Afgańscy talibowie zapraszani na dyplomatyczne salony. Prawa kobiet zostają w korytarzu

Opinia na temat talibskich rządów dzieli samych Afgańczyków: wiele decyzji jest krytykowanych, ale jednocześnie liczni mieszkańcy kraju przyznają, że to pierwszy okres w życiu bez wdzierającej się w nie wojny.
z Islamabadu
Czyta się kilka minut
Talibowie i zwolennicy ich rządów świętują drugą rocznicę przejęcia władzy w Afganistanie, Kabul, 15 sierpnia 2023 r. // Fot. Oriane Zerah / ABACA / PAP
Talibowie i zwolennicy ich rządów świętują drugą rocznicę przejęcia władzy w Afganistanie, Kabul, 15 sierpnia 2023 r. // Fot. Oriane Zerah / ABACA / PAP

W budynku ambasady Afganistanu w Islamabadzie wciąż powiewa trójkolorowa flaga z czasów wspieranej przez Zachód Islamskiej Republiki, która 15 sierpnia 2021 roku przeszła do historii. Jednak już w gabinecie, w którym swoich gości przyjmuje 42-letni Sardar Mohammad Szakib, stoi zatknięta biała flaga z wypisaną na czarno szahadą – muzułmańskim wyznaniem wiary. To emblemat Islamskiego Emiratu Afganistanu, jak talibowie nazywają swój rząd.

Inkluzywny talib

W gronie przeszło 2 tys. pracowników afgańskiego MSZ tych o talibskiej proweniencji jest zaledwie stu (kolejni kształcą się w Musa Shafiq Diplomatic College, szkole dla dyplomatów podległej ministerstwu). Zdarza się, że rodzi to napięcia – w ambasadzie Afganistanu w Rzymie musiała interweniować policja, gdy wśród dyplomatów doszło do bójki między pro- i antytalibskim stronnictwem. Szakib zapewnia, że w jego placówce, w stolicy Pakistanu, było inaczej.

– Niektórzy mówią, że to talibska placówka, ale nie. To inkluzywna, afgańska ambasada. Przyjechałem tu jako jeden z dwóch wysłanników Islamskiego Emiratu. Nie doświadczyłem żadnych problemów. Od razu rozpoczęliśmy konsultacje i współpracę z prawie 50-osobowym zespołem, który pracował tu od czasów Republiki. 

Deklaruje, że w jego ambasadzie – w sekcji konsularnej – pracują także kobiety, mimo że po przejęciu władzy przez talibów większości Afganek, pracujących dla rządu, zabroniono przychodzenia do biur. Pochodzący z Zabulu dyplomata przejął kontrolę nad ambasadą w październiku 2021. Był pierwszym kierownikiem afgańskiej placówki zagranicznej z nadania talibów, w randze chargé d’affaires, nie ambasadora, bo na razie ani Pakistan, ani żadne inne państwo nie uznały oficjalnie talibów za prawowite władze Afganistanu. Ale wysłannik Islamskiego Emiratu twierdzi, że brak uznania dla jego rządu nie jest przeszkodą w sprawowaniu przez niego funkcji.

– Nie czuję się traktowany gorzej czy inaczej. Obowiązuje nas, jako dyplomatów, ten sam protokół, uczestniczymy w tych samych spotkaniach, co inne ambasady. Zdarzało się nawet, że europejscy dyplomaci odwiedzali mnie w domu lub ja odwiedzałem ich – zapewnia.

Talibowie w Afganistanie

15 sierpnia – dzień, w którym afgański prezydent Aszraf Ghani opuścił kraj, a bojownicy wkroczyli do Arg, jego pałacu – został ustanowiony przez talibów świętem państwowym. Świat z przestrachem przyglądał się wówczas, jak po wiosenno-letnim blitzkriegu, gdy przejmowali jedną prowincję za drugą, stanęli u bram Kabulu. Wielu porównywało dramatyczne sceny z tamtych dni do Sajgonu, skąd przeszło pół wieku wcześniej, w podobnym chaosie, wycofywały się siły USA. Nad amerykańską ambasadą widać było dym z pospiesznie palonych dokumentów, a między placówką a lotniskiem całymi dniami kursowały ewakuujące dyplomatów helikoptery.

Zmiana na poziomie symbolicznym dokonała się błyskawicznie – w jednym z pierwszych dni po upadku Republiki obserwowałam przez okno mojego mieszkania, jak z masztu na wzgórzu Wazir Akbar Chana ściągana jest trójkolorowa flaga. „Teraz my” – zdawali się mówić światu talibowie.

Nowi-starzy władcy Afganistanu od początku podkreślali, że relacje ze społecznością międzynarodową są istotną częścią ich rządów. „Chcemy dobrych relacji, dobrej gospodarki, dobrego handlu, dobrej dyplomacji” – mówił Zabihullah Mudżahid, główny rzecznik grupy, na pierwszej konferencji prasowej w Kabulu.

– Trzeba pamiętać, że talibowie nie są taką grupą jak Hamas czy Al-Kaida, która odrzuca istniejący porządek międzynarodowy i nie ma planów polityki zagranicznej – podkreśla Bette Dam, dziennikarka i autorka książki „Looking for the Enemy. Mullah Omar and the Unknown Taliban”, w której opisuje m.in. starania pierwszego rządu talibów o reprezentowanie Afganistanu w ONZ.

Choć talibowie rządzą już od trzech lat, społeczność międzynarodowa, jak i sami Afgańczycy, są wciąż podzieleni co do tego, czy i jak powinno się z nimi rozmawiać. Coraz częściej jednak słychać, że nie da się dłużej ignorować rzeczywistości. Według Zabihullaha Mudżahida wiele państw rozważa uznanie Islamskiego Emiratu Afganistanu, ale „największą przeszkodą są Stany Zjednoczone”.

Społeczeństwo afgańskie pod władzą talibów

– Talibowie naciskają na „oficjalne” uznanie ich rządu, ale zapominają, że nie istnieje żaden pojedynczy autorytet, który mógłby o tym decydować. Powtarzałem to talibskim oficjelom wielokrotnie: legitymację zyskuje się krok po kroku. To stopniowy proces – przypomina Graeme Smith, starszy analityk ds. Afganistanu w International Crisis Group.

Tak się zresztą dzieje: wrócił cywilny ruch lotniczy, do Afganistanu docierają niektóre przekazy pieniężne, reżim spłaca długi i rachunki za elektryczność (większość energii elektrycznej pochodzi z importu).

„Władze de facto”, jak o rządzie talibów mówi ONZ, nie ułatwiają społeczności międzynarodowej zacieśnienia współpracy. Stanowisko największych darczyńców od początku było jasne: jakiekolwiek kroki zmierzające do uznania rządu talibów zależą od sytuacji praw człowieka, w szczególności praw kobiet.

W ciągu niespełna trzech lat Islamski Emirat wydał ponad 80 edyktów, które je drastycznie ograniczyły. Zamknięto szkoły dla dziewcząt powyżej 6. klasy szkoły podstawowej – niby tymczasowo, ale do dziś większość nastoletnich Afganek nie wróciła do szkolnych ławek. Kobiety nie mogą też studiować (z niewielkimi wyjątkami, np. położnictwa), pracować w wielu sektorach, podróżować powyżej 72 km bez tzw. męskiego opiekuna. Nakazano zamknięcie salonów piękności, zwykle prowadzonych przez panie i zatrudniających żeński personel. Dla kobiet niedostępne są też miejsca rozrywki i parki, w tym najsłynniejszy afgański park narodowy Band-e Amir w prowincji Bamian.

Prywatna szkoła dla afgańskich dziewcząt w wieku gimnazjalnym i licealnym oraz niepiśmiennych kobiet, prowadzona przez wolontariuszki w Kabulu, październik 2022 r. // Fot. Bilal Guler / Anadolu Agency / Getty Images

Nawet sami talibowie nie do końca zgadzają się z tą polityką, zwłaszcza z zakazem edukacji. Kierunek wyznacza jednak emir Hajbatullah Achunzada, który – w przeciwieństwie do większości swojej administracji – urzęduje nie w stolicy, a Kandaharze, talibskim mateczniku na południu kraju. Eksperci uważają, że to jego przekonania (i konserwatywny krąg doradców, który go otacza) uniemożliwiają liberalizację praw kobiet.

Dyplomata Szakib sugeruje, że uznanie jego rządu oznaczałoby również możliwość wywierania nań większego wpływu.

– Społeczność międzynarodowa ma swoje obiekcje, między innymi w kwestii edukacji kobiet, wyborów, bezpieczeństwa i terroryzmu – wymienia. – Chciałbym, żeby uznano nasz rząd i żeby znalazł się on po dobrej stronie, jeśli chodzi o edukację czy pomoc społeczności międzynarodowej. Zaangażowanie rodzi zaangażowanie.

Prawa człowieka według talibów

Taka idea zdawała się przyświecać organizatorom spotkania nt. zaangażowania w Afganistanie, które odbyło się w Dosze na przełomie czerwca i lipca, pod egidą ONZ. Choć było już trzecim z serii, to po raz pierwszy uczestniczyli w nim przedstawiciele talibów. W maju 2023 roku nie otrzymali zaproszenia, a w lutym 2024 odmówili wzięcia udziału ze względu na planowaną obecność kobiet i aktywistów.

Teraz też nie obyło się bez kontrowersji. Niektóre państwa nie chciały potwierdzić swojej obecności bez gwarancji, że podczas dyskusji zostaną poruszone także kwestie praw człowieka, w tym kobiet. Kanada, Francja, Niemcy, Włochy, Japonia, Norwegia, Republika Korei, Szwajcaria, Turcja, Wielka Brytania, USA i UE poskarżyły się Departamentowi ds. Politycznych i Budowania Pokoju, że w agendzie spotkania nie uwzględniono innych afgańskich głosów.

Graeme Smith nie uważa, by ich postulaty były przekonujące:

– Chcieli, aby w spotkaniu brali udział Afgańczycy nie będący talibami. Nie wytłumaczyli jednak, kto to powinien być, ani dlaczego. W liście napisali, że „wnoszą o ich zaangażowanie w Dosze, by także czuli się prawowici i docenieni”. W międzynarodowej dyplomacji uczucia strony pokonanej w wojnie domowej nie są brane pod uwagę, a na pewno nie są głównym czynnikiem. Mam wątpliwości, czy zaproszenie przypadkowych członków afgańskiego społeczeństwa przyniosłoby pożądane rezultaty – komentuje analityk. – A negocjacje na temat formatu i przedmiotu rozmów są normalną częścią dyplomacji.

Przychylono się więc do żądań władz Islamskiego Emiratu i agendę spotkania ograniczono do dwóch tematów: polityki antynarkotykowej oraz wsparcia dla afgańskiego sektora prywatnego. Państwa-strony mogły jednak podnieść także inne, dowolnie wybrane kwestie, zapewniała Rosemary DiCarlo, zastępczyni sekretarza generalnego ONZ, dodając, że należały do nich także prawa kobiet.

DiCarlo broniła też kontrowersyjnej decyzji, by kobiety nie uczestniczyły w oficjalnej części rozmów: „Chcę podkreślić – to jest proces. Otrzymujemy mnóstwo krytyki: »Czemu nie ma afgańskich kobiet? Czemu przy stole w ogóle nie ma kobiet? Czemu nie ma społeczeństwa obywatelskiego?«. Mam nadzieję, że pewnego dnia do tego dojdziemy, ale jeszcze nie teraz”.

Rozmowy z talibami

Tomas Niklasson, specjalny wysłannik Unii Europejskiej ds. Afganistanu, ocenił, że spotkanie w Dosze „warte było” ustępstw wobec talibów. „Sądzę, że to były dobre rozmowy” – powiedział w rozmowie z AFP. Dodał, że podczas dyskusji na temat sektora prywatnego znaleziono „wiele punktów wspólnych”. „Czy to usatysfakcjonuje dziewczynkę, która od ponad 1000 dni siedzi w domu, bez odpowiedniej szkoły? Pewnie nie. Ale moje realistyczne oczekiwania wobec tego spotkania nie zakładały, że naprawimy wszystko w trzy dni” – komentował dyplomata.

Także Suhail Szahin, kierownik biura politycznego talibów w Dosze, uznał spotkanie za udane.

– Był to krok we właściwym kierunku – powiedział mi w rozmowie telefonicznej. – Jakiekolwiek problemy po naszej czy ich (społeczności międzynarodowej – przyp. aut.) stronie możemy rozwiązać tylko przez zaangażowanie i owocne dyskusje.

By nie wykluczać całkowicie przedstawicieli i przedstawicielek afgańskiego społeczeństwa obywatelskiego, 2 lipca zorganizowano dla nich dodatkowy dzień rozmów – nieoficjalnych – z wysłannikami różnych państw. Niektórzy spośród zaproszonych aktywistów zbojkotowali go, uznając za listek figowy.

Udział w rozmowach wzięła Madina Mahbubi, mieszkająca w Kabulu aktywistka na rzecz praw człowieka i prezeska NGO, działającego na rzecz rozwoju gospodarczego i edukacji dziewcząt.

– Zdecydowałam, że chcę być częścią tego procesu i decyzji, które zapadają na temat przyszłości Afganistanu i Afgańczyków. Uczestniczenie w rozmowach, bezpośrednio czy też nie, jest lepsze od pozostawania na zewnątrz i ciągłego krytykowania wszystkich złych decyzji – uważa.

Aktywistka przyznaje, że bycie przedstawicielką społeczeństwa obywatelskiego pod rządami talibów to istna sztuka akrobacji i wykorzystywania biurokratycznej szarej strefy.

– Kobieta nie może oficjalnie stać na czele organizacji ani należeć do zarządu, bo nie mogłybyśmy uczestniczyć w spotkaniach z przedstawicielami władz. Na papierze te funkcje pełnią więc mężczyźni i to oni chodzą do talibskich ministerstw, by dopełniać niezbędnych formalności – tłumaczy.

Zdaniem Mahbubi wiele kluczowych dla Afgańczyków kwestii, jak choćby edukacja dziewcząt, zostało upolitycznionych przez społeczność międzynarodową, ze szkodą dla żyjących pod władzą talibów Afgańczyków.

– Grupa ludzi poza krajem promuje narrację o płciowym apartheidzie i chce, by oficjalnie uznać Afganistan za państwo, w którym on funkcjonuje. Ale ja, jako kobieta i Afganka, tego nie chcę. Uznanie kraju za państwo apartheidu ma swoje konsekwencje: oznacza izolację na arenie międzynarodowej, brak pomocy rozwojowej – wylicza. – My chcemy promować dialog i rozwiązania pokojowe, które przyczynią się do poprawy życia Afgańczyków. Nie izolację.

Talibowie chcą być Afganistanem

Po spotkaniu w Dosze talibska ofensywa dyplomatyczna nie traci rozpędu. 30 lipca MSZ w Kabulu wydało oficjalne oświadczenie, że kraj nie będzie dłużej honorował dokumentów ani wiz wydanych przez te afgańskie ambasady w Europie, które nie współpracują z ministerstwem. Należy do nich również placówka w Warszawie, która od dawna znajduje się z tego powodu w trudnym położeniu finansowym. Tahir Qadiry, ambasador, przyznaje, że z trudem udaje im się utrzymać. Sytuacja zmusiła go między innymi do redukcji etatów.

– Obecnie w ambasadzie pracuje tylko dwoje dyplomatów i ja. Nie jesteśmy w stanie opłacić rachunków za prąd czy ogrzewanie.

W podobnej sytuacji znalazła się większość afgańskich placówek na Zachodzie, które funkcjonują dzięki opłatom za usługi konsularne. Nowy edykt sprawił, że tysiące afgańskich obywateli mieszkających w Europie znalazło się w prawnym i dyplomatycznym limbie. Niektóre placówki, jak ambasada w Londynie, już zapowiedziały, że nie przestaną wydawać dokumentów, jednak jeśli paszporty czy tazkiry (afgański dowód osobisty) nie będą uznawane w samym Afganistanie, staną się bezwartościowe. Prawo do ich wystawiania zachowają jedynie ambasady w Czechach, Bułgarii, Hiszpanii i Niderlandach, ale podróż do nich dla wielu Afgańczyków będzie trudna ekonomicznie i logistycznie, a w przypadku osób, które wciąż nie mają dokumentów stałego pobytu – po prostu niemożliwa.

Perspektywa dla talibskich rządów

Zdaniem większości ekspertów dla grup takich, jak talibowie – a więc zbrojnych ugrupowań partyzanckich, które przejmują rząd w swoim państwie – okres trzech lat jest sprawdzianem trwałości: w tym czasie albo ulegają wewnętrznemu rozkładowi, albo udaje im się scentralizować i umocnić władzę.

Afganistan rządzony przez talibów spełnia kryteria państwowości, choć mierzy się z wieloma wyzwaniami (z których część jest niewątpliwie spadkiem dwudziestoletniej okupacji). Opinia na temat talibskich rządów dzieli samych Afgańczyków, wiele decyzji jest krytykowanych, ale jednocześnie wielu mieszkańców kraju przyznaje, że to pierwszy okres w życiu bez wdzierającej się w nie wojny.

Obaidullah Baheer, który na Uniwersytecie Amerykańskim w Kabulu prowadzi zajęcia m.in. ze sprawiedliwości okresu przejściowego, uważa, że talibowie powinni stworzyć przestrzeń dla wewnątrzafgańskiego dialogu, a społeczność międzynarodowa – pomóc im w tym, a przynajmniej nie przeszkadzać.

Chwali też spotkanie w Dosze jako dobry punkt wyjścia:

– Miejmy nadzieję, że pozwoli stworzyć platformę, która zachęci talibów do zmiany polityki wewnętrznej i zdobycia legitymizacji dla ich władzy.

Graeme Smith jest sceptyczny co do tego, czy dzięki ściślejszym kontaktom dyplomatycznym „talibowie staną się mniej talibami”. Zdaniem eksperta będziemy raczej obserwować ich współpracę ze światem w konkretnych obszarach – tam, gdzie udowodnią, że są wiarygodnymi partnerami.

– To prawdopodobnie oznacza, że wszystkie państwa regionu, nawet sceptyczne, jak Tadżykistan, zaczną znajdować sposoby, by robić biznes z talibami, a nawet pozwalać talibskim dyplomatom przyjeżdżać do swoich stolic, co już obserwujemy – ocenia. – Ale do tego, by Afganistan był traktowany jak „normalne” państwo, jeszcze długa droga.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 32/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Akrobacje z talibami