Prezydent Donald Trump obwieścił podpisanie ustawy w swoim stylu. W wieczornym, środowym poście na Truth Social najpierw oskarżył prominentnych Demokratów o powiązania z Epsteinem, a potem przekonywał, że Kongres niemal jednogłośnie przyjął ustawę, bo takie wytyczne dał swojej partii.
W rzeczywistości Trump wezwał do przyjęcia przepisów dopiero gdy zrozumiał, że czeka go polityczne fiasko. Ujawnienia akt domagali się już nie tylko Demokraci, ale także część Republikanów, którzy pomimo nacisków Trumpa nie chcieli odpuścić. To jeden z nielicznych momentów, gdy ponad lojalność wobec „wodza” wybrali oczekiwania wyborców.
Dlaczego dokumenty Epsteina wywołały polityczną burzę
Szum wokół sprawy Epsteina ciągnie się od lipca, gdy Departament Sprawiedliwości i FBI odmówiły ujawnienia kolejnych dokumentów dotyczących nowojorskiego finansisty oskarżonego w 2019 roku o handel nieletnimi w celach seksualnych.
Ku rozczarowaniu ruchu MAGA w lipcu władze potwierdziły także wcześniejsze ustalenia, iż Epstein zmarł w więzieniu w wyniku samobójstwa (a nie spisku) i że nie prowadził listy prominentnych klientów, których rzekomo miał szantażować. To było trudne do przełknięcia dla ludzi karmionych teoriami spiskowymi, jakoby dokumenty w sprawie pedofila miały obnażyć mroczne sekrety osób pociągających za sznurki w Ameryce, a rząd celowo je ukrywał.
W podsycaniu tych teorii pomogła sama biografia Epsteina: multimilioner przez lata brylował na salonach (także u Trumpa na Florydzie), wspierał kampanie polityków i miał rozbudowane kontakty za granicą. To, jak wpływowy był Epstein, pokazały jego prywatne e-maile upublicznione w połowie listopada przez komisję nadzoru Izby Reprezentantów.
Czy Trump mógł wiedzieć o handlu nieletnimi kobietami?
Choć Epstein był już karany – wyrok z 2008 r. za nagabywanie do prostytucji – dalej doradzał w różnych sprawach ludziom ze świata mediów i kultury, biznesmenom oraz wykładowcom. Z finansistą korespondował m.in. Michael Wolff, autor książek o Trumpie, oraz Larry Summers, sekretarz skarbu za rządów Billa Clintona. Po ujawnieniu e-maili Summers zrezygnował z piastowanych funkcji, m.in. z zasiadania w zarządzie firmy technologicznej OpenAI.
Epstein często dyskutował z innymi o Trumpie. W jednej z wiadomości sugerował, że ten „mógł wiedzieć o dziewczynach”, jednym zdaniem: mógł wiedzieć o Epsteinowskiej siatce handlu nieletnimi kobietami.
Nic w ciągu ostatniej dekady nie wzburzyło tak mocno elektoratem Trumpa jak sprawa Epsteina, w której polityk jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej obiecywał pełną transparentność.
Sprawa Epsteina i frustracja ruchu MAGA
Choć za wcześnie, by obwieścić, że Trump na dobre traci kontrolę nad ruchem MAGA i Partią Republikańską, to jednak jego kapitulacja w kwestii ujawnienia akt pokazała jedno. Członkowie partii zaczynają mocno kalkulować, by nie zaszkodzić sobie w przyszłorocznych wyborach do Kongresu, a nawet w dalszej karierze. Trump prędzej czy później przestanie grać pierwsze skrzypce na amerykańskiej prawicy.
Tymczasem sprawa Epsteina jeszcze długo nie przycichnie. Departament Sprawiedliwości ma 30 dni na ujawnienie akt, choć przyjęta właśnie ustawa umożliwia zachowanie niektórych dokumentów w tajemnicy, jeśli ich publikacja mogłaby zaszkodzić toczącym się śledztwom (w minionym tygodniu na żądanie Trumpa nakazano wszczęcie kolejnych). A to otwiera furtkę do nowej lawiny frustracji w ruchu MAGA.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















