Przed krakowską publiczność wychodzi szczupły, dobrze ubrany mężczyzna. Zanim zabrzmią pieśni uwielbienia, zdąży zacytować Kartezjusza i Chestertona. Johannes Hartl – tuz niemieckiego ruchu charyzmatycznego pokazuje, jak robić Kościół dziś: nowocześnie i z pamięcią popełnionych błędów.
Zrodzony z amerykańskich przebudzeń i napędzany zielonoświątkową energią ruch charyzmatyczny to fenomen chrześcijaństwa żywego i biblijnego. Przyciąga tłumy szukające czegoś więcej niż tradycji: autentycznej relacji z Jezusem, wspólnotowego uwielbienia i namacalnej obecności charyzmatów. Czy to wystarczy, by tworzyć zdrowy Kościół?
Amerykańskie wzorce w europejskim ruchu charyzmatycznym
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie liczba nadużyć i wątpliwych fenomenów, które ten ruch wydał i które z amerykańskiego gruntu przeszły do Europy.
„Wygodnie mi było dostrzegać tylko pozytywy: wielotysięczne megakościoły, tysiące misjonarzy, pomoc materialną, muzykę gospel. Ale zamykałem oczy na skandale seksualne i finansowe lub coraz bardziej chore teologie, które tam były od lat i zaczęły docierać do nas” – napisał w swoich mediach społecznościowych Tomasz Żółtko, protestancki muzyk.
Te skandale były tematem licznych dziennikarskich śledztw. Tylko pierwszy kwartał 2026 r. przyniósł sprawę Shawna Bolza z Bethel Church, dopuszczającego się tzw. innych czynności seksualnych i fałszowania proroctw. Na gruncie polskim mieliśmy z kolei pierwszy przypadek kanonicznego ukarania świeckiego lidera, Jacka Weigla.
Choćby na tych przykładach widać, jakie są kluczowe zarzuty wobec charyzmatyków: zbyt silna rola liderów, co może prowadzić do nadużyć władzy, kontrowersyjne nauczanie, brak finansowej transparentności.
Bożyszcza tłumów generują zyski i przyciągają ludzi, a jednocześnie podlegają słabej lub żadnej kontroli. A jeżeli nawet, to ciała kontrolne nierzadko są z nimi zaprzyjaźnione i ignorują zgłaszane krzywdy w imię „większego dobra”.
Ciemna strona wspólnot charyzmatycznych
Dr Ewelina Berdowicz, religioznawczyni zajmująca się naukowo przemocą duchową, wskazuje na problematyczne kwestie związane z pieniędzmi:
– Czy jest szansa na normalną wspólnotę charyzmatyczną? Nie sądzę, bo dopóki to przynosi profity, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał zrobić na tym biznes. John Wimber, ojciec neopentakostalizmu, jaki dziś znamy, dzięki głoszeniu swoich nauk osiągnął znaczne korzyści majątkowe. Spotykałam się też z sytuacjami, kiedy odejście z ruchu oznaczało utratę pracy albo mieszkania.
Często u podłoża tych problemów leży kontrowersyjna teologia. Na przykład „ewangelia sukcesu”, która uznaje powodzenie materialne za wyraz Bożego błogosławieństwa, a kłopoty ze zdrowiem, niepełnosprawność czy ubóstwo za efekt grzechu lub opętania. Albo „teologia dominacji”, mówiąca o konieczności odzyskania przez chrześcijan wpływu na społeczeństwo, co się przekłada na związki z politykami czy światem biznesu.
Albo fundamentalizm, literalna lektura Biblii, kreacjonizm, dyskryminacja kobiet, potępianie osób LGBT+. Albo pandemoniczny obraz świata, postrzeganie siebie w ciągłej walce duchowej, przekonanie, że diabeł może dostać się do człowieka przez liczne „furtki”, np. słuchaną w młodości muzykę Behemota czy wizytę babci u wróżki czterdzieści lat temu.
Wątpliwości może też budzić muzyka uwielbieniowa, nastrojowa i potencjalnie manipulacyjna, opieranie duchowości na widowiskowych elementach czy nadużycia w uznawaniu ponadnaturalnych charyzmatów i fenomenów.
Można pytać o „gesty prorocze”, jak walenie diabła w mordę (Apostoł Tomasz Dorożała), o „chrześcijańskie demoniczne gabinety psychologiczne” (Revival Church), o ogłaszanie nad swoimi kartami bankowymi napływu pieniędzy w imię Jezusa (pastor Jakub Kamiński), o pastorów, którzy zdradzają żony i nie uważają tego za przeszkodę w kontynuowaniu swojej służby.
Czy zdrowa wspólnota jest możliwa?
Czy w takim razie dziś, w Polsce, da się budować zdrowe wspólnoty, świadome problemów przeszłości, uczące się na nich, proponujące prewencję i konstruktywne nauczanie? Ale też zachowujące wszystkie walory tego ruchu? Bo przecież tych też nie można mu odmówić. W końcu nie bez powodu ruch charyzmatyczny uważany jest za jedną z najprężniej rozwijających się gałęzi chrześcijaństwa. Który wyciąga ludzi z nałogów, przemienia ich życie, daje pokrzepienie i oparcie.
Johannes Hartl stworzył własną odpowiedź: autorski koncept eklezjalny Eden Culture, który opiera się na relacjach, sensie i pięknie. Jako literaturoznawca, filozof i teolog katolicki, Hartl często sięga do Dostojewskiego czy Heideggera. Takim językiem mówiło dotąd mało charyzmatycznych liderów. Teolożka, ks. dr Maria Hinsenkamp, dostrzega w nim jednak podwójne kodowanie: język piękna i filozofii jest „dla świata”, by pokazać atrakcyjność chrześcijańskiej wizji, a język walki duchowej – dla środowiska charyzmatycznego.

Nela Zommer z Kościoła Echo w Szczecinie podkreśla rolę relacji i dbanie o ich jakość we wspólnocie:
– Jedną z naszych głównych misji jest łączenie ludzi z Bogiem poprzez zmianę wizerunku Boga, Jezusa i Kościoła w Polsce. Jak się to realizuje w praktyce? Na przykład przez troskę o wygląd przestrzeni na nabożeństwo, jedzenie, dobrą kawę, odpowiednią komunikację w social mediach, aż po „Kościół dziecięcy”, z nabożeństwami dostosowanymi do ich wieku.
Dla Marcina Iskrzyckiego z parafii w Wiśle-Malince, która ma wyraźniejszy niż większość luterańskich parafii rys wielbieniowy, ważna jest realizacja pasji poprzez pracę:
– Parafia w Malince była pierwszym miejscem, gdzie 27 lat temu, jako młody człowiek, mogłem się zaangażować w pracę techniczną, nagłośnienie, zespół muzyczny. To jest chyba jedna z najskuteczniejszych metod zachęcania ludzi do Kościoła: dać im się zaangażować, by nie byli tylko odbiorcami.
Jak stworzyć system odporny na manipulację?
W dobie chaosu i samotności nowoczesna wspólnota, która daje poczucie sensu, sprawczości i głębsze relacje, brzmi jak pomysł na Kościół XXI wieku. Ale budowanie go bez zabezpieczeń przed zagrożeniami to stawianie domu na piasku.
Pierwszym poziomem bezpiecznego Kościoła jest transparencja: jasne i znane każdemu zasady, za których nieprzestrzeganie można każdego pociągnąć do odpowiedzialności i wiadomo, jak to zrobić.
Kolejnym mogłaby być edukacja: liderów, by wiedzieli, kiedy ich komunikat zawiera elementy presji, i wiernych, by byli w stanie wyłapać manipulacje.
Przykłady dobrych praktyk można mnożyć, pamiętając, że wciąż nie są one powszechne.
W Niemczech, po opublikowaniu niezależnych raportów dotyczących pedofilii, Kościoły – tak katolicki, jak i ewangelickie – zaostrzyły swoje standardy ochrony. Założony przez Johannesa Hartla Dom Modlitwy w Augsburgu dodatkowo wprowadził własne regulacje, np. obowiązek organizowania na czas każdego wydarzenia specjalnego punktu, w którym można zgłaszać wszystkie nieprawidłowości, czy szkolenia z zakresu nadużyć duchowych dla członków zespołu.
Jak polskie wspólnoty religijne wdrażają standardy ochrony dzieci
– Trochę przespaliśmy te lata, kiedy skandale przewalały się przez Kościół katolicki, a my udawaliśmy, że u nas ich nie ma – mówi Marcin Iskrzycki z Malinki. – Dlatego sprawa wykorzystania seksualnego przez duchownego naszego Kościoła spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Okazało się, że nadużycie władzy w kontekście dzieci nie jest związane wyłącznie z celibatem lub jego brakiem, że to jest bardziej skomplikowane.
Dziś w Polsce można sięgnąć do publikacji „Jak chronić dzieci”, wydanej przez Kościół Ewangelicko-Augsburski, czy też skorzystać z kursu SAFEGUARDING na temat bezpieczeństwa w Kościele, przygotowanym przez międzynarodowe grono katolików. Szkolenia oferuje także Alians Ewangeliczny, zrzeszający Kościoły ewangelikalne. Wszystkich obowiązuje też prawo państwowe, w tym kontekście tzw. ustawa Kamilka, choć tempo jej wdrażania (i chęci) są w Kościołach różne.
Kościół rzymskokatolicki opracował również dokumenty dotyczące stricte praktyk wspólnot charyzmatycznych, np. dotyczące zakazu „spowiedzi furtkowej” czy konieczności jasnego oddzielenia modlitwy o uwolnienie od oficjalnego obrzędu egzorcyzmu. Papież Franciszek wprowadził też kadencyjność liderów stowarzyszeń świeckich, by zapobiegać kultowi jednostki i monopolizacji władzy.
Jak walczyć ze szkodliwą narracją religijną
O podobne ustalenia trudniej w polskim świecie protestanckim, co nie oznacza, że taki namysł nie istnieje.
Nela Zommer podaje przykład dobrej, choć nieujętej na piśmie praktyki ze swojej wspólnoty: – Żadne pierwsze spotkanie z osobą płci przeciwnej, która chce dołączyć do Kościoła, nie odbywa się jeden na jeden. A każdy pastor czy pastorka ma nad sobą zwierzchnika lub zwierzchniczkę.
Na rzecz duchowości zdrowej emocjonalnie działa Irmina Wolniak, „pastorowa od emocji” z Kościoła Radość w Gdańsku. W social mediach i podczas szkoleń zwraca uwagę na osobiste relacje („Bóg nie jest twoim przemocowym rodzicem”, „Klaps to grzech”) i wybory, ale odnosi się też do kwestii systemowych, wskazując przykłady manipulacji („Duch Święty mi powiedział”) czy szkodliwość narracji łączących depresję z grzechem.
Problem toksycznego przywództwa omawia też w serii filmów Łukasz Kupczyński, lider Wspólnoty Górna Izba w Gorzowie Wielkopolskim. Na kanale Szkółka Niedzielna dla Niedopasowanych punktuje zbyt szybkie przywracanie drapieżców seksualnych do służby w Kościele, budowanie narracji wybielającej oprawców czy obwiniającej osoby doświadczające przemocy.
Duchowość i psychologia
– Do nadużyć dochodzi, kiedy szukamy znaków, a nie Jezusa – mówi Karol Sobczyk ze wspólnoty Głos na Pustyni. – Co nie oznacza, że nie chcemy, aby On działał. Wręcz przeciwnie. Ale jeśli ktoś mi dziś powiedział podczas spotkania, że Pan właśnie uleczył jego permanentnie bolące plecy, to poczekałbym 3 tygodnie ze świętowaniem tego faktu we wspólnocie. To może być cud, ale może też być wynikiem emocji albo efektem placebo. Jako psycholog zwracam na to uwagę. Są osoby, które tak bardzo chcą znaleźć się w centrum uwagi, że potrafią zobaczyć cuda tam, gdzie realnie ich nie ma. Dlatego weryfikacja i obiektywizacja powinny być istotnym elementem troski wspólnoty – żebyśmy byli w tym świecie widziani jako naprawdę uczciwi i wiarygodni.
Karol jest głównym liderem swojej wspólnoty, ale zespół liderski Głosu na Pustyni tworzy kilka osób. – Jestem przekonany, że zdrowe przywództwo jest zespołowe. Nie może spoczywać na barkach jednej osoby. Konsultacje, szkolenia i superwizja to bardzo cenne praktyki.
– Ostatni synod zielonoświątkowy wprowadził wymóg posiadania przez pastorów wykształcenia kierunkowego. Regularnie organizujemy konferencje „Krytyczne wyzwania duszpasterskie”, gdzie porusza się tematy m.in. seksualności czy depresji. W pierwszy weekend po Wielkanocy odbyło się Psycho Forum z tematami takimi jak przemoc psychiczna i zdrowe granice. Ruch zielonoświątkowy nie jest już aintelektualny – zauważa dr Andrzej Migda z Wyższej Szkoły Teologiczno-Społecznej w Warszawie, badający ruchy pentakostalne i posługujący w jednym z nich.
Transparentność finansowa
Kościoły podlegają regulacjom finansowym czy prawa pracy, choć nie zawsze widać to w praktyce (umów o pracę z organistą wciąż ze świecą szukać).
Marcin Iskrzycki z Wisły-Malinki mówi o kilkuetapowej kontroli finansów, która nie raz pozwalała wyłapać nieprawidłowości. Jawność finansowa jest też w Echo, gdzie raz na rok odbywa się prezentacja raportu na specjalnym spotkaniu.
W Głosie na Pustyni każda osoba ma partycypacyjny wpływ na finanse.
– Jeżeli jesteś w służbie uwielbienia, masz wpływ na wydatki, które tam są realizowane – mówi Karol Sobczyk. – Każdy lider dwa razy w roku tworzy przestrzeń dla rozmowy z członkami swojej służby o tym, co jest potrzebne. Transparentność wydatków daje poczucie bezpieczeństwa. Niektórzy się z nas śmieją, bo płacimy ZAiKS. Owszem, liturgiczne wykonania utworów są zwolnione z opłaty, ale ja pytam: co z innymi sytuacjami? Płacimy tantiemy, bo uważamy, że chrześcijanie powinni być pierwsi w standardach.
Czego Kościół może nauczyć się od charyzmatyków
Czy charyzmatycy nauczyli się czegoś po licznych, ujawnionych nadużyciach?
– Młodzi przyjdą do Kościoła, który będzie bezpieczny – mówił Johannes Hartl podczas krakowskiej konferencji.
– Jesteśmy wciąż na początku drogi – zauważa jedna z osób, z którą rozmawiam. - Często brakuje świadomości i edukacji. Zdarza się narracja „u nas nie ma tego problemu”. Bywa, że wspólnota chce coś zmienić, ale pastor się sprzeciwia. Wielu liderów odbiera uwagi do ich pracy jako osobistą krytykę.
Ktoś inny dodaje: – Charyzmatycy wpadają w pułapkę myślenia, że to, co Boże, nie może prowadzić na manowce. A przecież większość sprawców wygląda na bardzo pobożnych ludzi.
We wspólnotach charyzmatycznych wzrasta świadomość zagrożeń, ale brakuje narzędzi radzenia sobie z nimi i sposobów zapobiegania. Jednocześnie tradycyjne Kościoły mogłyby się uczyć od charyzmatyków choćby gościnności i szukania form bliższych młodym ludziom. W jednych i drugich nie brak natomiast ludzi, którzy marzą o zdrowych wspólnotach. I robią wszystko, by były możliwe także w długodystansowej perspektywie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















