Logo na szybie to napis „Głos na Pustyni” i mężczyzna w szortach. Postać wznosi ramiona ku niebu w geście „Y”, którym w górach wzywa się helikopter na pomoc.
Ulica Balicka 214, Kraków. Miłe powitanie przez młodych uśmiechniętych ludzi. Przydymione światło szatni i zapach szarugi przyniesionej na ciemnych płaszczach. A kilka kroków dalej – jasna, wykończona skandynawskim drewnem sala i rzędy foteli otoczone półkolistym sklepieniem. Dwie setki ludzi: dobrze ubrani dorośli, rozbiegane dzieci. Gwar.
Po lewej stronie – profesjonalna konsola dla didżejów. Z przodu – potężny drewniany krzyż i scena jak na koncertach. Po prawej – ściana pełna obrazów o religijnej symbolice: gołębie, lwy, motywy przyrodnicze. Powyżej antresola dla rodzin z dziećmi.
Na początku ruch, krzątanina. Aż nagle – wybuch muzyki i pieśni „uwielbieniowych”. Modlitwa za królów, przywódców państwowych i prezydenta. Za papieża, biskupów i księży. „Posyłaj im anioły, które będą ich prowadzić do Ciebie”. A potem za Gosię i Karola, liderów ruchu: „Wylewaj na nich swe charyzmaty!”. Gitara, keyboard, wokal. Ludzie wznoszą ręce i bujają się w takt muzyki, a dzieci z harfami tańczą pośrodku sali. Ekstaza.
Historia Głosu na Pustyni: od małego pokoju do dużej fundacji
Wspólnota charyzmatyczna Głos na Pustyni powstała w 2011 r. Założyciele podkreślają, że błogosławił im sam Grzegorz Ryś, wtedy biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej. To on powołał Sekretariat ds. Nowej Ewangelizacji, którego członkiem i sekretarzem jest Karol Sobczyk, psycholog i współzałożyciel Głosu. Małgorzata Sobczyk pracowała wówczas w korporacji.
Zaczynali od małego pokoiku w prywatnym mieszkaniu. Grupa modlitewna rozrosła się szybko w dużą i rozpoznawalną wspólnotę, której członkowie z czasem powołali fundację. Dostali asystenta kościelnego ze strony krakowskiej kurii, franciszkanina, o. Mariusza Orczykowskiego.
Pracy jest dużo. Sobczykowie cały swój czas poświęcają fundacji. Zatrudniają siedem osób, które zajmują się wydawnictwem, pomocą charytatywną, administracją, organizacją pracy wspólnoty, poradnią psychologiczną i działem PR.
– Podczas spotkań mamy jeszcze „posługę”: parkingowego i witających – wyjaśnia pani Małgorzata.
– Miękka wykładzina na podłodze ma sprawić, żeby ludzie poczuli tutaj zalążek domu. Chcemy, żeby wszystko wokół reprezentowało Boga, na miarę naszych możliwości. Spotkania są świętowaniem. Śpiewamy i wywyższamy Boga.
Cztery filary wiary i oczekiwanie na zmartwychwstanie
– Różnica między koncertem muzyki chrześcijańskiej a uwielbieniem jest taka, że koncert zazwyczaj służy rozrywce, a uwielbienie jest głęboką modlitwą, w której się spotykam z Bogiem – mówi Ewa Nowak.
W trakcie pandemii śledziła konta chrześcijańskich twórców na Instagramie i przeżyła „przebudzenie wiary”. Zaczęła czytać codziennie Pismo Święte. Potem założyła własny profil o treściach chrześcijańskich. Zawodowo zajmuje się mediami społecznościowymi projektu ewangelizacyjnego Blisko Rahamim, stworzonego przez Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia z krakowskich Łagiewnik.
Nawrócenie dużo ją kosztowało: straciła część znajomych, z którymi kiedyś imprezowała. Wspólnotę odnalazła w Głosie na Pustyni. Poznała cztery filary, na których oparta jest wspólnota (Słowo Boże, jedność chrześcijan, przekonanie o istotnej roli Izraela w Bożym planie zbawienia oraz czekanie na powtórne przyjście Jezusa), i upewniła się w swym wyborze.
– Te rzeczy zaczęły odgrywać dużą rolę w moim życiu – mówi, podkreślając jednocześnie, że wspólnota nie zastępuje jej całości uczestnictwa w życiu Kościoła, lecz go dopełnia.
Modlitwa wstawiennicza i świadectwa uzdrowień
Wracam do jasno oświetlonej sali. W rogu wielki tablet z napisem: „Dziękujemy za tworzenie tego miejsca z nami” oraz czytnik kart płatniczych. Obok – stojak z egzemplarzami Pisma Świętego. Za mną – księgarnia z publikacjami Głosu na Pustyni.
Uwielbienie dobiega końca. Na scenie pojawia się łysy mężczyzna z rudą brodą, w granatowych dżinsach i katanie. „Bóg żyje! Amen?!” – krzyczy. „Amen!” – odpowiada tłum. „Najważniejszy jest Pan, ale wy zaraz za Nim! Amen?!”. „Amen!”.
Tematem jego wystąpienia jest „Przymierze krwi. Potęga relacji z Bogiem”. „Czeka na ciebie rzeczywistość lepszego przymierza! Dlaczego?!” – pyta prowadzący. „Bo takie jest serce Ojca!” – odpowiada sam sobie. „Jara cię to, brachu?! Mnie to jara jak krzak Mojżesza!”. Zapamiętałem jeszcze opowieść o afrykańskich plemionach Szibilibi i Szubulubu, która miała zobrazować, czym jest przymierze.
– Mamy różnych mówców z różnymi ekspresjami i wrażliwościami. Ich życie świadczy jednak o tym, że poszli za Jezusem – tłumaczy Małgorzata Sobczyk. – Ten dziś na scenie to Michał Nikodem. Jest konferansjerem i prowadzi zabawy na weselach. Taki ma styl.
W ostatnich tygodniach z tego samego miejsca przemawiali m.in. psychoterapeuta Krzysztof Demczuk, ks. Radek Rakowski, kulturoznawca Jakub Krauze czy znany biblista, prof. Marcin Majewski. Spory rozrzut osobowości i tematów.
Królestwo Boże i ciała wolne od chorób
Siedzimy za wielkim stołem w sali konferencyjnej, tuż za ścianą. Czysto, cicho, profesjonalnie. Zapach nowości. Pytam, w co konkretnie wierzą założyciele i członkowie wspólnoty?
– Bóg ma plan, który jest opisany w Biblii. Od wybrania Abrahama i stworzenia ludu Izraela, aż do przyjścia Zbawiciela całego świata. Końcem planu jest powtórne przyjście Jezusa, o którym w naszym Kościele mówi się stosunkowo niewiele – tłumaczy Małgorzata.
Pytam, jak to będzie wyglądało.
– Czekamy na powtórne przyjście w sensie fizycznym. Słowo Boże mówi, że śmierć zostanie pokonana i będziemy mieli odnowione, zmartwychwstałe ciała, które nie będą podlegać chorobie. Nadejdzie Królestwo Boże i to będzie fizyczne królestwo – odpowiada założycielka wspólnoty.
– Podczas każdej Eucharystii wszyscy katolicy na świecie wypowiadają słowa: „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale”. To wszystko jest. Tylko nieodkryte, niezaakcentowane – kończy.
Modlitwa wstawiennicza: od uzdrowień po sukcesy w pracy
Po wystąpieniu mówcy atmosfera w sali się zmienia. Trzecia część wieczoru przebiega w głębszej zadumie. To czas poświęcony modlitwie wstawienniczej.
– Czasami wychodzi z tego coś konkretnego: uzdrowienia, Boże prowadzenie w pracy – tłumaczy Tomasz Pradela, członek wspólnoty. – Ludzie proszą o modlitwę za zwykłe, codzienne sprawy: uzdrowienie chorego kręgosłupa czy strun głosowych. Potem czasami piszą maile, że faktycznie im się polepszyło. Pan Bóg chciał ich uleczyć – dodaje.
Tomasz kilka lat temu przeprowadził się do Krakowa z żoną Agnieszką i czworgiem dzieci. Mieszkają w domu na obrzeżach miasta. On jest inżynierem w firmie budowlanej, ona filolożką i menadżerką kultury, aktualnie opiekującą się dziećmi. Do pierwszej wspólnoty charyzmatycznej trafili dużo wcześniej, w Warszawie.
– To był taki moment, w którym powstało kilka grup charyzmatycznych: Głos na Pustyni, Metanoia, Głos Pana, Dom w Ramionach Ojca, Abba – wylicza Agnieszka. Wspólnoty religijne stały się punktami zakotwiczenia w nomadycznym stylu życia Pradelów. Mieszkali w Warszawie, Poznaniu, teraz w Krakowie. – Dzięki temu mamy relacje z ludźmi o podobnych wartościach – mówi Agnieszka.
Dzieci Pradelów uczestniczą w spotkaniach dla najmłodszych, podczas których łączą zabawę z zajęciami biblijnymi i wspólną modlitwą. Rodzice z kolei należą do małej grupy domowej, jednej z wielu działających w Głosie na Pustyni. Podczas spotkań studiują Biblię, słuchają świadectw wiary, wspierają się nawzajem z innymi rodzinami. Są zaangażowani w tworzenie muzycznej oprawy środowych spotkań wspólnoty.
– W taki sposób możemy się spotkać z Duchem Świętym. Dajemy sobie otwartość na to, że w ramach muzycznej przestrzeni On też będzie się z nami komunikował. Dajemy się prowadzić – mówi Tomasz.
Fundament i sztafeta: jak zostać członkiem wspólnoty
Nim przystąpi się do Głosu na Pustyni i jednej z grup domowych, trzeba przejść kurs Fundament. W taki sposób weszła do wspólnoty Ewa Nowak.
– Są tam osoby wierzące i niewierzące, które poznają, czym jest chrześcijaństwo oraz jak wygląda życie we wspólnocie – tłumaczy Karol Sobczyk.
– Raz w miesiącu trwamy również w sztafecie modlitewnej, podczas której co pół godziny przekazujemy sobie modlitwę, którą otaczamy osoby po ludzku nieuleczalnie chore z naszej wspólnoty. Dotykamy tematu służby, bo każdy z nas ma jakieś miejsce swojej posługi – ciągnie.
W przypadku Ewy Nowak to goszczenie przybyłych na środowe spotkanie.
– Na koniec wspólnie podejmujemy decyzję, czy widzimy w tej drodze Boże prowadzenie i czy chcemy razem dzielić życie we wspólnocie – kończy Sobczyk.
Problemy przywództwa: jak chronić się przed ryzykiem
– Zawsze trzeba być czujnym – odpowiada Ewa Nowak na moje pytanie, czy nie obawia się ryzyka związanego z projekcją, hermetycznością grupy lub gloryfikacją prowadzących. Pytanie nie bezzasadne, biorąc pod uwagę choćby ostatnio opisywaną historię megakościoła Bethel Church, którego lider czerpał „proroctwa” z internetu i wykorzystywał seksualnie podwładnych.
– Dobrze jest mieć autorytety, ale niebezpieczne jest opieranie swojej wiary wyłącznie na zdaniu jednej osoby, bez uwzględnienia szerszego nauczania Kościoła oraz prawdy zawartej w Ewangelii – tłumaczy.
– Zadaniem lidera jest zachęcać, wspierać w wierze, powierzać odpowiedzialność. Podążamy za Jezusem, budujemy razem wspólnotę. Ale wiem, że są takie miejsca w Kościele katolickim, gdzie mówi się nieprzychylnie o charyzmatach. A przecież rozdział 12 Pierwszego Listu do Koryntian mówi, że to dar dla każdego z nas. Jako chrześcijanie jesteśmy posłani do posługiwania zgodnie z charyzmatem, czyli z tym, czym obdarował nas Duch Święty. Wierzę, że charyzmatyczność może wychodzić z kontemplacji i do kontemplacji prowadzić – kończy.
Pradelowie na to samo pytanie odpowiadają z przekonaniem, że to, co robią, jest osadzone w kontekście Kościoła katolickiego. Dlatego nie rezygnują z cotygodniowej mszy i co jakiś czas jeżdżą na rekolekcje ignacjańskie. – Czy ktokolwiek, kto dzisiaj nazywa się osobą wierzącą, nie boi się tego, o czym mówisz? Wszyscy ryzykują. Wiara zakłada, że po prostu: wierzymy. I że musimy zaufać – odpowiada mi Agnieszka.
Z kolei Sobczykowie przekonują, jaką wartością jest dla nich zespołowe przywództwo. Liderzy grup korzystają z pomocy spowiedników i towarzyszy duchowych.
– Każdy dorosły, z około dwustu członków wspólnoty, należy także do domowych grup formacyjnych – tłumaczy Karol Sobczyk. – Czytamy Słowo i staramy się wprowadzać je w życie. Staramy się być dla siebie autentyczni, dzieląc się naszym życiem. W szczerości i otwartości.
Modlitwa ciałem i siła bezwarunkowej miłości
Wracam do Ewy Nowak z pytaniem o rozbawioną, roztańczoną formułę środowych spotkań.
– Gdy wchodzisz tu z ulicy, nie znając kontekstu, widzisz skaczących, tańczących ludzi i możesz oceniać to po pozorach, zupełnie nie wiedząc, co dzieje się w ich wnętrzach. Nie wyobrażam sobie chrześcijaństwa bez ciszy i kontemplacji – mówi Ewa.
– Ale też wierzę, że wyrażamy się również poprzez swoje ciała. Taka forma modlitwy pomaga mi się spotkać z Bogiem i wbrew pozorom skupić się tylko na Nim. Robię tak również w domu, choć to nie jedyna praktykowana przeze mnie forma modlitwy. Środowe spotkania Głosu są ważną częścią mojego życia i myślę, że trudno bez wspólnoty żyć wiarą i rozwijać się w niej.
– Dostajemy od Boga to, co najlepsze, więc chcemy przekazać to dalej, tym, z którymi się dzielimy. Teoretycznie każda parafia mogłaby tak wyglądać – mówi Tomasz Pradela.
– Życie we wspólnocie to nie tylko branie, lecz także dawanie. W ten sposób uczymy się, że innych mamy traktować tak, jak samych siebie. I odwrotnie. Modlitwa grupy ma moc.
– Naszym pragnieniem jest odnowiony Kościół pełen odnowionych ludzi, którzy w mocy miłości i jedności, świadomi swojego dziedzictwa duchowego zwiastują Królestwo Boże – mówi Karol Sobczyk.
– A to oznacza: doświadczyć na sobie bezwarunkowej miłości. Jest wielu nominalnych katolików, którzy idą do kościoła, ale ich życie nie ma związku z tym, co usłyszeli. Ci, którzy doświadczą miłości, bezwarunkowego przyjęcia, wiedzą, że naszym zadaniem jest na nie odpowiedzieć. I że to przemienia całe życie.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















