Podczas czwartkowego posiedzenia Państwowej Komisji Wyborczej nie doszło do ustalenia wspólnego stanowiska w sprawie (ewentualnego) udzielenia odpowiedzi na pytania ministra finansów. Dopiero za tydzień mają być gotowe dwie wersje stanowiska w tej kwestii, ale na razie nic nie wskazuje, by PKW zdecydowała po myśli rządu i zasugerowała brak wypłaty dla PiS. Za takim rozwiązaniem był – wedle najlepiej dotychczas poinformowanych dziennikarzy money.pl – w zasadzie tylko przedstawiciel lewicy, Ryszard Kalisz.
Gdzie utknęła decyzja o wypłacie dla PiS
Dzień przed posiedzeniem przewodniczący PKW Sylwester Marciniak poinformował ministra finansów Andrzeja Domańskiego, że nie widzi podstaw do przyjęcia uchwały doprecyzowującej stanowisko Komisji z 30 grudnia 2024 r., które w praktyce nakazywało przelanie dotacji i subwencji na konto PiS. Wedle przedstawiciela rządu kluczowa decyzja PKW jest jednak nieprecyzyjna i wewnętrznie sprzeczna. Dlatego Domański poprosił o jasną wykładnię uchwały, na co szef PKW odpowiedział prośbą o wskazanie podstawy prawnej wniosku ministra. To nie były jedyne stanowiska w tej sprawie, ale cytowanie kolejnych tylko gmatwałoby opis problemu. Faktem jest, że w PKW na pewno nie będzie reasumpcji, czyli ponownego głosowania w sprawie funduszy dla partii Jarosława Kaczyńskiego. Na razie będzie musiała zadowolić się składkami od działaczy i sympatyków.
Były szef PKW Wojciech Harmeliński uważa, że „to przerzucanie się listami jest po prostu kuriozalne”, ale zarazem nie dziwi się przedstawicielowi rządu, iż zadaje kolejne pytania, gdyż sam uważa, że Komisja zamiast podjąć klarowną decyzję, skleciła „dziwactwo”.
Co się teraz stanie? Nie wiadomo. Według dziennikarzy money.pl sprawa trafi zapewne do Naczelnego Sądu Administracyjnego, a kilkadziesiąt milionów złotych do depozytu bankowego, co może oznaczać, że PiS nie zobaczy ich przed majowymi wyborami prezydenckimi. Nie wiadomo też, kto orzeknie w sprawie ważności głosowania oraz kto rozstrzygnie ewentualne protesty wyborcze w obliczu sporu o legalność Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, która o tych sprawach decyduje.
PKW sparaliżowana strachem
Doszliśmy w Polsce do sytuacji, w której jedna z najważniejszych instytucji naszego systemu prawnego, Państwowa Komisja Wyborcza, boi się podjąć jednoznaczną uchwałę w sprawie pieniędzy dla największej partii opozycyjnej. Członkowie PKW – głównie ci powołani z nadania rządzącej koalicji – obawiają się narazić obozowi władzy, ale jednocześnie starają się nie zadrzeć z PiS. Partia ta może przecież wrócić do rządzenia i zacząć ścigać członków Komisji; świadczą o tym choćby wyjątkowo kiepskie oceny gabinetu Tuska w ostatnich miesiącach oraz sondaże partyjne, wedle których koalicja 15 października miałaby spory problem z utrzymaniem władzy, gdyby wybory przeprowadzono dziś.
Kłopoty sondażowe są zapewne jednym z elementów rozprawy Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim, który w latach 2015-2023 dwoił się i troił, by usunąć obecnego premiera z życia publicznego. To się nie udało, więc Tusk robi dziś wszystko, by odpłacić się PiS-owi. Czyli np. pozbawić go funduszy na kampanię Karola Nawrockiego, depczącego w sondażach po piętach kandydatowi KO.
Zadanie to przyszło wypełnić ministrowi finansów Andrzejowi Domańskiemu, który stara się jak może, by nie wypłacić pieniędzy, a jednocześnie nie narazić się w przyszłości na odpowiedzialność karną. Odmowa wykonania przelewu (mimo decyzji SN i przyjęcia przez PKW sprawozdania PiS z kampanii) to bardzo ryzykowne działanie, gdyż minister – czyli główny księgowy RP – w kwestii funduszy dla polskich partii powinien pełnić raczej funkcję notariusza niż aktywnego uczestnika procesu.
Decyzja Domańskiego jest w Polsce oceniana nie tyle merytorycznie, co zgodnie z poglądami politycznymi komentatora. Jednak głównym problemem jest to, że PKW orzekając o przyjęciu sprawozdania PiS, równocześnie uznała się za niekompetentną w ocenie skuteczności orzeczeń oraz samej legalności powołanej w epoce PiS i pełnej tzw. neosędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN. Wokół izby toczy się od miesięcy potężna dyskusja, a większość prawników uważa ją za niezgodną z konstytucją i traktatami unijnymi – z uwagi na niespotykaną ingerencję polityków w obszar władzy sądowniczej. Kłopot w tym, iż wielu ekspertów uważa jednocześnie, że dopóki prawo nie zostanie zmienione, obowiązują obecne przepisy, które nakazują uznawać werdykty kontrowersyjnej izby SN. Jest też w tej kwestii pewien paradoks – partie tworzące dziś koalicję rządzącą uznały przecież decyzję Izby Kontroli o ważności wyborów z 15 października 2023 r. I trudno się dziwić, odsunęły one przecież Kaczyńskiego od władzy.
Wątpliwości wątpliwościami, ale PiS mocno zgrzeszył
Sprawie funduszy dla PiS nie pomaga to, że sytuacja prawna w Polsce od dawna jest skrajnie absurdalna. I dlatego można do pewnego stopnia zrozumieć Domańskiego, który na zlecenie premiera prosi przewodniczącego PKW o doprecyzowanie stanowiska, uznając, że Komisja sama ma wątpliwości co do konstytucyjności Izby Kontroli SN. Tym samym nie jest do końca jasne, czy przed wypłatą pieniędzy nie należałoby rozstrzygnąć kwestii legalności kontrowersyjnej izby – tyle że to może trwać miesiącami. Zarazem członkowie PKW doskonale wiedzą, w jak bezczelny sposób PiS wykorzystywał publiczne fundusze do prowadzenia własnej kampanii wyborczej – nie dziwmy się więc, że trudno im o jednoznaczne stanowisko.
Zawarte w pismach do PKW wątpliwości Domańskiego to jednak w sporej mierze słowna ekwilibrystyka, bo co prawda PKW orzekła, że nie chce brać udziału w całym tym sporze o SN, ale zarazem uznała, że nawet w obliczu wątpliwości nie można zawiesić bezterminowo sprawy i trzeba ją zakończyć jakąś decyzją. Niejasności prawne zaś powinny być rozstrzygnięte na korzyść partii Kaczyńskiego – przy innej decyzji PKW PiS mógłby się niebawem skarżyć, że pozbawienie go pieniędzy sprawiło, iż wybory prezydenckie nie były równe.
W tej sprawie tylko jedno jest jasne. Ogromne emocje, które towarzyszą nam w kampanii, nie opuszczą nas po zakończeniu wyborów. Czeka nas trzecia tura.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















