Mundury Wojska Polskiego do wymiany. Sprzęt się zmienia, ale żołnierze wciąż w starych uniformach

Jak na symbol instytucji, której ufamy bardziej niż Kościołowi i policji, wiemy o nim niewiele. Tymczasem najnowsza historia polskiego munduru wojskowego nabiera tempa – z możliwym happy endem.
Czyta się kilka minut
Wojskowe Targi Służby i Pracy, organizowane przez MON. Tarnów 04 kwietnia 2025 r. / Fot. Bartłomiej Bodzek / East News
Wojskowe Targi Służby i Pracy, organizowane przez MON. Tarnów 04 kwietnia 2025 r. / Fot. Bartłomiej Bodzek / East News

W odniesieniu do tej firmy stara giełdowa maksyma „sell in May and go away” byłaby fatalną poradą. Kto zgodnie z nią przed wakacjami pozbyłby się akcji Grupy Tekstylnej Arlen i pojechał na urlop, plułby sobie teraz w brodę. Polski producent odzieży ochronnej i mundurów od czerwcowego debiutu na warszawskiej giełdzie niemal ciągle zyskuje na wartości.

Inwestorzy obstawiają, że to właśnie Arlenowi przypadnie w udziale realizacja jednego z najważniejszych zamówień dla polskich żołnierzy. Nie Wojska Polskiego, ale właśnie wojskowych – mowa bowiem o nowoczesnym umundurowaniu, na które czekają od lat.

Polska armia w mundurach z poprzedniego stulecia

Trwająca od kilkunastu miesięcy Operacja Szpej, czyli wymiana umundurowania i osobistego wyposażenia polskich żołnierzy, wchodzi wedle zapowiedzi resortu obrony w decydującą fazę. MON chce jeszcze w tym roku wybrać nowy wzór polskiego munduru, nowe materiały i rozpisać przetarg na dostawy.    

Składając pod koniec ub. roku meldunek z postępów w realizacji planu, szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła wyliczył posłom z Komisji Obrony Narodowej, że do tej pory zakupiono jedynie 30 tys. kamizelek kuloodpornych i 62 tys. lekkich hełmów kompozytowych. Wojsko i MON prowadzą także testy kilku typów nowej bielizny letniej i zimowej.

O tym, który ostatecznie wejdzie do wyposażenia armii, mają zdecydować sami żołnierze. Miejsce prostych szelek do przenoszenia oporządzenia wzoru „988 Lubawka” mają zająć nowoczesne modułowe pasy taktyczne. Kobiety testują z kolei damskie wzory mundurów polowych, wreszcie dostosowane krojem do kobiecej sylwetki.

Bez cienia przesady można stwierdzić, że wojsko czeka na nowe szaty bardziej niż na nowe czołgi i samoloty. W ankiecie nastrojów w armii, które w 2024 r. przeprowadziło Wojskowe Biuro Badań Socjologicznych, tylko 11 proc. żołnierzy dobrze lub bardzo dobrze oceniło jakość i ilość swojego wyposażenia. 

Ankietowanych poproszono o wskazanie, czego brakuje im najczęściej. Przeszło co czwarty (26 proc.) wskazał na wyeksploatowane samochody, ale 15 proc. za najpilniejszą potrzebę uznało wymianę wysłużonego wyposażenia indywidualnego i umundurowania.

 Aż 35 proc. żołnierzy zawodowych i kontraktowych nie pamiętało, by w czasie służby w ich jednostce kiedykolwiek wymieniono mundury; kolejne 21 proc. deklarowało, że nowych sortów nie widziało co najmniej od trzech lat.

Priorytety inwestycyjne wojska lekceważą indywidualne potrzeby żołnierzy

Rzeczywistość polskich jednostek wojskowych nadal nie wygląda więc tak bajecznie, jak w relacjach sztabowców i deklaracjach polityków wszystkich niemal obozów, którzy na każdym kroku chwalą się budżetem na obronność sięgającym 4,7 proc. PKB.

Odpowiadając na pytanie o kierunek rozwoju sił zbrojnych, aż 61 proc. żołnierzy jako priorytetową wskazuje modernizację techniczną i wymianę wyposażenia, a dopiero potem zwiększanie liczebności. Przeszło połowa podkreśla, że modernizację zna wyłącznie z przemówień polityków, bo w ich jednostkach od lat nie pojawił się nowy sprzęt.

Jak to możliwe w sytuacji, gdy tylko w tym roku do wojska trafić ma ponad 186 mld zł, a w dekadzie 2024-2035 zsumowane wydatki na obronność przekroczą 643 mld zł? Statystycy z Wojskowego Biura Badań Socjologicznych zapewniają, że to w głównej mierze specyfika organizacji sił zbrojnych, w których obok jednostek wysokiej gotowości są też formacje zaplecza.

Nowy sprzęt płynie dziś głównie do oddziałów, które w strukturach armii są jednostkami pierwszoliniowymi, np. do 6. Brygady Powietrznodesantowej, 21. Brygady Strzelców Podhalańskich czy 12. Szczecińskiej Brygady Zmechanizowanej, doskonale wyszkolonych i w pełni zgranych operacyjnie z NATO. Reszta musi po prostu poczekać na swoją kolej.

Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona, niż utrzymują statystycy, i nieoficjalnie przyznają to nawet najwyżsi dowódcy, z generałem Kukułą na czele. Po dekadach niedofinansowania lista pilnych potrzeb armii rozrosła się tak bardzo, że zabrakło na niej miejsca dla komfortu żołnierzy. 

Dla generalicji, która służbę zaczynała jeszcze w PRL-u, taki wybór był zresztą oczywisty. W Ludowym Wojsku Polskim jakość nigdy nie miała większego znaczenia. Armia z masowego poboru miała być liczna i musiała być licho wyszkolona. Miała też fatalne wyposażenie, czego symbolem były ciężkie metalowe hełmy, buty, które „dopasowywały stopy do siebie” oraz słynne pasy do przenoszenia sprzętu, zwane „szelkami-dusicielkami”.

Z chwilą, gdy armia przeszła na zawodowstwo, profesjonalny miał się stać także sprzęt żołnierzy. Zawieszenie zasadniczej służby wojskowej nie pociągnęło za sobą jednak modernizacji wyposażenia. W ten sposób wojsko wkroczyło w nową geopolityczną rzeczywistość w mundurach, butach i w hełmach z poprzedniego stulecia.


Pułapki wojskowych stylizacji

Umundurowanie Wojska Polskiego w detalach opisuje rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej z 20 maja 2022 r. Nasi żołnierze mają dziś do dyspozycji aż osiem wzorów mundurowych, od polowego, używanego na co dzień, aż po wieczorowy, który oficerowie wkładają na specjalne okazje.

Nie ma tu miejsce na modową dezynwolturę, choć wojskowym pozostawiono nieco swobody w doborze akcesoriów, takich jak teczka, okulary przeciwsłoneczne czy symbole żałoby. Po ostatnich zmianach z maja br. żołnierzom wolno także łączyć z mundurem elementy wyposażenia rodem ze sklepów z militariami dla cywilów, takie jak plecaki w barwach maskujących i rękawiczki taktyczne.

Przepisy próbują tu nadgonić realia, a te są takie, że w część wyposażenia nasi żołnierze od dawna zaopatrują się sami, kierując się własnym gustem i potrzebami. MON musiało też w końcu pogodzić się z faktem, że Wojsko Polskie podczas swoich rutynowych zajęć wchodzi czasem w interakcje ze społeczeństwem oraz siłami sojuszniczymi NATO.

W rozporządzeniu pojawiły się więc zapisy sankcjonujące noszenie kamizelek odblaskowych przez żołnierzy kierujących przemarszem kolumn wojskowych po drogach publicznych oraz passus, który pozwala wreszcie legalnie założyć cienką bluzę taktyczną pod noszak z płytami balistycznymi.

Pod koniec ub.r. sejmowa Komisja Obrony Narodowej wyraziła nawet zgodę na przełomową zmianę regulaminu, która wreszcie pozwoliłaby żołnierzom dekompletować sorty mundurowe i dokonywać drobnych modyfikacji dopasowujących je do budowy ciała. Na razie jednak za samowolne zwężenie spodni lub skrócenie nogawek można, przynajmniej w teorii, wpaść w kłopoty.


Kto w Polsce może nosić mundur wojskowy

A tak się składa, że ostatnia dekada XX w. spauperyzowała polski mundur wojskowy. PRL, która pod koniec 1989 r. miała pod bronią ok. 340 tys. żołnierzy, zostawiła swej następczyni przepastne magazyny wypełnione zapasami grubo ponad potrzeby przeszło dwukrotnie mniejszej armii III RP. Rozpoczęła się era wyprzedaży, które w kilka lat wyposażyły w mundury armię polskich grzybiarzy, wędkarzy i działkowiczów.

Kamuflaż wzór 68, zwany powszechnie „Moro”, jeszcze w 1989 r. został pospiesznie zastąpiony wzorem 89 „Puma”, ale nowość nie zagrzała miejsca za bramami jednostek. Już cztery lata później ustąpiła miejsca kamuflażowi wzoru 93 „Pantera” z charakterystycznymi trójkolorowymi plamami w kształcie przypominającym liście dębu. 

„Pantera” miała początkowo być jedynie wzorem mundurowym specjalsów z GROM-u, zaprojektował ją jeden z oficerów tej elitarnej jednostki, ale gdy na ćwiczeniach zaczął w niej paradować prezydent Lech Wałęsa, wzbudzając zainteresowanie nowym kamuflażem, postanowiono ją wprowadzić we wszystkich jednostkach lądowych.

Wzór 93 obowiązuje w Wojsku Polskim do dzisiaj. O wiele krótszą metrykę mają przepisy zakazujące chodzenia w – choćby i niekompletnym – mundurze cywilom. Sens wprowadzenia takiego zapisu polskie władze dostrzegły dopiero w roku 2016, dwa lata po tym, jak na wschodzie Ukrainy i na Krymie zaroiło się od rosyjskich „zielonych ludzików”, a Putin tłumaczył, że mundury przypominające rosyjskie można kupić w prawie każdym sklepie z militariami.

Kolejną cegiełkę w murze oddzielającym polskich cywilów od mundurów postawiła ustawa o obronie ojczyzny z 2022 r. Przepisy w aktualnym brzmieniu są bezwzględne. W mundurze wojskowym mogą w Polsce chodzić jedynie żołnierz pozostający w służbie, cywil pracujący w wojskowej jednostce, któremu przysługuje takie prawo z mocy pełnionej funkcji, oraz uczniowie szkół wojskowych.

Weteranom i żołnierzom w stanie spoczynku wolno wkładać go tylko na uroczystości państwowe. Jedynym dopuszczanym przez prawo przypadkiem, gdy mundur zakłada cywil, są inscenizacje lub produkcje filmowe i teatralne – o ile wcześniej zgodę wyrazi na to wojsko.

Wojsku ufamy bardziej niż Kościołowi

Statystyczny Polak nie zdaje sobie nawet sprawy, że zakładając kompletne barwy polskiej armii, złamałby prawo. Ale nie musi. Jeśli za miarę naszego stosunku do munduru uznać zaufanie do armii, to uniformy żołnierzy budzą dziś powszechnie bardzo ciepłe skojarzenia. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej na początku tego roku na zlecenie Polskiego Instytutu Ekonomicznego, armii ufa aż 74 proc. społeczeństwa, więcej niż WOŚP (71 proc.), bankom (60 proc.), policji (57 proc.), Unii Europejskiej (52 proc.) oraz Kościołowi katolickiemu (36 proc.).

Wojsko przez lata budowało sobie tę pozycję, prezentując społeczeństwu wyraźną – jak na polskie realia – apolityczność. Żołnierze i ich dowódcy zawsze mieli oczywiście rozmaite sympatie polityczne i światopoglądowe, ale zazwyczaj udawało im się nie przynosić ich do pracy. Nawet u schyłku ostatniej kadencji PiS, kiedy ugrupowanie Kaczyńskiego zerwało z niepisaną regułą zakazującą grania o poparcie sprawami bezpieczeństwa kraju, armia zdołała uniknąć losu całkowicie zwasalizowanej policji i Straży Granicznej.

Owszem, Mariusz Błaszczak z lubością organizował kolejne konferencje z żołnierzami w roli statystów. Wojsko przejeżdżało, maszerowało i przelatywało na każde wezwanie MON, ale w debacie politycznej żołnierze się nie pojawiali.

Nawet głośna dymisja, złożona w trakcie kampanii wyborczej przez Rajmunda Andrzejczaka i Tomasza Piotrowskiego, dwóch najwyższych dowódców, przez część żołnierzy została uznana za jeden krok za daleko, mimo że obaj dowódcy konsekwentnie odmawiali komentarzy do swojej decyzji.  

Czy będziemy mieć też neogenerałów?

Od 6 sierpnia Wojsko Polskie ma nowego zwierzchnika. Karol Nawrocki jeszcze w kampanii wyborczej dawał do zrozumienia, że uprawnienia, które daje prezydentowi artykuł 134. Konstytucji, będzie interpretować dosłownie. Polska ustawa zasadnicza mówi wprawdzie, że w czasie pokoju głowa państwa sprawuje kontrolę nad armią „za pośrednictwem ministra obrony narodowej”, bo polityka obronna kraju pozostaje w gestii rządu, ale dla Nawrockiego kluczowe decyzje dotyczące wojska, zwłaszcza personalia, mogą być zbyt ważnym poletkiem konfliktu z gabinetem Tuska, aby oddać je bez walki.

Upolitycznienie procedury nominacji generalskich może być dla nowego prezydenta tym prostsze, że to nie on zapoczątkowałby ten proces. Jak podkreśla generał broni w stanie spoczynku Mirosław Różański, a obecnie senator, Polska jest jednym z nielicznych krajów NATO, w których awans na stanowisko generalskie w strukturach wojskowych nie pociąga za sobą automatycznej nominacji na taki stopień.

Zdarzają się sytuacje, kiedy pod wyborem sztabowców z jakiegoś powodu długo nie podpisuje się MON i nie kieruje do prezydenta wniosku o przyznanie stopnia generała.

W tej sytuacji łatwo wyobrazić sobie scenariusz, w którym nowy prezydent odkłada ad Kalendas Graecas wręczenie patentów generalskich nominatom wskazanym przez szefa MON. Taki konfrontacyjny kurs z pewnością przypadłby do gustu akolitom Nawrockiego, którzy w stadionowym stylu wygwizdali ministra Kosiniaka-Kamysza podczas uroczystości przekazania prezydentowi-elektowi zwierzchnictwa nad armią. 

W wariancie konfrontacji totalnej głowa państwa mogłaby nawet posunąć się do wręczenia nominacji generalskich z pominięciem MON. W wojsku mielibyśmy wówczas do czynienia z kopią kryzysu w sądownictwie. Żołnierze niższych szczebli niemal codziennie musieliby odpowiadać sobie na pytanie, czy obowiązuje ich posłuszeństwo wobec „neogenerałów”.

Kluczowe pytanie brzmi – jak zachowa się wówczas armia? Czy korpus oficerski nie ulegnie pokusie szybszej ścieżki awansu i da się wciągnąć w konflikt polityczny między rządem a prezydentem? A nawet szerzej: czy polskie wojsko pozostanie apolityczne, czy może dojdzie do wniosku, że najwyższy czas wesprzeć „swoich”?

Jakie sympatie polityczne mają polscy żołnierze

Wojsko ma dziś serce wyraźnie po prawej stronie. Pokazał to opublikowany przed kilkoma dniami raport o „Aktywności wyborczej żołnierzy podczas wyborów prezydenckich 2025 r.”, przygotowany na zlecenie fundacji Stratpoints kierowanej przez gen. Różańskiego.

Autorzy przeanalizowali wyniki pierwszej i drugiej tury w 34 komisjach wyborczych w miejscowościach, w których dużą część populacji stanowią wojskowi i ich rodziny. W pierwszej turze najsilniejszą dysproporcję w stosunku do średniej krajowej odnotowano w liczbie głosów oddanych na Sławomira Mentzena i Grzegorza Brauna

Poparcie dla pierwszego w analizowanych komisjach było wyższe aż o 9,07 punktu procentowego niż wynik krajowy, a dla Brauna o 1,29 punktu procentowego. W komisji przy bazie polskiego kontyngentu w Kosowie Mentzen i Braun zdobyli łącznie przeszło 65 proc. głosów! W drugiej turze w 34 analizowanych komisjach Karol Nawrocki wygrał z Rafałem Trzaskowskim 56,91 proc. do 43,09 proc.

Wysokie poparcie dla kandydatów prawicy wśród żołnierzy nie oznacza oczywiście, że wojsko jest gotowe do rokoszu. Nie jest również niespodzianką. Kandydaci z kręgu Konfederacji cieszyli się dużą popularnością w całej populacji wyborców przed trzydziestką, a wojsko to z definicji matecznik młodych mężczyzn. 

Antysystemowa agenda Konfederacji, uderzająca głównie w instytucje państwa, jest jednak dobrym podłożem dla wzrostu rozmaitych ekstremizmów, niebezpiecznych zwłaszcza wtedy, gdy rozkwitają w środowisku sankcjonującym systemową przemoc – a takim przecież jest armia.

Polska polityka brutalizuje się od lat. Dlatego Wojsku Polskiemu, które właśnie obchodzi swoje święto, wypada życzyć, żeby nadal trzymało się od niej z daleka.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 33/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Armia się stroi