Dwanaście dni. Jak to możliwe, że reżim dyktatora z Damaszku, który przez 14 lat topił Syrię we krwi (na jego konto idzie ogromna większość z co najmniej 600 tys. ofiar tej wojny), i który, jak sądzono, miał mieć mocną pozycję i wsparcie (Iran, libański Hezbollah, Rosja), rozpadł się w dwanaście dni? Tyle minęło od chwili, gdy 27 listopada koalicja zbrojnych ugrupowań opozycji – na czele z Organizacją Wyzwolenia Lewantu (Hajat Tahrir asz-Szam, HTS) – zaczęła ofensywę, do 8 grudnia, czyli zajęcia Damaszku i ucieczki Asada do Moskwy.
Reżim Asada uchodził za silny. Co sprawiło, że rozpadł się tak szybko?
O upadku Asada przesądziła kumulacja kilku czynników. Najpierw: osłabienie jego patronów. Po tym, jak w 2011 r. arabska wiosna zamieniła się tu w zbrojne powstanie i wojnę, w jej wczesnej fazie Asad przetrwał dzięki wsparciu Iranu i Hezbollahu. Potem od 2015 r. interwencja Rosji umożliwiła mu przejście do ofensywy. W efekcie w ostatnich latach opozycja utrzymywała się już tylko w prowincji Idlib (dzięki pomocy Turcji). Dziś jednak Iran i Hezbollah są zepchnięte przez Izrael do defensywy. Także Rosja, skupiona na wojnie z Ukrainą, nie mogła pomóc Asadowi.
Czynnik drugi to militarna konsolidacja i profesjonalizacja opozycji. Można sądzić, że stało się to ze wsparciem zwłaszcza Turcji, może też Izraela. Podczas ofensywy opozycja mogła liczyć na wsparcie wywiadowcze, zaś ataki dronów wyeliminowały wielu dowódców armii Asada, wywołując w niej chaos.
Czynnik trzeci to proces, który trwał od jakiegoś czasu, ale ujawnił się dopiero dziś: utrata wiary w Asada w jego własnym obozie. Bo choć do listopada 2024 r. wygrywał on wojnę (tj. kontrolował większość kraju), to przegrywał pokój: nie był zdolny do wypracowania wewnętrznego porozumienia pokojowego. Jego obóz przestał wierzyć, że Asad zapewni mu jakąś przyszłość. Dziś okazało się, że mało kto był jeszcze gotów umierać za niego.
Jak wygląda polityczno-militarna mapa Syrii po upadku Asada
Siły opozycji pod wodzą HTS zajęły Damaszek. Jednak Syria, gdy spojrzymy na jej mapę, politycznie przypomina kolorowy dywan: liczne ugrupowania (HTS jest tylko jednym z nich) kontrolują poszczególne części kraju. I tak, na północy Syryjska Armia Narodowa (SNA; kontrolowana przez Turcję i sprzymierzona z HTS) prowadzi własną ofensywę – tym razem przeciw Kurdom, którym w ostatnich latach udało się stworzyć w Syrii własne parapaństwo. Jest ono solą w oku Turcji, która wykorzystuje teraz dogodną chwilę, by rękami SNA osłabić Kurdów, odepchnąć ich od swojej granicy.
Z kolei na zachodzie, na wybrzeżu Morza Śródziemnego, poza kontrolą (do niedawna) opozycji pozostają tereny zamieszkane przez Alawitów – grupę religijno-etniczną, z której wywodził się klan Asadów, a która za ich rządów tworzyła elity państwa. Tam, w Tartusie, jest rosyjska baza morska – na razie Rosja jej nie straciła i może będzie próbowała pozostać protektorką Alawitów. Osobne pytanie brzmi wreszcie, jak silne są niedobitki Państwa Islamskiego i czy mogą się odrodzić.
Upadek Asada nie oznacza więc, że Syria staje się państwem stabilnym, że w ogóle staje się na nowo państwem. Nowy układ sił będzie się docierać. Pytanie, jak długo HTS utrzyma wizerunek siły umiarkowanej. Ta radykalna organizacja sunnicka wyrosła wprawdzie z Al-Kaidy, ale przeszła podobną ewolucję, jak np. afgańscy talibowie: w stronę siły politycznej, która chce rządzić państwem ziemskim, a nie eschatologicznym, i chce być akceptowana przez świat.
Przyszłość Syrii jest więc niepewna. Nie sposób odpowiedzieć na pytanie, co wyłoni się z obecnego chaosu. W tym także, czy nie powstaną kolejne radykalne organizacje islamskie, jakaś nowa emanacja Państwa Islamskiego. Oraz szerzej: jaka będzie przyszłość sunnickich ideologii islamskich w regionie – tych, z których wyrosły Al-Kaida i Państwo Islamskie.
Kto zyskuje, a kto traci na upadku Asada?
Na Bliskim Wschodzie mamy do czynienia z nowym przetasowaniem sił. Strategicznie najwięcej zyskuje Turcja; prezentuje się jako siła sprawcza. Chce to wykorzystać i to nie tylko przeciw Kurdom. Jej pozycja rośnie też w relacjach z Rosją. Co nie znaczy, że Ankara będzie w stanie kontrolować procesy zachodzące w Syrii.
Zyskuje też Izrael. Upadek Asada osłabia Iran i zmniejsza zależność Izraela od Rosji (w ostatnich latach izraelscy politycy musieli dogadywać się z Kremlem, by mieć w miarę wolną rękę w zwalczaniu irańskich wpływów w Syrii).
Upadek Asada i zwycięstwo sunnickiej opozycji to kolejna ostatnio klęska Iranu i Hezbollahu (tzw. osi szyickiej). Iran traci nie tylko Syrię, ale też autorytet w regionie (po tym, jak już wcześniej stracił tu sporo, zmuszony przyjmować ciosy od Izraela).
Syria wielką przegraną Rosji
Wielką przegraną jest Rosja. Syria była dla Kremla w tej części świata „perłą w koronie”, narzędziem do projekcji tutaj swojej siły. Rosja traci bazę lotniczą w Chmejmin, pod znakiem zapytania staje jej baza w Tartusie i szerzej: jej obecność na Morzu Śródziemnym. To także cios dla jej wizerunku na Globalnym Południu – w końcu w Syrii nie wygrali np. Amerykanie, lecz lokalne siły islamskie.
W dalszej perspektywie ostatnie wydarzenia mogą być wyzwaniem dla monarchii z Zatoki Perskiej, zwłaszcza Arabii Saudyjskiej. Bo jeśli takie ugrupowania jak HTS odniosą sukces w budowaniu w Syrii stabilnej państwowości, staną się one alternatywą dla monarchii jako ustroju.
A Zachód? Nie należy się spodziewać, by USA i w ślad za nimi inne kraje chciały angażować się w procesy w Syrii. Wprawdzie Amerykanie są tam obecni (tysiąc żołnierzy zwalcza resztki Państwa Islamskiego). Stany mogą stanąć też w obronie Kurdów przed całkowitą likwidacją ich parapaństwa, ale bez wchodzenia w konflikt z Turcją.
Choć więc historia Bliskiego Wschodu przyspiesza, udział w tym Zachodu będzie niewielki.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















