Na początku tygodnia z oficjalną wizytą do Abu Zabi, stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, sojusznika USA na Bliskim Wschodzie, zjechał minister policji talibów Siradżuddin Haqqani, ścigany amerykańskimi listami gończymi i nagrodą 10 milionów dolarów wyznaczoną przez Biały Dom za jego głowę.
Zgodnie z listem gończym o nagrodę może ubiegać się każdy, kto przekaże Amerykanom informację o miejscu pobytu Haqqaniego. Wieść o tym, że afgański banita przebywa w Abu Zabi, podała tamtejsza państwowa agencja informacyjna, a nawet opublikowała zdjęcia, jak Haqqani wymienia uściski z Muhammadem ibn Zajidem Nahajanem, emirem Abu Zabi i prezydentem Zjednoczonych Emiratów Arabskich, który przyjął gościa w swoim pałacu Kasr al-Szati. Pałac emira znajduje się niecałe pięć kilometrów od ambasady USA. Niedaleko też, 30-40 km od pałacu, mieści się wielka amerykańska wojskowa baza lotnicza Al-Dharfa, w której stacjonują tysiące żołnierzy USA.
Nagabywany w Waszyngtonie przez dziennikarzy, dlaczego sojusznik Ameryki nie wydał jej człowieka, za którym rozesłała listy gończe, Matthew Miller, rzecznik Departamentu Stanu, odparł, że zgodnie regułami ONZ gospodarze, którzy z rozmaitych powodów chcą gościć u siebie osoby ścigane międzynarodowymi listami gończymi, powinni wcześniej wystąpić do Rady Bezpieczeństwa o zgodę.
Poza Haqqanim, jednym z przywódców nie tylko talibów, ale też Al-Kaidy, na czarną listę ONZ wpisanych zostały jeszcze dwa tuziny afgańskich emirów. Ogłoszone przeciwko nim sankcje nakazują sekwestr ich kont bankowych i nieruchomości, a także zabraniają udzielania im gościny. Odkąd Amerykanie, próbując wyplątać się afgańskiej wojny (2001-2021), podjęli z talibami rozmowy, dla ich obłożonych sankcjami emirów nie raz robiono wyjątki, by umożliwić im zagraniczne podróże (głównie do Kataru, gdzie układali się z Amerykanami). Nie wykreślono ich jednak dotąd z czarnej listy, ani jej samej nie unieważniono.
Haqqani ma szczególne powody do obaw. W czasach afgańskiej wojny jego sprzymierzona z talibami partyzancka armia szczególnie chętnie uciekała się do terroru – dokonywała samobójczych zamachów bombowych przeciwko ambasadom i uczęszczanym przez cudzoziemców hotelom w Kabulu, porywała jeńców dla okupu. Naraził się Amerykanom nawet gdy wycofali się już z Afganistanu. W 2022 roku amerykańskie samoloty bezzałogowe zabiły w Kabulu Ajmana az-Zawahiriego, naczelnego emira Al-Kaidy, następcę Osamy ibn Ladina. Ukrywał się w domu należącym do Haqqaniego.
W obawie, że Amerykanie zastawią na niego pułapkę, Haqqani nie ruszał się dotąd na krok z Afganistanu. Wyprawa do Abu Zabi była jego pierwszą zagraniczną podróżą. Musiał się jednak poczuć pewnie, bo zabrał w nią innego banitę, Abdula Haqa Wasika, którego Amerykanie przez 12 lat więzili w Guantanamo i dopiero w 2014 roku wymienili na wziętego do niewoli dezertera sierżanta Bowe’a Bergdahla. Uwolniony Abdul Haq Wasik wrócił do partyzantki, a odkąd talibowie wrócili do władzy w Kabulu, jest u nich szefem wywiadu.
Zachodnie warunki
Świat zachodni, a pod jego wpływem także cała reszta świata, nie uznała jednak w talibów za prawowitych władców Afganistanu. Przedstawiono im całą listę warunków, od których spełniania uzależniono ich akceptację. Mają włączyć do rządu przedstawicieli wszystkich afgańskich ludów (póki co we władzach dominują Pasztunowie, z których wywodzą się talibowie i którzy stanowią połową ludności kraju), przestrzegać swobód obywatelskich, pozwolić na naukę dziewczętom, a kobietom pracować i zrównać je w prawach z mężczyznami. Zażądano też od talibów gwarancji, że nie pozwolą, by Afganistan znów stał się gniazdem dżihadystów, którzy spod Hindukuszu wydaliby nową świętą wojnę Zachodowi i jego przyjaciołom.
Talibowie nie spełnili żadnych warunków i nie zamierzają ich spełniać. Większość państw Zachodu , którego armie przez 20 lat bezskutecznie usiłowały rozgromić talibów, po ich zwycięstwie zamknęła swoje ambasady w Kabulu i przeniosła się głównie do Kataru. Rozpaczliwa bieda, jaka zapanowała w Afganistanie, dotkliwie doświadczanym w dodatku klęskami żywiołowymi (trzęsienie ziemi, susza, powodzie), oraz nowe zagrożenie terroryzmem (pod Hindukuszem wylęgła się tamtejsza filia Państwa Islamskiego) sprawiły, że coraz więcej państw coraz głośniej mówi, że z talibami trzeba się jakoś ułożyć. Zachodnie sankcje utrudniają, a często uniemożliwiają organizacjom dobroczynnym niesienie pomocy ofiarom klęsk i najuboższym w Afganistanie.
Sąsiedzi zza rzeki
Na początku czerwca Kazachstan, jako pierwszy, ogłosił, że nie będzie dalej uważał talibów za terrorystów i wykreśla ich z „czarnej listy” banitów. Kazachowie, podobnie jak ich środkowoazjatyccy sąsiedzi (a ostatnio dołączył do nich także Azerbejdżan) mają swoją ambasadę w Kabulu, współpracują z talibami i są dziś ich jednym z najważniejszych partnerów gospodarczych. Podobnie sąsiedni Uzbekistan, który ciągnie od północy linię kolejową.
Jedynym wyjątkiem w Azji Środkowej jest Tadżykistan, który upomina się o prawa afgańskich Tadżyków, gości u siebie afgańską zbrojną opozycję i przekonuje sąsiadów, by nie łagodzili sankcji wobec talibów, lecz traktowali ich jak najgorszych wrogów. Na początku czerwca podczas narady w kazachskiej Ałma-acie, gdzie Kazachowie wykreślili talibów z „czarnej listy” złoczyńców, przewodniczący tadżyckiego parlamentu Rustam Imam Ali, syn i następca panującego od ponad 30 lat prezydenta Imama Alego Rahmana, nazwał Afganistan talibów jaskinią zbójców i terrorystów, zagrażających wszystkim z sąsiedztwa.
W ślady Kazachów zamierza pójść także Rosja. Rosyjskie ministerstwa sprawiedliwości i dyplomacji zarekomendowały w maju Władimirowi Putinowi, by Kreml również przestał uważać talibów za terrorystów i podjął z nimi układy. Zamir Kabułow, rosyjski dyplomata uzbeckiego pochodzenia, główny spec Kremla od spraw afgańskich, od dawna namawia do tego Putina, tłumacząc, że bez wcześniejszego wykreślenia z „czarnej listy” złoczyńców nie sposób uznać talibów za afgańskie władze czy choćby podjąć z nimi jakąkolwiek współpracę.
A współpraca z talibami stała się dla Kremla pilną potrzebą zwłaszcza po marcowym zamachu terrorystycznym dokonanym pod Moskwą przez hindukuską filię Państwa Islamskiego, jedynej zbrojnej opozycji poważniej zagrażającej panowaniu talibów.
Rosja widzi w talibach sprzymierzeńca w walce ze wspólnym wrogiem i zagrożeniem. Gotowa jest dostarczać talibom broń na wojnę z Państwem Islamskim oraz informacje wywiadowcze, a także nieść pomoc humanitarną – jak tą dostarczoną ofiarom wiosennych powodzi. A przy okazji mogłaby rozszerzyć na Afganistan strefę swoich geopolitycznych wpływów, mającą znaczenie zwłaszcza w jej nowej konfrontacji z Zachodem.
Putin nie podjął jeszcze decyzji w sprawie talibów, ale pod koniec maja, podczas podróży do Uzbekistanu, przyznał, że od trzech są oni rzeczywistą władzą w Afganistanie i ignorowanie tego faktu byłoby naiwnością. Talibowie są zresztą w Rosji regularnymi gośćmi. Jeździli do Moskwy na zaproszenie Kremla jeszcze w czasach, gdy w Kabulu gospodarzami byli Amerykanie, a w czerwcu zostali zaproszeni do Sankt Petersburga na Międzynarodowe Forum Gospodarcze, na które do rosyjskiego najazdu na Ukrainę zapraszani byli najpoważniejsi przedsiębiorcy i ekonomiści z Zachodu.
Nie tylko sąsiedzi
Nie tylko Rosja i afgańscy sąsiedzi z północnych brzegów Amu-darii chcą nawiązywać kontakty z talibami. Chiny, które szukają w Afganistanie surowców mineralnych, w styczniu jako pierwsze przyjęły u siebie oficjalnie ambasadora talibów (Rosja przyjęła attaché wojskowego), podkreślając jednocześnie, że nie oznacza to uznania ich za prawowite władze.
Dyplomatów talibów, nie nazywając ich jednak ambasadorami, goszczą u siebie Iran, Turkmenia, Uzbekistan, Kazachstan, Rosja, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Turcja (w konsulacie w Stambule urzędują talibowie, ale w ambasadzie w Ankarze wciąż rządzą przedstawiciele poprzednich, proamerykańskich władz) i Pakistan. Talibowie twierdzą, że ich dyplomaci kierują już 14 ambasadami zagranicą.
W Kabulu, poza środkowoazjatyckimi (z wyjątkiem Tadżykistanu) i Azerbejdżanu, działają ambasady Rosji, Chin, Japonii, Iranu, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Pakistanu (w latach 90., gdy talibowie po raz pierwszy rządzili w Kabulu, właśnie te trzy państwa jako jedyne uznały ich za prawowitych władców), w zeszłym roku ambasadę otworzyły ponownie rywalizujące z Pakistanem Indie. Połączenia z Kabulem otworzyły linie lotnicze z Dubaju i Szardży, a w maju także tureckie.
Pod koniec czerwca w katarskiej stolicy Dausze odbędzie się trzecia narada ONZ poświęcona Afganistanowi. W poprzedniej, na początku roku, zabrakło talibów. Odmówili przyjazdu, bo ONZ odrzuciła wszystkie ich warunki, które sprowadzały się do faktycznego uznania ich rządów w Kabulu. Tym razem talibowie zapowiadają, że przyjadą do Kataru, bo przedstawiciele ONZ wykazali się zrozumieniem i poszli na ustępstwa. ONZ mówi to samo o talibach.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















