Błyskawiczna ofensywa partyzantów, ucieczka Asada
Partyzanci z Organizacji Wyzwolenia Lewantu (Hajat Tahrir asz-Szam) ruszyli do natarcia pod koniec listopada. Niemal bez walki zajęli Aleppo na północy kraju, potem, również bez jednego strzału Hamę, gdy zaś zajęli Homs i podeszli pod bramy Damaszku, a pomniejsze zbrojne bunty wybuchły na południu i wschodzie Syrii, losy reżimu Asada były przesądzone. Otoczony w stolicy, nie mógł liczyć na odsiecz z położonej na śródziemnomorskim wybrzeżu Latakii, twierdzy alawitów, będących polityczną bazą jego reżimu.
W Latakii znajdują się też dwie rosyjskie bazy wojenne, które podarował Moskwie jako spłatę długu wdzięczności za uratowanie jego władzy w czasie wojny domowej z lat 2011-2020. W niedzielę, osaczony ze wszystkich stron i nie mogąc już liczyć, że znów z opresji wybawią go zagraniczni mecenasi, Asad uciekł z kraju, a do Damaszku wkroczyli powstańcy.
Wojna w Syrii trwała od 13 lat
Zwyciężyli w niecałe dwa tygodnie w wojnie, której nie potrafili wygrać przez długie dziesięć lat. Wybuchła w 2011 roku, jako skutek uboczny Arabskiej Wiosny, ulicznych rewolucji wymierzonych w arabskie tyranie w Maghrebie, Lewancie i na Półwyspie Arabskim. W Syrii, a także w Libii i Jemenie, rewolucje wyrodziły się w wojny domowe. Syryjska okazała się z nich najkrwawsza i najokrutniejsza, zawłaszczona w dodatku przez dżihadystów z Państwa Islamskiego, którzy w latach 2014-2017 utworzyli nad brzegami Tygrysu i Eufratu samozwańczy kalifat, obejmujący jedną trzecią Iraku i jedną trzecią Syrii. W syryjskiej wojnie zginęło prawie pół miliona ludzi, a ponad 20 milionów mieszkańców kraju stało się wojennymi tułaczami.
Przerwała ją dopiero zbrojna inwazja obcych mocarstw: USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Rosji, Iranu i Turcji, z których każde kierując się własnymi korzyściami podjęło w Syrii walkę z dżihadystami i rozgromiło ich w 2017 roku. Zwycięsko z wojny wyszła zwłaszcza Rosja i Iran, które uratowały władzę swojego protegowanego, Baszara al-Asada, i umocniły swoje wpływy w Lewancie, a Rosja dodatkowo zdobyła bazy wojenne nad Morzem Śródziemnym i znów, po rozpadzie Związku Sowieckiego, wybiła się do roli światowego mocarstwa.
Partyzanci wykorzystali koniunkturę międzynarodową
Dzisiejsza wygrana syryjskich partyzantów odebrała władzę Asadowi, ale także pomniejsza ogromnie wpływy jego obrońców. Syryjscy partyzanci, wspierani dyskretnie przez Turcję, długo szykowali się do natarcia. Zachęcała ich do tego sprzyjająca międzynarodowa koniunktura. Rosja, główna obrończymi Asada od lutego 2022 roku, zajęta jest bez reszty wojną w Ukrainie i nie może sobie pozwolić na nową wyprawę wojenną do Lewantu.
Wojna w Strefie Gazy, która rozlała się na pogranicze izraelsko-libańskie, wyeliminowała kolejnego syryjskiego sprzymierzeńca – Hezbollah. W syryjskiej wojnie domowej zwycięstwo Asadowi zapewniły rosyjskie lotnictwo i piechota Hezbollahu – partii politycznej i zbrojnej założonej, szkolonej i zbrojonej przez Iran, który dzięki libańskiej partyzantce, a także partyzantom z palestyńskiego Hamasu, jemeńskich Hutich i irackich szyitów, chciał szachować cały Bliski Wschód. Po rozgromieniu przez Izrael Hamasu i Hezbollahu irańscy ajatollahowie stracili rewolucyjny oręż.
W tym właśnie syryjscy partyzanci dostrzegli swoją, niepowtarzalną być może, szansę. Asad był słaby, a żaden ze sprzymierzeńców nie mógł przyjść mu na ratunek. I się nie przeliczyli. Ruszyli do natarcia tego samego dnia, gdy w Libanie wszedł w życie rozejm w innej bliskowschodniej wojnie, między Izraelem a libańskim Hezbollahem, uważanym jeszcze do niedawna za najpotężniejszą partyzantkę świata. Syryjska armia rządowa nie ruszyła palcem, by bronić tyrana, powietrzne rajdy rosyjskiego lotnictwa na nic się zdały, a Irańczycy, tropieni i wybijani w Syrii przez Izraelczyków, nawet nie udawali, że przybędą Asadowi na odsiecz.
Kim są syryjscy partyzanci i ich przywódca Abu Mohammed al-Dżaulani
Pogromcy Asada z Organizacji Wyzwolenia Lewantu wyrośli z Al-Kaidy i Państwa Islamskiego, ale ich dzisiejszy emir Abu Mohammed al-Dżaulani, „Golańczyk” (pochodzi z syryjskich wzgórz Golan), już parę lat temu odciął się od dżihadystów i zapewnia, że interesuje go wyłącznie Syria, a nie święta wojna z Zachodem (pierwszego wywiadu po wybuchu powstania udzielił stacji telewizyjnej CNN, a nie choćby katarskiej Al-Dżazirze). Symbolicznym odcięciem od dżihadystycznej przeszłości i partyzantki w ogóle można uznać także to, że „Golańczyk” coraz częściej występuje pod prawdziwym nazwiskiem: Ahmed al-Szara.

Czy Kreml straci przyczółki na Bliskim Wschodzie
Syryjska klęska martwi gospodarzy Kremla. Wygrana w 2017 roku pozwoliła Rosji wybić się na światowe mocarstwo, zacząć ekspansję na Bliskim Wschodzie i Afryce. Jeśli teraz nowi przywódcy Syrii, a niegdysiejsi partyzanci, wrogowie Rosji, wypowiedzą jej umowę na dzierżawę wojennych baz w Tartusie i Chmejmin, Kreml nie tylko straci przyczółki na Bliskim Wschodzie i nad Morzem Śródziemnym, ale zagrozi to jego dalszym wpływom w Afryce.
To z syryjskich baz przerzucał broń i zaopatrzenie dla najemników Grupy Wagnera i moskiewskich faworytów w Libii, a stamtąd do Sudanu, Czadu, Republiki Środkowoafrykańskiej, a ostatnio Nigru, Mali i Burkina Faso na Sahelu. Zamknięcie tras przerzutowych, a także nauczka, że w Syrii Rosja nie była w stanie ocalić swego faworyta Asada, może posiać zwątpienie w sercach także afrykańskich przywódców, którzy w Moskwie dziś szukają inspiracji i wsparcia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















