Wielbiciele artystki wyczekiwali nowej płyty aż trzy lata. I oto 20 października, w dzień obchodów Diwali – hinduistycznego święta światła – Rosalía niczym papieżyca w papamobile (w jej przypadku był to biały Nissan GTR) wjechała do centrum Madrytu, zatrzymując się przy placu Callao. Potem wysiadła z auta i pobiegła w stronę rozentuzjazmowanych tłumów.
W kulminacyjnym momencie happeningu na ekranach budynków wyświetlono okładkę albumu „Lux” (światło). Artystka stoi ubrana na biało, w sukni przypominającej habit, z welonem zakrywającym włosy. Dla kontrastu, na okładce poprzedniego albumu pozowała kompletnie naga, w kasku motocyklowym.
Nowa mistyczna estetyka wywołała w Hiszpanii spore poruszenie, ale kto śledzi twórczość artystki od początku, ten wie, że prowokacyjna zabawa konwencjami to jej specjalność. Rosalía od lat konsekwentnie buduje wizerunek twórczyni, która nie boi się eksperymentować. Dlaczego tym razem wybrała obraz świętej?
Rosalía: artystka, która obala dogmaty
Rosalía Vila Tobella zadebiutowała na hiszpańskiej scenie muzycznej w 2017 r. jako śpiewaczka flamenco. Pierwszy jej album – „Los Ángeles” – był zresztą najbliżej gatunkowej ortodoksji. Wybór trzynastu utworów, prezentujących zróżnicowane style flamenco (tzw. palos), skupionych wokół powtarzalnego w poetyce andaluzyjskich Romów motywu śmierci, był nie tylko wyrazem muzycznej wrażliwości Rosalíi, ale także popisem jej umiejętności wokalnych.
Nieustanne negocjowanie granic gatunkowych i obalanie dogmatów stanowi istotny aspekt performatywnej strategii artystki. Do tego bogata intertekstualność, która wymaga od słuchacza ciągłej gotowości do eksploracji nawarstwiających się w utworach odniesień – wszystko to sprawia, że Rosalía zaskakuje, nie pozostając wierna zdobytemu raz odbiorcy i nie zważając na ryzyko jego utraty.
Jak do tej pory, nieźle jej się to zresztą udaje – w pierwszym tygodniu premiery (czyli od 7 listopada) „Lux” był najczęściej odtwarzanym albumem na świecie, wyprzedzając tym samym „The Life of a Showgirl” amerykańskiej królowej muzyki pop, Taylor Swift. Pobił też rekord Spotify: w ciągu pierwszych dwudziestu czterech godzin od premiery nabił ponad 42 mln odtworzeń – tyle nie miała jeszcze żadna hiszpańskojęzyczna wokalistka.

Specjalistka od niespełnionej miłości
Album „Lux” inspirowany jest hagiografiami kobiet wywodzących się z tradycji wielu kręgów kulturowych. Jedną z nich jest imienniczka artystki – święta Kościoła katolickiego – Rozalia z Palermo, która na dzień przed zaślubinami uciekła przed narzeczonym, wybierając życie w czystości. Schroniła się w pobliskiej jaskini, gdzie wiodła życie pustelnicy.
Artystkę łączy z nią historia ucieczki ze ślubnego kobierca: niedawno zerwała zaręczyny z portorykańskim wokalistą Rauwem Alejandro. W najnowszym albumie dedykuje mu zresztą utwór „Perla”, odwołując się tym samym do muzycznej tradycji wyśpiewywania publicznie postzwiązkowych animozji, których niekwestionowanymi królowymi w ostatnich latach były Swift i Shakira.
Zaręczyny pary też zresztą były wydarzeniem muzycznym, ponieważ fani dowiedzieli się o nich z teledysku do utworu „Beso”. Rosalía i Rauw wydali wówczas wspólny minialbum zatytułowany „RR”, na który składają się trzy utwory – tryptyk w hołdzie nieszczęśliwej, jak teraz już wiemy, miłości.
Zresztą, kto zna się na niej lepiej niż sama Rosalía, która już w 2018 r. poświęciła zjawisku cały drugi album studyjny, zatytułowany „El Mal Querer”, po polsku „Złe kochanie”.
Muzyczna droga Rosalíi i dyplom z flamenco
Płyta sprzed siedmiu lat, wieńcząca studia magisterskie w prestiżowym katalońskim konserwatorium (Escola Superior de Música de Catalunya – ESMUC), stała się motorem napędowym szybko rozpędzającej się kariery Rosalíi. Album, uznany za jeden z najważniejszych masowych fenomenów ery cyfrowej w Hiszpanii, w symboliczny sposób przywrócił tradycyjnym melodiom flamenco należne im miejsce w krajobrazie współczesnej muzyki popularnej.
Nasycony symboliką singiel „Malamente” zapewnił artystce dwie statuetki Latin Grammy w kategoriach Najlepszy Utwór Alternatywny i Najlepsza Fuzja/Interpretacja Música Urbana. Pomimo pojawiającej się krytyki ze strony środowisk romskich, które zarzucały piosenkarce przywłaszczenie kulturowe oraz używanie słów i symboli, które „do niej nie należą”, Rosalía zręcznie wymijała ataki, twierdząc, że flamenco nie jest niczyją własnością.
W „Motomami”, kolejnym utworze na dyplomowej płycie, asertywnie odpowiada na krążące wokół jej twórczości kontrowersje: „Jestem śpiewaczką flamenco niezależnie od tego, czy mam na sobie dres Versace, czy strój tancerki (Soy igual de cantaora con un chándal de Versace que vestíita de bailaora)” – śpiewa w utworze „Bulería”.
Rosalía w Warszawie
Sukces „El Mal Querer” postawił poprzeczkę niezwykle wysoko. Ale gdy w 2019 r. Rosalía zajęła piąte miejsce na liście BBC Sound – w organizowanym co roku brytyjskim plebiscycie, wyłaniającym najbardziej obiecujące nowe talenty muzyczne – w Polsce wciąż była artystką niszową. Mimo to jeszcze w tym samym roku pojawiła się na Open’erze (był to też jedyny jak do tej pory jej koncert w Polsce).
Co ciekawe, to właśnie tutaj powstawał teledysk do pierwszego singla z albumu „Lux”, zatytułowany „Berghain”. Realizacja miała miejsce w Warszawie, skąd artystka pochwaliła się światu zdjęciami w praskim barze mlecznym „Rusałka”. Polska od kilku lat jest na radarze światowych wytwórni muzycznych, coraz częściej realizuje się tu duże międzynarodowe projekty.
– Nie słucham na co dzień tego typu muzyki, więc po prostu nie zdawałam sobie sprawy, że chodzi o jedną z największych współczesnych gwiazd światowej sceny muzycznej – mówi Milena Lange, koordynatorka tego projektu oraz dyrektor Impresariatu Artystycznego MS Promotion i Warsaw Impressione Orchestra. – Rosalía to wykonawczyni, która ma niezwykłą odwagę artystyczną – sięga po rozwiązania, które łączą pozornie odległe światy.
„Lux” ponownie zdaje się testować granice tradycyjnych podziałów gatunkowych między sztuką wysoką a popularną. Tym razem Rosalía bierze na artystyczny warsztat muzykę klasyczną. Gdy pytam Lange o to, co jako profesjonalistka uważa na temat łączenia muzyki klasycznej i rozrywkowej, odpowiada bez wahania, że to bardzo potrzebny kierunek.
– Tego typu projekty sprawiają, że muzyka orkiestrowa i chóralna zaczynają funkcjonować w nowym kontekście i docierają do odbiorców, którzy na co dzień nie mają z nimi kontaktu. Jako osoba, która zawodowo zajmuje się projektami łączącymi różne gatunki i estetyki, bardzo cenię tego rodzaju podejście. Dzięki takim artystom muzyka klasyczna przestaje być postrzegana jako coś elitarnego czy hermetycznego – mówi Lange.
Sceny z klipu, na których Rosalía prasuje ubrania pośród grającej orkiestry, a ta towarzyszy jej później nawet w komunikacji miejskiej i pędzi za nią ulicami Warszawy, sugestywnie zbliżają do siebie to, co wzniosłe, z tym, co zwykłe. W sztuce Rosalíi sacrum i profanum przenikają się, jak w codziennym życiu.
Święte, artystki i mistyczna aura uwielbienia
Gdy na początku XVII w. okolice Palermo nękała epidemia dżumy, zdarzył się cud. Pewna kobieta ujrzała we śnie, gdzie należy szukać ciała pustelnicy Rozalii. Rozpoczęto poszukiwania, dzięki którym w grocie odnaleziono ludzkie kości zespolone z wapienną skałą. Wieść szybko rozeszła się po okolicy, a miejscowa ludność zorganizowała uroczystą procesję ulicami miasta, niosąc relikwie dziewczyny.
Niedługo później chorzy zaczęli w niewytłumaczalny sposób odzyskiwać zdrowie, a Rozalii zaczęto wznosić pomniki. Jej kult zyskał szczególną popularność w kilku miejscach na Sycylii.
Imię, które nosi hiszpańska artystka, wyrasta z symboliki dwóch kwiatów: róży, symbolu życia pokutnego, oraz lilii – symbolu czystości. W jej liryce pojawia się jednak inny motyw – magnolie, o które prosi w ostatnim utworze z nowego albumu. Zainspirowana obrazami z kwiecistego pogrzebu hinduskiej mistyczki Anandamaji Ma, Rosalía snuje surrealistyczną opowieść o własnym pochówku.
Nietrudno dostrzec tu paralelę – święte i artystki łączy bezgraniczne oddanie powołaniu oraz otaczająca je mistyczna aura uwielbienia. Obie figury są obiektem adoracji, idealizowane i stawiane za wzór do naśladowania. Kanonizacja – wejście do kanonu sztuki – gwarantuje ocalenie od zapomnienia. To rodzaj świeckiego zbawienia.
Duchowość czy nowy produkt popkultury
Choć artystka twierdzi, że jest osobą uduchowioną, a w wywiadach przytacza biografie niezwykłych kobiet, które wyrzekły się dóbr życia doczesnego, ciężko nie doszukiwać się w tym wszystkim znakomitej strategii marketingowej, w której echem odbijają się motywy poruszane wcześniej przez innych artystów (chociażby rapera Kanyego Westa). „Lux” to jednak ciekawa płyta, która – jak wskazują liczby odsłuchów na całym świecie – łączy ponad podziałami.
Być może ten intensywny trend w muzyce jest odpowiedzią na wyblakłą, pogrążoną w konfliktach codzienność, w której główną rolę gra nieumiarkowana konsumpcja? Może dlatego potrzebujemy powrotu do dawnych autorytetów? Na ironię zakrawa fakt, że w ten sposób nasza duchowość staje się kolejnym produktem na sprzedaż.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















