Gabinet Donalda Tuska został powołany 13 grudnia 2023 roku, czyli w dzień symboliczny, który położył się cieniem na jego dokonaniach. Oczywiście nie chodzi o zarzut jakichkolwiek inklinacji totalitarnych. Bardziej o próbę działania w sytuacji faktycznej wojny politycznej.
Rok Koalicji: stan realizacji obietnic przedwyborczych
W większości ocen rząd rozliczany jest z realizacji obietnic. W przypadku gabinetu Tuska ta ocena powinna być ambiwalentna. Niewielką część zapowiedzi udało się spełnić – były podwyżki dla nauczycieli, wprowadzono „babciowe”, jest finansowanie przez państwo metody in vitro, zniesiono obowiązek prac domowych w szkołach. Udało się też uzyskać wreszcie pieniądze z KPO i znacznie poprawić pozycję Polski w UE.
Część zapowiedzi rozbiła się o brak zgody w ramach samej koalicji. Sztandarowym przykładem jest kwestia praw kobiet, a więc przede wszystkim liberalizacji przepisów antyaborcyjnych, a także ustawy o związkach partnerskich, na które nie zgadza się zwłaszcza PSL. Przez wiele miesięcy toczyła się też przepychanka o zmniejszenie składki zdrowotnej, a brak porozumienia wewnątrz koalicji spowodował też, że nie udało się do przodu popchnąć np. spraw mieszkaniowych i zaangażowania państwa w budownictwo, na które mocno naciskała część lewicy.
Kontynuowanie wszystkich PiS-owskich programów społecznych na czele z 800 plus spowodowało zapewne, że – wbrew jednemu z punktów umowy koalicyjnej – nie naruszono zasadniczo odziedziczonego po poprzedniej władzy skomplikowanego systemu podatkowego, opartego na Polskim Ładzie. Pazerność działaczy partyjnych spowodowała również, że nie udało się odpolitycznić mechanizmów powoływania władz spółek skarbu państwa.
Konfrontacja na linii rząd–prezydent
Kluczowa jednak dla oceny rządu Tuska jest wspomniana „wojenna” metoda polityczna. Od początku było wiadomo, że przez ponad półtora roku rząd „koalicji 15 października” będzie politycznie współistniał z PiS-owskim prezydentem Andrzejem Dudą. Dlatego z punktu widzenia skuteczności znacznie lepszą taktyką było podjęcie próby politycznych negocjacji z prezydentem. Zamiast tego jednak wybrano logikę działania, w ramach której Duda traktowany jest jako wróg.
Oczywiście odpowiedzialność za to leży także po jego stronie; prezydent w pewnym momencie bardzo chętnie wszedł w logikę konfrontacji, postępując w relacjach z rządem według zasady „nie, bo nie”. Przykładem jest tu choćby kwestia odwoływania i powoływania ambasadorów, w której zupełnie odmawia współpracy.
Tym niemniej rząd miał i ma nieco więcej instrumentów politycznych niż prezydent. Dlatego można postawić hipotezę, że gdyby od początku przyjął nieco inną metodę działania, może udałoby się z Dudą coś więcej ugrać. Z korzyścią dla realizacji przynajmniej części przedwyborczych zapowiedzi.
Reforma wymiaru sprawiedliwości areną nieustannych sporów
Chodzi przede wszystkim o kluczową dla działania państwa kwestię wymiaru sprawiedliwości. Dziś mamy katastrofalny dualizm prawny, w którym PiS i prezydent uznają innych prokuratorów i inne sądy niż rząd i parlamentarna większość. Wydaje się jednak, że ekipa Tuska, choć posiadająca rację w najważniejszych sprawach dotyczących „reform” z czasów Zjednoczonej Prawicy – mogła wykazać więcej determinacji, by uzgodnić z Dudą planowane zmiany, choćby ustawy o KRS (minister Bodnar nawet próbował, ale wycofał się pod presją potrzeby politycznej konfrontacji) czy ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Oczywiście, zapewne za cenę kompromisu, który nie spodobałby się fundamentalistom w obozie rządowym, czyli np. za cenę uznania, że tzw. neosędziów uznaje się za pełnoprawnych do czasu ich weryfikacji przez nową KRS.
Uniknęlibyśmy wtedy zapewne gorszących sporów o to, która izba Sądu Najwyższego ma prawo orzekać o ważności mandatu Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, a także czy składająca się z tzw. neosędziów Izba Kontroli Nadzwyczajnej ma prawo wypowiadać się o odebraniu subwencji PiS oraz o ważności wyborów. Tymczasem spór wokół tego eskaluje i czeka nas być może poważny kryzys wokół uznania ważności wyborów prezydenckich.
Brak sukcesów w rozliczaniu rządów PiS
Oczywiście logikę „wojenną” rząd wybrał świadomie. Daje ona więcej politycznych punktów niż „zgniłe” kompromisy, pozwala utrzymać w stanie mobilizacji własny elektorat oraz podtrzymać ostry polityczny konflikt, służący dominacji na scenie politycznej dwóch wielkich obozów. Ale ma cenę w postaci znacznie mniejszej skuteczności politycznej. I coraz większej destrukcji państwa.
Oczywiście drugą stroną medalu są zapowiadane w kampanii rozliczenia PiS. One powinny następować, choć i w tej sferze obecny gabinet nie bardzo może pochwalić się sukcesami, czego najlepszym symbolem jest saga wokół byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego. Że rozliczenia będą nieefektywne, można było przewidzieć. W pełni praworządne działania wymiaru sprawiedliwości nigdy nie są natychmiastowe i nigdy nie zaspokoją żądzy rewanżu, którą ogarnięta jest najbardziej nieprzejednana część elektoratu obecnej władzy.
Także z tego punktu widzenia lepsze było przyjęcie bardziej koncyliacyjnej metody działania. Tym bardziej że wśród wyborców Koalicji 15 października było wielu takich, którzy liczyli, iż z dojściem do władzy nowej ekipy nie tylko zmienią się ludzie, ale i metody. Wyborców tych spotkał jednak zawód.
Czy mogło być inaczej
Choć może rzeczywiście rząd nie mógł postępować inaczej. Może taka jest po prostu „logika dziejów”. Gdy w 2015 r. PiS obejmował władzę akurat po ćwierćwieczu istnienia III RP, wielu komentatorów wskazywało, że to początek zupełnie innej epoki. W której uprawianie polityki będzie wyglądać inaczej, niż w ciągu „spokojnych” i opartych na legalizmie poprzednich 25 lat utrwalania w Polsce demokracji liberalnej. Wiązano to z autorytarnymi skłonnościami PiS i obawami, że rządy tej formacji potrwają nawet dłużej niż jedną czy dwie kadencje. I że Polska rzeczywiście stanie się drugimi Węgrami.
Dziś widać, że choć rząd PiS odszedł po dwóch kadencjach, jego sposób działania w pewnych obszarach pozostał. Bezpowrotnie miniona jest za to rzeczywistość polityczna z lat 1990-2015. Niestety.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















