. Na Białorusi jest dziś co najmniej 1254 więźniów politycznych, w tym 30 dziennikarzy (wśród nich są współpracownicy Biełsatu, finansowanego z Polski). Według Centrum Obrony Praw Człowieka Wiasna, od lata 2020 r. taki status miało bądź ma nadal łącznie 3697 osób. Wśród nich jest Aleś Bialacki (laureat pokojowego Nobla, założyciel Wiasny), a także niedoszli politycy, jak Wiktar Babaryka czy Siarhiej Cichanouski.

Niektórzy więźniowie są pozbawieni całkowicie kontaktów z rodziną i prawnikami. Na Białorusi używa się hiszpańskiego słowa incomunicado, „w izolacji”. To kara nie tylko dla więźnia, ale też dla najbliższych.

Tak było z Babaryką, który chciał kandydować w 2020 r. Został aresztowany, a rok później skazano go na 14 lat. Nie było z nim kontaktu przez półtora roku. Aż teraz, w styczniu, bloger Raman Pratasiewicz nagle opublikował zdjęcia i nagranie wideo, na którym Babaryka zza krat przekazuje życzenia bliskim.

Pratasiewicz był kiedyś współtwórcą niezależnego serwisu Nexta (serwis odegrał ogromną rolę w czasie protestów w 2020 r.). Aresztowany w maju 2021 r. – białoruskie służby przechwyciły samolot z Aten do Wilna, którym leciał – przeszedł na stronę reżimu.

Wcześniej, w listopadzie, Pratasiewicz zaprezentował zdjęcia więzionej opozycjonistki Maryji Kalesnikawej, gdy otrzymała widzenie z ojcem. Przez ponad 600 dni nikt inny nie miał z nią kontaktu.

Łukaszenka traktuje uwięzionych jak kartę przetargową

Wielu komentatorów uważa, że takie wrzutki to mruganie okiem do Zachodu: reżim sygnalizuje, że los więźniów może być przedmiotem negocjacji. Dotyczy to też Andrzeja Poczobuta, dziennikarza polskiego pochodzenia. Wcześniej w 2024 r. zwolniono ok. 200 więźniów – Łukaszenka pokazał, że jest gotów do takich kroków.

Tyle że jednocześnie represje cały czas trwają, za kraty trafiają nowi więźniowie. Np. 30 grudnia sąd w Mińsku skazał księdza Henryka Okołotowicza na 11 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Został on aresztowany jeszcze w listopadzie 2023 r. i oskarżony o „zdradę stanu”.

Jednocześnie, publikując takie zdjęcia i nagrania, jak z Babaryką i Kalesnikawą, władze wysyłają sygnał do swoich obywateli: ostrzegają przed jakąkolwiek aktywnością niezgodną z linią Mińska. Zobaczcie: ci ludzie sprzeciwili się i siedzą. Istotne jest też, że publikuje to były opozycjonista, który „się nawrócił”. Wolicie być na wolności czy za kratami – pyta władza.

Prócz więźniów, tych skazywanych na wieloletnie wyroki, od sierpnia 2020 r. na tzw. kary administracyjne (zwykle po kilkanaście dni aresztu) skazano kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

I to wszystko w kraju liczącym niespełna 10 mln mieszkańców.

Po 2020 roku reżim zlikwidował wszelkie przejawy niezależności

W ciągu ostatnich prawie pięciu lat Łukaszence udało się zamknąć niezależne media. Te zaś, które postanowiły kontynuować działalność za granicą, ogłosił „ekstremistycznymi”, tym samym zastraszając poddanych tak, aby bali się z nich korzystać. W końcu nie każdy chce trafić za kraty za samo tylko czytanie jakiegoś artykułu w sieci czy polecenie go znajomym.

Partii politycznych niezależnych od władz na Białorusi już nie ma, podobnie jak niezależnych od reżimu organizacji pozarządowych. Oczywiście nigdy nie był to kraj, który obfitował w tego rodzaju instytucje. Jeśli jednak porównać sytuację z 2020 r. i tę z początku roku 2025, różnica jest porażająca.

Zniknęły nawet niepolityczne, wydawać by się mogło, organizacje ekologiczne. Być może reżim pamięta rok 1986, gdy życie publiczne w sowieckiej wówczas Białorusi rodziło się właśnie z protestów po katastrofie w Czarnobylu.

Wszystko to doprowadziło do masowej emigracji: od 2020 r. kraj opuściło, wedle różnych szacunków, od 250 tys. do pół miliona Białorusinów.

Na państwowych imprezach śpiewana jest „Ballada o dobrym dyktatorze”

Obok represji w ostatnim roku pojawił się nowy trend: kult jednostki, tj. oczywiście Łukaszenki. Z pompą świętowano 30-lecie jego rządów. Były koncerty, programy telewizyjne, a nawet modlitwy za jego zdrowie.

Od kilku miesięcy w różnych miastach trwa też „maraton jedności”. W jego ramach są organizowane koncerty, w czasie których wykonywany jest m.in. wojskowy w stylu hymn na cześć bat’ki, czyli „ojca” – jak powszechnie określa się 70-letniego Łukaszenkę:

Ojciec jest u nas twardy

Jest jedynym takim na świecie

Kraj jest spokojny z ojcem

Tylko on nie ma czasu spać

 

Mamy twardego ojca

Ojcze – jesteśmy z tobą!

Naród go wybrał i on nie zawiedzie

Staniemy murem

Za ojcem.

O Łukaszence opowiada też „Ballada o dyktatorze” grupy Biełarusy (Białorusini), która kończy się stwierdzeniem: „Tak, na Białorusi jest dyktatura: sprawiedliwości i dobra”. Ballada mówi więc o dobrym dyktatorze, który buduje „szpitale, drogi i świątynie”, podczas gdy we „wrogich krajach” produkowane są „zabójcze rakiety”. I nie chodzi tu oczywiście o Rosję.

Na koncertowym „maratonie” występują ludzie kultury, którzy zapewniają, że będą głosować na Łukaszenkę. Na niektórych koncertach na scenie pojawia się jego 20-letni syn Mikałaj, szykowany na dziedzica. „Maraton” to także spotkania ze studentami, mieszkańcami różnych miejscowości czy wizyta w miejscu, gdzie „ojciec” się wychował.

Przypomina to czasy Stalina. Albo Koreę Północną.

W wyborczym spektaklu uczestniczą też statyści – kandydaci „techniczni”

Wybory z 26 stycznia to spektakl – dla Łukaszenki, reżimowych mediów (także z Rosji i niedemokratycznego świata) i dla poddanych. Jak w każdym przedstawieniu, są też statyści: „technicznymi” rywalami Łukaszenki jest znana od lat czwórka.

Mamy więc radykała Aleha Hajdukiewicza, lidera Partii Liberalno-Demokratycznej (nie ma ona nic wspólnego z liberalizmem ani z demokracją). To polityk objęty sankcjami UE i USA. Gra rolę twardego milicjanta (jest nim z zawodu), który mówi, co myśli, nie oglądając się na opinię innych (poza Łukaszenką, którego zawsze popierał). W 2020 r. też kandydował, ale wycofał się i poparł „ojca”.

Wtedy na kartach wyborczych było też nazwisko Hanny Kanapackiej – miała odciągnąć uwagę od Swiatłany Cichanouskiej. Teraz też kandyduje. Gra rolę umiarkowanej opozycjonistki, która konstruktywnie krytykuje władze (choć nie „ojca”). Zapewnia, że chce działać „na rzecz zagwarantowania praw i wolności obywateli” i że chce złagodzenia kar dla „osób odpowiedzialnych za wydarzenia z poprzedniego cyklu wyborczego”.

Dwaj pozostali to lider Republikańskiej Partii Pracy i Sprawiedliwości Alaksandr Chyżniak i prezes Partii Komunistycznej Białorusi Siarhiej Syrankow. Ten ostatni w swoim programie napisał, że „idzie na wybory nie zamiast, a razem z obecnym prezydentem”. Z dumą pokazał też, że podpisał się na liście osób wspierających kandydaturę Łukaszenki.

Białoruska gospodarka korzysta na wojnie Putina

Reżim może pochwalić się właściwie tylko tym, że w jego kraju nie ma wojny. Białorusini cieszą się, że nie muszą iść na front. Za to ich kraj na wojnie zarabia.

Od grudnia 2023 r. do listopada 2024 r. zanotowano wzrost gospodarczy 3,9 proc., a ekonomiści twierdzą, że to efekt dwóch czynników: białoruski przemysł realizuje zamówienia wojskowe z Rosji, a Białoruś zapełnia częściowo swoimi produktami te nisze, które pojawiły się na rosyjskim rynku w wyniku sankcji.

Politolog Szrajbman uważa, że białoruska gospodarka adaptowała się do sankcji lepiej, niż wielu sądziło: – Czy to wynik działań rynku, prywatnych firm, wpływ Rosji, czy zasługa Łukaszenki, to trudno powiedzieć. Sytuacja gospodarcza jest podobna do rosyjskiej i teraz, po dwóch latach wzrostu dzięki zamówieniom wojskowym, pojawiają się oznaki stagnacji.

Jednak zależność od Moskwy to nie tylko korzyści, ale też problemy, np. wahania kursu rubla białoruskiego, który jest powiązany z rosyjskim.

Dziennikarz Aleksy Dzikawicki (koordynator projektu Belarus Tomorrow; podobnie jak Szrajbman i Karbalewicz mieszka dziś poza Białorusią) wskazuje też na skutki emigracji po 2020 r.: – Wyjechała masa ludzi biznesu, młodych, przedsiębiorczych, którzy nie widzą perspektyw. Może i władze podwyższyły emerytury, ale ogólnie sytuacja się pogorszyła.

Moskwa zawęża też zagraniczne relacje gospodarcze Mińska. Łukaszenka i jego ludzie jeżdżą do Chin, Korei Północnej, Birmy, Afganistanu. – Tego Rosja nie ogranicza, do krajów globalnego południa można jeździć bez ograniczeń – żartuje gorzko Walery Karbalewicz.

Białoruska opozycja na emigracji ma znikomy wpływ na sytuację w kraju

Atutem Łukaszenki jest niewątpliwie słabość opozycji. Politycy opozycyjni, którzy żyją na emigracji, mają niewielki wpływ na sytuację w kraju. Swiatłana Cichanouska, która być może wygrałaby wybory w 2020 r., gdyby były uczciwe, jest przyjmowana przez światowych przywódców, ale jej wpływ na realia na Białorusi jest bliski zeru. Zdają sobie z tego sprawę sami Białorusini. W zeszłorocznych internetowych wyborach do opozycyjnego parlamentu (Koordynacyjnej Rady) głosowały tylko 6723 osoby.

Przeciwnikom reżimu pozostaje działać poza granicami kraju, np. apelując o nowe sankcje, co robi Cichanouska, albo, jak Paweł Łatuszka (wiceszef Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego Białorusi, tj. opozycyjnego rządu), publikując raporty pokazujące, jak reżim łamie prawo międzynarodowe (uczestnicząc w wojnie w Ukrainie, np. wywożąc na Białoruś dzieci z terenów okupowanych).

Jednak Dzikawicki nie bagatelizowałby takich działań: – Kontakty ze strukturami międzynarodowymi są konieczne, by tłumaczyć, że Białoruś jest ważna strategicznie. Aby przypominać, że ludzie siedzą w więzieniach. Aby temat nie zniknął.

Szrajbman jest sceptyczny: – Organizacje pozarządowe na wygnaniu mają ograniczony wpływ na politykę Zachodu.

Inni Białorusini przechodzą do radykalnych działań i jadą na wojnę walczyć po stronie Ukrainy, np. w Pułku imienia Kalinowskiego. Są przekonani, że jedyny sposób na upadek Łukaszenki to upadek Putina.

Białorusini uciekają za granicę lub na emigrację wewnętrzną

Może najgorszy – z punktu widzenia tych Białorusinów, którzy marzą o wolnym kraju – jest dziś brak pozytywnego scenariusza.

– W 2020 r. ludzie widzieli „okno możliwości”, by coś zmienić. Teraz takiej szansy nie ma, nie widzą perspektyw i uciekają w swoje życie prywatne – mówi Walery Karbalewicz.

Emigracja wewnętrzna, podobnie jak ta zewnętrzna, jest dla reżimu korzystna. Jak wszystko, co sprawia, że ludzie nie będą się buntować.

PIOTR POGORZELSKI jest wicedyrektorem Polskiego Radia dla Zagranicy, autorem audycji „Po prostu Wschód” w radiowej Trójce.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 4/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Ballada o bat’ce