Tym razem nie były to pomarańcze, choć wojskowym pamiętającym PRL skojarzenia z przedświątecznymi dostawami cytrusów mogły istotnie przyjść do głowy. Dokładnie na tydzień przed Wigilią w porcie w Gdyni wyładowano ostatnią z zaplanowanych na ten rok partii uzbrojenia zakupionego dla Wojska Polskiego w Korei Południowej. Do kraju przypłynęło siedem czołgów Black Panther, 16 armatohaubic K9A1 oraz sześć modułów wyrzutni rakietowych Czunmu, które po zamontowaniu na samochodach Jelcz produkowanych pod Wrocławiem wejdą na wyposażenie polskiej artylerii rakietowej jako wyrzutnie Homar-K. Dwa dni później z USA dotarły nagrania z oblotu kolejnego myśliwca F-35 z polską szachownicą na ogonie, a według niepotwierdzonych przez resort obrony informacji (względy bezpieczeństwa) w drodze nad Wisłę jest także pierwsza partia 28 czołgów Abrams w najnowszej wersji M1A2 Sepv3, których wojsko ma łącznie otrzymać 250.
Kupujemy coraz więcej - poza amunicją
Agencja Uzbrojenia, która odpowiada za zamówienia dla wojska, ma obecnie w koszyku sprzęt wart łącznie około 500 mld zł i choć płatności za te zakupy rozłożą się na dwie dekady, aktywność Polski w tej dziedzinie robi wrażenie nawet na krajach znacznie bogatszych. Budujemy najsilniejszą armię lądową Europy, która za kilka lat dysponować będzie większą liczbą czołgów niż Francja i Wielka Brytania razem wzięte. W tym roku na wojsko i uzbrojenie dla niego wydamy rekordowe 187 mld zł, czyli aż 4,6 proc. PKB – licząc z pozabudżetowym Programem Wsparcia Sił Zbrojnych.
Część zamówień właśnie trafia do realizacji – jak wspomniane F-35. Inne, np. koreański kontrakt na 180 czołgów K2, z których do Polski dostarczono już 84 – są mocno zaawansowane. Wojsko nie komunikuje tego wprost, ale niemal każdemu zamówieniu towarzyszy dodatkowy kontrakt na dostawy amunicji do uzbrojenia, gdyż krajowi dostawcy nadal nie są w stanie jej zapewnić. Dopiero 11 grudnia prezydent Duda podpisał wyczekiwaną od miesięcy ustawę amunicyjną, dzięki której polskie firmy zbrojeniowe mogą otrzymać łącznie 3 mld zł na inwestycje w produkcję pocisków artyleryjskich kalibru 155 i 120 milimetrów. Realizacją tego pilnego projektu zajmie się głównie konsorcjum PGZ, zapewne we współpracy z partnerami z Korei Południowej. Tyle że efekty tej współpracy – o ile w ogóle do niej dojdzie – będą widoczne najwcześniej za dwa-trzy lata. Do tego czasu Wojsko Polskie, systematycznie wyposażane w coraz nowocześniejszy sprzęt, będzie skazane na amunicję z importu. Krajowe zakłady są dziś w stanie zaspokoić zapotrzebowanie tylko na amunicję strzelecką standardowych NATO-wskich kalibrów 5,56 i 9 milimetrów.
Nadrabianie zaległości po rządach PiS-u
W marcu 2023 r. rząd Morawieckiego przyjął niejawną uchwałę, która powoływała do życia Narodową Rezerwę Amunicyjną. Plan zakładał zakup miliona sztuk amunicji artyleryjskiej i rozbudowę produkcji takich pocisków w kraju, ale pozostał na papierze. Do końca epoki PiS na zwiększenie krajowych zasobów Polska nie wydała ani złotówki. Dopiero w grudniu 2023 r., tuż po zaprzysiężeniu, rząd Tuska podpisał umowę zakupu ok. 285 tys. sztuk amunicji 155 mm od Polskiej Grupy Zbrojeniowej. W umowie rząd nie zawarł jednak warunków, które zobowiązywałyby PGZ do rozbudowy mocy produkcyjnych i w gruncie rzeczy – jak wskazywali krytycy – dostawca pocisków mógł je nabyć od jakiegoś zagranicznego kontrahenta i z zyskiem odsprzedać polskiemu wojsku.
Zarówno w armii, jak i wśród polityków różnych partii nadal nie brak orędowników zakupu uzbrojenia i amunicji za naszą zachodnią granicą. Kierunek niemiecki ma oczywiście wiele plusów, na czele z bliskością źródła dostaw, ale dyskwalifikuje go wydłużony czas realizacji. Niemieckie firmy zbrojeniowe produkują w ślimaczym tempie. Koncern Rheinmetall nadal nie wywiązał się z zawartego jeszcze w 2022 r. kontraktu na dostawę do Polski około 50 tys. sztuk amunicji kalibru 155 mm. Na razie nie ma też szans, by pustkę, jaką zostawiły polskie firmy państwowe, szybko wypełnił kapitał prywatny. Największy nasz prywatny producent amunicji, Grupa Niewiadów, planuje wprawdzie rozbudowę swojej fabryki amunicji wielkokalibrowej w Łódzkiem, ale produkcja ma w niej ruszyć za dwa lata i docelowo wynosić 180 tys. pocisków 155 mm rocznie. Nawet po zwiększeniu mocy produkcyjnych fabryki w Niewiadowie będą w stanie dostarczyć co roku tyle amunicji wielkokalibrowej, ile w warunkach pełnoskalowej wojny polska armia zużyje – w złych okolicznościach – w trzy dni.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















