Śmierć Charliego Kirka uświadamia, że USA to beczka prochu

Po zabójstwie znanego konserwatywnego aktywisty prezydent Trump podsyca nastroje, by uderzyć w Demokratów i poszerzyć granice swojej władzy. To tylko pogłębi problem przemocy politycznej w USA.
Czyta się kilka minut
Miejsce pamięci Charliego Kirka przed siedzibą organizacji Turning Point USA. Założona przez Kirka, mobilizuje ona konserwatywnych studentów i publicznie piętnuje wykładowców oskarżanych o „lewicową propagandę”. Phoenix w Arizonie, 16 września 2025 r. // Fot. Joe Raedle / Getty Images
Miejsce pamięci Charliego Kirka przed siedzibą organizacji Turning Point USA. Założona przez Kirka, mobilizuje ona konserwatywnych studentów i publicznie piętnuje wykładowców oskarżanych o „lewicową propagandę”. Phoenix w Arizonie, 16 września 2025 r. // Fot. Joe Raedle / Getty Images

Amerykanie muszą przyzwyczaić się już nie tylko do strzelanin w szkołach, ale też do ataków na osoby publiczne z użyciem broni palnej. Zamach na Charliego Kirka – aktywistę ruchu MAGA, zastrzelonego na kampusie w Utah – to jedna z wielu takich tragedii.

Spójrzmy na kalendarz. W 2024 r. doszło do dwóch prób zamachu na Trumpa. Za pierwszym razem niewiele brakowało, by zginął. W grudniu na Manhattanie zastrzelono Briana Thompsona, prezesa znienawidzonej przez wielu Amerykanów firmy ubezpieczeniowej UnitedHealthcare. Thompson, tak jak Kirk, osierocił dwoje dzieci.

Z kolei w czerwcu zginęła prominentna polityczka Partii Demokratycznej z Minnesoty, Melissa Hortman. Kobietę i jej męża zastrzelono w domu. Godzinę wcześniej zamachowiec wtargnął do domu innego polityka, tym razem skończyło się na ranach postrzałowych.

Administracja Trumpa wykorzystuje śmierć Kirka

Zabójstwo w Minnesocie umknęło w zalewie bieżących newsów. Zabójstwo 31-letniego Kirka, sojusznika Trumpa, jest jak polityczny dynamit, który rozsadza Amerykę.

Tuż po zamachu, gdy tożsamość i motywy sprawcy nie były jeszcze znane, winą za to zabójstwo Trump obciążył radykalną lewicę i obiecał, że weźmie się za organizacje rzekomo „finansujące” przemoc polityczną. To wzbudziło obawy, że chce wykorzystać sytuację, by dobrać się do fundacji i darczyńców wspierających Partię Demokratyczną.

Trzy dni po zamachu Trump mówił w wywiadzie dla NBC News, że należy wsadzić za kraty George’a Sorosa, czołowego darczyńcę Demokratów i założyciela organizacji Open Society Foundations. 

Do „przyjrzenia się” progresywnym organizacjom, np. czy słusznie korzystają ze zwolnień podatkowych, nawołują też wiceprezydent J.D. Vance i republikańscy kongresmeni. W pierwszych godzinach po zamachu emocje podkręcał Elon Musk, pisząc na platformie X, że „lewica jest partią śmierci”.

Amerykańska prawica na celownik wzięła też tych, którzy w social mediach krytykowali Kirka, znanego z kontrowersyjnych wypowiedzi, lub wręcz cieszyli się z jego śmierci. Reuters donosi, że pod dyktando sekretarza obrony Pete’a Hegsetha działania dyscyplinarne podjęto wobec żołnierzy. Za posty krytykujące Kirka konsekwencje miały dotknąć też agenta Secret Service, służby chroniącej najważniejsze osoby w państwie.

Z kolei sekretarz stanu Marco Rubio zapowiedział, że władze będą anulować wizy i deportować obcokrajowców, którzy pisali w sieci, że Kirk zasłużył na swój los. To przypomina działania administracji wiosną, gdy na celownik wzięto propalestyńskich aktywistów studiujących na uczelniach w USA.

Ogólnokrajowa nagonka na krytyków Kirka

Polowanie rozlało się na cały kraj. Już w pierwszych godzinach po zamachu ktoś uruchomił stronę internetową o nazwie Charlie Kirk Data Foundation, za pośrednictwem której można przekazywać informacje o osobach publikujących w sieci niepochlebne treści.

Za krytyczne posty pracę tracić zaczęli nauczyciele, wykładowcy uniwersyteccy, lekarze, a nawet analityk giełdowy oraz marketingowiec zespołu futbolu amerykańskiego Carolina Panthers. Ten ostatni napisał na Instagramie: „Dlaczego jesteście wszyscy smutni? Wasz człowiek mówił, że to jest tego warte…”.

Komentarz ten odnosił się do słów samego Kirka, który w kwietniu 2023 r. stwierdził, że prawo do posiadania broni palnej warto przypłacić śmiercią ofiar strzelanin.

Ofiarą nagonki padł też prezenter i komik Jimmy Kimmel. Jego program w stacji ABC zawieszono po tym, jak powiedział na antenie, że ludzie z ruchu MAGA zbijają polityczny kapitał na zabójstwie Kirka. Władze ABC odsunęły go, gdy kierownictwo regulatora rynku mediów zagroziło, iż odbierze koncesje lokalnym stacjom, jeśli nie przestaną emitować jego programu. To nie pierwszy raz, gdy administracja Trumpa w ten sposób zastrasza media i podważa wolność słowa.

W międzyczasie wśród Demokratów pojawiła się interpretacja, że Kimmel stracił pracę z innego powodu, a jego obecna wypowiedź to pretekst. Być może chodziło o to, że ostatnio często podejmował na antenie temat powiązań Trumpa z Jeffreyem Epsteinem, skazanym za przestępstwa seksualne. Prezydent już w lipcu sugerował, że Kimmel powinien stracić pracę.

Charlie Kirk był ikoną amerykańskiej prawicy

Charlie Kirk był gwiazdą prawicy. Jako podkaster i założyciel Turning Point USA (organizacji mającej mobilizować młodych wyborców na uczelniach) słynął z ataków na imigrantów i osoby transpłciowe. Sugerował, że Afroamerykanie sieją ferment w miastach, a „islam to miecz, którym lewica podrzyna Ameryce gardło”.

Aktywność Kirka to kwintesencja stylu działania ludzi z ruchu MAGA, gdzie populizm i teorie spiskowe zbiegają się z ogromnymi zasięgami w social mediach. Był on przy tym mistrzem podsycania wojen kulturowych na kampusach. Powtarzał, że uczelnie są zbyt liberalne i niesłusznie wyrównują szanse mniejszości etnicznych przy rekrutacji.

W lipcu 2023 r. zasugerował, że znane czarnoskóre Amerykanki – m.in. była pierwsza dama Michelle Obama i Ketanji Brown Jackson, liberalna sędzia z Sądu Najwyższego – nie są zbyt lotne i nie zaszłyby tak daleko, gdyby nie uczelniana polityka afirmatywna.

Kirk stosował podobne modus operandi co dziś ci, którzy piętnują publicznie jego krytyków. W 2016 r. organizacja Turning Point USA założyła stronę Professor Watchlist, gdzie konserwatywni studenci mogli zgłaszać nazwiska wykładowców oskarżanych o szerzenie „lewicowej propagandy”.

Już wtedy wspierał Trumpa w jego pierwszej walce o Biały Dom. Osiem lat później odegrał kluczową rolę w pozyskaniu dla niego młodych wyborców. To on miał lobbować, by kandydatem Trumpa  na wiceprezydenta został Vance. Przemawiał na styczniowej inauguracji i często gościł w Białym Domu.

Polityczna przemoc dotyka polityków z obu stron

Zasłużony dla obozu Trumpa, po śmierci doczekał się hołdu na antenie własnego podkastu „The Charlie Kirk Show”. Kilka dni po zamachu dwugodzinny program poprowadził osobiście wiceprezydent Vance w towarzystwie ludzi z otoczenia Trumpa. Ci powtarzali, że winni śmierci Kirka są lewicowi radykałowie.

Vance przekonywał, że przemoc polityczna to głównie problem amerykańskich liberałów. Zignorował fakt, że trzy miesiące wcześniej w Minnesocie zginęli wspomniana polityczka Demokratów i jej mąż.

Wcześniej, w kwietniu, podpalono dom gubernatora Pensylwanii Josha Shapiro, również z Partii Demokratycznej. Aresztowany mężczyzna, mający problemy psychiczne, stwierdził, iż nie chciał dopuścić, by Shapiro, który od wybuchu wojny w Gazie wypowiadał się po stronie Izraela, przyczynił się do śmierci kolejnych Palestyńczyków.

Jeszcze wcześniej, w 2022 r., wyznawca prawicowych teorii spiskowych wtargnął do domu byłej już spikerki Izby Reprezentantów Nancy Pelosi i uderzył jej męża młotkiem w głowę. Vance „zapomniał” też o szturmie na Kapitol, gdy 6 stycznia 2021 r. sympatycy Trumpa zakłócili procedurę zatwierdzania wyborczego zwycięstwa Joego Bidena.

„Nasz kraj jest jak beczka prochu” – tak wydarzenia po śmierci Kirka komentuje w rozmowie z „New York Timesem” politolog Robert Pape. Ten autor badań nad przemocą polityczną w USA już w czerwcu przestrzegał, że po dojściu Trumpa do władzy problem ten zaczął narastać w alarmującym tempie.

Zwolennicy Demokratów i Republikanów akceptują użycie siły

Przy czym problem dotyczy obu stron politycznej barykady. Pape’a zaniepokoiły zwłaszcza wyniki badania, według którego ok. 40 proc. Demokratów popiera użycie siły w celu obalenia Trumpa. Z kolei ok. 25 proc. Republikanów popiera użycie wojska do tłumienia protestów przeciw jego polityce. 

„Te liczby wzrosły ponad dwukrotnie od jesieni 2024 r., gdy prowadziliśmy podobne badanie” – pisał Pape w czerwcu na łamach „NYT”.

Obawy Pape’a znajdują dziś potwierdzenie także w osobie Tylera Robinsona – 22-latka z Utah, oskarżonego o zabójstwo Kirka. Obrazują klimat w USA. W esemesach ujawnionych przez prokuraturę Robinson pisał do transpłciowego partnera, że ma dość nienawiści podsycanej przez Kirka, i że „pewnej nienawiści nie się wyeliminować negocjacjami”.

Jego matka miała zeznać, że Tyler – wychowany w rodzinie zdeklarowanych Republikanów – w ostatnim roku zaczął „skręcać” na lewo z naciskiem na sprawy osób LGBT.

Kirk dostał kulę w szyję w chwili, gdy podczas spotkania ze studentami na kampusie w Utah odpowiadał na pytanie, ilu było transpłciowych sprawców masowych strzelanin w ciągu ostatniej dekady.

Po zamachu niektórzy internauci pisali, że Kirk dostał to, na co zasłużył. Porównywano go do Hitlera i Goebbelsa, twórcy propagandy III Rzeszy. „O jednego nazistę mniej” – miał napisać nauczyciel z Iowa. Został wysłany na przymusowy urlop.

Zabójstwo Kirka ma pomóc Republikanom w wyborach

Wielu obserwatorów przestrzega, że dzisiejsze nastroje przypominają lata 60. XX w., gdy w dobie gwałtownych przemian społecznych w zamachach zginęli prezydent John F. Kennedy i lider ruchu praw obywatelskich Martin Luther King Junior. Z tą jednak różnicą, że dziś przemoc polityczna ma o wiele większe podglebie – syci się emocjami i teoriami spiskowymi w social mediach oraz ekstremalną polaryzacją polityczną.

Pokazują to także sceny z Kapitolu 10 września. Tuż po minucie ciszy, upamiętniającej Kirka, politycy zaczęli się nawzajem przekrzykiwać. Poszło o propozycję republikańskiej kongresmenki Lauren Boebert, aby odmówić za Kirka modlitwę, co storpedowali niektórzy Demokraci. Po czym od innej kongresmenki usłyszeli, że to oni są winni śmierci Kirka.

Problem w tym, że i jedni, i drudzy podsycają lęki i podziały. Podczas ostatniej kampanii prezydenckiej Demokraci straszyli, że Trump to faszysta. Z kolei on zbijał kapitał na wizerunku zaszczutego męczennika. Dziś takim męczennikiem, który ma pomóc Republikanom wygrać przyszłoroczne wybory do Kongresu, staje się Charlie Kirk.

Gdzieś po drodze politykom umknęli zwykli Amerykanie, którzy na to patrzą i łapią się za głowę.

Autorka jest dziennikarką „Press” i byłą korespondentką w USA. Stale współpracuje z „TP”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Na beczce prochu