Na czym polega fenomen serii powieści o komisarzu Montalbano

Andrea Camilleri – w tym roku obchodzimy 100-lecie jego urodzin – był niepowtarzalnym fenomenem. Zawdzięczał to ogromnej radości życia.
Czyta się kilka minut
 Andrea Camilleri przed rodzinnym domem w Porto Empedocle koło Agrigento. Sycylia, 1999 r. // Fot. Marcello Mencarini / Getty Images
Andrea Camilleri przed rodzinnym domem w Porto Empedocle koło Agrigento. Sycylia, 1999 r. // Fot. Marcello Mencarini / Getty Images

W powieści „Każdemu, co mu się należy (od mafii)” Leonardo Sciascii pewien naiwny idealista prowadzi prywatne śledztwo w sprawie tajemniczego podwójnego zabójstwa. Mafia jest tu ogromnym słoniem w ciasnym pokoju – wszyscy starają się jej usilnie nie zauważać, choć wiadomo, że któraś z ofiar musiała nadepnąć organizacji na odcisk. Sciascia pokazuje zresztą, że mafia jest nie tyle związkiem przestępczym, ile sposobem załatwiania spraw praktykowanym przez ambitną klasę średnią; innymi słowy, żeby zlikwidować mafię, należałoby zdelegalizować i rozwiązać sycylijskie społeczeństwo. 

Naiwnego idealistę po cichu sprzątnięto i podczas gdy leżał „pod ciężkim stosem żużlu w opuszczonej kopalni siarki, w połowie drogi w linii powietrznej między miasteczkiem a stolicą prowincji”, jego dawni znajomi w rozmowie nazwali go głupcem. Był głupcem nawet podwójnie: raz, bo sądził, że wolno mu rozwiązać zagadkę, a dwa, bo nie zdawał sobie sprawy, jaki łańcuch wendety może to uruchomić i do jakiego wybicia szamba doprowadzić.

Camilleri i Sciascia: inna Sycylia

A gdyby tak podobnym sycylijskim głupcem – no, powiedzmy „głupcem” – uczynić komisarza policji? A potem napisać blisko trzydzieści bestsellerowych powieści z jego udziałem? Tak właśnie uczynił Andrea Camilleri (1925-2019), którego cykl o komisarzu Montalbano stał się jednym z najbardziej znanych włoskich produktów eksportowych (liczba sprzedanych na świecie egzemplarzy serii liczy się w dziesiątkach milionów). 

Camilleri znał się ze Sciascią (1921-1989), obaj pochodzili z tego samego regionu Sycylii, byli bliskimi przyjaciółmi. I często spierali się o literaturę oraz istotę sycylijskości. Zgadzali się w tym, że bycie Sycylijczykiem to, nieco paradoksalnie, akceptacja wewnętrznych sprzeczności. „Montalbano wierzy w zasady, ale łamie je, aby sprawiedliwość mogła zwyciężyć. Chociaż rozczarowuje go policja jako instytucja, z uporem maniaka trwa przy swojej pracy. Kocha swoją narzeczoną Livię i zarazem jej nie cierpi, chciałby zrzucić więzy zależności, ale nie umie bez niej żyć” – mówił Camilleri w 2009 r. w wywiadzie udzielonym Barbarze Pezzotti dla czasopisma „Storytelling”. „Kiedy Sciascia był już bliski śmierci, poprosił swoich bliskich, aby na jego nagrobku wyryto napis »Żył i przeczył sam sobie«, ale potem zmienił zdanie. Wielka szkoda, bo ta inskrypcja byłaby najtrafniejsza – byłaby najdoskonalszym podsumowaniem jego sycylijskości”.

Sciascia, jak wspomnieliśmy, był pionierem pisania o mafii – jego powieści z lat 60. i 70. (prócz wcześniej wymienionej choćby „Dzień puszczyka” czy „Kontekst”) odsłaniały mechanizmy głęboko zakorzenionego i przemilczanego zła. Kiedy na początku lat 90. Camilleri zaczynał pisać swoje kryminały, Sciascia już nie żył. Inna też była Sycylia: nie była już wyspą ponurej stagnacji, lecz gwałtownych przemian. „Zmowa milczenia już nie obowiązuje. Pamiętam, jak parę lat temu w moim rodzinnym mieście [Porto Empedocle koło Agrigento – red.] zabito policjanta. Komisariat został wręcz zalany zgłoszeniami od ludzi, którzy byli świadkami tego, co się stało, i domagali się podjęcia natychmiastowych działań” – mówił Camilleri w tym samym wywiadzie. 

Dodając, że „inna sprawa dotyczy zmieniającego się pojęcia rodziny. Dawniej rodziny budowały wokół siebie mury. Mówiło się, że to po to, aby obcy nie mogli wkroczyć na ich terytorium, ale w istocie chodziło o coś przeciwnego: o to, by uniemożliwić członkom rodziny usamodzielnienie się i życie według własnych zasad. Tych murów już nie ma. Kobiety nie są podporządkowane, mogą robić ze swoim życiem, co zechcą, mogą dokonywać wyborów. Tych małych i dużych zmian jest więcej, a wszystkie one zmieniają sycylijskie DNA. I wie pani co? Cieszy mnie to. Nie odczuwam nostalgii za przeszłością, bo stare dobre czasy nigdy nie istniały. Im szybciej i mocniej modyfikuje się to DNA, tym lepiej”.

Dodajmy do tego jeszcze kolejne fale nielegalnej migracji (motyw silnie obecny w całym cyklu o Montalbano), przemiany technologiczne, wreszcie fakt, że mafia – nieskutecznie ścigana przez aparat państwowy – zarazem stała się jednym z ukochanych tematów popkultury i sama zaczęła się zmieniać, z sieci społecznych układów władzy przechodząc w formy zglobalizowanej przedsiębiorczości. Montalbano działa w takim właśnie świecie, w którym dawne reguły przestają obowiązywać.

A Camilleri postanowił, że w swoich powieściach będzie mafii używać jedynie jako pewnego narzędzia służącego do przybliżania zawiłości sycylijskiej kultury, do opowiadania o plagach, jakie nawiedzają wyspiarską wspólnotę, bądź o ponadnarodowych procesach zmieniających oblicze świata. Żaden mafiozo nie został jednak u Camilleriego głównym bohaterem, nie ma tu też moralnych rozterek członków gangu i romantycznych aspektów popełniania mafijnych zbrodni. 

„Nigdy tak naprawdę nie chciałem pisać o mafii, używałem jej jako tła – jej istnieniu nie da się przecież zaprzeczyć, więc musi być uwzględniana jako składnik rzeczywistości. A zatem: mafia jest zawsze obecna w moich książkach, ale nigdy nie napisałem książki o mafii” – wyznawał w jednej z rozmów.

Drugie życie włoskiego pisarza

Fenomen serii o komisarzu Montalbano polega między innymi na tym, że te powieści – politycznie zaangażowane, znakomicie rozpoznające napięcia społecznych i cywilizacyjnych przemian, pozbawione nostalgicznego smrodku, ironiczne, tragikomiczne i poruszające – napisał człowiek metrykalnie stary. Pierwsza pozycja z cyklu, „Kształt wody”, ukazała się w 1994 r., gdy Camilleri miał 69 lat. Przez kolejne dwie dekady publikował w szaleńczym tempie (nie tylko kryminały, lecz także wiele innych tekstów – powieści historyczne, eseje, zbiory opowiadań), nie tracąc przy tym na jakości. 

Było to w zasadzie, by tak rzec, drugie artystyczne życie, i to takie, które zaczęło się po definitywnym końcu pierwszego: w 1994 r. Camilleri był już emerytem. A także zasłużonym dla włoskiego teatru reżyserem, który sukcesy odnosił przez lata także przy realizacjach telewizyjnych. Oraz nauczycielem całych pokoleń aktorów (włącznie z Lucą Zingarettim, który wcielił się w postać komisarza Montalbano w cyklu świetnych serialowych ekranizacji).

Urodzony w 1925 r. w sycylijskim Porto Empedocle, dorastał w epoce faszyzmu (jego ojciec był zaangażowanym działaczem partyjnym) i wojennego chaosu. Rodzinne miasteczko przyszłego reżysera i pisarza poważnie ucierpiało wskutek alianckich nalotów. On sam w drugiej połowie lat 40. zaliczył debiut literacki (w pewnym mediolańskim czasopiśmie wydrukowano parę jego wierszy i opowiadań) oraz wygrał konkurs dramaturgiczny, co zaprowadziło go w efekcie na studia w Akademii Teatralnej w Rzymie. Po roku został stamtąd wyrzucony w atmosferze skandalu – nakryto go na spaniu z dziewczyną w pobliskim klasztornym dormitorium. 

Innymi słowy: Camilleri nie miał formalnie żadnego wyższego wykształcenia, w szczególności teatralnego. Nie przeszkodziło mu to jednak w rozpoczęciu kariery reżyserskiej; był niezwykle utalentowany, co dostrzegali starsi koledzy po fachu. W latach 50. pracował w teatrze, angażował się w członkostwo w Partii Komunistycznej, zaczął także współpracę z państwowym radiem i telewizją RAI. W produkcji telewizyjnej zaczął się specjalizować w adaptacjach powieści kryminalnych: pracował ze Sciascią (tak się poznali), od roku 1964 do 1972 przenosił na ekran telewizyjny powieści Georges’a Simenona ze słynnej serii o komisarzu Maigret.

W 1967 r. napisał swoją pierwszą powieść, „Il corso delle cose” („Bieg spraw” – nietłumaczona na polski), która przez kolejną dekadę szukała wydawcy i nie mogła go znaleźć, głównie z uwagi na język, jakiego użył Camilleri do jej napisania. W 1974 r. został nauczycielem reżyserii i aktorstwa w Akademii Teatralnej, z której wyrzucono go ćwierć wieku wcześniej – pracował tam przez kolejne ćwierćwiecze, stając się belferską legendą owej uczelni. W końcu zaczęto także wydawać jego powieści historyczne – żadna z nich nie przebiła się jednak do mainstreamu. 

Domowa mowa komisarza Montalbano 

Co takiego zatem stało się w 1994 r.? Właściwie nic szczególnego. Camilleri zastosował zasadę: „zrób jeszcze raz to samo, ale całkiem inaczej”. Montalbano dostał swoje nazwisko po zaprzyjaźnionym hiszpańskim pisarzu Manuelu Vázquezie Montalbánie (1939-2003), którego kryminały z prywatnym detektywem Pepe Carvalho Camilleri bardzo cenił, a jego powieść „El pianista”, rzecz o idealizmie i kolaboracji czasów powojennego frankizmu, po prostu uwielbiał.

Nazwisko komisarza było więc rodzajem hołdu. Podobnie zresztą rodzajem hołdu stało się fikcyjne miasto Vigàta – tym razem był to wyraz tęsknoty za sycylijskim pejzażem. „To, że mieszkam w Rzymie, to przypadek, mimo że żyję tu już od półwiecza. Nie uważam się za rzymianina. Jestem ze wszech miar Sycylijczykiem, choć to sycylijskość niezgodna z pewnymi tradycyjnymi stereotypami. W każdym razie gdybym nie był Sycylijczykiem, nie byłbym w stanie napisać tego, co napisałem” – opowiadał autor w wywiadzie dla „The Malta Independent”, a potem dodawał: „Cóż, Vigàta to Porto Empedocle w zmiennych okolicznościach architektonicznych, bo potrafi się kondensować albo rozszerzać wedle potrzeby. To artefakt zbudowany w oparciu o faktycznie istniejące miasto. I zbiór moich wspomnień od dzieciństwa do wczesnej młodości, wypadkowa pokoleniowych przeżyć. Aspekt fizykalny – czyli gdzie co się znajduje – ma tu znaczenie drugorzędne”. Trochę Macondo, trochę hrabstwo Yoknapatawpha, ale zanurzone głęboko we współczesności.

Tym, czego czytelnik przekładów (polskie są bardzo przyzwoite) z oczywistych względów nie wychwyci, jest aspekt lingwistyczny powieści z cyklu o komisarzu Montalbano. We Włoszech patrzono na sukces tych książek z niedowierzaniem – ostatecznie zostały napisane przy użyciu języka dalekiego od literackiej normy, na swój sposób „gorszego”, mieszanki oficjalnej włoszczyzny, sycylijskiego dialektu i słów w ogóle nieistniejących w żadnym słowniku. Camilleri, krótko mówiąc, nie odstąpił od pomysłu, który z uporem forsował już w swojej pierwszej powieści, tej, której nikt nie chciał mu wydać. Ale czasy się zmieniły i Włochy też. Z książki na książkę rosła liczba czytelników. Strategia Camilleriego miała w sobie coś z językowej dekolonizacji, z odczarowania jakiegoś lingwistycznego tabu – pozwalała odbiorcom w różnych częściach Włoch poczuć się lepiej z własną mową domową.

Powieści Camilleriego są polityczne

Owa „domowość” przejawia się w owym cyklu jeszcze inaczej – przez zderzenie tego, co lokalne, z tym, co globalne. Komisarz Montalbano, facet kapryśny, czasem wrażliwiec, czasem grubianin, jest przede wszystkim człowiekiem zakorzenionym. Stąd bierze się zaufanie, jakie mają ludzie wobec niego. Stąd legitymizacja nie zawsze regulaminowych działań. „Jego śledztwa zawsze mają oparcie w jakimś »środowisku«, które należy zrozumieć, by rozwiązać sprawę. Może to być miasto, gmina, dzielnica, rodzina – ważne, że to w ich obrębie zdarzyła się zbrodnia. Montalbano chce to pojąć, dokonuje więc interpretacji reguł postępowania w tej rodzinie, dzielnicy, mieście, ponieważ inaczej nie da się rozwiązać zagadki” – mówił autor. Żadnej abstrakcji.

Żadnego poczucia u czytelnika, że oto serwuje mu się wydumane, abstrakcyjne zbrodnie. Camilleri umiał to robić znakomicie: oddawać miejscowy koloryt, uprawdopodobniać zdarzenia, sprawiać, by mu wierzono na słowo. Część tego efektu osiągał za pomocą ironii, sarkazmu i sytuacyjnego humoru – narrator w tych książkach nigdy nie jest obiektywnym obserwatorem, jest opowiadaczem, który wciąga nas w snutą przez siebie historię.

Oczywiście ten brak obiektywności doprowadzał wielu Włochów, zwłaszcza tych o bardziej prawicowych poglądach, do szału. Bo powieści Camilleriego są polityczne: nie oszczędzają zwłaszcza konserwatywnego populizmu, wypowiadają się w obronie praw mniejszości i humanitarnego traktowania imigrantów, konsekwentnie stają po stronie słabszych, sekują hipokryzję bulwarowych mediów. Rzec by można: idealna lektura dla współczesnych Polaków.

Pisanie to zawsze przyjemność

Wszystkie te cele Camilleri osiągał zadziwiająco prostymi środkami, sięgając po teatralną sztukę budowania dramaturgii za pomocą dialogu (rozmowy w tych książkach to clou, w nich dzieje się najwięcej), a także po tradycję commedii dell’arte z jej komizmem typowych charakterów. Jest więc w cyklu o komisarzu Montalbano klaun, jest kobieciarz, jest wierny sługa, jest choleryk i femme fatale. „Jeśli ich masz, to napisałeś już połowę powieści. Trzeba tylko wymyślić fajną zbrodnię. Wpada ci do głowy zbrodnia pokazywana w wiadomościach. Dopisujesz ją do reszty opowieści i za jakieś trzy miesiące książka gotowa” – żartował pisarz w filmie dokumentalnym i być może nie był wcale daleko od prawdy. Wiarygodność uzyskiwał za to przez opisy jedzenia: je się tu smacznie i obficie.

Tej literackiej zabawie („Pisanie to zawsze przyjemność. Gdyby to było okropne zajęcie, już bym więcej nie pisał”) towarzyszyła gra w formalne ograniczenia: „W pewnym momencie zacząłem robić tak, że wszystkie [powieści] mają po 18 rozdziałów, a każdy z nich ma 10 stron. Dlatego moje książki [z cyklu] są tej samej długości. (…) Przekłada się to na ogromną dyscyplinę pisania, bo gdy myśli się o powieści, eliminuje się już z góry to, co sprawiłoby, że przekroczy ona daną długość”.

W Polsce ukazały się dotąd 23 książki z serii o komisarzu Montalbano (ostatnio „Morze błota” i „Karuzela pomyłek”, obie nakładem wydawnictwa Noir sur Blanc w przekładzie Moniki Woźniak) i cztery zbiory opowiadań. Zostało jeszcze pięć książek nieprzełożonych na polski, w tym ostatnia, „Riccardino”, którą Camilleri zapobiegawczo napisał jako ostatnią część cyklu jeszcze w 2004 r., chcąc w ten sposób uniemożliwić kontynuację piórem innego autora. Oczywiście – żyjemy w kulturze sequeli, prequeli i spin-offów. Sequele pisarz zablokował, ale co z prequelami i spin-offami?

Camilleri – w tym roku obchodzimy 100-lecie jego urodzin – był jednak niepowtarzalnym fenomenem, co zawdzięczał przypuszczalnie, nie licząc talentu, ogromnej joie de vivre. W filmie zauważał: „Moim ideałem jest akrobatka na trapezie. Robi potrójne salto, a i tak jest cały czas uśmiechnięta i powabna. Nie pokazuje, jak bardzo jest zmęczona ćwiczeniami. Gdyby to zrobiła, widz nie czerpałby już przyjemności z oglądania jej akrobacji. Tak samo jest ze mną. Chcę być akrobatą. Nie chcę, by moja twórczość ukazywała ciężką pracę. Dlatego pisanie sprawia mi radość”.

Andrea Camilleri, PRYWATNA WOJNA SAMUELEGO, przeł. Lucyna Rodziewicz-Doktór, Noir sur Blanc 2025

Andrea Camilleri, KARUZELA POMYŁEK, przeł. Monika Woźniak, Noir sur Blanc 2025

Andrea Camilleri, MIESIĄC Z KOMISARZEM MONTALBANO, przeł. Stanisław Kasprzysiak, Noir sur Blanc 2025

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Akrobata