Bethel Church to jeden z amerykańskich megakościołów w nurcie protestanckim. Na nabożeństwach charyzmatycznych z muzyką uwielbieniową, proroctwami i uzdrowieniami gromadzi tysiące ludzi, co fascynuje wiele osób, także w Kościele katolickim, z którym Bethel teoretycznie niewiele ma wspólnego. Choć gdyby dobrze się przyjrzeć, można rozpoznać katolickie wspólnoty, także w Polsce, wzorujące się na przykładzie megakościoła z Kalifornii.
Bethel Church: jak Bill Johnson zbudował globalne imperium charyzmatyczne
Założony został w 1954 r., od trzydziestu lat na jego czele stoi Bill Johnson, za którego rządów Bethel Church przeobraziło się z kościelnej wspólnoty w prawdziwe konsorcjum, które prowadzi profesjonalną działalność muzyczną, wydawnictwo oraz sieć szkoleniową dla liderów. Bethel School of Supernatural Ministry to szkoła, która uczy praktyk charyzmatycznych, czyli proroctw, uzdrawiania, „słyszenia Boga” i ulicznej ewangelizacji.
Aktualnie liczy ponad 13 tys. absolwentów w ponad stu krajach. Dzięki nim duchowość i sposób działania Bethel Church promieniuje na cały świat, w tym również na wspólnoty katolickie.
Skuteczność tego promieniowania zapewnia w dużej mierze mechanizm świadectw, wygłaszanych natychmiast po modlitwach, sprawiających wrażenie, że modlitwa „zadziałała”, wydarzył się cud.
Działania modlitwy trudno kwestionować, choć warto pamiętać, że w czasie takich z rozmachem organizowanych wydarzeń łatwo o autosugestię czy efekt placebo (długotrwałych skutków „uzdrowień” najczęściej się już nie weryfikuje). A emocjonalne i natychmiastowe świadectwa wzmacniają przede wszystkim autorytet lidera czy osoby prowadzącej modlitwę.
Innym znakiem przenikania duchowości z Bethel Church do katolickiego świata jest muzyka – w USA jeden z najważniejszych nośników teologii. To ona kształtuje język modlitwy i wyobrażenie o Bogu. Muzyka z Bethel jest eksportowana na cały świat wraz z modelem pobożności, emocjonalnymi uwielbieniami, narracją o „niebie na ziemi” oraz naciskiem na znaki, cuda, słowa poznania i uzdrowienia.
Bethel Church w Polsce: wpływ kalifornijskiego megakościoła na katolickie wspólnoty
Także w Polsce znajdziemy ślady kalifornijskiej wspólnoty.
Ben Armstrong, jeden z liderów Bethel, we wrześniu ubiegłego roku był w Warszawie na organizowanej przez Społeczność Chrześcijańską Północ Konferencji Proroczej „Sny i wizje”. Organizatorzy zachęcali do udziału, przekonując: „Czy wiedzieliście, że przesypiamy prawie 1/3 naszego życia? W ciągu 60 lat to aż około 20 lat spędzonych we śnie! Sen to nie tylko czas odpoczynku – to także przestrzeń, w której Bóg może przemawiać do nas i dzielić się swoją mądrością poprzez sny”.
Z Bethel Church związany był także znany charyzmatyk Marcin Zieliński, który w publicznych wypowiedziach nie ukrywał, że zna liderów kalifornijskiego Kościoła i jeździ do jego siedziby w Redding. Nie jest również żadną tajemnicą, że działaniami Bethel Church inspirowali się organizatorzy warszawskiego wydarzenia „Jezus na Stadionie” z o. Johnem Bashoborą.
Zjawisko przenikania protestanckich inspiracji do Kościoła katolickiego nie jest oczywiście niczym nowym ani zdrożnym. Członkowie obu Kościołów wierzą przecież w tego samego Jezusa Chrystusa, wzywają Ducha Świętego, mogą więc modlić się tymi samymi słowami i pieśniami. Nie było i nie ma niczego nagannego w tym, że wiele katolickich wspólnot właśnie w taki sposób próbuje szukać własnej odnowy, nie porzucając katolickiej ortodoksji.
Skandal w Bethel Church: oskarżenia wobec proroka Shawna Bolza i reakcja liderów
Skandal wybuchł w połowie stycznia tego roku, kiedy to na platformie YouTube opublikowany został długi, bo liczący prawie sześć godzin film ze świadectwami osób skrzywdzonych w Bethel Church.
Oskarżenia wobec liderów Kościoła pojawiały się już wcześniej. Koncentrują się zasadniczo wokół dwóch wątków.

Pierwszym są przestępstwa seksualne. Już w 2019 r. Shawn Bolz, jeden z głównych liderów Bethel Church, charyzmatyczny mówca, autor książek i programów telewizyjnych, uznawany za „głos proroczy”, był oskarżany o niewłaściwe zachowania wobec podwładnych. W filmie poznajemy szczegóły tego „niewłaściwego zachowania”: ekshibicjonizm, wysyłanie zdjęć genitaliów, masturbacja w obecności osób, które były od niego zależne zawodowo lub znalazły się w sytuacji bez wyjścia, na przykład podczas wspólnej podróży.
Przypomnijmy: mówimy o wielkim charyzmatycznym liderze, występującym publicznie, by przekazywać ludziom głos prosto od Boga.
Liderzy Bethel Church wiedzieli od początku o tych oskarżeniach, co sami dziś przyznają, przekonując, ze łzami w oczach, że nie byli pewni, czy oskarżenia są prawdziwe, a nie chcieli przecież „krzywdzić człowieka”.
Fałszywe proroctwa: jak Shawn Bolz wykorzystywał dane z Facebooka
Nie mniej skandaliczny jest drugi wątek oświadczenia liderów: przyznanie, że „proroctwa” w Bethel Church były fałszowane. Co może oznaczać, że wszystko, dzięki czemu „charyzmat wspólnoty” promieniował na cały świat, było mistyfikacją, a nie odpowiedzią Ducha Świętego na modlitwę liderów.
Shawn Bolz miał zwyczaj w czasie charyzmatycznych modlitw wywoływać z imienia i nazwiska osoby obecne na sali. Podawał różne szczegóły dotyczące ich życia – adres zamieszkania, liczbę i imiona dzieci. Wiedział, jak wabi się ich pies, jakie mają kłopoty zdrowotne czy zawodowe. Wszyscy uznawali, że taka wiedza pochodzić może jedynie z objawienia Ducha Świętego, o czym zresztą sam Boltz zapewniał. Podawane przez niego informacje przyjmowano z entuzjazmem i aplauzem. Wywoływane osoby miały „dowód”, że są dla Boga ważne, skoro się nimi interesuje.
Liderzy Bethel Church przyznają w filmie, że prawdę o ludziach przekazywał Boltzowi jednak nie Duch Święty, ale Facebook. Charyzmatyczny lider miał dostęp do listy uczestników, więc w łatwy i szybki sposób mógł się przygotować do „objawień”.
Boże małżeństwo: od „daru od Boga” do przemocy domowej
Jednym z najbardziej szokujących momentów w filmie – i pokazującym skutki działania Bolza – jest świadectwo Jubilee Dawn. Gdy w 2015 r. kobieta poszła na modlitwę z Bolzem, była w szczęśliwym związku. Jednak niespodziewanie Bolz objawił jej nowego partnera, którego wywołał po imieniu i ogłosił, że „Bóg daje mu tę oto dziewczynę”.
Jubilee była wstrząśnięta. Bolz nigdy jej wcześniej nie spotkał, ale dostrzegł ją w tłumie, wymienił jej imię i nazwał Bożym darem dla obcego mężczyzny. Dziś przyznaje, że sama zaczęła wierzyć w Bożą wolę. Nie wiedziała wtedy, że Bolz dzień wcześniej spotkał się z jej nowym partnerem, ustalając sposób działania. Nie pomyślała, że jej dane były publicznie dostępne w mediach społecznościowych. Także informacja o związku, w którym dotąd była.
Jeszcze tego samego roku Jubilee wyszła za wskazanego przez proroka mężczyznę. W małżeństwie, rzekomo danym od Boga, bardzo szybko doświadczyła przemocy psychicznej, fizycznej i duchowej. Po czterech latach uciekła od męża, który omal jej nie zabił.
Kryzys Bethel Church: jak skandal podważył wiarygodność proroctw i charyzmatów
Wydarzenia w Bethel Church są modelowym przykładem łamania drugiego przykazania – „nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno”. W charyzmatycznej wspólnocie cynicznie wykorzystywano imię Boga do budowania własnej chwały, zdobywania wyznawców, a co za tym idzie – także pieniędzy.
A skoro Bethel Church zbudowany był nie na działaniu Ducha Świętego, ale na oszustwie, również ci wszyscy, którzy się nim inspirowali, powinni zadać sobie pytanie o wiarygodność tego modelu ewangelizacji. I zastanowić się, czy warto nadal modlić się o uzdrowienie i prorokować tak, jak uczono ich w Bethel.
Bo nie chodzi jedynie o kryzys zaufania wobec jednej, znanej wspólnoty, ale o utratę wiarygodności różnego rodzaju „proroctw” i „słów poznania”. I dobrze. Bóg nikomu nagle niczego innego nie objawia, poza tym, co przekazał przez tysiące lat w Objawieniu. Nie odpowiada na losowe pytania z sali. Nie udowadnia swojej obecności, niczym duch na seansach spirytystycznym.
Nie sypie złotym pyłem czy piórami, jak działo się w Bethel. Wszystko, co było konieczne do zbawienia, powiedział w Jezusie Chrystusie. I z nikim nie dzieli się wiedzą na temat imienia czyjegoś psa.
Kryzys w Bethel Church pokazuje, jak wielki mamy problem z rozumieniem charyzmatów. To nie sztuczki, zapewniające sławę człowiekowi. To nawet nie dary dla konkretnego człowieka, ale dary dla całego Kościoła, służące budowaniu wspólnoty. Jeśli nie przynoszą jedności, a burzą i oddzielają – nie są prawdziwymi charyzmatami. Jeśli nie są podporządkowane rozeznaniu Kościoła, prędzej czy później staną się narzędziem w rękach duchowych szarlatanów.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















