Izraelski premier Binjamin Netanjahu był jednym z pierwszych przywódców państw, którzy pogratulowali Donaldowi Trumpowi reelekcji. „Gratulacje z powodu największego powrotu w historii!” – napisał. Netanjahu ma powody do radości; w przeszłości obwołał on Trumpa „największym przyjacielem, jakiego Izrael kiedykolwiek miał w Białym Domu”.
Trump wraca jednak do Białego Domu z obietnicą zakończenia „wiecznych wojen”, a za taką wojnę dla Izraela wielu ekspertów uważa Gazę, w której dramatycznie pogarsza się sytuacja.
Niedostateczna pomoc dla mieszkańców Strefy Gazy
Od października 2023 r. konflikt ten – rozpoczęty atakiem Hamasu, po którym nastąpiła trwająca do dziś izraelska interwencja w Strefie Gazy – pochłonął już po stronie palestyńskiej 43 tysiące istnień, pośród których – według danych ONZ – 60 procent to kobiety i dzieci.
ONZ i organizacje pozarządowe od tygodni alarmują o „apokaliptycznych” warunkach w północnej części Strefy, gdzie prowadzone są intensywne działania wojskowe i nie dociera praktycznie żadna pomoc humanitarna. To oznacza, że przesiedlonej ludności grozi poważny głód. Zdaniem organizacji międzynarodowych Izrael nie wywiązał się ze swojego zobowiązania, by zwiększyć przepływ niezbędnej pomocy dla mieszkańców Gazy.
Po wygranej Trumpa premier Izraela usuwa niewygodnego ministra obrony
Nasilają się także bombardowania, w których tylko od początku tego tygodnia zginęły dziesiątki mieszkańców Strefy – także w regionach, które były przez izraelskie władze oznaczone jako bezpieczne, jak południowe Al-Mawasi. Mieszkańcy Beit Hanun w północnej części Gazy mówią o nieprzerwanych atakach, które nie ustają nawet na tyle, by mogli pogrzebać kolejnych zmarłych.
Tymczasem niemal natychmiast po ogłoszeniu wygranej Trumpa premier Netanjahu odsunął ze stanowiska ministra obrony Joawa Gallanta. Gallant uważany był za polityka, który w izraelskim rządzie w pewnym stopniu hamował zapędy premiera w kwestii Gazy, zastępując go Jisra’elem Kacem, znanym z bezkompromisowych przekonań w tej materii.
W ostatnich miesiącach eskalowała także sytuacja w Libanie, gdzie Izrael walczy z szyickim Hezbollahem. Obok intensywnych bombardowań, od kilku tygodni w południowym Libanie trwa lądowa operacja izraelskich wojsk. W ostatnich dniach nasiliły się ataki z powietrza na Ad-Dahiję, południowe przedmieścia Bejrutu; we wtorek 12 listopada dokonano co najmniej 13 nalotów.
Co zrobi Trump wobec wojny izraelsko-palestyńskiej?
– Tak zachowuje się Izrael, gdy jest pod presją – tak Ori Goldberg, izraelski analityk i researcher, ocenia dzisiejszą sytuację. – Nie mamy innej miary zwycięstwa, żadnej jasnej taktyki ani wizji zakończenia – mówi mi Goldberg.
Analityk uważa, że reelekcja Donalda Trumpa nie musi oznaczać upragnionej przez premiera Netanjahu wolnej ręki w poczynaniach Izraela w regionie. – Jest realna szansa, że Donald Trump nie pozwoli, aby to trwało znacznie dłużej – dodaje Goldberg. – Trump nie ufa Netanjahu i przeraża go perspektywa wiecznej wojny. Nie chce amerykańskich żołnierzy na froncie, przedłużających się konfliktów. Chce umów.
Z kolei zdaniem palestyńskiego dziennikarza i aktywisty Dauda Kuttaba „trudno, aby Trump był gorszy niż Biden, który wspierał Izrael dostawami broni”.
– Polityka Trumpa trzymania się z dala od konfliktów jest wyczekiwana przez wielu, w tym przez Palestyńczyków, którzy cierpią z powodu tego, jak Europa i USA traktują kraj dokonujący codziennie zbrodni wojennych – uważa Daud Kuttab.
Powrót Trumpa ośmiela izraelską skrajną prawicę
W czasie jego pierwszej prezydentury Palestyńczycy odwrócili się jednak od Trumpa po tym, jak przeniósł amerykańską ambasadę z Tel Awiwu do Jerozolimy, a Waszyngton odrzucił międzynarodowy konsensus co do tego, że aneksja Zachodniego Brzegu i osadnictwo są w świetle prawa nielegalne.
Teraz, po wygranej Trumpa, ośmielony poczuł się najwyraźniej skrajnie prawicowy izraelski minister finansów i osadnik Bezalel Smotricz. Na platformie X napisał, że rok 2025 to „czas pełnej niepodległości Judei i Samarii” – posługując się biblijną nazwą terenów Zachodniego Brzegu Jordanu, od 1967 r. okupowanego przez Izrael.
– Zwycięstwo Trumpa zdecydowanie wzmocniło prawicowe siły w Izraelu – ocenia w rozmowie Merissa Khurma, dyrektorka programu Bliski Wschód w Wilson Centre.
Bliskie relacje Trumpa z Arabią Saudyjską
Khurma podkreśla jednak, że ważne jest wsłuchiwanie się w głos przywódców regionalnych. A ci przemawiają bardzo zdecydowanie. Podczas szczytu, który odbył się w poniedziałek w Rijadzie, Mohammad bin Salman, saudyjski następca tronu, nie tylko wezwał do natychmiastowego zakończenia konfliktu, ale też określił go mianem „ludobójstwa”.
W przeciwieństwie do Joego Bidena, Trump cieszy się bliskimi relacjami z Arabią Saudyjską. To także dzięki wysiłkom jego administracji podpisano historyczne Porozumienia Abrahamowe, prowadzące do normalizacji stosunków państw regionu z Izraelem.
Tamto niewątpliwe osiągnięcie jego dyplomacji nie ma dziś jednak szansy na kontynuację bez doprowadzenia do zakończenia obecnego konfliktu.
Czy twarda polityka Netanjahu zwiększa bezpieczeństwo Izraela?
W tracie amerykańskiej kampanii prezydent elekt powtarzał, że chce zakończenia wojny w Gazie. „Times of Israel” twierdzi, że miał nawet wyznaczyć Netanjahu swoisty deadline, informując go, że chce, aby premier zamknął konflikt, zanim on wróci w styczniu do Białego Domu. Nie jest jednak jasne, jak chce to osiągnąć przy jednoczesnym wspieraniu Izraela.
Zdaniem Merissy Khurmy pewne jest dziś jedno: przedłużający się konflikt nie tylko jest tragedią dla Gazańczyków, ale też nie przekłada się wcale na długofalowe bezpieczeństwo Izraela.
– Właśnie rozmawiałam z dwiema kobietami pracującymi nad dialogiem izraelsko-palestyńskim – mówi mi Khurma. – Palestynka, która mieszka w Hebronie na Zachodnim Brzegu, opowiadała, że nie mogą nigdzie wyjść, szczególnie wieczorem, i że to, co się tam dzieje, przypomina karę zbiorową. A Izraelka w środku naszej rozmowy telefonicznej usłyszała syrenę i musiała przerwać rozmowę, aby umieścić swoje dzieci w schronie.
– To nie jest sposób na życie ani dla Palestyńczyków, ani Izraelczyków – mówi Merissa Khurma. – Musimy poczekać i zobaczyć, co będzie dalej, ale to frustrujące, bo to bardzo niepewna ścieżka.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.









