Krążące po sieci filmiki z płonącymi protrumpowskimi bejsbolówkami to dziś symbol gniewu na prezydenta USA. Od kilku tygodni jego fani nie mogą pogodzić się z tym, że Departament Sprawiedliwości i FBI odmówiły ujawnienia kolejnych dokumentów dotyczących Jeffreya Epsteina.
To zmarły w 2019 r. finansista, multimilioner i przestępca seksualny, oskarżany o handel nieletnimi kobietami w celach seksualnych. Należałoby dodać, że to także bohater teorii spiskowych podsycanych przez prawicowych influencerów i wyznawców ruchu QAnon, którzy od lat twierdzą, że Trump to wybranek namaszczony do zwalczania sekretnej siatki pedofilów.
O co chodzi w „sprawie Epsteina”
Dlatego w ruchu MAGA zawrzało, gdy władze potwierdziły wcześniejsze ustalenia, że Jeffrey Epstein zmarł w celi więziennej śmiercią samobójczą (a nie na skutek jakiegoś spisku), i że nie prowadził listy prominentnych klientów, których mógłby szantażować. Departament Sprawiedliwości twierdzi teraz, że „lista Epsteina” nie istnieje, choć szefowa resortu Pam Bondi wcześniej chwaliła się, że lista już czeka na jej biurku.
Sam Trump w trakcie kampanii prezydenckiej obiecywał, że ujawni dokumenty w sprawie Epsteina, co – w myśl teorii spiskowych – miało obnażyć mroczne sekrety elit pociągających za sznurki w Ameryce.
Teraz, gdy Trump nazywa całą sprawę „nudną” i twierdzi, że dokumenty sprawy Epsteina to „wymysł Demokratów”, ruch MAGA spekuluje, czy prezydent nie ma czegoś do ukrycia, i czy sam nie uczestniczy w tuszowaniu wybryków elit.
Niesłabnąca furia ruchu MAGA
Prezydentowi nie pomagają tu doniesienia „Wall Street Journal”: dziennik ten twierdzi, że w 2003 r. Trump napisał urodzinowy liścik do Epsteina. Dziennikarze „WSJ” twierdzą również, iż prezydent już w maju dostał ostrzeżenie, że jego nazwisko figuruje w dokumentach dotyczących finansisty.
Na marginesie: w 1993 r. Trump zaprosił Epsteina na ślub ze swoją drugą żoną Marlą Maples; zdarzało mu się również latać samolotem Epsteina i zapraszać go na imprezy w swojej rezydencji Mar-a-Lago na Florydzie.
W obliczu niesłabnącej furii ruchu MAGA, Departament Sprawiedliwości wezwał sądy federalne do upublicznienia akt w dawnych śledztwach dotyczących Epsteina (sąd na Florydzie już to wykluczył).
Zapewne dla odwrócenia uwagi zaczęto też serwować tematy zastępcze. Upubliczniono akta dotyczące śledztwa w sprawie znienawidzonej przez prawicę Hillary Clinton, byłej rywalki Trumpa w wyborach prezydenckich w 2016 r. Światło dziennie ujrzały też tysiące akt dotyczących zabójstwa lidera ruchu praw obywatelskich Martina Luthera Kinga Jr. w 1968 r. Jego śmierć od dekad jest pożywką dla różnej maści teorii spiskowych.
Demokraci mają nadzieję, że skorzystają na kryzysie wizerunkowym Trumpa
„Podrzucanie kawałków czerwonego mięsa nie wystarczy. Ludzie chcą pełnej kolacji ze stekiem” – tak skwitowała te działania radykalna republikańska kongresmenka Marjorie Taylor Greene.
Do upublicznienia dokumentów w sprawie Epsteina nawoływali też inni prominentni Republikanie, w tym spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson. Ten ostatecznie poszedł na rękę Trumpowi, przyspieszając wakacyjną przerwę w obradach Kongresu. Wszystko po to, aby utrudnić Demokratom walkę o ujawnienie dokumentów. Ci aż zacierają ręce, by skorzystać na kryzysie wizerunkowym Trumpa.
W tej całej sprawie trudno nie zgodzić się z kongresmenką Taylor Greene: nie można karmić ludzi teoriami o „głębokim państwie”, skradzionych wyborach i intrygach elit, a potem chować głowę w piasek. Trump wpadł we własne sidła i po raz pierwszy od niemal dekady poczuł, że nie jest wobec ruchu MAGA nietykalny.
Pytanie, czy prezydent zdoła coś wymyślić, by udobruchać swoich rozczarowanych wyznawców – i nie zaszkodzić Republikanom w przyszłorocznych wyborach do Kongresu. Przydałaby mu się teraz kolejna chwytliwa teoria spiskowa.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















