Przepis na udaną rozmowę. Tischner go znał

Tischner nie tyle odpowiadał na zadawane pytania, co wsłuchiwał się w człowieka, który przyszedł z własnymi wątpliwościami, problemami, radościami i złościami.
Czyta się kilka minut
Ksiądz Józef Tischner, 1997 r. // Fot. Wojciech Druszcz / Agencja Wyborcza.pl
Ksiądz Józef Tischner, 1997 r. // Fot. Wojciech Druszcz / Agencja Wyborcza.pl

Przyszłość chrześcijaństwa, religia w szkole, relacje państwo-Kościół, dziedzictwo PRL-u, ciało i jego miejsce w kulturze, istota dialogu – to tematy rozmów wybranych do tomu „Tischner. Rozmowy z mistrzem”. Jak podkreśla w posłowiu autor wyboru Wojciech Bonowicz, jedenaście prezentowanych wywiadów to tylko cząstka medialnej aktywności Tischnera w latach 90., która jednak daje „wgląd w to, jak myślał i jak rozmawiał”.

Filozofia zrodzona ze spotkania

Kilkanaście lat temu podczas Dni Tischnerowskich prof. Władysław Stróżewski wspominał, że wspólnym źródłem myślenia filozoficznego dla niego i dla Tischnera było seminarium Romana Ingardena. Wybitny filozof stosował zasadę, że „w dyskusji trzeba umieć zawieszać własne przekonania, żeby lepiej dosłyszeć głos drugiej strony”. Wywiady medialne nie są wprawdzie filozoficznymi dysputami, widać w nich jednak, że Tischner wcielał w życie tę regułę. „Cała jego filozofia, nazwana przezeń filozofią dramatu, narodziła się z rozmowy i w stronę rozmowy zmierzała” – podkreśla Bonowicz.

W relacji z dziennikarzem Tischner nie tyle więc odpowiadał na pytania, co wchodził w dialog, wsłuchiwał się w rozmówcę, który przyszedł z własnymi wątpliwościami, problemami, radościami i złościami. W rezultacie każda z rozmów stawała się spotkaniem – i to bez względu na to, czy dziennikarze przyszli wyposażeni w cytaty z Miłosza i zadawali pytania z poziomu „meta”, czy też prowadzili „przepytywankę” za pomocą sporządzonej w pośpiechu listy podstawowych zagadnień.

Domniemanie uczciwości jako podstawowy warunek

Ta książka jest więc o dialogu. Wspomniany na początku katalog tematów jest w jakimś sensie drugorzędny – szczególnie, że część z nich, głównie tych społecznych, nieco się zdezaktualizowała. Warto jednak spojrzeć na nie jak na pretekst do podpatrzenia samego Tischnera, zwłaszcza że niektórzy jego rozmówcy byli do niego nastawieni krytycznie. Wysłuchawszy długiego pytania, zaopatrzonego w wyrazistą tezę, Tischner zaczyna odpowiedź od słów: „Myślę, że trzeba widzieć tę sprawę w szerszym tle…”.

Jakie zatem warunki są konieczne, by spotkanie się udało? Po pierwsze: założenie, że rozmówca ma czyste intencje. „Nadszedł właśnie czas przekraczania barier między ludźmi myślącymi inaczej – mówi Tischner. – Warunkiem powodzenia jest domniemanie o uczciwości człowieka, z którym się rozmawia”. Bo „drugi człowiek może błądzić, ale fakt, że w tym błądzeniu jest uczciwy, w zupełności wystarcza, by przekroczyć barierę i zaprosić go, aby on też przekroczył swoją barierę. To szczególnie pilna potrzeba w kraju, w którym słychać wiele równoległych monologów, wypowiadanych przez ludzi niesłyszących siebie nawzajem”.

Przekraczać własne społeczne bańki

Po drugie: elastyczność. Na zarzut, że udzielił wywiadu tygodnikowi „Wprost”, wtedy traktowanemu jako organ postkomunistów, Tischner odpowiada: „Z takimi odczuciami stykam się bardzo często. Tak się złożyło, że moja pozycja polega między innymi na przekraczaniu pewnych schematów: ni stąd, ni zowąd pojawiam się jak filip z konopi w miejscach najmniej oczekiwanych”.

Nieraz wymagało to od filozofa poświęceń. Wspominał: „Kiedyś strasznie się złościłem, że muszę równocześnie robić filozofię i duszpasterzować (...). Teraz widzę, że była to jedna z moich wartości; siedząc w bibliotekach, uschnąłbym, robiąc filozofię dla wyimaginowanego człowieka. A tak musiałem się konfrontować z człowiekiem umierającym, człowiekiem zdradzonym, z dzieckiem, które miało kłopoty z rodzicami. Nieustannie musiałem naginać transcendentalną teorię konstytucji Husserla do potrzeb Marysi czy Kasi w przedszkolu”.

Szukać odpowiedzi razem z drugim człowiekiem

„Mądrość Tischnera – pisze Bonowicz – polega na takim prowadzeniu rozmowy, żeby zamiast dostarczania rozmówcom pewnych gotowych schematów, szukać razem z nimi”. Przestaje być istotne, kto tu z kim „prowadzi rozmowę”, kto do kogo przyszedł, a nawet – czego konkretnie chciał się dowiedzieć. Tischner powiedział kiedyś, że stara się „sprytem i doświadczeniem manipulować mediami, żeby zawsze przemycić to, co istotne”.

Słowo „manipulacja” nie brzmi dziś dobrze – jasne jest, że Tischnerowi chodzi raczej o towarzyszenie, o którym tyle mówił (za św. Ignacym) papież Franciszek. Nie o wyłożenie jedynie słusznych poglądów do przyswojenia – ale o pomoc drugiemu w postawieniu sobie naprawdę istotnych pytań. I nieważne, czy odpowiedź padnie od razu, czy też trzeba będzie dłużej jej poszukać.


TISCHNER. ROZMOWY Z MISTRZEM, wybór i opracowanie Wojciech Bonowicz, Wydawnictwo Znak, Kraków 2025 // materiały prasowe

TISCHNER. ROZMOWY Z MISTRZEM, wybór i opracowanie Wojciech Bonowicz, Wydawnictwo Znak, Kraków 2025

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Przepis na rozmowę

Artykuł pochodzi z dodatku 25 lat bez Tischnera