Z punktu widzenia Londynu najważniejsze jest jedno: brytyjskiemu rządowi udało się umocnić dobre relacje z Trumpem i współpracę gospodarczą USA z Wielką Brytanią – co dziś nie jest przecież oczywiste.
Pierwszego dnia prezydent był goszczony przez króla Karola III na zamku Windsor, z dala od tych, którzy na ulicach Londynu protestowali przeciw jego wizycie (wiwatujących tłumów trudno byłoby się zresztą spodziewać – według sondażu YouGov przeciwnych zaproszeniu Trumpa było aż 45 proc. ankietowanych).
Królewska soft power wobec Donalda Trumpa
Słabość Trumpa do rodziny królewskiej nie jest tajemnicą. Wyjątkowa – nawet jak na standardy brytyjskie – pompa, z jaką go przyjęto, miała zapewne wprowadzić go w dobry nastrój przed rozmowami politycznymi i gospodarczymi.
Zamysł użycia królewskiej soft power najwyraźniej się powiódł, bo kolejnego dnia, podczas spotkania w Chequers – wiejskiej rezydencji premiera – Trump i szef brytyjskiego rządu Keir Starmer byli w znakomitych humorach.
Ogłosili podpisanie wartego miliardy funtów tzw. Tech Prosperity Deal, czyli umowy o współpracy Wielkiej Brytanii i Stanów w takich obszarach jak sztuczna inteligencja, komputery kwantowe i energetyka jądrowa. Zapowiedziano też wiele inwestycji firm technologicznych z USA, w tym Microsoftu, w Wielkiej Brytanii. Choć ceł nałożonych na brytyjską stal nie udało się na razie obniżyć.
Premier Starmer uprzejmie słuchał rad prezydenta USA
Obaj przywódcy nie szczędzili sobie komplementów, a atmosfery na konferencji prasowej nie zburzyły nawet pytania o sprawy, co do których wiadomo, że są tu różnice – jak sytuacja w Strefie Gazy i planowane przez Londyn uznanie palestyńskiej państwowości (może to nastąpić przed 23 września). Starmer uprzejmie wysłuchał też rady Trumpa, by problem nielegalnej imigracji rozwiązać z użyciem wszelakich środków, nawet wojska.
Jeśli chodzi o Ukrainę, to Trump pozwolił sobie na krótkie stwierdzenie: „Putin mnie zawiódł”. Wprawdzie nie oznacza to, że zdecyduje się teraz wywrzeć nacisk na Moskwę i na dalsze sankcje. Tutaj Trump powtórzył to, co mówił wcześniej: że to europejskie kraje powinny zaprzestać kupowania ropy od Rosji i w ten sposób ją osłabić.
Jednak ten osobisty komentarz Trumpa może świadczyć, że jego stosunek do Putina – przed którym wszak niedawno rozwinął czerwony dywan – się zmienia.
Sukces, którego brytyjski premier pilnie potrzebował
Natomiast gdy idzie o dalsze regiony świata, to przywódca USA wspomniał nieoczekiwanie, że Stany będą zabiegać o odzyskanie kontroli nad bazą lotniczą Bagram w Afganistanie (skąd wycofały się latem 2021 r.).
„Jednym z powodów, dla których chcemy ją odzyskać, jest to, że znajduje się godzinę drogi od miejsca, gdzie Chiny produkują broń jądrową” – wyjaśnił.
„Jesteśmy na zawsze ze sobą związani, jesteśmy przyjaciółmi i zawsze nimi będziemy” – podkreślał Trump.
Jasne jest jednak, że prezydent USA podejmuje decyzje bez oglądania się na interesy i opinie swoich „przyjaciół” – i tego Starmer raczej nie zmienił. Może on jednak poczytać wizytę Trumpa za swój sukces: sukces, którego bardzo potrzebował, bo w ostatnich tygodniach jego rządu dotyka kryzys za kryzysem, a notowania spadają.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















