Pomógł aliantom zbombardować niemiecką fabrykę paliw. Zginął tuż przed końcem wojny

Zanim został człowiekiem polskiego wywiadu, Leon Sowiński był kupcem z Pomorza, mężem i ojcem dwóch synów. Okupacja wciągnęła go w działalność, za którą płaciło się życiem.
Czyta się kilka minut
Leon Sowiński z żoną Marią, zdjęcie ślubne, 1939 r. // Archiwum rodzinne Christiana i Jerzego Sowińskich
Leon Sowiński z żoną Marią, zdjęcie ślubne, 1939 r. // Archiwum rodzinne Christiana i Jerzego Sowińskich

Czwartego dnia ofensywy, 19 kwietnia 1945 r., wojska sowieckie przełamują linię niemieckiej obrony przed Berlinem na wzgórzach Seelow. Następnego zaczynają artyleryjski ostrzał miasta. Także tego dnia, w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy, odbywa się przyjęcie z okazji 56. urodzin Hitlera. W noc poprzedzającą Führer przekazuje dowódcy berlińskiego okręgu hasło „Cytadela”: znak do ogłoszenia stanu alarmowego najwyższego stopnia.

W tle tych wydarzeń rozgrywa się dramat czterech członków polskiego ruchu oporu, osadzonych w więzieniu Brandenburg-Görden koło Berlina. Niemiecki sąd skazał ich na śmierć. Jednym z nich jest Leon Sowiński.

O takich jak on historycy napiszą potem, że byli „oczami aliantów”. Ludzie pracujący w polskim wywiadzie, który działał w całej okupowanej Europie i Afryce Północnej, wpłynęli na przebieg II wojny światowej. Z owoców pracy Oddziału II i wywiadu AK korzystali Brytyjczycy i Amerykanie. Pod koniec lat 90. XX w. Jan Nowak-Jeziorański powie, że bez nich ta wojna mogła trwać rok lub dwa dłużej.

To opowieść o jednym z nich.

Uruchamianie odtwarzacza...

Młodość Leona Sowińskiego

Rodzi się jako poddany pruski: w Chełmnie, na sześć lat przed wybuchem I wojny światowej. W 1923 r., już obywatel młodej II RP, zaraz po szkole podejmuje pracę w sklepie „Bławaty-Konfekcja” Edmunda Krywalda. Wpierw jako praktykant, potem ekspedient i dekorator. Równolegle uczęszcza na kurs księgowości, by wkrótce zająć się też prowadzeniem ksiąg handlowych. 

Zwalnia się na własną prośbę. W świadectwie pracy właściciel pisze: „Pan Sowiński zdobył sobie moje pełne zaufanie, które umiał do ostatniej chwili jego współpracy zachować, był żytelny, pilny i mogę wymienionego, jako dzielnego i sumiennego ekspedienta polecić. W czasie swej bytności u mnie zachował się p. Sowiński beznagannie” (pisownia oryginalna).

18-letni Leon przeprowadza się do Kościerzyny i zatrudnia w Domach Towarowych Bronisława Drawskiego. Jest ekspedientem, później kierownikiem. Równocześnie znów się uczy: eksternistycznie, w tutejszej Szkole Handlowej.

Gdynia lat 30. kusi ludzi przedsiębiorczych

Zachowało się zdjęcie Leona z tego czasu. W dwurzędowym płaszczu z futrzanym kołnierzem i kapeluszu typu homburg, mimo młodego wieku sprawia wrażenie człowieka już dojrzałego.

Leon Sowiński w Kościerzynie, 1927 r. // Archiwum rodzinne Christiana i Jerzego Sowińskich

W następnych latach rozwija handlowe doświadczenie w kolejnych miejscach, m.in. jako kierownik w sklepie bławatnym „Bazar” w Starej Kiszewie. 

W 1931 r. zostaje powołany do 64. Pułku Piechoty w Grudziądzu.  Po odbyciu służby wraca do Kościerzyny i znów zatrudnia się w Domach Towarowych Drawskiego. Pracuje tam do połowy 1934 r., gdy ulega pokusie, jaką jest prężnie rozwijająca się Gdynia.

W tym to roku Antoni Sobański pisze w „Wiadomościach Literackich”, że „Gdynia jest miastem naprawdę młodym: miastem ludzi młodych, miastem męskim; miastem ludzi zdrowych, bo muszą wytrzymać ciężką pracę, a przedsiębiorczością już się wykazali”.

Puck, małżeństwo i plany przerwane przez wojnę

Pryncypałowi Leon tłumaczy, że chce „polepszyć swój byt”, a Drawski w świadectwie pracy pisze, że może „gorąco polecić” Sowińskiego jako „jednego z najlepszych współpracowników dzisiejszej młodzieży kupieckiej”. Ułatwia to zapewne uzyskanie posady kierownika w gdyńskim Domu Towarowym przy ul. Świętojańskiej. 

Ale Leon pracuje tu tylko trzy miesiące. Duch miejsca wzbudza w nim zapał do pójścia na swoje. Z przyjacielem Maksem Olbrachtem-Prądzyńskim zakładają w lutym 1935 r. sklep bławatny w miejscowości Starzyno w powiecie puckim.

Zatrudniona w sklepie przez Leona jego siostra Wanda i Maks zakochują się w sobie. Ślub biorą w 1938 r. W tym samym roku wspólnicy otwierają kolejny sklep, w Pucku. Zarządza nim Leon, a szwagier kieruje tym w Starzynie.

Sklep Leona Sowińskiego i jego wspólnika Maksa Olbrachta-Prądzyńskiego. Starzyno, druga połowa lat 30. // Archiwum rodzinne Christiana i Jerzego Sowińskich

Na ślubie siostry u boku Leona obecna jest narzeczona: Maria Krausówna. Po kądzieli pochodzi z rodziny Żelewskich, szeroko na Kaszubach rozgałęzionej. Jej ojciec ma w Pucku hotel (najstarszy w mieście), restaurację i skład kolonialny.

Leon i Maria biorą ślub w kwietniu 1939 r. w kościele w Ryńsku. Proboszczem jest tu krewny Marii: ks. Feliks Otto Bach Żelewski (w 1901 r., w toruńskim procesie tajnego związku Filomatów Pomorskich, sąd zakazał mu studiowania na pruskich uczelniach; studia teologiczne kończył we Lwowie). Młodzi zamieszkują przy puckim Rynku w kamienicy, w której Leon prowadzi sklep.

1939: obrona Kępy Oksywskiej

Pod koniec sierpnia Leon zostaje zmobilizowany: do V baonu Obrony Narodowej, który należy do Oddziału Wydzielonego „Wejherowo”. Jego zadaniem jest obrona dostępu do Kępy Oksywskiej. W planach Kępa ma być bastionem, który nie dopuści Niemców do gdyńskich portów. Obrona przewidziana jest na góra siedem dni, w czasie których spodziewana jest aliancka pomoc. 

Ta nie nadchodzi. Napór wroga zmusza polskie oddziały do cofania się, zaczyna brakować amunicji. Batalion Leona traci ponad połowę stanu osobowego.

W nocy 10 września dowódca OW „Wejherowo” zarządza opuszczenie pozycji i odwrót na Kępę Oksywską. 14 września Niemcy zajmują Gdynię. Kępa jest ostrzeliwana przez artylerię i lotnictwo, jej obrońcy ponoszą duże straty. 18 września w Suchym Dworze (Gdynia Pogórze) Leon dostaje się do niewoli.

Tego samego dnia zaczyna się ostrzał Kępy Oksywskiej przez pancerniki „Schleswig-Holstein” i „Schleisen”. Nazajutrz płk Stanisław Dąbek, dowódca lądowej obrony wybrzeża, uznaje dalszy rozlew krwi za bezcelowy. Nakazuje zaprzestać walki i odbiera sobie życie.

Leon i Maks wyboru dokonali przez losowanie

Nie udało się dotąd ustalić, w którym z obozów jenieckich, Stargardzie Szczecińskim czy Dobiegniewie, przebywał Leon. Wiadomo, że w którymś z nich spotkał się z Maksem, który dostał się do niewoli na Półwyspie Helskim. 

Wspólnicy szukają wyjścia z krytycznej sytuacji. Uzgadniają, że jeden wybierze pracę przymusową w wyznaczonym przez Niemców miejscu, a drugi podpisze Volkslistę, co umożliwi mu powrót do domu. Ustalają, że jeśli jeden zginie, drugi zaopiekuje się jego rodziną.

Wyboru dokonują przez losowanie. Leonowi przypada praca przymusowa. Odpowiada mu to, w Pucku woli się nie pojawiać. Był członkiem Polskiego Związku Zachodniego i boi się represji. Maks podpisuje Volkslistę (w 1942 r. trafi do Wehrmachtu, przeżyje wojnę).

W lipcu 1940 r. Leon dostaje nakaz pracy w tartaku w Falkenwalde (dziś Tanowo koło Polic). Poruszać może się tylko na odległość 100 km, na dalsze wyjazdy musi uzyskać przepustkę.

Maria Sowińska z synami, Jerzym i Christianem, 1943 r. // Archiwum rodzinne Christiana i Jerzego Sowińskich

Maria odnalazła męża jeszcze w obozie przejściowym w Gdyni. Widziała go wtedy jedynie z daleka. Później odszukała go w kolejnym obozie, gdzie mogli porozmawiać przez druty. Zaraz po tym, gdy Leona zwolniono z niewoli, Maria przyjeżdża do Falkenwalde i mieszka tam jakiś czas, wynajmuje pokój u starszego niemieckiego małżeństwa. Owocem tego pobytu są narodziny syna Jerzego w 1941 r.

Leon stara się o przepustki i parokrotnie odwiedza rodzinę w Pucku. Kolejny syn, Christian, rodzi się w 1943 r.

Leon Sowiński w polskim podziemiu

Wiele lat później Christian poświęci dużo czasu na rekonstruowanie historii ojca. W poszukiwaniach trafi na ślady, że już od połowy 1940 r. Leon brał udział w podziemnym wywiadzie. W takiej działalności obowiązuje tajemnica najwyższa, liczba źródeł jest skąpa. Nie sposób ustalić, dla której z podziemnych organizacji pracował.

Na Pomorzu jest ich kilka: Miecz i Pług, Związek Jaszczurczy, Gryf Pomorski i Związek Walki Zbrojnej / Armia Krajowa. W wywiadzie AK dalekiego zasięgu o kryptonimie „Stragan” (potem „Lombard”) działa sieć „Bałtyk”, obejmująca Pomorze. Z kolei organizacja Odra składa się z jeńców i robotników przymusowych (struktury te ze sobą współpracują).

Jest też kilka drobnych grup. Duże organizacje nie włączają ich do swych struktur, a tylko wprowadzają do nich osobę, która nie wyjawia swej faktycznej przynależności.

Antoni Lesner, który zetknął się wtedy z Leonem, pracował przymusowo w stoczni Oderwerke w Szczecinie, a później w zakładach sąsiadujących ze stocznią Vulcan. Wedle jego relacji „Sowiński wypytywał (...) gdzie pracuję, co robię. Postawił jeden warunek: nic nie notować, wszystko »zapisywać« w pamięci. A więc: jakie typy jednostek budujemy lub remontujemy, jakie części i dokąd są wysyłane, jakie są nastroje wśród Niemców”.

Polski wywiad i fabryka w Policach

Pod koniec 1943 r. z Leonem kontaktuje się mąż jednej z sióstr jego żony – inżynier Aleksy Jendryczka, szef grupy wywiadowczej Miecza i Pługa. Jest też świeżo zaprzysiężonym członkiem „Lombardu” w sieci „Bałtyk” (to podgrupa „Bałtyk-303” dostarczy aliantom informacje o produkcji „cudownej broni” V-1 i V-2 w Peenemünde).

Jendryczka, który używa pseudonimu „Pomorski”, dopiero co uciekł znad jeziora Ilmień w Rosji, gdzie w Organisation Todt zajmował się melioracją. Podziemie finguje jego śmierć. Jego zadaniem na Wybrzeżu jest nawiązanie kontaktu z polską siatką ze Szczecina, obserwacja portów oraz rozpracowanie zakładów produkcyjnych i baz materiałów pędnych. Wśród jego współpracowników jest Franciszek Szornak z Wejherowa, szwagier żony Leona.

Leon Sowiński z żoną Marią (stoją) oraz Aleksy Jendryczka i jego żona Gertruda w Gdyni, 1939 r. // Archiwum rodzinne Christiana i Jerzego Sowińskich

Blisko miejsca pracy Leona leżą Police, gdzie jest fabryka paliw syntetycznych. O znaczeniu strategicznym: Niemcy nie mają złóż ropy, a wojna pożera olbrzymie ilości paliwa. Z pomocą siatki, w którą zaangażowany jest Leon i członkowie innych struktur, Jendryczka rozpoznaje fabrykę. Operacja ma kryptonim „Synteza”. Efekty rozpoznania trafiają, przez Gdynię i Szwecję, do aliantów, którzy wiosną 1944 r. skutecznie bombardują fabrykę.

Aresztowanie i śledztwo: „Był bardzo zmieniony”

W kwietniu 1944 r. w punkcie kontaktowym w Warszawie, w którym Gestapo urządza „kocioł”, zostaje aresztowany Jendryczka. Snuto domysły, co było powodem wpadki. Wiadomo, że tuż przedtem w pociągu Szczecin-Warszawa ujęto kuriera organizacji, która współpracowała z Jendryczką. Rozpoznanie kurierów i łączników, a następnie ich śledzenie było ważną metodą rozpracowania podziemia.

Mają miejsce kolejne aresztowania. Leon zostaje zatrzymany na dworcu w Pucku. W obecności Marii, która odprowadza go do pociągu: po odwiedzeniu rodziny miał wracać do Falkenwalde.

Jest więziony w Szczecinie. Marii pozwolono na krótkie widzenie z nim. „Był bardzo zmieniony – relacjonowała później – nie poznałam go, miał wiele siwych włosów, był mało kontaktowy, spytał jedynie o dzieci, czy mamy z czego żyć”.

Maria jest przesłuchiwana. Nie zostaje aresztowana, ale musi meldować się w puckiej policji. Aby ratować męża, pisze list do SS-Obergruppenführera Ericha von dem Bach-Zelewskiego, jej dalekiego krewnego. Ten odpowiada, że „polskim świniom” nie pomaga.

Ostatnie egzekucje w Brandenburg-Görden

19 stycznia 1945 r. do Trybunału Ludowego w Berlinie trafia akt oskarżenia wobec siedmiu Polaków. Pięciu, w tym Leon, odpowiada za szpiegostwo i zdradę (są uznawani za obywateli Rzeszy), a dwaj za to, że nie powiadomili władz o przestępstwie.

Rozprawa ma miejsce 2 lutego. Następnego dnia sąd wydaje wyrok: Sowińskiego, Jendryczkę, jego żonę Gertrudę oraz Alfonsa Warszczyńskiego i Adama Sobolewskiego skazuje na śmierć, a Szornaka i Ludwika Lietza na 7 lat więzienia. Prośba Leona o ułaskawienie zostaje odrzucona. W marcu trafia do więzienia Brandenburg-Görden.

Zgodnie z niemieckim prawem egzekucję można wykonać po stu dniach od uprawomocnienia się wyroku. Ale wobec nadchodzącej klęski procedury nie mają znaczenia. 20 kwietnia w więzieniu zjawia się, mimo trwającego nalotu, dwóch wysłanników Trybunału z nakazem egzekucji. Prócz czterech Polaków dotyczy on też paru innych skazańców. 

Wszystko odbywa się w makabrycznym pośpiechu. Każda z egzekucji, przez ścięcie na gilotynie, trwa dwie minuty zamiast przepisowych pięciu. To ostatnie egzekucje w tym więzieniu. 

Gertruda przeżyje. Osadzona w więzieniu dla kobiet w Berlinie, ocaleje.

Dopiero w 1985 r. Bundestag wydaje uchwałę, w której wyrokom Trybunału Ludowego odebrana zostaje moc prawna. W 1998 r. ustawa uchyla wszystkie narodowosocjalistyczne wyroki jako niesprawiedliwe.

Korzystałem z publikacji Christiana Sowińskiego „Historie rodzinne po mieczu i kądzieli”. Profesorowi Jerzemu Sowińskiemu dziękuję za jej udostępnienie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Za cenę życia