Czy Jezus z „The Chosen” jest prawdziwy?

W ewangeliach znajdziemy co najmniej dwa portrety Jezusa. Czy można na ich podstawie napisać precyzyjny scenariusz opowiadający historię jego życia? Rozmawiają Marcin Majewski, biblista, i Piotr Sikora, filozof religii.
Czyta się kilka minut
Jonathan Roumie jako Jezus w serialu „The Chosen”, 2017 r. // Materiały prasowe
Jonathan Roumie jako Jezus w serialu „The Chosen”, 2017 r. // Materiały prasowe

Artur Sporniak: Oglądacie serial „The Chosen” („Wybrany”), opowiadający o Jezusie?

Marcin Majewski: Przyznam, że szybko przestałem. Po obejrzeniu paru odcinków mam ambiwalentne wrażenia. Wiem, że dużo ludzi się nim zachwyca, i fajnie, że tak jest.

A co zachwyca?

MM: Gdy czytamy ewangelie, opisy dotyczące Jezusa są oderwane od rzeczywistości. Serial próbuje pokazać, jak to mogło wyglądać. Odbiorcy widzą np., jak mógł wyglądać Jezus, jak był ubrany, jak się zachowywał. Serial proponuje realizm w miejsce lektury tekstu literackiego. Przerabianie tekstu literackiego w kontekst historyczny każe widzom myśleć, że ewangelie to tekst faktograficzny. A tak nie jest. Pomysł jest o tyle dla mnie nieatrakcyjny, że „The Chosen” jest próbą odtworzenia kroniki życia Jezusa i łączenia zdarzeń w serię logicznych sekwencji. Tymczasem ewangelie nie są kroniką, to bardziej tekst objawiający kolejne elementy tajemnicy Jezusa.

Piotr Sikora: Podobny problem mam z filmem „Diuna”, w którym nie pojawia się wiele ważnych wątków obecnych w książce, a które być może trudniej było sfilmować. Ale z perspektywy filozofa religii i wierzącego chrześcijanina mogę powiedzieć więcej. „The Chosen” to nie tylko problem przeniesienia tekstu literackiego na język wizualny. „Diuna” jako powieść opowiada historię. Ewangelie nie są opowieścią.

MM: W powieści zwykle mamy opis kontekstu danych scen. W ewangelii mamy same sceny. Na przykład Żydzi przyprowadzają do Jezusa jawnogrzesznicę. Nic nie wiemy o kontekście: ilu ludzi tam było, jak byli ubrani, jak się zachowywali?

PS: Bo ewangelie nie są tekstami opowiadającymi o przeszłości. Opowiadają historię, która się dzieje teraz.

W jakim sensie?

PS: Autorom ewangelii chodzi o obecne życie czytelników.

MM: Ewangeliści to wprost przyznają: Zostało to napisane po to, „abyście uwierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego” (J 20, 31). Moją główną obiekcją wobec „The Chosen” jest robienie z ewangelii konkretnej, starożytnej historii.

Filmy o Jezusie odbierają Go wyobraźni?

MM: Z jednej strony tak. Ale z drugiej – odpowiadają na naszą potrzeby dotknięcia, zobaczenia, namacalnego przekonania się.

PS: Naukowe zajmowanie się Biblią też odpowiada na te potrzeby. Na przykład nauki biblijne starają się odtworzyć ówczesne realia – choćby życie codzienne w Palestynie czasów Jezusa. I to jest uprawnione, choć w ogóle jest nieistotne dla samej wiary i dla doświadczenia religijnego, takiego, jak go rozumieli ci, którzy pisali ewangelie. 

Tu można pytać o rolę wyobraźni w religijności. Rzeczywiście, pewne typy religijności buduje się na obrazowości. Ale w wielu religiach, zwłaszcza w tradycji judeo-chrześcijańskiej, praca wyobraźni jest bardziej przeszkodą niż pomocą w doświadczeniu religijnym. Gdy czytam w Biblii o utworzeniu złotego cielca pod Synajem, to jako filozof religii wyraźnie widzę, że Izrael miał silną potrzebę obrazu Jahwe, czemu sprzeciwił się potem bardzo mocno Mojżesz. Objawienie Synajskie jest więc próbą wyleczenia człowieka z potrzeby budowania obrazów Boga. 

Gdy tworzymy filmy o Jezusie, odpowiadamy na tę potrzebę, ale niekoniecznie jest to dobre dla naszej religijności. Zauważmy, że ikona odpowiada na potrzebę obrazowości, ale czyni to w specyficzny sposób – zniekształca wizerunek, zaburza perspektywę. W gruncie rzeczy dokonuje subwersji: wykorzystuje naszą potrzebę wizerunku po to, by ją podważyć.

Ewangelie nie przekazują obrazu Jezusa historycznego – realnej postaci?

MM: Przekazują, ale nie jest on podany wprost – jest do wydobycia. Chyba za mało zwracamy uwagę na to, że właściwie mamy dwa portrety Jezusa: jeden kreślony przez ewangelie synoptyczne, drugi przez Ewangelię Jana. Obraz Jezusa w Ewangelii Jana to obraz dobrze ukształtowanej wiary chrześcijańskiej. W ewangeliach synoptycznych zachowało się więcej przekazu o Jezusie historycznym. Klemens Aleksandryjski – pisarz chrześcijański z II w. – mówił, że ewangelie Marka, Łukasza i Mateusza przekazują nam bardziej ludzką naturę Jezusa, a Ewangelia Jana Jego boską naturę. Jak zatem dotrzeć do historycznej postaci? Czytając ewangelie synoptyczne – zwłaszcza najstarszą Ewangelię Marka, jako najpierwotniejsze źródło.

I co się z tej lektury wyłania?

MM: Obraz człowieka, który rodzi się w środowisku wiejskim – Nazaret to była zupełnie nieznacząca mieścina. Jest pobożnym Żydem, nie jest wykształcony według ówczesnych standardów, jest samoukiem i staje się wędrownym nauczycielem. Ale najpierw jest uczniem Jana Chrzciciela. Jan jest Jezusa mentorem – Jezus przychodzi do niego i przyjmuje od niego chrzest. Co więcej, na początku przejmuje jego nauczanie. Wezwanie: „Bliskie jest królestwo Boże. Nawróćcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1, 15) to jest nauczanie Janowe. 

Dopiero później wyemancypuje się od tego nauczania i bycia prorokiem apokaliptycznym na wzór Jana. Mistyczne doświadczenie nad Jordanem, opisane w ewangeliach synoptycznych jako Chrzest Janowy, pchnie Jezusa do oddzielenia się od grupy Jana i pójścia własną drogą z własnym nauczaniem – mającym charakter już mniej ascetyczny i apokaliptyczny, głoszącym miłosierdzie dla grzeszników.

A Jezus z Ewangelii Jana?

MM: Od początku jest ukazany jako Bóg-człowiek: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo” (J 1, 1). Od początku swojej preegzystencji w Bogu ma wiedzę doskonałą i nie musi dochodzić do żadnego przekonania, jak Jezus synoptyczny. Zauważmy też, że w tej ewangelii nie ma chrztu w Jordanie. Jezus spotyka się z Janem Chrzcicielem nie po to, żeby przyjąć od niego chrzest jako jemu podległy, tylko po to, by Jan rozpoznał w nim Baranka Boga i zbawiciela, i żeby to ogłosić światu. 

U Synoptyków Jan Chrzciciel zastanawia się, czy Jezus jest tym, który ma przyjść, i wysyła swoich uczniów z takim pytaniem. W Ewangelii Jana w ogóle nie ma takiej dyskusji. Jezus od razu wie, kim jest, i Jan od razu wie, kim jest Jezus. Ktoś powiedział, że o ile w ewangeliach synoptycznych Jan Chrzciciel jest mentorem Jezusa, to w Ewangelii Jana jest jego supportem – zapowiedzią.

PS: Wrócę do opisu doświadczenia mistycznego nad Jordanem. W najstarszej ewangelii, czyli u Marka, to Jezus słyszy głos z nieba: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1, 11) – u Mateusza i Łukasza ten głos jest skierowany do ludzi. Można powiedzieć, że Jezus doświadcza oświecenia – zaczyna rozumieć swoją tożsamość.

MM: I dopiero w tym momencie zaczyna się zmiana jego postawy.

Czegoś nowego się o sobie dowiedział?

PS: W Ewangelii Marka – tak. Mamy tu literacki opis doświadczenia mistycznego. Z filozoficzno-religijnego punktu widzenia można powiedzieć, że każde doświadczenie religijne trudno ująć w słowach. I dlatego mamy różne sposoby werbalizacji, których nie należy odczytywać dosłownie, gdyż próbują one przekazać tylko najważniejsze aspekty. Trudno więc powiedzieć, jak to się dokładnie działo od strony przeżycia Jezusa. Ale wedle metafor dostępnych tamtemu kręgowi kulturowemu, otwarte niebo symbolizuje bezpośredni kontakt ze sferą boską. W strukturze tego opowiadania Jezus dostaje pewną informację. To oczywiście mógł być tylko jakiś nagły przebłysk świadomości jedności z Bogiem.

MM: Zacytowane przez Marka słowa są parafrazą Psalmu 2: „Tyś Synem moim, Ja ciebie dziś zrodziłem”, a więc mamy odniesienie do Starego Testamentu. Powiedziałeś, że to mistyczne doświadczenie Jezusa jest odkryciem tożsamości z Ojcem w niebie. Uczuliłbym tylko, żeby zbyt szybko nie przeskakiwać z określenia „Syn Boży” do zrównania Jezusa z Bogiem. W ewangeliach synoptycznych nie ma jeszcze takiego utożsamienia. 

W niektórych starożytnych manuskryptach ewangelii do cytatu „Tyś mój Syn umiłowany” dodawane jest „Ja ciebie dziś zrodziłem”. Innymi słowy skrybowie widzą tu cytat z Psalmu 2 i widzą, że moment tego mistycznego doświadczenia to jest coś na zasadzie analogii z boskim usynowieniem króla w momencie intronizacji. W momencie wstępowania na tron król stawał się „Synem Bożym”, a przecież pozostawał człowiekiem. Więc stwierdzenie w ewangeliach synoptycznych, że Jezus jest Synem Boga, bardziej wskazuje na jego wyjątkową godność niż na Bóstwo.

Czy to znaczy, że w I wieku nie było jeszcze wyraźnej świadomości Bóstwa Jezusa?

PS: Najpierw warto zapytać: na ile doświadczenie mistyczne Jezusa było wyjątkowe, a na ile uniwersalne – dostępne potencjalnie dla każdego?

MM: W Ewangelii Łukasza w 20. rozdziale w 36. wersecie mowa jest o tych, którzy zmartwychwstaną, że „są synami Bożymi”. W momencie zmartwychwstania zostaną usynowieni przez Boga – czyli adoptowani.

PS: A czy List do Rzymian nie mówi tego samego o Jezusie?

MM: Tak, to jest niezwykłe stwierdzenie. W 3. wersecie 1. rozdziału mowa jest o ewangelii o Jezusie „pochodzącym według ciała z rodu Dawida, a ustanowionym według Ducha Świętości przez powstanie z martwych pełnym mocy Synem Bożym”. Tu pojawia się słowo horizo – mianować, ustanawiać, desygnować. Innymi słowy jest to formuła wręcz niezgodna z Ewangelią Jana, w której od początku Jezus jawi się jako Bóg. Prawdopodobnie jest to formuła zapożyczona przez Pawła ze starszej tradycji. Stwierdza, że Chrystus w momencie zmartwychwstania jest ustanowiony Synem Bożym. Zatem przynajmniej część pierwszych chrześcijan dostrzegała w momencie zmartwychwstania moment usynowienia Chrystusa przez Boga.

PS: Z tego wyłania się pewien wzorzec. Konkretny człowiek – Jezus z Nazaretu – przechodzi pewną drogę. Najpierw jest uczniem radykalnego ruchu religijnego, ma doświadczenie mistycznej jedności, które czyni go jakoś pokrewnym z Bogiem i zmienia jego życie. Jego wyznawcy wierzą, że po śmierci Bóg go wskrzesił i usynowił. Jako chrześcijanie mamy go naśladować. Takie podejście jest widoczne zwłaszcza u Pawła. Jego w ogóle nie interesuje Jezus historyczny. Do Koryntian mówi, że sam nie znał Jezusa, a inni, nawet jeśli poznali go według ciała, to już Chrystusa nie znają w ten sposób (por. 2 Kor 5, 16). Pawła interesuje teraźniejsze doświadczenie wewnętrzne: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). „Dzieci moje, w bólach ponownie was rodzę, aż Chrystus się w was ukształtuje” (Ga 4, 19). W chrześcijaninie ma się stać to, co się stało w Jezusie. 

Wracając do Ewangelii Jana: jako filozof religii zdaję sobie sprawę, że czasami, żeby przekazać pewne doświadczenie duchowo, trzeba coś opowiedzieć w porządku narracyjnym, który wydaje się historyczny. Tak postrzegam Ewangelię Jana – tu nie ma sensu pytać, co jest wcześniej, a co jest później, bo nie o to chodzi. Gdy Jan pisze: „Na początku było Słowo...”, całkiem możliwe, że opisuje stan końcowy historii Jezusa.

Spotkałem się z ciekawą interpretacją japońskiego dominikanina o. Oshidy, który wywodząc się z innego kręgu kulturowego, widział w Janowym Jezusie („Ja i Ojciec jedno jesteśmy”) bardzo wyraźny opis doświadczenia mistycznego człowieka. Mówił, że Ewangelii Jana nie musimy interpretować dogmatyczno-teologicznie, tylko jako wyraz doświadczenia mistycznego. A ponieważ u Jana jest także wyraźna sugestia: „Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i ja w was” (J 14, 20), to czytelnik tej Ewangelii nie tyle dowiaduje się, jak to było z konkretnym człowiekiem Jezusem z Nazaretu, ale jak to jest z nim samym. Że on sam jest powołany do tego, by przejść tę samą drogę i odkryć w sobie coś takiego, by za Jezusem powiedzieć: ja i Ojciec jedno jesteśmy.

To może brzmieć nieortodoksyjnie, gdyż jesteśmy przyzwyczajeni do wyróżniania Jezusa jako Boga. Tymczasem bardzo ortodoksyjni Ojcowie Kapadoccy w IV w., gdy zastanawiali się nad sensem wcielenia, mówili: Bóg stał się człowiekiem, po to żeby człowiek stał się Bogiem.

MM: Zwróćmy uwagę, że z 29 cudów Jezusa opisanych w ewangeliach synoptycznych tylko dwa pojawiają się u Jana: chodzenie po wodzie i cud rozmnożenia chleba. Z kolei tylko Jan przedstawia cud wskrzeszenia Łazarza. Ciekawe, że ten największy cud, jakiego Jezus dokonał wobec wielu świadków i który spowodował, że został skazany na karę krzyża, w ogóle nie jest zauważony w ewangeliach synoptycznych.

Jan go wymyślił?

MM: Jan przedstawia Chrystusa wiary, czyli pewną interpretację wydarzeń historycznych. U Jana Jezus od razu wszystko wie – na przykład zdradza Natanaelowi jego najtajniejsze sekrety. W ewangeliach synoptycznych Jezus jak wędrowny nauczyciel naucza w przypowieściach. U Jana w ogóle nie ma przypowieści, są natomiast mowy objawieniowe – objawia się jako zmartwychwstanie i życie, jako Pan, jako boski Logos.

PS: Powiedziałbym, że historia o wskrzeszeniu Łazarza nie wydarzyła się kiedyś, tylko wydarza się teraz we mnie – pokazuje, co Boski Logos robi ze mną. Ja jestem martwy, a Boski Logos mnie wyciąga z grobu.

MM: W klasycznej lekturze taka hipoteza jest oburzająca, sugeruje bowiem, że Jan opisał wydarzenie, którego być może nie było...

PS: Nie było historycznie, ale które może się wydarzyć, jeśli pozwolę się wydobyć z grobu.

Nawet gdybym miał mistyczny związek z Bogiem, nie sądzę, bym potrafił zmartwychwstać. Dlatego dla mnie jako chrześcijanina jest ważny Jezus historyczny, który prawdziwie zmartwychwstał jako pierwszy.

PS: Jezus też sam nie zmartwychwstał. W jednym z najstarszych fragmentów Nowego Testamentu – w mowie Piotra w Dziejach Apostolskich jest powiedziane: „Bóg go wskrzesił”. Jako filozofa religii – powtórzę – nie dziwią mnie różnice w opisie doświadczenia mistycznego. Mamy wspólnotę, która doświadczyła spotkania z Bogiem i jest to oczywiste, że tego doświadczenia nie da się precyzyjnie opisać. Dlatego w Ewangelii Marka Jezus na krzyżu dramatycznie woła „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił!”, a w Ewangelii Łukasza zapewnia Dobrego Łotra o zbawieniu i mówi ze spokojem: „Ojcze, w Twoje ręce oddaję ducha mego”. Nie ma jednej spójnej wersji historii Jezusa nawet wśród synoptyków.

MM: Jan wręcz zmienia datę śmierci Jezusa. O ile u synoptyków ostatnia wieczerza jest wyraźnie paschą, która odbywa się w Wielki Czwartek, to u Jana pascha jest w Wieki Piątek, gdyż to Jezus jest Barankiem Paschalnym złożonym na krzyżu w ofierze. 

Wracając do serialu „The Chosen”, napisanie precyzyjnego scenariusza opowiadającego historię życia Jezusa nie może się udać.

PS: W każdym razie nie o to chodziło autorom ewangelii.

Piotr Sikora // Fot. Grażyna Makara, Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Wybrany