Zagubieni pasterze

Pokazawszy patologie na różnych szczeblach hierarchii, naśmiawszy się z jakże ludzkich przywar i systemowych anomalii, Smarzowski zaczyna drążyć głębiej.

Reklama

Zagubieni pasterze

Zagubieni pasterze

27.09.2018
Czyta się kilka minut
Pokazawszy patologie na różnych szczeblach hierarchii, naśmiawszy się z jakże ludzkich przywar i systemowych anomalii, Smarzowski zaczyna drążyć głębiej.
Arkadiusz Jakubik w filmie "Kler" / materiały prasowe
Arkadiusz Jakubik w filmie "Kler" / materiały prasowe
W

W filmie Wojciecha Smarzowskiego „Kler” arcybiskup Mordowicz, grany przez Janusza Gajosa, mówi: „Ręka podniesiona na Kościół to ręka podniesiona na Polskę”. Są to słowa Jarosława Kaczyńskiego, wypowiedziane przed trzema laty podczas urodzin Radia Maryja. Role zostały więc z góry rozdane, scenariusze napisane, pytanie tylko, o jaką Polskę tu chodzi. Jeśli o taką, w której sojusz tronu z ołtarzem konserwuje nietykalność duchowieństwa i hipokryzję, to zgoda – „Kler” jest filmem z gruntu antypolskim. Wyrasta z gniewu i do gniewu apeluje, stąd jego grubo ciosana forma, posiłkująca się ludowym poczuciem humoru. Właśnie owa plebejskość wzbudza niepokój wśród tych, którzy pod wpływem pospolitego ruszenia Polaków do kin mogliby taką „Polskę” utracić. Jakby zaaplikowana przez Smarzowskiego końska dawka satyry miała przede wszystkim zabijać, a nie uzdrawiać.

Różowa świnka skarbonka z otworem w kształcie krzyża, oczywiście na czarnym tle – plakat Andrzeja Pągowskiego symbolicznym skrótem podsumowuje, o czym będzie i jak będzie. Bo do pewnego momentu jest dokładnie jak w zwiastunie filmu: twórca znany z przerysowań tym samym grubym konturem kreśli obyczajowe obrazki, odhaczając kolejne grzechy, nadużycia i przekręty kleru. Od pazerności po pedofilię, od zblatowania z szemranym biznesem, polityką i policją po intronizację Chrystusa na króla Polski – przypomina to chmurę tagów odsyłających do głośnych skandali czy antyklerykalnych dowcipów. W jednej ze scen filmu Lisowski, ksiądz karierowicz marzący o posadzie w Watykanie, instaluje w kurii ukrytą kamerę, by znaleźć haki na swojego arcybiskupa. Coś na kształt takiej kamerki Smarzowski zakłada w wielu innych miejscach: na wiejskiej plebanii, gdzie proboszcz Trybus (Robert Więckiewicz) romansuje z gosposią (Joanna Kulig), w zakrystii, gdzie wybucha afera pedofilska z udziałem księdza Kukuły (Arkadiusz Jakubik), w ośrodku dla emerytowanych księży, ukrywającym najbardziej kompromitujące przypadki oraz w luksusowym apartamencie Lisowskiego. Ale nie o zaspokojenie naszego podglądactwa tu chodzi. Pokazawszy patologie na różnych szczeblach hierarchii, naśmiawszy się z jakże ludzkich przywar i systemowych anomalii, Smarzowski zaczyna drążyć głębiej. Kiedy pojawia się wątek zgwałconego ministranta, śmiech nagle więźnie w gardle, a kamera zagląda w otchłań.

Główny zarzut, jaki stawiają „Klerowi” jego oponenci, to tabloidyzacja tematu. Ciężkość karykatury i nadmierne „zagęszczanie farby” mogą bowiem przesłaniać to, co u Smarzowskiego najciekawsze, czyli dramat zagubionych pasterzy – ludzi słabych, którym przyszło pełnić rolę moralnych przewodników. Jednakże moment, gdy w postaci najbardziej odrażającej zaczynamy widzieć cierpiącego człowieka, jest prawdziwym triumfem reżysera i jego aktora. Bo nawet kiedy zakrapiane alkoholem jasełka trwają sobie w najlepsze, stopniowo zaczyna objawiać się cały tragizm sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie. Ich wierność Kościołowi skrywa bolesne doświadczenia, które niegdyś, zamiast na psychoterapię, zawiodły ich do seminarium duchownego. Nieukarane winy, nieodkupione grzechy, nieuleczone traumy odradzają się w kolejnych pokoleniach. I będą odradzać się tak długo, dopóki będą zamiatane pod dywan.

 

Kadr z filmu "Kler" / fot. materiały prasowe
Kadr z filmu "Kler" / fot. materiały prasowe

„Nie spotkałem w moim życiu nikogo, kto by stracił wiarę po przeczytaniu Marksa i Engelsa, natomiast spotkałem wielu, którzy ją stracili po spotkaniu ze swoim proboszczem” – pamiętne słowa księdza Tischnera mogłyby stać się mottem „Kleru”, obok cytatu o fałszywych prorokach z Ewangelii św. Mateusza. Ale film Smarzowskiego jest nie tylko o klerze i jego przewlekłych chorobach. W końcu reżyser niektórym swoim bohaterom daje szansę na naprawienie wyrządzonego przez siebie zła. „Kler” to także obraz dzisiejszej mentalnie postfeudalnej Polski, która przymyka oko na księżowskie wybryki, a po cichu uprawia turystykę aborcyjną i bywa oddolnie antykościelna. Zauważmy, w jaki sposób kamera w „Klerze” fetyszyzuje pieniądze: przechodzą one z rąk do rąk, w opasłych plikach, bez pośrednictwa kas fiskalnych. To musi zadziałać na wyobraźnię przeciętnego Kowalskiego, który lubi zaglądać innym do kieszeni, za to bardzo nie lubi płacić podatków, a jeszcze bardziej nie lubi tych, którym się to udaje.

Myliłby się jednak ten, kto zobaczyłby w „Klerze” jakąś wyjątkową pod tym względem zjadliwość. 20 lat temu na łamach „Tygodnika” Janusz Tazbir w eseju „Antyklerykalizm po sarmacku” opisywał staropolską satyrę. „Ośmielasz się ograbiać świątynie możnego Boga, ważysz się ozdabiać złotem kochanki (...) polujesz, upijasz się, oddajesz miłostkom, troszczysz się o stajnię, a opłaty kościelne, dochód z mszy i skarbony trwonisz na ladacznice” – cytował adresowane do biskupów słowa XVI-wiecznego poety Sebastiana Klonowica. Lecz co ciekawe, krytyka kościelnych i zakonnych przewin rodziła się nie tylko w duchu reformacji czy oświecenia, ale także w łonie samego Kościoła – „na blisko czterysta lat przed ks. Józefem Tischnerem Piotr Skarga pisał, iż »zły żywot księży« mnoży więcej heretyków aniżeli wszystkie ich kazania”. Już w 1505 r. na sejmie w Radomiu szlachta domagała się, by osoby duchowne, które dopuściły się przestępstwa, były sądzone przez trybunał świecki. Tazbir wspomina też o szkodliwości triumfalizmu. „Prześladowania wychodziły w ostatecznym rachunku Kościołowi na dobre” – przekonuje na przykładzie kontrreformacji i komunizmu, co powinno choć trochę pokrzepić wietrzących w „Klerze” wyłącznie antyreligijno-antypolski spisek.

Jacek Braciak w filmie "Kler" / fot. materiały prasowe
Jacek Braciak w filmie "Kler" / fot. materiały prasowe

Jednak – zwraca uwagę Tazbir – piętnując ongiś nieobyczajność kleru, jego polscy krytycy nader niechętnie i jeśli już, to bardzo zdawkowo, dotykali kwestii pokus cielesnych. U Smarzowskiego tematem wiodącym, choć zupełnie inaczej niż w dochodzeniowym „Spotlight” Toma McCarthy’ego, jest pedofilia, która prócz tego, że uchodzi za czyn moralnie odstręczający i ciężkie przestępstwo, jest też kulturowym tabu. W pewnym momencie reżyser włącza do filmu montaż autentycznych świadectw złożonych przez ofiary księży-pedofilów. Jakby chciał w ten sposób powiedzieć, że dopiero rozwiązanie języków, po jednej i po drugiej stronie, rozpocznie proces oczyszczenia. Dlatego wybaczam Smarzowskiemu tendencyjny dobór wątków, przejaskrawione portrety, przyczynkarskie dialogi i deklaratywne wyznania. Ten film drażni i musi drażnić, boli i musi boleć. Śpiewa o tym Kazik Staszewski w piosence „Maria ma syna”, przy której ostro imprezuje trzech kumpli po zdjęciu koloratek. I choć brzmi ona buńczucznie i punkowo, nie jest to bynajmniej piosenka antyklerykalna. Trzeba tylko dobrze się wsłuchać.   ©

KLER – reż. Wojciech Smarzowski. Prod. Polska 2018. Dystryb. Kino Świat.

Czytaj także: Z drugiej strony widać lepiej - Anita Piotrowska o 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Autor artykułu

Anita Piotrowska / FOT. GRAŻYNA MAKARA
Krytyczka filmowa „Tygodnika Powszechnego”. Pisuje także do pisma „EKRANy”, „Kino” i miesięcznika psychologicznego „Charaktery”. Jest współautorką takich publikacji, jak: „Panorama kina...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]